Serwis korzysta z plików cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę, że będą one umieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Mogą Państwo zmienić ustawienia dotyczące plików cookies w swojej przeglądarce.

Dowiedz się więcej o ciasteczkach cookie klikając tutaj

Tu Dom Sztuki, tam sztuka nauki na lewo...

06-03-2024 20:53 | Autor: Maciej Petruczenko
Z łezką w oku wspominałem pierwociny megaosiedla Ursynów podczas sympatycznego wieczoru, zorganizowanego w Domu Sztuki z okazji 40-lecia tej placówki. Wątpię, by przez którykolwiek lokalny dom kultury w Polsce przewinęło się tyle znakomitych nazwisk, ile Dom Sztuki ma zapisane w swoich kronikach. Na skromnej scenie i jej zapleczu przy ul. Wiolinowej podziwiało się: aktorów Zbigniewa Zapasiewicza, Mariana Opanię, Henryka Talara, Magdalenę Zawadzką, Ewę Dałkowską, Marię Pakulnis, Grażynę Szapołowską...; reżyserów – Andrzeja Wajdę, Krzysztofa Zanussiego, Janusza Zaorskiego, Janusza Majewskiego, Agnieszkę Holland („Europa, Europa”)...; mistrzów kabaretu – Jacka Fedorowicza, Tadeusza Drozdę, Krzysztofa Daukszewicza, Artura Andrusa. Słuchało się... deklamacji Agnieszki Osieckiej i piosenek w wykonaniu Maryli Rodowicz, Elżbiety Wojnowskiej, Edyty Geppert. Elżbiety Igras, Lidii Stanisławskiej, Alicji Majewskiej, Anny Marii Jopek, Wojciecha Młynarskiego, Andrzeja Rosiewicza... A trudno zapomnieć, że właśnie w DM debiutował na scenie przyszły gwiazdor estrady, ursynowianin Robert Janowski. Jego mama Urszula Janowska-Trunkwalter była pierwszym dyrektorem tego legendarnego przybytku kultury, w którym najbardziej zapadł w pamięć ursynowian niezastąpiony propagator filmów najwyższej klasy – Andrzej Bukowiecki.

Klucze do Domu Sztuki wręczył w 1984 roku Urszuli Janowskiej-Trunkwalter prezes Spółdzielni Budownictwa Mieszkaniowego „Ursynów” – Stanisław Olszewski, zawsze pełen życzliwości dla wszystkich dawny zesłaniec na Sybir. Trzeba trafu, że i ja odbierałem od niego w 1977 klucze do swego mieszkania przy ul. Nutki, znajdującej się o rzut beretem od Domu Sztuki. I jako jeden z pionierów ursynowskiego zbiorowiska mieszkaniowego doskonale pamiętam nasz wielki entuzjazm, wynikający z faktu otrzymania nowiutkich, choć tandetnie wykonanych, ale bardzo przestronnych mieszkań (w moim wypadku 70 m kwadratowych plus ogródek). Od razu nawiązywały się serdeczne więzy sąsiedzkie. Nic dziwnego więc, że o krok od mojego domu, pod Kopą Cwila, będące w 1977 na topie Krystyna Janda i Maryla Rodowicz dały gratisowy koncert wokalny, występując na pospiesznie zbitej z desek estradzie. Wtedy jeszcze centrum kultury raczkującego dopiero osiedla był Dom Rodzinny przy Końskim Jarze, zastąpiony kilka lat później właśnie spółdzielczym Domem Sztuki, obok którego funkcjonowała pierwsza wśród świeżo wzniesionych bloków, umieszczona w blaszaku restauracja, jakżeby inaczej – „Ursynowska”. Nie było w niej klimatyzacji, potrawy podawano byle jakie, ale kelnerzy poubierani byli smokingowo – w obowiązkowych muszkach.

Gdy już powstał obok Dom Sztuki, pewnego razu pijany klient restauracji powybijał wszystkie szyby w gablotach, informujących na zewnątrz o repertuarze nowego ośrodka kultury, którego prestiż był jednak tak wielki, że jakiś życzliwy szklarz naprawił szkody jeszcze tego samego dnia.

Niesłychanie ważną rolę w tworzeniu kultury na Ursynowie, zwanym początkowo megasypialnią Warszawy, odegrał dziennikarz „Życia Warszawy”, ciężko ranny w Powstaniu Warszawskim Andrzej Ibis-Wróblewski. On to sprowadził z pomocą ministerstwa kultury na Ursynów trzy wysokiej klasy fortepiany, które trafiły do Domu Sztuki, domu kultury Imielin i do Galerii Działań, gdzie Ibis uruchomił też pierwsze w Polsce eksperymentalne studio telewizji kablowej Ursynat, którego żywym echem pozostaje ursynatowa spikerka – dziś wzięta dziennikarka TVN Jolanta Pieńkowska (primo voto Matczak, secundo voto Czarnecka). Dziełem Ibisa były też organizowane w Domu Sztuki konkursy recytatorskie i pamiętam, że miałem z nim spór na temat wymawiania poszczególnych zgłosek każdego słowa. Ja byłem zdania, że należy je wymawiać bardzo wyraźnie, a on miał całkiem przeciwstawną opinię.

Dom Sztuki był też miejscem założenia Ursynowsko-Natolińskiego Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego, które – zanim zmarło śmiercią naturalną w XXI wieku, znakomicie eksponowało najwybitniejszych mieszkańców dzielnicy (przez czas pewien osobnej gminy). W tej historycznej placówce przejmowałem też od Marka Przybylika funkcję redaktora naczelnego tygodnika „Pasmo”, by później, już jako redaktor naczelny „Passy”, publikować jego felietony.

Dziś Henryk Talar opowiada mi ze śmiechem, jak w trakcie artystycznej premiery w Domu Sztuki zapowiedział w języku japońskim występ wyróżnionej w Konkursie Chopinowskim pianistki Rinko Kobayashi, tylko lekko przekręcając napisane mu przez nią słowa w jej ojczystym języku... Rinko, co ciekawe, zamieszkała na stałe w Warszawie i wciąż koncertuje, mimo upływu lat.

Wiele osób zastanawia się teraz, czy spółdzielcze domy kultury na Ursynowie mają jeszcze rację bytu, skoro powstały już dwie dzielnicowe, o wiele lepiej wyposażone placówki. To już jednak zależy od samych mieszkańców. W wypadku Domu Sztuki akurat – od spółdzielni Jary.

O ile można się niepokoić o los spółdzielczych ośrodków kulturalnych, o tyle bez problemu rozwijają się w dzielnicy Ursynów wyższe uczelnie, przede wszystkim pozostająca pod parasolem państwa Szkoła Główna Gospodarstwa Wiejskiego oraz placówki prywatne – Akademia Finansów i Biznesu Vistula i Wyższa Szkoła Zarządzania Personelem Łukaszewski. Nie mają one tych kłopotów, co działająca od 2018 roku Szkoła Główna Menedżerska – Collegium Humanum, która zyskało od niedawna ironiczną nazwę „Collegium Tumanum” (względnie Collegium Tumanów), gdy okazało się, że tytuł MBA (Master of Business Administration) rozdawano tam politykom bez odbycia przez nich koniecznych studiów podyplomowych, ale za odpowiednio wysoką łapówkę. Nie znaczy to oczywiście, że dyplomu MBA przyznawany był na piękne oczy każdemu, bo akurat mający już wcześniej wszechstronne wykształcenie burmistrz Ursynowa Robert Kempa odbył w Collegium pełny cykl nauki. Niemniej, siedem osób z władz uczelni zostało aresztowanych za korupcję, a w tym gronie jest rektor, który poza wszystkim miał wykorzystywać pracowników uczelni... seksualnie.

I pomyśleć tylko, że ta warszawska uczelnia, zamieniona na poły w burdel, przebiła pod względem kompromitacji – również unurzany w machlojkach finansowych prywatny „uniwersytet” w Rykach. Wysokie oceny wystawiali jej prezydent Andrzej Duda, wysunięty przez PiS na stanowisko ministra edukacji i nauki Przemysław Czarnek, a nawet kardynał Kazimierz Nycz...

Wróć