Wytrwałość i cierpliwość
– W tej kategorii olimpijskiej zdobyliście Państwo złoty medal, w kategorii wytrwałość i cierpliwość w związku małżeńskim – przywitał jubilatki i jubilatów burmistrz Ursynowa Rober Kempa. – Ale przede wszystkim gratuluję paniom. Gratuluję, że pomimo tego, że ci mężczyźni czy to zostawiali ciągle skarpety na podłodze, czy to twierdzili, że pilot telewizyjny im się należy i jeszcze wiele innych rzeczy wygadywali, że to właśnie panie z nami wytrzymujecie przynajmniej 40 lub jeszcze więcej lat – stwierdził wśród oklasków burmistrz Kempa.
Słowa te zapoczątkowały ciepłą atmosferę, trwającą przez cały czas uroczystości. Po powitaniu uczestników rozpoczęła się główna część uroczystości – wręczenie na estradzie każdej z par listu gratulacyjnego i pamiątkowego upominku. Panie dodatkowo otrzymały okazałą, piękną, białą różę. Jako pierwsza para z grona jubilatów z 40 letnim stażem małżeńskim na estradę zaproszeni zostali pani Anna z mężem Wojciechem. Powaga widoczna na twarzach, skupienie odpowiadające ważności chwili, ale i uśmiech. Wspaniała róża dla pani, dyplom pamiątkowy wręczony panu i jeszcze pudełko z prezentem. Uściski dłoni, symboliczne zbliżenie policzków, pamiątkowe zdjęcie z burmistrzem. To trwało tylko chwilę, kilka sekund, ale zapewne na długo zostanie w pamięci.
I następnie kolejne pary – ze stażem 40, 45, 50 i większym. Państwo Justyna i Wojciech, Jadwiga i Czesław, Teresa i Aleksander, Irena i Witold, Elżbieta i Krzysztof, Teresa i Kazimierz – to zaledwie reprezentanci spośród 130 par uczestniczących w uroczystości. A na koniec najbardziej wyróżniająca się para – państwo Leokadia i Antoni Bratuszewscy, którzy w tym roku obchodzili 71 rocznicę zawarcia związku małżeńskiego. Najstarsi jubilaci dziarsko weszli na scenę, wśród oklasków całej zgromadzonej widowni przyjęli dyplom, ustawili się do zdjęcia z burmistrzem. Patrząc na nich można było popaść w zadumę, przecież oni mają zapewne po 90 lat lub więcej, to przecież prawie cały wiek życia!
Razem przez wiele lat
Po wzniosłej części oficjalnej przyszła pora na rozrywkę. Najpierw wspaniały występ Anny Sroki–Hryń z towarzyszącymi wokalistami i znakomitymi instrumentalistami. Trzynaście wykonanych przez artystkę piosenek z poetyckimi tekstami Agnieszki Osieckiej stało się dla słuchaczy nie tylko przeżyciem artystycznym, ale cofnęło wielu z nich do czasów młodości. Oczywiście nie obyło się bez bisów.
A po uczcie artystycznej coś dla ciała. W holu głównym czekał na jubilatów poczęstunek: gorące potrawy, słodkości, napoje, kawa i herbata – wszystko cieszyło się ogromnym powodzeniem. W sąsiedniej sali można było odebrać zdjęcia z burmistrzem, wykonane podczas wręczania dyplomów.
Hol tętnił rozmowami i radością. Uśmiechnięci goście, często nieznający się wcześniej, dzielili się wrażeniami, wspominali, umawiali na przyszłe spotkania. Na twarzach widać było podniosły nastrój i radość z podsumowania ważnego etapu życia – z nadzieją, że przed nimi jeszcze wiele wspólnych lat.
Przy jednym ze stolików spostrzegam dwie uśmiechnięte pary. To pani Teresa z mężem Kazimierzem oraz pani Elżbieta z mężem Krzysztofem. Przysłuchuję się ich rozmowie.
– Miło było patrzeć, jak przez te lata Ursynów się zmieniał – mówi pani Ewa. - Na początku było błoto, brak sklepów, galerii, było pusto, tłok w autobusach. I chociaż teraz względem ludzi Ursynów się starzeje, to jednocześnie się upiększa. Mamy piękne parki, metro i dobre skomunikowanie z centrum Warszawy. Na Ursynowie mieszkamy już 40 lat, tu urodziły się nasze dzieci. – A pamiętasz, jak się wtedy poznaliśmy w autobusie? – włącza się mąż Krzysztof. – To był nocny autobus. – Linii 105 – dopowiada pani Elżbieta, zapewne mając jak żywe to spotkanie przed laty. – No właśnie, to był nocny 105, jako studenci wracaliśmy z różnych imprez gdzieś na Woli do akademika i tak to się zaczęło i trwa już 51 lat – z uśmiechem wspomina pan Krzysztof.
Siedząca obok pani Teresa z mężem Kazimierzem przysłuchują się tym wspomnieniom. – My z mężem jesteś w związku już 64 lata, a na Ursynowie mieszkamy 47 lat – opowiada pani Teresa. – Przybyliśmy ze Świnoujścia. Pamiętam jak dziś dzień przeprowadzki. Znajomy, który nas przywiózł, powiedział: Tereniu, mówiłaś, że przenosisz się do Warszawy, a to jest jakieś osiedle jednego domu, No tak, wtedy przy ulicy Symfonii stał dopiero jeden dom. Ale teraz jestem zachwycona. Nie zmieniłabym miejsca zamieszkania poza Ursynów. Jako małżeństwo posiadamy trzy córki, czwórkę wnuków i prawnuka. A na ten Jubileusz Par przybyliśmy ze względu na burmistrza. Doceniam jego wielką gościnność, wkład, dbałość o mieszkańców. Widziałam, jak jedna z pań jubilatek upomniała się o buziaka od burmistrza. Czy to nie jest piękne? – mówiłał pani Teresa.
Idąc dalej zauważam znajomą parę. To Ewa i Mirek Walawkowie, dobrze znani w środowisku Nordic Walking. – To już nasza 54 rocznica małżeństwa, a na Ursynowie jesteśmy 14 lat – opowiada Ewa Walawko. – Wcześniej mieszkaliśmy na Mokotowie, tam urodziła się nasza córka. Tutaj jest świetnie. Wszędzie blisko, las, natura, no i jest gdzie sport uprawiać. Ja to tak bardziej rekreacyjnie, do 5 km, a w zawodach rzadziej, to już domena Mirka. – No tak, w zawodach często biorę udział – z uśmiechem włącza się Mirek Walawko. – W ubiegłym roku srebrny medal na ursynowskiej Olimpiadzie Seniorów, oczywiście w Nordic Walking. A wcześniej brązowy medal na mistrzostwach Europy i czwarte miejsce na mistrzostwach świata. Sport jest naszym żywiołem. Gdy mam jakiś kiepski dzień, to idę do lasu, tak powiedzmy na 10 km, idę własnym tempem powiedzmy godzina i 10 minut, i wracam o 20 lat młodszy. A na imprezy z kijkami typu towarzyskiego chodzimy wspólnie z Ewą – opowiada Mirek Walawko. No tak, sport to nie tylko zdrowie, może być również wspólnym małżeńskim zainteresowaniem.
Przepis na trwały związek
Czy istnieje uniwersalny przepis na długi, trwały i udany związek? Niekoniecznie. Długie małżeństwo nie zawsze oznacza szczęśliwy związek, jeśli los pokrzyżuje plany, zaś krótki związek może być głęboki i wartościowy. Początkowa fascynacja może minąć, a codzienność odsłania, jak bardzo różnimy się od wyobrażeń.
Nie ma jednego sekretu gwarantującego nieustanne małżeńskie szczęście. Ale istnieje kilka zasad, które – choć niewystarczające w pojedynkę – razem zwiększają szansę na trwałość i powodzenie. Miłość? Oczywiście, ale nie tylko. Uczciwość? Tak, choć to dopiero początek. Tolerancja i rozumienie odmiennych potrzeb partnera – także. Jednak fundamentem jest partnerstwo: myślenie o współmałżonku częściej niż o sobie, umiejętność szukania kompromisu, chęć rozmowy zamiast uciekania się do emocjonalnych reakcji, otwieranie się na potrzeby drugiej osoby zamiast pielęgnowania egoizmu.
Dodając po garści każdego z tych składników, tworzymy szansę na trwały związek. Ale tylko szansę. Trzeba ją pielęgnować, chronić i rozwijać. Bo dopiero wtedy inni będą mogli kiedyś powiedzieć: ich małżeństwo było udane, długie i szczęśliwe.