Serwis korzysta z plików cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę, że będą one umieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Mogą Państwo zmienić ustawienia dotyczące plików cookies w swojej przeglądarce.

Dowiedz się więcej o ciasteczkach cookie klikając tutaj

Ze znakiem zapytania?

10-12-2025 19:24 | Autor: Mirosław Miroński
Kiedy przeglądam media, moją uwagę zwracają krzykliwe tytuły. Kontrowersyjne treści wieszczą koniec świata, w najlepszym wypadku coś, co wywróci nasze życie do góry nogami. W większości są to brednie, które zastępują rzetelne treści. Na przykład; „Koniec wojny?”, „Czeka nas wojna?”, „Impas w rozmowach pokojowych”, „Sukces w rozmowach pokojowych?”, „Brak sukcesów w rozmowach pokojowych?” i tak dalej, bez końca. Żeby nie wyjść jednak na kompletnych oszołomów autorzy tych sensacji stosują prosty kruczek, a mówiąc dokładniej - znak zapytania na końcu zdania. Czyżby chcieli o coś spytać czytelników? Z pewnością nie. Oni wiedzą wszystko najlepiej. Czym więc jest ów znak i po co go używają przekazując swoje rewelacje, którymi bez ustanku próbują nas szokować? Oczywiście, to nic innego jak dobrze znany znak interpunkcyjny, który pozwala bezkarnie wygłaszać swoje sądy i przekonania ex cathedra, bez ponoszenia odpowiedzialności za słowa. I już jesteśmy w domu.

W ten oto sposób każdą bzdurę można podawać do publicznej wiadomości jako prawdę objawioną, bo na końcu jest znak zapytania. Po prostu, autor głośno myśli. Naprawdę nie wie nic, albo niewiele, mimo to rzuca w eter treści i obrazy, przenosi na papier albo do innych mediów coś, co może się sprawdzić albo nie. Przecież postawił znak zapytania na końcu zdania. Dzięki niemu może ogłaszać koniec świata tego i tego dnia a nawet podać konkretną godzinę. Wszystko pod warunkiem, że swoje enuncjacje zakończy magicznym znakiem zwalniającym go od jakiejkolwiek odpowiedzialności. Zamiast rzeczowych i obiektywnych informacji jesteśmy zasypywani śmieciowymi wrzutkami zastępującymi debatę, opinie, czy solidnie przepracowane komentarze.

No cóż, przepraszam czytelników za sarkazm, ale znaki zapytania w tej ilości we wszystkich niemal mediach budzą moje obrzydzenie. Chciałbym przeczytać albo usłyszeć coś, co autor przemyślał zanim to upublicznił. Rozumiem, że takie niechlujstwo intelektualne jest podyktowane przez rynek medialny, który kieruje się specyficznymi regułami. Ten rynek potrzebuje sensacji. Autorzy, którzy chcą zaistnieć starają się znaleźć coś, co nami wstrząśnie i wywoła pożądany oddźwięk społeczny. To robi tzw. zasięgi. To przynosi kasę.

Czy to jednak ma zastąpić merytoryczne dziennikarstwo? Czy znika ono bezpowrotnie? Czy czekają nas jedynie przepowiednie ze znakiem zapytania? Myślałem, że w dobie AI i mediów cyfrowych wróżenie stało się zajęciem schyłkowym, a wróżbiarstwo podzieli los ginących, nikomu nie potrzebnych zawodów. Oczywiście, jeśli to w ogóle można uznać tego rodzaju praktyki za zawód. Tymczasem obserwuję coś zgoła odmiennego.

Być może zjawisko zawracania ludziom głowy śmieciowymi sensacjami jest znakiem naszych czasów. Trudno jednak zadowolić się taką konstatacją odzwierciedlającą łacińską eksklamację „O tempora, o mores!”, czy jak kto woli „O czasy, o obyczaje!”. Te słowa przypisywane Cyceronowi nie powinny usprawiedliwiać oczywistego faktu, że ta pseudo debata prowadzona na łamach pism i w wielu różnych mediach to wynik naszej bierności wobec tego zjawiska. Przecież nikt nie ryzykowałby wypisywania tego co mu ślina na język przyniesie, jeśli w konsekwencji spotkałby się z odrzuceniem przez odbiorców owych treści. Może autorzy zastanowiliby się dwa racy zanim wrzuciliby do sieci i portali społecznościowych swoje wróżby udające coś więcej niż to, czym w istocie są – śmieciowiskiem. Wspomniany wcześniej Cyceron wygłosił swoje słynne przesłanie w mowie oskarżycielskiej przeciwko Katylinie mając na myśli to, że ówczesne mu czasy zmieniają się niestety na gorsze. W dzisiejszych czasach można to odnieść do zjawiska zaśmiecania publicznej debaty groźnie brzmiącymi tytułami ze znakami zapytania.

Żeby nieco usprawiedliwić autorów takich tekstów trzeba zauważyć, że podobne zachowania występują też w świecie zwierząt. Pies stróżujący ostrzega właściciela przed intruzami. Nie zawsze robi to z uzasadnionych powodów. Zwykle szczeka na wszystko, co się rusza. Z całym szacunkiem, nie porównuję nikogo do zwierzęcia, zauważam jedynie podobieństwo zachowań. W świecie ludzi rolę ujadającego psa w obliczu zagrożenia pełnią sygnaliści. Sygnalista wskazuje na nieprawidłowości, naruszenia prawa, oszustwa, korupcję i inne szkodliwe praktyki. Sygnalizowanie (z ang.) whistleblowing nie może być jednak bezpodstawne. Innymi słowy, sygnalista wkracza do akcji, jeśli istnieją ku temu powody. To osoba działająca w interesie publicznym. Status sygnalistów jest regulowany przez prawo.

Autor chcąc zwrócić uwagę czytelników goniących za sensacją krzyczy, nawołuje jak najgłośniej i najczęściej nic mu za to nie grozi. Na wszelki wypadek stosuje znak zapytania nadając wyrażanym przez siebie treściom formę przypuszczenia, życzenia, czy też pytania. Stara się, aby jego głos zabrzmiał jak najdonioślej. Przypomina tym samym pieska za ogrodzeniem, który szczeka na przechodniów i na inne psy. Robi to z pozycji bezpiecznej dla siebie wiedząc, że od niebezpieczeństwa odgradza go solidna siatka, czy płot. A co, gdy brama otworzy się dając pieskowi możliwość wyjścia na zewnątrz? No właśnie. Chowa się za ogrodzenie skąd może ujadać dalej. Kogo nam ów piesek przypomina? Kogoś, kto stawiając znak zapytania na końcu swoich bezalternatywnych enuncjacji i przepowiedni chowa się za znakiem zapytana.

Wróć