Serwis korzysta z plików cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę, że będą one umieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Mogą Państwo zmienić ustawienia dotyczące plików cookies w swojej przeglądarce.

Takiego żywiołu dawno nie było!

24-08-2022 22:04 | Autor: Bogusław Lasocki
Niedzielny koncert zespołu Klezmafour zapowiadał się jako hit sezonu. Takiej frekwencji nie było chyba podczas żadnego z dotychczasowych koncertów folkowych Muzycznego Lata na Ursynowie. Cały placyk Przy Bażantarni pomiędzy parkingiem i sceną jeszcze przed rozpoczęciem był wypełniony ludźmi, oczekujący widzowi stali również na chodniku wzdłuż ulicy. To już ostatni koncert folkowy w tegorocznym sezonie. Ci, co przyszli, nie zawiedli się.

Grupa dynamiczna

Po nieśmiertelnym konkursie z pytaniami, część muzyczna rozpoczęła się w duchu klasycznym. Owszem, specyfika klezmerska, w tle stopniowo coraz częściej słyszalne nuty arabskie, jazzowe, bałkańskie. Gra Andrzeja Czapińskiego - skrzypka i lidera (wolę to określenie niż frontman) grupy stawała się coraz bardziej ekspresyjna, coraz bardziej żywiołowa, również fizycznie. W kilku momentach można było wysłuchać skrzypcowe "16", "32", jakby ze skrzypkiem poruszał palcami Paganini, co zresztą w późniejszej rozmowie potwierdził Andrzej Czapiński. Fascynujące dźwięki, trudne do wyobrażenie, że mogą je wydać instrumenty wykorzystywane przez ludzi - momentami jakby żywe brzmienia akordeonu, fletu, basu czy perkusji. To oczywiście również zasługa pozostałych muzyków - artystów, tworzących grupę. Rafał Grząka na akordeonie, Mateusz Chmiel na klarnecie, Kamil Siciak na perkusji czy Gabriel Tomczuk grający na kontrabasie i wykorzystujący moog'a, tworzyli razem brzmienia, przypominające momentami jakieś kosmiczne epizody, narodzenia gwiazd czy innych tworów. Właściwie każdy z tych artystów zasługiwałby na osobną laurkę, ale to właśnie zaleta grupy, podobnie jak i każdej orkiestry , gdzie dopiero połączenie, czasem synteza, a niekiedy tylko jakieś współbrzmienie, tworzą efekt symfonii dźwięków, nie do osiągnięcia dla pojedynczych instrumentów.

W grupie jest obecnie pięciu wykonawców, w składzie niezmiennym od trzech lat. Natomiast "four" w nazwie grupy nie ma związku z ilością członków, ale odnosi się do kierunków świata. To Lublin, gdzie w 1999 zaczął pączkować zespół, stał się skrzyżowaniem dróg, na którym w idealnej proporcji mieszały się niegdyś tradycje muzyczne Wschodu, Zachodu i Południa. Tworzą bramę otwartą na wszystkie kierunki świata.

Muzycy są absolwentami Uniwersytetu Muzycznego im Fryderyka Chopina w Warszawie. Edukację muzyczną, którą wszyscy zaczęli w wieku sześciu lat, traktują jako drogę do realizacji swoich celów. Pochodzą z Lublina, Białegostoku, Warszawy i odwołują się do tradycji muzyki klezmerskiej właśnie z regionu zakreślonego przez te miasta. Historia jako grupy rozpoczęła się dosyć dawno temu, co opowiadał Andrzej Czapliński dla portalu JazzSoul.pl: "Kończyliśmy liceum i czasami graliśmy muzykę do kotleta w knajpkach w Lublinie. Od czasu do czasu graliśmy tradycyjne utwory klezmerskie i zauważyliśmy, że taka muzyka ludziom bardzo przypada do gustu. W pewnym momencie już na studiach stwierdziliśmy, że warto byłoby poświęcić się tylko muzyce klezmerskiej i bałkańskiej. Najpierw trzymaliśmy się tradycji, ale dość szybko stwierdziliśmy, że lepiej zacząć tworzyć coś własnego". Przez lata muzykowania, korekt składu, zbierania doświadczeń powstał dojrzały skład, którego fascynujący występ mogli oglądać ursynowianie w ostatnią niedzielę.

Muzyka klezmerska znana i lubiana

W obiegowym rozumieniu, czym jest muzyka klezmerska, na ogół wiemy. To muzyka niegdyś związana z żydowskimi obrzędami religijnymi, z czasem przerodziła się w muzykę rozrywkową, graną podczas żydowskich ślubów i uroczystości, by wreszcie połączyć się z jazzem, popem, folkiem czy nawet rapem.

Tradycyjnie dawniej wykorzystywano przede wszystkim instrumenty dęte – takie jak trąbki wszelkich typów; perkusyjne – bębenki, dzwonki i metalowe talerze oraz instrumenty strunowe – jak wielokrotnie w Biblii wspominane harfy i liry. W czasach nowożytnych klezmerzy sięgnęli do instrumentów im współczesnych. W zależności od terenów na jakich działali, wykorzystywali instrumenty charakterystyczne dla folkloru tego okręgu. Najczęściej grano na skrzypcach, kontrabasach i klarnetach, lecz pod wpływem kapel wiejskich sięgano po cymbały (południowo-wschodnia Polska, tereny dzisiejszej Białorusi i Ukrainy), akordeony (na Mazowszu), a także trąbki, tuby i flety.

Zawód klezmera często przechodził z pokolenia na pokolenie, co sprzyjało powstawaniu dynastii muzyków, których sława czasem docierała na dwory szlacheckie. Postać cymbalisty Jankiela z "Pana Tadeusza", grającego na dworze Sopliców nie jest tylko poetycką fantazją. Klezmerzy często swoją grą uświetniali dworskie uroczystości i przyjęcia. Równocześnie repertuar klezmerów był bardzo bogaty. Grano nieomal wszystko – od tradycyjnych polskich tańców szlacheckich, takich jak mazury, polonezy, poprzez utwory ludowe – kujawiaki, krakowiaki czy kołomyjki, aż do fantazji na tematy z wodewilów i operetek. Wędrujący klezmerzy przejmowali spotykane nowinki melodyczne i odmienne style gry, przetwarzając je i tworząc nowe ich interpretacje. Inspiracje muzyczne występowały również w kierunku przeciwnym. Wielu kompozytorów wykorzystywało elementy tradycyjnej muzyki żydowskiej. Charakterystyczne brzmienia muzyki żydowskiej można odnaleźć w mazurku a-moll op. 17 Fryderyka Chopina, u Sergiusza Prokofiewa, a nawet w pierwszych taktach "Błękitnej rapsodii" George’a Gershwina.

Od klasyki do elektroniki

Patrząc na niesamowite wyczyny, skoki, i ogólnie ekspresję lidera "Klezmafour" na scenie, można odnieść wrażenie, że siłowania to relaks po wysiłku, jakiego wymaga żywiołowość scenicznego występu. Na taką refleksję odpowiada nie wprost frontman zespołu Andrzej Czapliński: - Ćwiczenia przy dobrej muzyce, w dobrej atmosferze i w dobrym towarzystwie, są przede wszystkim relaksem, z którego samo dobro wypływa. Do tego dobra dieta i ... można skakać!

A kiedy powstała grupa - dopytuję? - Forma istnienia grupy to jedno, ale zaistnienie na szerszej scenie to inna sprawa - zwraca uwagę Andrzej Czapliński. - Grupa stała się rozpoznawalna chyba od 2010 roku, od sukcesu na Międzynarodowym Festiwalu Klezmerskim w Amsterdamie, w którym brało udział 200 zespołów z 12 krajów. Będąc oceniani przez jury profesorów z Muzycznego Uniwersytetu Amsterdamskiego, zostaliśmy ocenieni i nagrodzeni jako jedyny zespół podwójną nagrodą, która pozwoliła nam na wyjazd do Stanów Zjednoczonych i Kanady na tournee. Rozpoczęliśmy w Vancouver na festiwalu, zakończyliśmy na Manhattanie w Nowym Jorku. Jednak naszym początkiem była fascynacja muzyką klezmerską, takimi zespołami jak chociażby Kroke, z którymi zresztą się bardzo dobrze znamy osobiście. Jeśli o mnie chodzi, to miałem okazję pisać pracę magisterską dotyczącą roli skrzypiec w muzyce klezmerskiej w Warszawskim Uniwersytecie Muzycznym. Skończyłem pedagogikę instrumentalną w klasie skrzypiec, jestem nauczyciel gry na skrzypcach. Część kolegów poznałem tam na studiach i razem zaczęliśmy muzykować. Stopniowo zauważyliśmy, że nam to w miarę fajnie wychodzi. Ale chcieliśmy czegoś więcej, przede wszystkim większej interakcji z publicznością. Muzyk uczący się w nurcie klasycznym nie może sobie na to pozwolić. Ludzie w filharmonii nie tańczą przecież wokół sceny. My szukaliśmy rozwiązań, aby publiczność poczuła również tę energię, moc tej muzyki. I w pewnym momencie muzyka klasyczna klezmerska już nam nie wystarczała. Chcieliśmy czegoś nowego. Dołączył do nas perkusista, który wypełnił część tego co nam brakowało. Ale brakowało nam wokalu. Zacząłem od paru lekcji wokalnych plus języka arabskiego, muzyki arabskiej. Zaczęliśmy to stopniowo delikatnie wplatać. Potem jeszcze dołączyły się inne osoby, Woodstock, Heineken Open'er Festival , i od tamtego czasu koncertujemy. Staram się w mojej grze, by słuchający ludzie mogli rozpoznać równie innych kompozytorów i ich style, np. Paganiniego, Wieniawskiego i innych. Wplatam czasem, balansuję pomiędzy stylami. A czasem w tle nawet coś z ludowego metalu. Obecnie planujemy rozpoczęcie pracy nad kolejnym albumem, w który będziemy wplatać elektronikę, którą się ostatnio bawimy. A Ursynów? - jesteśmy tu chyba pierwszy raz. Publiczność jest świetna, bardzo nam się podobała - mówił dla Passy Andrzej Czapliński.

Koncert rewelacyjny, wielkie emocje i ekspresja wykonawców pozostały chyba w każdym słuchaczu. Chciałoby się pomarzyć, kiedy znów zagrają na Ursynowie?

Po ostatnim koncercie folkowym, przed nami jeszcze tylko jeden koncert w ramach Lata Muzycznego Na Ursynowie - muzyki klasycznej, który w najbliższą niedzielę o godzinie 18 odbędzie się w Parku Jana Pawła II . Będzie to klasyka w wykonaniu Vinyl String Quartet. Posłuchamy znów muzyki filmowej i będą to "Światowe Przeboje Srebrnego Ekranu". Serdecznie zapraszamy!

Wróć

Interesuje Cię współpraca?
Napisz do nas! wspolpraca@passa.pl
Copyright 2015 - Wszelkie prawa zastrzeżone
Projekt i wykonanie: MEETMEDIA