W meldunkach niemieckiego dowództwa rejon Starego Miasta określano mianem „Festung Warschau – Altstadt”. Raport generała Heinza Reinefartha z 20 sierpnia podkreślał: „Przeciwnik wykazuje wyjątkową determinację. Każdy dom, każda piwnica zamienione zostały w punkt oporu. Artyleria i lotnictwo nie przynoszą spodziewanych efektów – zgliszcza pozostają obsadzone przez polskie oddziały”.
Słowo „determinacja” powtarza się wielokrotnie. W oczach niemieckich dowódców ruiny Starówki były labiryntem, w którym przeciwnik nie tylko ginął, ale i nadal atakował. Feldmarszałek Walter Model raportował do Naczelnego Dowództwa Wehrmachtu: „Siły AK w rejonie Starego Miasta bronią się fanatycznie. Straty własne znaczne, konieczne wprowadzenie ciężkiej artylerii i miotaczy min”.
Niemieckie meldunki zdradzają frustrację. W każdym z nich przebija przekonanie, że starcie miało potrwać kilka dni, a zamieniło się w trzy tygodnie wyniszczających walk.
Powstańcze świadectwa ze Starego Miasta
Z polskiej perspektywy wyglądało to inaczej. Sanitariuszka „Pani Maria” wspominała: „Szedł ryk czołgów i salwy granatników. Kamienice waliły się jedna po drugiej. W piwnicach dzieci płakały z głodu, a my z wiadrami po wodę musieliśmy przebiegać pod ostrzałem przez ulice, gdzie leżały ciała naszych kolegów”.
Zrujnowane piwnice służyły jako korytarze życia. Kapelan batalionu „Gustaw” notował w swoim dzienniku: „Codziennie odprawiamy msze w gruzach katedry św. Jana. Ludzie klęczą wśród odłamków szkła, ze świecami w dłoniach. Nad nami wyją pociski, ale to nie powstrzymuje ich od modlitwy. Wierzą, że Bóg ocali Warszawę”.
Raport niemieckiej 9. Armii z 24 sierpnia stwierdzał: „Zastosowanie Nebelwerferów (miotaczy min) na obszarze Altstadt przynosi częściowy skutek – duża liczba zabitych wśród ludności cywilnej, zniszczenie budynków. Przeciwnik nadal utrzymuje tunele piwniczne i barykady”. „Częściowy skutek” w języku meldunku oznaczał setki zabitych. Powstańcy i cywile ginęli razem, pod gruzami, w ogniu pocisków fosforowych.
Jan K., mieszkaniec Starówki, w pamiętniku zanotował: „Gdy runął dom przy Świętojańskiej, dym zasnuł całą ulicę. Krzyki mieszały się z hukiem cegieł. Ludzie wybiegali z piwnic i natychmiast padali pod ogniem karabinów maszynowych. Nie było już gdzie uciekać”.
Takich zapisków są dziesiątki. Wszystkie mówią o jednym – Starówka umierała w sierpniu 1944 roku każdego dnia, godziny, minuty.
Ostatnie dni obrony Starówki
W końcówce sierpnia Niemcy weszli do kolejnych kwartałów. Meldunek z 29 sierpnia głosił: „Po ciężkich walkach oddziały niemieckie zajęły ruiny północnej części Altstadt. Przeciwnik ponosi ogromne straty, jednak nadal utrzymuje część terenu w pobliżu katedry”.
Po stronie polskiej dowódca Zgrupowania „Róg”, mjr Stanisław Błaszczak „Róg”, wydawał rozkazy utrzymania odcinka przy Barbakanie. Jego adiutant zapisał: „Rozkazy były jasne: utrzymać. Ale ludzi brakowało, amunicji było coraz mniej, sanitariuszki mdlały z wycieńczenia. Starówka trzymała się już tylko siłą woli”.
1 września 1944 roku nastąpiła kapitulacja obrony Starego Miasta. Tego dnia meldunki niemieckie mówiły już chłodno: „Altstadt w pełni zdobyty. Liczne grupy przeciwnika przedarły się kanałami w kierunku Śródmieścia”.
Ci, którzy przeszli kanałami do Śródmieścia, wspominali potem mrok, zaduch i ciszę przerywaną tylko szlochem. Inni – ranni i cywile – zostali na miejscu. Powstanie na Starówce skończyło się klęską. Stało się jednakże jednym z mitów, dzięki któremu możliwe było zrzucenie rosyjskiego jarzma w 1989 roku.
Fot. wikipedia