Serwis korzysta z plików cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę, że będą one umieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Mogą Państwo zmienić ustawienia dotyczące plików cookies w swojej przeglądarce.

Zanim Rosja odwiedzi was...

23-03-2022 21:11 | Autor: Maciej Petruczenko
Pospólna radość wilanowsko-ursynowska była wielka, gdy 20 grudnia 2021 Adamowi hrabiemu Branickiemu udało się przynajmniej pośmiertnie połączyć z bodaj pierwszą polską socjalistką Filipiną Płaskowicką. Do tak nieoczekiwanego mariażu doszło poprzez otwarcie wymarzonego łącznika dwu sąsiadujących dzielnic w postaci jednego ciągu ulic Płaskowickiej i Branickiego. Nie wiem wprawdzie, czy dawny właściciel królewskiego pałacu i całego klucza dóbr wilanowskich jest rad ze znalezienia się w jednej linii z założycielką pierwszego Koła Gospodyń Wiejskich, ale z całą pewnością prześladowanie przez ruskich satrapów stanowi w wypadku obojga wspólny mianownik, jakkolwiek różnica jest taka, że ją to car zesłał na Sybir, a jego posadziło w więzieniu na Łubiance NKWD. Tak czy owak, prosty lud Ursynowa, uwłaszczony dopiero w epoce gierkowskiej, znalazł się nagle w jednej rodzinie z wilanowską arystokracją. Jako ursynowski proletariusz z czasów Gierka od razu nabrałem wielkopańskich manier i sam nie wiem, dlaczego nikt nie zwraca się jeszcze do mnie per „Wasza Wielmożność”.

Tymczasem okoliczna ludność na Ursynowie już się nie cieszy, tylko narzeka, bo ów wymarzony łącznik okazuje się teraz przekleństwem. Otóż ruch na Płaskowickiej stał się tak gęsty, iż z bocznych ulic nie sposób się weń włączyć, a już przekroczenie tej ulicy, gdy się jedzie al. KEN, zwłaszcza w godzinach porannych, jest równie trudne jak wylądowanie na Marsie. Może choć w jednym miejscu trzeba ustawić dodatkowe światła sygnalizacyjne? Jakie jest najwłaściwsze rozwiązanie problemu, doprawdy nie wiem. Inna sprawa, że Warszawa zmotoryzowała się ostatnio do tego stopnia, iż podobno przypadają co najmniej dwa auta na osobę i chyba pod tym względem ustanowiliśmy rekord Europy. A przecież do polskich kierowców dołączyli teraz kierowcy ukraińscy, więc trudno się dziwić korkom nawet na takim przedmieściu Warszawy jak Ursynów.

Co do uchodźców z Ukrainy natomiast, to powiem, że tak jak Stalin wraz z władzami tzw. Polski Ludowej izolował kiedyś ich większe zgromadzenia od Polaków w ramach akcji Wisła, tak teraz postkomunistyczny car Putin uczynił coś odwrotnego. W obliczu najazdu jego bandy doszło po wielu latach do nieoczekiwanego zbliżenia dwu nielubianych przez niego narodów, o czym się przekonuję, goszcząc w swoim domu kolejne matki z dziećmi, przybywające z Kijowa, Czerkasów, Białej Cerkwi, Łucka, Lwowa. Wszystkie zadręczają się jedną kwestią: czy kiedykolwiek uda im się powrócić do domu i połączyć z mężami, braćmi, synami... Zorjana, Sniżana, Jula, Mirosława, Jana, Masza nie wiedzą, jak planować dalsze życie, bo kto im powie, kiedy na Ukrainę wróci normalność? Obecnie, każdy dźwięk przelatującego samolotu lub helikoptera wprawia je w drżenie. – Spokojnie, to tylko Pogotowie Ratunkowe – uspokajam. Ale dzieci ukraińskie też się boją dźwięku nadlatujących maszyn i od razu chowają pod łóżka. Cóż zrobić, to jest syndrom wojny. I to dzieci wojny.

Są pomiędzy Polakami i Ukraińcami zadawnione rachunki krzywd, niechże dziś jednak pójdą w niepamięć. Może w następstwie obecnej wojny uda się załagodzić wszelkie konflikty. Tym bardziej, że my już od dawna nie podśpiewujemy sobie: jedna bomba atomowa i wrócimy znów do Lwowa, a oni też nie dybią na jakiekolwiek nasze ziemie. Dzisiejsze zbliżenie z uchodźcami ukraińskimi z różnych stron sprawia, że sceny opisane przez Sienkiewicza w „Ogniem i mieczem” względnie nakręcone w filmie „Wołyń” są już całkowicie nieaktualne. Przez setki lat oni schylali karku przed Polskim Panem, a my przez znacznie krótszy czas wymawialiśmy z trwogą słowo „banderowcy”. Lepiej do tego nie wracać. Oby połączyła nas w końcu Unia Europejska, do czego piękny sygnał daje zarząd dzielnicy Ursynów poprzez wywieszenie flag Unii, Polski i Ukrainy przed ratuszem.

Sienkiewicz napisał pamiętne słowa w „Potopie”: „Rzeczpospolita to postaw czerwonego sukna, za które ciągną Szwedzi, Chmielnicki, Hiperborejczykowie, Tatarzy, elektor i kto żyw naokoło.” Podobne słowa można odnieść do narodu nazywającego się obecnie ukraińskim. Tylko że ten ukraiński postaw szarpany jest właśnie teraz. To nie jest historia, tylko teraźniejszość.

Gdy wybucha wojna, w społeczeństwie od razu pojawiają się demony, odszczepieńcy, kombinatorzy, wydrwigrosze, no i zwyczajni zdrajcy. U nas niemal każdy dzień przynosi tego przykłady. Niemałe zdumienie wywołał swoim filmowym wystąpieniem w Internecie znany skądinąd – choćby z Telewizji Polskiej – dziennikarz Max Kolonko, któremu najprawdopodobniej podobają się podstępne plany Putina, iżby w podboju i okupowaniu Ukrainy pomogła Polska. Jemu też marzy się, żeby nasza armia ulokowała się na powrót we Lwowie. Kiedyś to było miasto, w którym harmonijnie współżyli Polacy, Ukraińcy, Żydzi, Ormianie, Austriacy. Wszystko to rozwaliły dwie wojny światowe i na dodatek sowiecki komunizm. Dziś trzeba więc znaleźć nową drogę. I oby jakikolwiek polski przywódca nie musiał znowu powiedzieć, jak kiedyś Józef Piłsudski: „Ja was, panowie Ukraińcy, bardzo przepraszam...”

Na razie zaś musiała przeprosić właścicielka ursynowskiego radia „Jutrzenka”, nominalnie ostatniej rozgłośni Armii Krajowej – jak podkreślał jej śp. pamięci mąż, założyciel tejże Andrzej Cielecki, z którym kiedyś przeprowadziliśmy wywiad dla „Passy”. On przynajmniej niczego nie fałszował, a przede wszystkich utworów muzycznych, granych przez siebie na fortepianie. Tymczasem dzisiejsza redakcja „Jutrzenki” puściła na antenie fragment rosyjskiej propagandy, wedle której powodem najazdu na Ukrainę było rozwijanie przez to państwo laboratoriów z bronią biologiczną. Nie wiem, czy wspomniany Max Kolonko nie czułby się w takiej narracji jak ryba w wodzie. Tylko skąd się biorą nagle tacy dziennikarze – np. bracia jacek i Michał Karnowscy z tygodnika „Sieci” , którzy w momencie zagrożenia państwowego bytu Ukrainy prezentują nagle na swoich łamach ruski głos, dopuszczając, by ów rozmówca, pożal się Boże, dyplomata, mówił do całej Polski o „politycznym burdelu” u naszych wschodnich sąsiadów? Jaki Rosjanie chcą tam wprowadzić „porządek”, to już chyba widać najlepiej. Aż chce się w tym momencie przywołać niegdysiejszy żart z turystycznej reklamy sowieckiej, który teraz powinien brzmieć tak: odwiedzajcie Rosję, zanim Rosja odwiedzi was...

Wróć

Interesuje Cię współpraca?
Napisz do nas! wspolpraca@passa.pl
Copyright 2015 - Wszelkie prawa zastrzeżone
Projekt i wykonanie: MEETMEDIA