Partnerstwo zamiast własnej inwestycji
Dotychczas warszawska sieć ładowarek rozwijała się głównie dzięki inwestycjom prywatnych firm oraz inicjatywom deweloperów. Miasto samo urządzeń nie budowało, jednak rosło zapotrzebowanie na bardziej skoordynowaną infrastrukturę. Obecnie stolica zdecydowała się na model hybrydowy – miasto udostępnia teren z listy przygotowanej przez Biuro Infrastruktury i Architektury, a realizacją i eksploatacją zajmują się prywatni inwestorzy wyłonieni w przetargu.
– Przetarg już trwa, firmy mogą składać wnioski na lokalizacje z naszej listy albo zgłaszać własne propozycje – wyjaśnia Maciej Dziubiński, rzecznik Zarządu Dróg Miejskich. – W tym pierwszym wariancie procedury są krótsze i prostsze.
Umowa dzierżawy obejmuje 15 lat z możliwością przedłużenia, minimalny czynsz ustalono na poziomie 15 zł netto za metr kwadratowy miesięcznie. W przypadku pilotażu w zatoczce przy al. KEN powstaną cztery stanowiska ładowania – kosztem czterech miejsc postojowych dla samochodów spalinowych.
Pilot na Ursynowie
Nowa stacja powstanie tuż obok stacji metra Stokłosy, w popularnej lokalizacji komunikacyjnej. Na budowę wykonawca będzie miał aż 36 miesięcy od podpisania umowy, co ma dać czas na uzyskanie wszystkich pozwoleń i sprawne przeprowadzenie robót. Jeżeli model okaże się skuteczny i zainteresowanie inwestorów będzie duże, Biuro Infrastruktury i Architektury planuje rozszerzanie listy dostępnych lokalizacji w innych dzielnicach miasta.
W planach jest uruchamianie kolejnych przetargów, tak aby w perspektywie kilku lat powstała bardziej równomierna sieć publicznych ładowarek. Dotychczas najwięcej urządzeń znajdowało się w centrum i na obrzeżach wzdłuż głównych tras wylotowych.
Warszawa na czele
Według najnowszego raportu Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych i Polskiego Stowarzyszenia Nowej Mobilności, liczba punktów ładowania w Polsce wzrosła w ciągu roku o 44 proc. Warszawa wciąż pozostaje w czołówce pod względem infrastruktury i liczby samochodów elektrycznych. Trudno jednak oszacować dokładną liczbę elektryków w samej stolicy, bo wiele pojazdów jest rejestrowanych na warszawskie firmy leasingowe, a używanych w całym kraju.
Wiadomo jednak, że stołeczna infrastruktura ładowania należy do najbardziej obciążonych w Polsce. W mieście, gdzie większość mieszkańców nie ma indywidualnego garażu ani dostępu do własnego gniazdka, publiczne punkty ładowania są kluczowym warunkiem rozwoju elektromobilności.
Model „miasto + operator” ma wiele zalet: przyspiesza budowę infrastruktury, odciąża samorząd finansowo, wykorzystuje potencjał prywatnych firm i pozwala elastycznie reagować na rosnące zapotrzebowanie. Nie brak jednak wyzwań – konieczność przeprowadzenia przetargów, długi czas budowy (nawet trzy lata) oraz konflikty interesów w kwestii lokalizacji.
Już teraz na forach mieszkańców Ursynowa pojawiają się głosy niezadowolenia kierowców samochodów spalinowych, którzy narzekają na „odebranie” miejsc parkingowych. Władze miasta podkreślają jednak, że rozbudowa sieci ładowarek to konieczność, a nowe inwestycje będą tak planowane, aby minimalizować skutki dla pozostałych użytkowników przestrzeni.
Miasto zapowiada, że doświadczenia z Ursynowa posłużą do usprawnienia kolejnych etapów. Zainteresowanie przetargiem będzie dla ratusza sygnałem, na ile atrakcyjny jest dla inwestorów stołeczny rynek ładowarek. W założeniu w przyszłości lista lokalizacji ma być aktualizowana na podstawie zgłoszeń firm oraz rekomendacji Biura Infrastruktury i Architektury.
Jeżeli projekt okaże się sukcesem, kolejne dzielnice mogą zyskać podobne punkty szybciej, a mieszkańcy – łatwiejszy dostęp do ładowania. To ważne zwłaszcza w kontekście planowanego stopniowego wprowadzania stref czystego transportu i ograniczeń dla samochodów spalinowych.