Serwis korzysta z plików cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę, że będą one umieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Mogą Państwo zmienić ustawienia dotyczące plików cookies w swojej przeglądarce.

Dowiedz się więcej o ciasteczkach cookie klikając tutaj

Ursynowska wizyta ministra Waldemara Żurka

15-04-2026 21:09 | Autor: Bogusław Lasocki
Ponad 300 osób przybyło do Ursynowskiego Centrum Kultury „Alternatywy”, by spotkać się z Ministrem Sprawiedliwości, Prokuratorem Generalnym Waldemarem Żurkiem. Spotkanie na Ursynowie miało dotyczyć problematyki sądów, jednak bardzo szybko pytania o konkretne instytucje ustąpiły miejsca sprawie zasadniczej – czy prawo w Polsce umożliwia kontrolę władzy czy jednak coraz częściej jej ulega. Sala Ursynowskiego Centrum Kultury „Alternatywy” wypełniła się niemal do ostatniego miejsca.

– Bardzo się cieszę, że tak licznie przybyliście – mówił burmistrz Ursynowa Robert Kempa, otwierając spotkanie z mieszkańcami. Organizatorzy – wiceminister Magdalena Roguska i ursynowskie koło Koalicji Obywatelskiej – od początku zaznaczali, że spotkanie ma mieć otwartą formułę. Zapowiedziano dostępność mikrofonów, aby przybyli mogli zadawać pytania. Atmosfera była żywa, momentami emocjonalna, ale jednocześnie skupiona. Widać było poczucie uczestników, że rozmawiają o sprawach ważniejszych niż bieżąca polityka.

Spór nie tylko prawny

Wprowadzenie wiceminister Magdaleny Roguskiej wyraźnie umiejscowiło kontekst spotkania. Dziękowała za „osiem lat wytrwałości” i za obecność obywateli tam, gdzie trzeba było bronić podstaw państwa prawa.

Było to wystąpienie mocno osadzone w doświadczeniu strony sporów prawnych, ale jednocześnie dobrze oddające emocje, które narosły wokół zmian systemowym po 2015 roku. I choć można było odnieść wrażenie, że kierunek jest jednoznaczny, to problem, który pojawił się zaraz potem, dotyczył sprawy fundamentalnej: co dalej z Trybunałem Konstytucyjnym?

Żeby zrozumieć sens tej dyskusji, trzeba wyjść poza samo spotkanie ursynowskie. Spór o sądy, który od lat dzieli polską politykę, w rzeczywistości nie jest tylko sporem o przepisy. Jest konfliktem o to, jak rozumieć państwo. Czy prawo ma wyznaczać granice władzy, czy jednak ma również umożliwiać władzy realizację jej własnych celów, nawet dostosowując przepisy do własnych potrzeb.

Warto przypomnieć, że zmiany wprowadzone po 2015 roku nie pojawiły się w próżni. Polski wymiar sprawiedliwości od dawna wymagał reform. Postępowania trwały długo, sądy były przeciążone, a kontakt obywatela z instytucjami bywał trudny i sformalizowany. To realne problemy, które stały się punktem wyjścia dla zapowiadanych zmian. Jednak sposób ich wprowadzania oraz kierunek, jaki przyjęto, doprowadziły do głębokiego dysonansu. Zaczęło się od prokuratury – połączenie funkcji ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego znacząco ułatwiło zwiększenie wpływu władzy politycznej na prowadzone postępowania. W kolejnych latach zmieniono zasady funkcjonowania sądów, w tym system dyscyplinarny, oraz sposób powoływania sędziów. Szczególne znaczenie miały zmiany w Krajowej Radzie Sądownictwa. Przerwanie kadencji jej członków i nowy sposób wyboru sprawiły, że zaczęto kwestionować niezależność tego organu. W konsekwencji pojawiło się zjawisko tzw. „neosędziów”, a wraz z nim wątpliwości co do legalności części orzeczeń.

Na ten proces reagowały instytucje europejskie, m.in. Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej i Europejski Trybunał Praw Człowieka. Zamiast oczekiwanej refleksji ze strony sprawujących władzę, podniosło to tylko temperaturę sporu.

Trybunał i granice

Dzień ursynowskiego spotkania był przesycony atmosferą „ślubowania wobec” sześciorga nowo wybranych przez Sejm sędziów Trybunału Konstytucyjnego i ich wkroczeniem do siedziby TK. W tym kontekście głos zabrał Waldemar Żurek. Zaczął od podziękowania uczestnikom za obecność i za wcześniejsze zaangażowanie obywatelskie.

– Mam świadomość, że ten szkielet sądów, tych niezależnych sędziów by nie przetrwał, gdyby nie było obywateli – mówił, przypominając protesty sprzed kilku lat. Nie była to tylko uprzejmość wobec publiczności. Minister przypominał obraz konfliktu, w którym społeczeństwo obywatelskie odegrało realną rolę. Przywołał nawet własne doświadczenia z wizyty na Węgrzech, gdzie – jak podkreślał – sędziowie pozostali osamotnieni.

Najwięcej uwagi minister poświęcił sytuacji wokół Trybunału Konstytucyjnego. – Moim zdaniem to jest bardzo dobry krok. Ci, którzy budowali nam autorytaryzm, po wyborach prezydenckich uznali, że jesteśmy już w takim marazmie, że już się nie podniesiemy. A my zdołaliśmy się porozumieć w koalicji i rozpocząć naprawę Trybunału – mówił o działaniach zmierzających do jego odbudowy. W jego ocenie udało się przełamać impas i rozpocząć proces przywracania funkcjonowania tej instytucji.

Jednocześnie ostro skrytykował działania prezydenta, który zaprzysiągł tylko część wybranych sędziów. – Wyobraźcie sobie, że po wyborach parlamentarnych marszałek senior mówi: od pana nie odbiorę ślubowania, bo znam pana życiorys. Byłby to skandal w skali ogólnoświatowej. I prezydent zachował się tutaj dokładnie tak samo – argumentował minister Żurek.

W tej części wystąpienia pojawił się jednak problem znacznie ważniejszy niż trwający spór: – Czy państwo ma abdykować? – retorycznie pytał minister Żurek. Kwestia ta dobrze oddaje istotę problemu. Jeśli jedna instytucja blokuje działanie innych, system przestaje być sprawny. Jeśli jednak odpowiedzią jest obchodzenie procedur, pojawia się ryzyko naruszenia zasad państwa prawa. To napięcie – między skutecznością a legalnością – jest dziś jednym z kluczowych problemów polskiego ustroju prawnego.

System od środka

Dalsza część spotkania pokazała jeszcze jeden wymiar tego sporu – jego praktyczne konsekwencje. Minister mówił o prokuraturze jako o instytucji szczególnie dotkniętej zmianami. – To jest naprawdę „orka na ugorze” – stwierdził, opisując trudności w jej funkcjonowaniu. – Niech mi ktoś pokaże, kto prowadzi firmę, w której ma ośmiu ludzi, których sam nie wskazał i nie wybrał. To jest naprawdę „orka na ugorze”, jak mówiła moja babcia – mówił minister Żurek. Wskazywał na brak zaufania, obawy prokuratorów i przeciągające się postępowania.

Podobnie wygląda sytuacja w sądach. Spory o status sędziów i legalność ich powołania nie pozostają bez wpływu na obywateli. Przewlekłość postępowań, brak kadr, chaos proceduralny – to wszystko sprawia, że wymiar sprawiedliwości działa wolniej i mniej przewidywalnie. Minister podawał konkretne przykłady, ale ich sens był szerszy: spór ustrojowy nie jest abstrakcyjny. Przekłada się na codzienne życie ludzi – na sprawy rozwodowe, gospodarcze czy karne, które latami czekają na rozstrzygnięcie.

Najbardziej widoczne są dziś skutki koncentracji władzy, która dokonała się w latach 2015–2023. Wprowadzenie nowych mechanizmów powoływania sędziów oraz podporządkowanie części instytucji władzy politycznej nie doprowadziły do oczekiwanego usprawnienia systemu. Przeciwnie – pojawił się chaos prawny. Część wyroków jest kwestionowana, status niektórych sędziów budzi wątpliwości, a instytucje takie jak Sąd Najwyższy stały się polem sporów o ich własną legitymację. W praktyce oznacza to, że decyzje, które powinny kończyć spory, same stają się ich początkiem. To sytuacja szczególnie groźna, bo podważa zaufanie obywateli do państwa.

Prawo a polityka

Ursynowskie spotkanie pokazało, jak bardzo prawo zostało w ostatnich latach uwikłane w politykę. Instytucje, które powinny działać niezależnie, stały się elementem walki o wpływy. Jedni widzą w tym konieczną reformę, inni – naruszenie zasad państwa prawa.

Niezależnie jednak od ocen, jedno wydaje się dziś coraz bardziej oczywiste. System prawny nie może być traktowany jako narzędzie bieżącej polityki. Jeśli tak się dzieje, prędzej czy później prowadzi to do destabilizacji całego państwa. Doświadczenie ostatniej dekady pokazuje wyraźnie, że podporządkowanie prawa celom politycznym przynosi skutki odwrotne do zamierzonych. Zamiast wzmocnienia państwa pojawia się chaos, zamiast sprawności – niepewność, a zamiast autorytetu instytucji – spór o ich legalność.

W latach po 2015 roku próby przebudowy systemu prawnego prowadzone były w sposób, który nie tylko zmieniał jego strukturę, ale także ograniczał rolę środowisk prawniczych stojących w opozycji do tych działań. Efektem było osłabianie i postępująca degeneracja mechanizmów kontroli i równowagi.

Dlatego dziś coraz wyraźniej widać, że państwo potrzebuje nie tyle kolejnych „reform”, ile powrotu do zasad. Do systemu, w którym prawo – oparte na Konstytucji – jest nadrzędne wobec polityki i zdolne skutecznie ograniczać każdą władzę. Tylko takie prawo może zapewnić stabilność państwa i bezpieczeństwo jego obywateli.

Wróć