Serwis korzysta z plików cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę, że będą one umieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Mogą Państwo zmienić ustawienia dotyczące plików cookies w swojej przeglądarce.

Zaraza politycznego zaślepienia nie zna granic

03-08-2022 21:27 | Autor: Tadeusz Porębski
W 78 rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego mieliśmy kolejny spór polityczno – prawny, związany z organizacją tej najważniejszej dla warszawiaków uroczystości. Wojewoda mazowiecki wydał zgodę, aby narodowcy przez kolejne trzy lata mogli 1 sierpnia organizować w Warszawie swój marsz jako zgromadzenie cykliczne. Z decyzją nie zgodził się prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski, jego stanowisko poparły sądy obu instancji. Również żyjący jeszcze powstańcy powiedzieli marszowi "nie". Okazało się jednakowoż, że pan Zbigniew Ziobro, minister od sprawiedliwości, ma gdzieś prezydenta stolicy państwa, wyroki sądów okręgowego oraz apelacyjnego, jak również samych powstańców. Szukając „sprawiedliwości”, zdecydował się był na złożenie skargi nadzwyczajnej do Sądu Najwyższego. Co powiedział mediom? „Marsz Powstania Warszawskiego to hołd oddawany przez warszawiaków polskim bohaterom. Próba jego blokady przez Rafała Trzaskowskiego i Sąd Apelacyjny to kalanie pamięci poległych”. Bezczelność tego gościa nie zna granic. Należałoby go zapytać, kto kalał pamięć poległych na ulicach Warszawy w dniu 1 sierpnia 2020 r.?

Trzeba zwalczyć wszelakie zarazy! Zaraza komunistyczna została zwalczona. Teraz czas na zarazę tęczową – darł się naonczas Robert Winnicki, poseł Konfederacji. Punktem zapalnym stała się tęczowa flaga środowisk LGBT, która wisiała na jednym z budynków na Nowym Świecie. Widniał na niej symbol Polski Walczącej, co rozwścieczyło narodowców, którzy patriotyzm oraz posługiwanie się symbolem Polski Walczącej przypisują z niewiadomych powodów wyłącznie własnemu środowisku. Grupa faszyzujących demonstrantów pocięła dużą flagę, zaś mniejszą tęczową spaliła. Problem w tym, że wielu ludzi oklaskiwało ten akt wandalizmu. Zbyt wielu. W tym roku niejaki Bąkiewicz ogłosił, że to nie naziści byli przeciwnikami Polaków w Powstaniu Warszawskim. Co poeta miał na myśli? Tego nie ujawnił, ogłosił natomiast, że ma „postulat odrodzenia patriotyzmu, który pobudzi ducha narodowego”. Postawa nacjonalistyczna to skrajnie niebezpieczny zbiór zasad wyznawanych przez najróżniejsze nurty polityczne od prawicy (polska Narodowa Demokracja, turecki kemalizm) do lewicy (francuscy jakobini, bolszewicy, kambodżańscy Czerwoni Khmerzy). Wykształcenie nie ma nic wspólnego z moralnością i poszanowaniem praw innych, a wprost przeciwnie. To właśnie ludzie wykształceni wychowani w duchu nacjonalizmu zgotowali innym straszny los. Przykłady można mnożyć.

Przywódca jakobinów Maximilian Robespierre, który utopił Francję w morzu krwi, ukończył studia prawnicze na uniwersytecie państwowym w Douai. Pol Pot, Ieng Sary i Khieu Samphan – przywódcy Czerwonych Khmerów, byli stypendystami prestiżowych uczelni francuskich, a ten trzeci doktorem nauk ekonomicznych. Mają na sumieniu ponad 3 miliony ludzi. Od setek lat mamy do czynienia z różnymi typami nacjonalizmów, jak na przykład narodowy socjalizm, który głosił supremację rasy aryjskiej, nienawiść do Żydów, Słowian, Romów i kolorowych oraz odmawiał prawa do życia homoseksualistom, niepełnosprawnym i psychicznie chorym. To właśnie Narodowosocjalistyczna Niemiecka Partia Robotników (NSDAP), której przewodził Adolf Hitler, pokazała światu, jak cienka granica dzieli nacjonalizm od nazizmu. To właśnie nacjonalistyczne idee zawarte w programie NSDAP uczyniły Niemców katami Europy. W dniu 31 lipca minęła 83. rocznica wydania przez Reinharda Heydricha, szefa Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy (RSHA) rozkazu nr 6, który m. in. powoływał do życia Specjalne Oddziały Operacyjne Policji Bezpieczeństwa (Einsatzgruppen). Był to wstęp do Zagłady. Dowódcami czterech grup operacyjnych działających na zapleczu frontu wschodniego byli młodzi niemieccy intelektualiści zaczadzeni nacjonalizmem i zafascynowani narodowym socjalizmem.

Dowódcą Einsatzgruppe „A” (republiki bałtyckie) był Walter Stahlecker, z wykształcenia prawnik. Einsatzgruppe „B” (Białoruś) dowodził doktor teologii Arthur Nebe. Brigadeführer Otto Rasch dowodzący Einsatzgruppe „C” (Ukraina) studiował na trzech uniwersytetach i uzyskał tytuły doktora z dziedziny prawa oraz stosunków politycznych. Natomiast Otton Ohlendorf, szef Einsatzgruppe „D” (płn. Kaukaz, Krym), ukończył ekonomię i prawo, uzyskując doktoraty z obu tych fakultetów. Kilka dni temu uczciliśmy kolejną rocznicę Powstania Warszawskiego i rzezi Woli, podczas której esesmani z tzw. brygady Dirlewangera zamordowali ponad 60 tysięcy warszawiaków. Pisarz Stanisław Podlewski, żołnierz AK, tak opisuje tę brygadę: „Rekrutowała się z wielkomiejskich i portowych szumowin, kawalerów majchra, recydywistów, zbrodniarzy w typie Kuby Rozpruwacza czy upiora z Düsseldorfu…”. Kim był dowódca bandy prymitywnych mętów? To SS-Oberführer (brygadier) Oskar Dirlewanger – posiadacz doktoratu wydziału politologii na uniwersytecie we Frankfurcie. Ten dyplomowany kawaler Złotego Wirtemberskiego Medalu za Odwagę i Żelaznego Krzyża I Klasy z okresu I wojny światowej, alkoholik, sadysta, morderca, pedofil, rabuś i skrajny nacjonalista wychowywany był od dzieciństwa w nienawiści do wszystkiego, co nie niemieckie. Po zakończeniu został pojmany przez Francuzów i osadzony w obozie w Altshausen w Szwabii. Wiadomo, że był pilnowany m. in. przez uwolnionych z niewoli polskich żołnierzy. Rankiem 7 czerwca 1945 r. znaleziono go w celi dosłownie rozerwanego na strzępy. Grób kata warszawskiej Woli w Altshausen niemieckie władze Badenii-Wirtembergii kazały zniwelować.

Co spowodowało, że perfekcyjnie wykształceni SS–Akademiker stali się masowymi mordercami, organizując na Wschodzie egzekucje ponad 1,5 miliona istnień ludzkich? Prawdopodobnie to nacjonalizm i niechęć do demokracji doprowadzała ich w szeregi ruchu narodowosocjalistycznego. Świetnie wykształceni adaptowali do swej psychiki popełniane przez siebie ludobójstwo, utrzymując opinię o dziejowej konieczności oraz zagrożeniu niemieckiej wspólnoty narodowej. Ich przemianę w ludobójców nakręcał nacjonalistyczny fanatyzm wskazujący wspólnego wroga, stanowiącego śmiertelne zagrożenie dla Rzeszy. Był nim Żyd. Dla polskich narodowców wrogiem jest „antychrześcijańskie” środowisko LGBT, stanowiące, ich zdaniem, śmiertelne zagrożenie dla katolickiej Najjaśniejszej Rzeczypospolitej oraz polskiej tradycji narodowej. „Jesteście niższą formą życia społecznego” – mówił do środowisk LGBT podczas demonstracji zorganizowanej w 2020 r. przez ONR i Młodzież Wszechpolską pan Krzysztof Bosak, poseł Konfederacji. Taka teza powinna wypłynąć raczej z ust Stahleckera, Nebego, Rascha, Ohlendorfa, czy Dirlewangera (gdyby żyli), a nie z ust deputowanego do polskiego parlamentu. Tego rodzaju wypowiedzi muszą być dla większości populacji żyjącej w demokratycznym systemie czerwoną lampką sygnalizującą, że wielkie niebezpieczeństwo dla demokracji jest tuż za progiem.

Edward Carr, zastępca redaktora naczelnego wpływowego brytyjskiego tygodnika „The Economist”, napisał w jednej ze swoich publikacji: „Kiedy piszę o nowym nacjonalizmie, mam na myśli zmianę polegającą na przejściu od nacjonalizmu obywatelskiego, który wpisuje specyficzne cechy narodu w uniwersalne wartości, do nacjonalizmu pesymistycznego, który uznaje, że świat zewnętrzny jest zagrożeniem dla wielkiego narodu”. Takie są dzisiaj m. in. Chiny (próba aneksji Tajwanu) i Rosja (próba aneksji Ukrainy). Wyszukanie śmiertelnego wroga i wieloletnie szczucie Hitlera przeciwko żydostwu doprowadziło do tego, że jego obsesyjne idee całkowicie zawładnęły psychiką nie tylko przeciętnego Niemca, ale także młodych intelektualistów, takich m. in. jak Ohlendorf (ur. w 1907 r.), czy architekt Zagłady Heydrich (ur. w 1904 r.). Fanatyk Ohlendorf jeszcze na dzień przed egzekucją odgrażał się, że "wy, Żydzi, kiedyś za klęskę Niemiec zapłacicie". Macierzysta partia posługującego się faszystowską terminologią posła Bosaka ma stosunkowo wysokie poparcie w sondażach. To coś bardzo niepokojącego i złowrogiego. Czym bowiem jest często używane przez narodowców hasło „Polska dla Polaków”, jak nie nacjonalizmem w najczystszej postaci wzbogaconym nienawiścią? Ci ludzie nie są w stanie pojąć, że świat jest dla wszystkich – białych, czarnych, czerwonych, żółtych, ateistów i żarliwych katolików, muzułmanów, ludzi inaczej myślących, a także dla gejów i lesbijek. Oni tego nigdy nie pojmą, ponieważ ich umysły przesiąknięte są nienawiścią.

Wróć

Interesuje Cię współpraca?
Napisz do nas! wspolpraca@passa.pl
Copyright 2015 - Wszelkie prawa zastrzeżone
Projekt i wykonanie: MEETMEDIA