Serwis korzysta z plików cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę, że będą one umieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Mogą Państwo zmienić ustawienia dotyczące plików cookies w swojej przeglądarce.

Dowiedz się więcej o ciasteczkach cookie klikając tutaj

Szyderczy śmiech i krzyk rozpaczy

03-12-2025 20:40 | Autor: Tadeusz Porębski
Kiedy widzę w telewizorze wrzeszczących o Unii Europejskiej jako „eurokołchozie” Brauna, Bąkiewicza, Zajączkowską – Hernik oraz innych eurosceptyków, otwiera mi się w kieszeni przysłowiowy nóż. Ta ostatnia, bez ustanku biadoląca, krytykująca i odcinająca się od UE, jakoś unijnymi pieniędzmi się nie brzydzi. Pensja europosła wynosi obecnie 10.927,44 euro brutto (8517,01 euro netto) miesięcznie, a emerytura to 3,5 proc. wynagrodzenia za każdy pełny rok mandatu. Kadencja europosła trwa 5 lat, więc skupmy się na liczbach. Pięć lat to 60 miesięcy razy 8517, 01 euro, łącznie daje to przychód 511.020,6 tys. euro, czyli 2 mln 161 tys. 617 zł. Do tego dochodzą dieta dzienna (350 euro), różne dodatki na pokrycie kosztów związanych z pełnieniem mandatu (koszty biura, podróży i reprezentacji) oraz emerytura. Niezła kasa, prawda? Za pomstowanie, biadolenie, krytykowanie i odcinanie się od pracodawcy i płatnika. Gdyby Zajączkowska – Hernik pracowała w którejkolwiek z wymienionych niżej polskich firm i prezentowała taką postawę wobec pracodawcy, jaką prezentuje w Brukseli, wyleciałaby na bruk z wilczym biletem. Dobry pracodawca z tej UE, sowicie płaci za ciągłą krytykę i obelgi.

Zastanawiam się, co ta paniusia z niewyparzonym jęzorem i podobni jej harcownicy robią w Brukseli, skoro UE tak bardzo się im nie podoba? Można domyślać się co tam robią – na ciągłym krytykowaniu i obrzydzaniu wspólnoty zbijają polityczny kapitał potrzebny im na kolejne wybory i kolejną kadencję w Parlamencie Europejskim. Bo naiwniaków i ciemnoty nad Wisłą nie brakuje. Zajączkowska – Hernik ma 35 lat, więc może się jej wydawać, że dzisiejsza Polska taka jest od zawsze. Paniusia nie liznęła bowiem siermiężnej komuny, nie stała nocami pod zachodnimi ambasadami, by wyżebrać wizę i załapać się na zmywak, czy zbiory winogron bądź truskawek. Nie wie, co to jest być zależnym od buca z Biura Paszportów MSW, od którego widzimisię zależy, czy otrzymasz paszport, czy zostaniesz przepędzony na ulicę. Nie patrzyła jak utalentowane polskie dzieci kiszą się w komunistycznym sosie i nie mogą rozwijać swoich talentów, bo system nie przewiduje dla nich paszportu i możliwości wyjazdu na Zachód.

Kiedy wracam pamięcią do tych mrocznych czasów, do octu na sklepowych półkach, czy tasiemcowych kolejek po kawałek mięsa i widzę dzisiejszą Polskę pełną zadowolonych ludzi kształcących dzieci na Zachodzie i podróżujących bez paszportu po Europie, mam ochotę złapać w dłonie pałę i walić nią po zakutych łbach najbardziej agresywnych polityków krytykujących nasze członkostwo we Wspólnocie. To dzięki temu członkostwu przekształciliśmy się z dziadów i włóczęgów w prawdziwych dumnych Europejczyków równych Niemcom, Włochom, czy Francuzom. Europejski status wcale nie zabrania nam bycia dumnymi Polakami. Jesteśmy dumnymi Polakami, ja nim jestem. Dla mnie, przez połowę życia europejskiego parweniusza, moja europejskość jest szczególnie ważna. Cieszę się nią, bo kiedy zechcę mogę na dowód osobisty lecieć do córki na Costa Blanca, lub do Madrytu gdzie mieszka. Ma też doktorat obroniony w Wielkiej Brytanii oraz świetny zawód tam nabyty. Zawdzięcza to pracowitości, talentowi oraz możliwości jego rozwijania dzięki członkostwu Polski w UE.

Nie jestem ślepo zakochany w UE. W tym najlepszym po II wojnie światowej projekcie politycznym dostrzegam wiele wad, ale jest ich zdecydowanie mniej, niż zalet. Wspólnota liczy 27 państw, więc trudno o jednomyślność, ponieważ każde z państw ciągnie unijną kołderkę w swoją stronę. Trzeba się dogadywać, jak robią to sąsiedzi – Czesi, Litwini, Estończycy, czy Łotysze, zawierć sojusze i umiejętnie chodzić na ustępstwa. Im zdolniejsi politycy w Brukseli, tym więcej potrafią wykroić dla ojczyzny z unijnego tortu. Tak jest w każdej wspólnocie, także mieszkaniowej, w której mieszkam. A co można załatwić ciągłym wydzieraniem się, pomstowaniem i krytykowaniem wszystkiego, co unijne? Nic. Prawda oparta na liczbach, które nie kłamią, jest taka, że polska gospodarka rozwija się w błyskawicznym tempie. PKB per capita wzrósł z 50 proc. średniej UE w 2004 r. do 80 proc. w roku 2023 r. Szacuje się, że ponad połowa wzrostu gospodarczego Polski w tym okresie jest wynikiem naszego członkostwa w UE.

Otrzymujemy fundusze europejskie, których jesteśmy największym beneficjentem. Od 2004 do końca 2023 r. Polska otrzymała łącznie 245,5 mld euro (w cenach bieżących). Środki te przeznaczono na rozwój infrastruktury, innowacje, przedsiębiorczość, edukację i ochronę środowiska. Uzyskaliśmy dostęp do jednolitego rynku UE (przepływ towarów, usług, kapitału i osób), co napędza rozwój gospodarczy. Eksport do krajów UE zwiększył się z 45 mld euro do 262 mld euro w latach 2004-2023. Spadło bezrobocie od prawie 20 proc. w 2004 r. do zaledwie 3 proc. w 2024 r., co jest jednym z najniższych poziomów w UE. Będąc w strefie Schengen uzyskaliśmy prawo do swobodnego podróżowania, mieszkania, studiowania i podejmowania pracy w innych krajach członkowskich UE, bez kontroli granicznych. Fundusze unijne umożliwiły modernizację i budowę tysięcy kilometrów dróg (autostrad i ekspresowych), linii kolejowych, szpitali, szkół, oraz infrastruktury cyfrowej. Otrzymaliśmy potężne środki na rozwój odnawialnych źródeł energii.

Jednym z najważniejszych „argumentów” eurosceptyków, takich jak np. szkodzący wizerunkowi Polski Grzegorz Braun, jest kłamstwo jakoby UE zniszczyła polskie firmy i wiodące są u nas firmy zagraniczne. Tymczasem mamy w kraju 97 firm z rocznym przychodem ze sprzedaży ponad miliard zł. Wiele z nich rozwinęło się dzięki dotacjom z UE. W 2024 r. lider rankingu „Dino Polska” osiągnął przychody ze sprzedaży na poziomie 29,3 mld zł. Zysk operacyjny wyniósł 1,9 mld zł, a zysk netto 1,5 mld zł. Przychody wzrosły o 14,1 proc. w porównaniu do roku poprzedniego. Niestety, wiele polskich firm ma obcojęzyczne nazwy, co jest normalne w globalnym świecie. Perfidnie wykorzystują to politycy PIS, Konfederacji oraz szkodnicy Braun z Bąkiewiczem, by mieszać ludziom w głowach. Nie odważą się przedstawić społeczeństwu opartego na liczbach Rankingu 100 Największych Polskich Firm Prywatnych, bo wyszłoby na jaw, że bredzą, kłamią i manipulują. Ich koronnym „argumentem” jest powielana teza o rzekomej groźbie utraty przez Polskę suwerenności.

Kto według społecznych szkodników dybie na naszą suwerenność? Niemcy? Trudno o większą brednię. Niemieckie firmy są czołowymi inwestorami w Polsce, co przekłada się na tworzenie tysięcy miejsc pracy (około 450 tys.), m.in. dzięki dużym inwestycjom w nowe fabryki, takim jak zakład Boscha na Dolnym Śląsku (1,2 miliarda euro), czy przenoszeniu produkcji z Niemiec przez firmy Miele, Knorr-Bremse i Mercedesa, który tworzy na Śląsku fabrykę elektrycznych samochodów dostawczych. Nowoczesne fabryki, takie jak Bosch i Mecedes, napędzają rozwój technologiczny i energetyczny w Polsce. Jak wynika z badania KPMG i Komisji Wschodniej Niemieckiej Gospodarki, 22 proc. niemieckich firm rozważa przeniesienie produkcji do Europy Środkowej i Wschodniej, a wśród nich aż 51 proc. wskazuje Polskę jako preferowany kierunek. To obywatele Niemiec powinni martwić się odpływem rodzimego kapitału do Polski i zarazem kurczeniem się tamtejszego rynku pracy, a nie my napływem niemieckich miliardów do Polski.

We wspomnianym wyżej Rankingu 100 Największych Polskich Firm Prywatnych drugie miejsce zajmuje InPost Rafała Brzoski (19.992 mln zł), a kolejne Cyfrowy Polsat (18.084 mln zł), LPP – marki Reserved, House, Cropp, Mohito i Sinsay (16.354 mln zł), Synthos (13.189 mln zł), Polpharma (11.548 mln zł), Grupa Maspex – marki Tymbark i Kubuś (9.941 mln zł), CD Projekt – producent gier komputerowych (9.157 mln zł), Techland – producent gier komputerowych (8.229 mln zł), Polenergia – farmy wiatrowe i fotowoltaiczne (7.546 mln zł), czy Kruk, jedna z największych firm w Europie zarządzająca wierzytelnościami (7.184 mln zł). Sklasyfikowana na 97. miejscu firma Stelmet – producent wyrobów z drewna, osiągnęła w 2024 r. przechód ze sprzedaży na poziomie 1 mld 30 mln zł. UE niszczy polskie firmy i polski biznes? Wystarczy zapoznać się z liczbami, na których opiera się Ranking 100 Największych Polskich Firm Prywatnych, by nie wierzyć manipulantom i kłamcom.

Kiedy widzę i słyszę tych „prawdziwych Polaków”, ich wycie, agresję i poczucie wyższości nad innymi ciśnie mi się na usta szyderczy śmiech, a jednocześnie z piersi wydobywa się krzyk rozpaczy. Co się z naszym społeczeństwem porobiło, dokąd zmierzamy w tym naszym zacietrzewieniu? Mój patriotyzm nie polega na udziale w nacjonalistycznych marszach i wydzieraniu się na UE. Płacę uczciwie podatki, biorę paragony w sklepach i taksówkach, głosuję w wyborach, segreguję śmieci, dbam o nasze środowisko naturalne i szanuję obowiązujące prawo. To jest mój patriotyzm.

Wróć