Serwis korzysta z plików cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę, że będą one umieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Mogą Państwo zmienić ustawienia dotyczące plików cookies w swojej przeglądarce.

Zero cukru czy zero rozsądku?

23-06-2021 20:30 | Autor: Tadeusz Porębski
Tak sobie ostatnio myślę, że autor piszący felieton musi mieć przede wszystkim na względzie korzyści, jakie mogą odnieść chętni do przeczytania jego pisaniny. Pisanie dla pisania to tylko strata czasu i energii. Co dzisiaj może zainteresować Czytelnika? Moim zdaniem, rzetelna informacja i krytyka, dotycząca rzeczy, z którymi na co dzień się styka. Szczególnie ważne jest to właśnie dzisiaj w zalewie medialnych reklam, bo większość z nich to mgła i dziadowski pic. Aby tylko wcisnąć swój towar frajerom, którzy uwierzą w to, co im się wciska – unikatowy, zbawienne skutki, natychmiastowe działanie, usuwa wypryski i odciski, etc.

Co podczas letniej fali upałów jest najważniejsze? Napoje. Wiadomo dlaczego. Podczas upałów należy bowiem pić przynajmniej 3 litry płynów dziennie, najlepiej wysoko zmineralizowanej wody mineralnej, by nie dopuścić do wypłukania z organizmu przede wszystkim potasu napędzającego pracę serca. To zalecenie lekarzy. Już dwa razy pisałem o różnicach między wodą źródlaną a mineralną i publikacja spotkała się z dużym zainteresowaniem Czytelników. U progu sezonu wakacyjnego uznałem, że rzecz należy omówić powtórnie, ponieważ jest niebywale ważna, a ponadto poprzednią publikację uzupełnić o dane, których naonczas nie posiadałem.

Niestety, duża część naszego społeczeństwa nie widzi żadnej różnicy między wodą mineralną wysoko zmineralizowaną a źródlaną. Zamawiasz u kelnerki flaszkę wody mineralnej, a ona przynosi ci Kroplę Beskidu i reklamuje ją jako mineralną. I musisz uświadamiać jej różnicę. Kiedyś poprosiłem znajomego menedżera o wyjaśnienie, czemu w jego kawiarni, a także wielu innych, nie uświadczysz wysoko zmineralizowanej wody mineralnej, tylko szprycują cię wodą posiadającą śladowe ilości minerałów. Menedżer oświecił mnie ściszonym głosem: "Jak nie wezmę Kropli Beskidu, nie dostanę Coca-Coli, bo to ten sam producent". I wszystko jasne - sprzedaż wiązana, narzucona przez zagranicznego hegemona, dbającego wyłącznie o własny biznes. Nie chcę powiedzieć, że mam cokolwiek do Coca-Coli. Pijam ją od czasu do czasu, bo zmrożona cola to znakomity napój, ale wystrzegam się tej "zero cukru". Powód wyjaśnię w dalszej części felietonu. Natomiast praktyki handlowe uprawiane przez koncern Coca-Cola wcale mi się nie podobają. Tak więc Kropla Beskidu to dziś Coca-Cola; Żywiec Zdrój to Danone, a Nałęczowiankę przejęło Nestlé. Z popularnych i bardzo dobrych wód mineralnych tylko Muszynianka oparła się zagranicznemu kapitałowi, dlatego jest u mnie na pierwszym miejscu.

A jaką wodę piją na ogół Polacy? Fundacja Pro-Test – na zlecenie Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów – przeprowadziła test wody. Akredytowane laboratorium przebadało na zlecenie fundacji aż 15 półtoralitrowych wód butelkowanych (11 mineralnych i 4 źródlane). Wybrano je na podstawie szczegółowego rekonesansu w sieciach super- i hipermarketów. Zdecydowano się na wspólne zestawienie wód mineralnych i źródlanych, by pokazać wybór, przed jakim staje konsument. Badania wykazały, że wody źródlane nie różnią się składem mineralnym od zwykłej wody z kranu. To niebywale ważna informacja dla każdego konsumenta, który nie ma bladego pojęcia, że płaci za coś, co ma za darmo w kranie.

Składniki mineralne, występujące w wodach w formie jonowej, stanowią dobre uzupełnienie codziennej diety, ale nie są aż tak bogatym źródłem związków mineralnych, jak np. kasza gryczana (218 mg magnezu w 100 g), czy żółty ser (800-1000 mg wapnia/100 g). Aby pokryć dzienne zapotrzebowanie na wapń, które średnio wynosi 1000 mg, trzeba by wypić prawie 23 l wody Żywiec Zdrój lub Kropli Beskidu (łączna zawartość składników mineralnych wynosi tylko 383,3 mg/l), ponad 9 l Nałęczowianki, bądź 5 l Muszynianki. Natomiast zapotrzebowanie na magnez (300 mg dziennie) pokryłoby wypicie w jednym dniu ponad 54 l wody Żywiec Zdrój, 15,5 l Kropli Beskidu, niemal 14 l Nałęczowianki, bądź prawie 2,5 l Muszynianki. To porównanie doskonale obrazuje, która z wymienionych wyżej wód jest najbardziej wartościowa.

Wody mineralne klasyfikowane są w zależności od ogólnej zawartości minerałów w litrze. I tak nie więcej niż 500 mg/l to woda bardzo nisko zmineralizowana, od 500 do 1500 mg/l – średnio zmineralizowana, powyżej 1500 mg/l – wysoko zmineralizowana. Jedną z najlepszych wód mineralnych w kraju, porównywalną ze słynną i drogą Vichy, jest lekko słonawa ciechocińska Krystynka. Suma składników stałych tej genialnej wody to aż 3416,58 mg/l! Krystynka zawiera dużą ilość magnezu, pierwiastka życia, który zapobiega chorobom naczyniowo - sercowym, spowalnia procesy starzenia się, obniża poziom cholesterolu, reguluje ciśnienie tętnicze krwi. Wody wysoko zmineralizowane to wspomniana wyżej Muszynianka, Staropolanka 2000 i Piwniczanka, średnio zmineralizowane to Nałęczowianka, Jurajska, Cisowianka, Kinga Pienińska oraz Ustronianka Biała, natomiast nisko zmineralizowane to Kropla Beskidu, Arctic Plus i Dobrowianka. Test wykazał, że najbardziej stabilnym składem charakteryzują się Muszynianka, Piwniczanka, czy Nałęczowianka. Na ich tle negatywnie wyróżnia się natomiast Kropla Beskidu, woda o najmniej stabilnym składzie mineralnym. Fundacja Pro-Test uważa, iż w przypadku wód mineralnych o małej zawartości ogólnej minerałów należałoby rozważyć zmianę ich kwalifikacji rodzajowej na wody źródlane.

Przejdźmy teraz do najbardziej popularnego po wodzie napoju, jakim jest Coca-Cola, a konkretnie jej wersja "zero cukru". Rzecz dotyczy jednak wszystkich produktów spożywczych posiadających etykietkę "zero cukru". O Aspartamie i jego szkodliwych właściwościach media milczą. Dlaczego? Bo gdyby się odważyły je ujawnić, straciłyby miliardy, ponieważ wielkie koncerny, wytwarzające produkty dietetyczne, których głównym składnikiem jest Aspartam, przestałyby się reklamować. Więc media udają, że problem nie istnieje. A z badań wynika, że ze wszystkich substancji spożywczych obecnych na rynku najbardziej niebezpieczną, dodawaną do żywności i napojów jest właśnie Aspartam. Znajduje się on prawie we wszystkich napojach dietetycznych i energetycznych, gumie do żucia „bez cukru” oraz wyrobach cukierniczych. Miliony osób na świecie, w trosce o zachowanie smukłej sylwetki, używają do słodzenia Nutra Sweet. To nic innego jak Aspartam, który jest kombinacją czterech substancji chemicznych: kwasu asparaginowego (40 proc.), fenyloalaniny (40 proc.), metanolu (alkohol drzewny – trucizna 10 proc). i dwuketopiperazyny (DKP 10 proc.).

Aspartam przez wielu naukowców określany jest jako trucizna, a mimo to znajduje się w powszechnym obrocie. Trudno się dziwić, wszak produkcja tak zwanych słodzików to biznes wart setki miliardów dolarów. Aspartam został odkryty w 1965 r. i dopuszczony do stosowania w produktach suchych 26 lipca 1974 r. Jednak sprzeciw wniesiony w sierpniu 1974 r. przez badacza neurologa dr. Johna W. Olneya oraz prawnika organizacji „Consumer" Jamesa Turnera, jak również wszczęte dochodzenie dotyczące praktyk badawczych firmy G.D. Searle, producenta Aspartamu i NutraSweet, spowodowały, że 5 grudnia 1974 r. US FDA (Federalna Agencja ds. Żywności i Leków) zawiesiła dopuszczenie. Jednak w 1981 r. w niejasnych okolicznościach Agencja niespodziewanie dopuściła Aspartam do stosowania w suchych produktach spożywczych, a dwa lata później również w napojach gazowanych. Cóż za zbieg okoliczności, że w tym czasie szefem rady nadzorczej G.D. Searle był Donald Rumsfeld, osoba w USA niezwykle wpływowa, były doradca prezydenta Richarda Nixona, bliski współpracownik Ronalda Reagana, późniejszy sekretarz obrony w administracji Georga W. Busha. Ważna może być również informacja, że właśnie w 1981 roku, kiedy rozstrzygała się kwestia dopuszczenia Aspartamu, prezydent Reagan dokonał nieoczekiwanej zmiany na stanowisku szefa FDA i powierzył prowadzenie Agencji swojemu człowiekowi Arthurowi Hull Hayesowi.

W raporcie US Department of Health and Human Services z lutego 1994 r. udokumentowano 90 niekorzystnych reakcji spowodowanych przez Aspartam, jak m.in. bóle głowy, migreny, napady epilepsji, depresje, zmęczenie, drażliwość, bezsenność, ataki niepokoju. Dopuszczenie Aspartamu było zdaniem dr. Adriana Grossa, toksykologa FDA, pogwałceniem tak zwanej Poprawki Delaneya, która ma za zadanie chronić obywateli USA przed obecnością w żywności takich substancji rakotwórczych jak metanol (formaldehyd) i DKP. Dr Gross zeznał przed Kongresem USA, że nadużywanie Aspartamu może powodować nowotwory mózgu. Poparł swój wywód danymi statystycznymi. Tysiące dietetycznych produktów i napojów energetycznych mogą zawierać rakotwórczą truciznę. Raport, z którego wynika że Aspartam jest rakotwórczy, otrzymała w 2005 r. Europejska Agencja Bezpieczeństwa Żywności (EFSA). Ustalenia włoskiej European Ramazzini Foundation (ERF), która na prośbę EFSA sprawdzała czy Aspartam jest rakotwórczy, są jednoznaczne. "Wyniki naszych badań mówią same za siebie, Aspartam jest potencjalnym czynnikiem rakotwórczym" – powiedziała dziennikowi „Nowy Dzień" Kathrine Knowles z ERF.

Formalne potwierdzenie, że Aspartam jest trucizną oznaczałoby rewolucję w przemyśle spożywczym. W tysiącach dietetycznych produktów trzeba by zmienić jeden z głównych składników, a te, które już trafiły do sklepów, natychmiast wycofać. To oznaczałoby, że producenci żywności ponieśliby straty liczone w setkach miliardów dolarów. Czy dopuszczą zatem do wycofania z rynku Aspartamu? Odpowiedź na to pytanie pozostawiam Czytelnikom. Tak czy siak, zalecam wielką ostrożność w spożywaniu zbyt wielu artykułów spożywczych z napisem "zero cukru".

Wróć

Interesuje Cię współpraca?
Napisz do nas! wspolpraca@passa.pl
Copyright 2015 - Wszelkie prawa zastrzeżone
Projekt i wykonanie: MEETMEDIA