Zdaniem koneserów sztuki teatralnej, kluczem do sukcesu w tym przypadku jest nie tylko doborowa obsada (Maja Komorowska wymiennie z Anną Seniuk, Jan Englert i Daniel Olbrychski), ale fakt, iż spektakl jak mało który, niezwykle mocno angażuje emocjonalnie widzów. Publiczność przeżywa emocje razem z bohaterami, którzy wciągają widzów w tę swoistą grę psychologiczną, która rozgrywa się na scenie.
Sztuka oparta jest na napisanej w 1942 roku powieści węgierskiego prozaika, poety i publicysty - Sandora Maraiego. Scenariusza stworzył Christopher Hamton – brytyjski dramaturg, scenarzysta i reżyser filmowy, dwukrotny laureat Oscara. Spektakl „The Talking Cure” (tak brzmi oryginalny tytuł dzieła) z wielkimi sukcesami wystawiany jest w wielu miejscach na całym świecie (w Wielkiej Brytanii w rolę Henriego wcielił się Jeremy Irons).
Na deskach Teatru Polonia sztukę wyreżyserował Jan Englert, tuż po pożegnaniu z funkcją dyrektora Teatru Narodowego, którą pełnił przez 22 lata. Wydaje się to dość znamienne, gdyż sztuka mówi o definitywnym rozrachunku z życiem, którego dokonują dwaj główni bohaterowie.
„Żar” to opowieść o wielkiej namiętności i wielkiej przyjaźni oraz o stracie jednego i drugiego. Henry i Konrad spotykają się po ponad 40 latach w zamku, w którym Henry się urodził, przeżył całe swoje życie i ma zamiar spokojnie umrzeć. Obaj bohaterowie mają ponad siedemdziesiąt lat, a poznali się w szkole kadetów jako dziesięciolatkowie. Właśnie już w tej szkole zrodziła się ich wielka przyjaźń. Mimo że wiele ich różniło - status materialny, pochodzenie, stosunek do muzyki i sztuki, to jednak jakaś tajemnicza siła pchała ich ku sobie. Przez lata byli nierozłączni, wspierali się w życiu i obdarzali się nawzajem wielkim zaufaniem. Konrad miał swój honor i nie chciał korzystać ze wsparcia materialnego ze strony Henrika. Henrikowi nigdy nie udało się zrozumieć i pokochać muzyki, którą tak uwielbiał Konrad.
Pewnego dnia zdarzyło się coś, co na zawsze ich rozdzieliło. Mieli trochę ponad trzydzieści lat, pewnego pogodnego poranka wybrali się, jak to często czynili na polowanie. Na ich drodze stanął piękny jeleń, tak, że sytuacja była idealna do oddania strzału, ale Konrad wycelował swą strzelbę nie w jelenia, a w Henryka. Zawahał się. Nie oddał strzału. Dlaczego? Czy rzeczywiście miał przez moment zamiar zabić swego najlepszego przyjaciela, najbliższą mu osobę? Wieczorem przy kolacji Konrad zachowywał się dziwnie i rozmawiał tylko z Krisztiną, czyli żoną i wielka życiową miłością swego przyjaciela. Temat ich rozmowy był w odbiorze Henriego dość dziwny – mówili bowiem o podróży w tropiki. Po tej kolacji Konrad bez słowa zniknął. Henrik pojechał następnego dnia do mieszkania przyjaciela, gdzie już go nie zastał, niespodziewanie natomiast zjawiła się w nim Krisztina.
Po czterdziestu z górą latach Konrad przyjeżdża w odwiedziny do zamku Henrika. Prawda jest niezwykle bolesna. Przyjaciele tęsknili za sobą całe życie, jednocześnie się nienawidząc. Całe życie kochali tę samą kobietę. Beznadziejnie kochali, bo jeden stchórzył i uciekł, choć obiecywał, że weźmie ją ze sobą i uciekną do tropikalnych krajów, drugi nie potrafił jej wybaczyć i odsunął się od niej. Urodziwa Krisztina o pięknej duszy umarła w samotności po ciężkiej chorobie.
Jest jeszcze jedna ważna osoba w tej sztuce – Nini, czyli niania Henriego, która opiekuje się nim od dziecka. W dzieciństwie uratowała mu życie, gdy zachorował. W dorosłym życiu uratowała go przed utratą zmysłów z bólu po odejściu miłości jego życia i największego przyjaciela. Nini, w tej roli cudowna Maja Komorowska jawi się niczym Anioł Stróż. Przywołując dawne czasy, gdy wszyscy byli jeszcze szczęśliwi i razem, wprowadza do sztuki przejmującą nostalgię, czyniąc swą dyskretna grą wielką różnicę.
To, co wznosi ten spektakl na wyżyny sztuki, to z pewnością gra aktorska. Englert i Olbrychski w mistrzowski sposób budują wielkie napięcie pomiędzy bohaterami. Ten pierwszy opowiada historię swego bohatera z wielkim bólem i ciężarem, ale im więcej nam zdradza, tym bardziej oskarżycielski staje się ton jego wypowiedzi. Henrik praktycznie nie dopuszcza Konrada do głosu. Konrad ma szansę coś powiedzieć jedynie wtedy, gdy przyjaciel zadaje mu pytanie, a może trafniej będzie napisać „wywołuje Konrada do odpowiedzi”. Czyni to w taki sposób, że zaczyna wręcz irytować i finalnie nie wiemy czy można mu wierzyć, czy po prostu stworzył swoją wersję zdarzeń i kompletnie się na niej zafiksował nie dopuszczając żadnych innych opcji. Konrad najczęściej od odpowiedzi się uchyla. Dlaczego? Czy jego milczenie jest przyznaniem się do winy? A może jest oznaką bezradności wobec oskarżeń wypowiadanych z taką dozą pewności? Olbrychski gra bardzo oszczędnie, ale doskonale portretuje wielkie cierpienie, znużenie i nerwowość swego bohatera – widzimy to w gestach, w pozach przykurczonego ciała i w drżeniu rąk.
Atmosfera jest trudna do opisania słowami, dlatego żarliwie polecam, aby „Żar” samemu zobaczyć, a będzie to możliwe w dniach 9 i 10 kwietnia o godzinie 19; 6, 7, 26, 27 i 28 maja o godzinie 19; 6 i 7 czerwca o godzinie 16 i 19 oraz 8 i 9 czerwca o godzinie 19 w Teatrze Polonia.