Serwis korzysta z plików cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę, że będą one umieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Mogą Państwo zmienić ustawienia dotyczące plików cookies w swojej przeglądarce.

Dowiedz się więcej o ciasteczkach cookie klikając tutaj

To natura rozdaje karty

27-03-2024 21:42 | Autor: Tadeusz Porębski
Termin „efekt cieplarniany” wywołuje u mnie coraz większą irytację. W ostatnich latach przez siedem – osiem miesięcy z rzędu zimno jest nie tylko w Polsce, ale w większej części naszego kontynentu. Coraz bardziej widoczne jest to, że tradycyjne w XX wieku przejście z klimatu zimowego na wiosenny opóźnia się. Właściwie wiosny od kilkunastu lat praktycznie nie ma, następuje gwałtowne przejście z zimna do upałów – ma to miejsce na przełomie maja i czerwca. Za to coraz cieplejsze i dłuższe są jesienie. Fakt, w pełni lata upały dają Europie do wiwatu, szczególnie południowej części kontynentu. Nasz kraj ma się dobrze, upały z temperaturą ponad 30 st. C to tylko kilkanaście, w porywach do dwudziestu kilku dni w roku. Zimy też nie są srogie, a wody deszczowej pod dostatkiem. Pytam więc: gdzież jest ten „efekt cieplarniany” i gdzie grożąca nam rzekomo globalna katastrofa? Moim zdaniem, zgodność naukowców popierających istnienie „efektu cieplarnianego”, nazywanego również globalnym ociepleniem, związana jest z potężnym, idącym w miliardy finansowym wsparciem badań, które spora grupa osób na świecie uważa za niezwykle ważne. Dlaczego są one dla nich takie ważne?

Po prostu grupa ta wymyśliła sobie łatwy sposób na godne życie, poprzez ciągłe – kolokwialnie rzecz ujmując – pieprzenie o Szopenie. Oficjalne stanowisko nauki, jak dla mnie, jest śmieszne: „Lokalne i chwilowe fluktuacje to rzecz normalna – pogoda nakłada na długofalowy trend ocieplenia gwałtowne górki i dołki. Owszem, dni wyjątkowo zimne wciąż występują, tyle że rzadziej. Za to rośnie liczba dni rekordowo ciepłych. W ciągu ostatniej dekady dzienne rekordy ciepła pojawiały się dwa razy częściej niż rekordy zimna”. Zwracam uwagę na fragment „owszem, dni wyjątkowo zimne wciąż występują, tyle że rzadziej”. He, he… dobre sobie. Na naszym kontynencie, a w Polsce przede wszystkim, od kilkunastu lat pogoda zmienia się na gorsze i to dni wyjątkowo gorące, a nie zimne, występują rzadziej. Jedyne co do mnie trafia, to zanik grubego wieloletniego lodu w Arktyce. Ale zdaniem naukowców podchodzących z dystansem do globalnego ocieplenia, emisja dwutlenku węgla zaczyna rosnąć około 800 lat po rozpoczęciu wzrostu temperatury związanej z końcem epoki lodowcowej. Okresy końca epoki lodowcowej związane są z szybkim ociepleniem i występują co około 100 tys. lat. Ostatnia taka zmiana nastąpiła około 20 tys. lat temu. Czyli to natura rozdaje karty, a nie człowiek, wdrożona produkcja, masowy tucz zwierząt, etc.

Ponoć para wodna jest odpowiedzialna za 54 proc. tzw. efektu cieplarnianego, a dwutlenek węgla za 18 proc. tego efektu, reszta to metan i inne gazy. Naturalna emisja dwutlenku węgla (lądy, wulkany, oceany, biosfera) jest oceniana na nieco ponad 30 razy większą niż emisja powodowana działalnością człowieka. Uwzględniając więc gospodarkę człowieka, otrzymujemy opartą na badaniach ocenę, że emisja dwutlenku węgla spowodowana przez człowieka jest odpowiedzialna obecnie za jedynie około 0,6 proc. tzw. efektu cieplarnianego. Ziemia jest otoczona polem magnetycznym, zwanym magnetosferą, które chroni nas m. in. przed erozją atmosfery z powodu wiatru słonecznego i przed promieniowaniem kosmicznym. Pełni więc ono niejako rolę strażnika, niedopuszczającego do powierzchni Ziemi mknących przez kosmos naładowanych cząstek szkodliwych dla życia. Pole magnetyczne Ziemi jest wywoływane przez wirowe prądy elektryczne, powstające w płynnym jądrze obracającej się planety (tzw. geodynamo). Położenie biegunów magnetycznych Ziemi stopniowo przesuwa się, a nawet całkowicie odwraca (inwersja) co kilka tysięcy lat. Od początku rejestracji w 1831 r. szybkość „przemieszczania się” biegunów wzrosła z około 16 km do około 55 km rocznie, co powoduje m. in. konieczność stałej aktualizacji systemów nawigacyjnych.

Wyróżniamy trzy typy zmian: przesunięcie, zamianę położenia północ-południe oraz tzw. geomagnetic excursions. Zapisy paleomagnetyczne świadczą o tym, że bieguny magnetyczne Ziemi w ciągu ostatnich 83 milionów lat odwróciły się 183 razy, a w ciągu ostatnich 160 milionów lat kilkaset razy. Wielu poważnych naukowców wskazuje, że osłabienie pola magnetycznego w okresie tzw. wycieczki Laschampa, która miała miejsce około 42 tys. lat temu, mogło być przyczyną istotnej zmiany klimatu. Badania zostały oparte głównie na analizie drzew – agatisów nowozelandzkich – pod kątem zawartości węgla 14C oraz częstotliwości występowania malunków naskalnych w jaskiniach. Odkrycie wielu korelacji pomiędzy natężeniem i zmianami pola magnetycznego Ziemi w wybranych miejscach a różnymi zjawiskami klimatycznymi nasuwa wniosek, że czynnikiem kształtującym klimat Ziemi jest bilans energetyczny związany z promieniowaniem słonecznym. Powyższe – to oczywiście wyłącznie odczucia i spekulacje dziennikarza, który nie jest kompetentny w temacie klimatycznym i swój wywód opiera jedynie na obserwacji własnej i dostępnych badaniach naukowych. Moim zdaniem, zmiany ziemskiego pola magnetycznego niewątpliwie mogą być czynnikiem decydującym o klimacie, w szczególności zaś przyczyną trwającego współcześnie globalnego ocieplenia.

W ostatnich latach powstało wiele nieznanych dotąd „zawodów”, jak na przykład blogerzy czy influencerzy, którzy zarabiają krocie, częstując internautów swoimi złotymi myślami. Przyglądałem się ostatnio wnikliwie ich „twórczość” – w 90 proc. pełna żenada. Ale sprytnie korzystają z koniunktury i trzepią niewyobrażalną kasę, bo im więcej kliknięć w tekst, tym większe zainteresowanie reklamodawców i tym większy dochód. Kim w ogóle jest influencer? W świecie mediów społecznościowych jest to osoba wpływowa, która dzięki swojemu zasięgowi może oddziaływać na ludzi, nawiązując z nimi trwałe relacje. Uprawianie influencerki to, podobnie jak fanatyzm związany z istnieniem tzw. efektu cieplarnianego, kolejny sposób na godne i łatwe życie. Wiarygodność influencerów podważył Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, który sprawdzał, czy influencerzy promują tzw. scam, czyli oszustwo, do tego wyjątkowo perfidne, do którego doprowadza się po zdobyciu zaufania drugiej osoby. Jest to działanie, którego celem jest wprowadzenie czytelnika w błąd – na przykład informowanie o nieistniejących promocjach, ukrywanie istotnych cech produktu, wyolbrzymianie właściwości reklamowanego produktu, czy też oferowanie rzeczy szkodliwych bądź niebezpiecznych dla zdrowia.

W toku postępowania wyjaśniającego UOKiK skierował wezwania do samych twórców i agencji reklamowych, w których poprosił o udzielenie informacji o zawartych umowach, zasadach współpracy oraz oznaczania publikowanych treści. Niestety, część adresatów nie odebrała korespondencji, nie odpowiedziała na zadane pytania i nie przesłała wymaganych dokumentów. To doskonale obrazuje poziom uczciwości pań i panów influencerów. Wróćmy jednak do tzw. efektu cieplarnianego. Prawda jest taka, że utrzymuje on temperaturę na Ziemi na wyższym poziomie, co wspiera życie na naszej planecie. Czyli są plusy i minusy tego zjawiska, ale rządzi nim natura, która w ogóle rządzi życiem ludzkości na Ziemi. Fanatycy tzw. efektu cieplarnianego dobrze sobie żyją z tego efektu, stale podkręcając napięcie. Ich koronnym argumentem jest postawiona na okoliczność teza, jakoby przyczyną zjawiska było jednostkowe działanie człowieka masowo produkującego dwutlenek węgla. Nie sądzę, by była to główna przyczyna. Globalnie każdego roku wulkany są odpowiedzialne za emisję około 500 mln ton dwutlenku i tak jest od zarania dziejów. Rewolucja przemysłowa mogła przyspieszyć zmiany klimatu, ale nie jest główną przyczyną efektu cieplarnianego. Laik tkwiący we mnie, posługujący się jednakowoż logiką, sądzi, że zjawisko to można wytłumaczyć w bardzo prosty sposób.

Dwutlenek węgla jest gazem cieplarnianym i ulatniając się, tworzy swoistą warstwę w ziemskiej atmosferze, która wpływa na bilans energetyczny całej planety. Ziemia przyjmuje promieniowanie od Słońca – głównego dostawcy energii cieplnej. Ale sama planeta też wysyła własne promieniowanie cieplne (gazy, oceany, ludzie, hodowle, uprawy, wulkany), którego część zostaje skumulowana w atmosferze. Dzięki temu Ziemia nadaje się do zamieszkania – bez atmosfery średnie temperatury na jej powierzchni sięgałyby od minus 27 do minus 18 st. C. Jednakże okresowy wzrost produkcji i stężenia dwutlenku węgla powoduje, iż w atmosferze „zatrzymuje się” więcej ziemskiego promieniowania, przez co średnia temperatura na Ziemi wzrasta, co naukowcy, infuencerzy, łowcy sensacji i szukający sposobu na łatwe życie nazywają globalnym ociepleniem. Wesołych Świąt i mokrego Dyngusa!

Wróć