Wydawało mi się, że to niezwykle ważne w jakim otoczeniu żyjemy, pracujemy, odpoczywamy. Dlaczego nie zadbać o wygląd całej miejskiej architektury. To samo dotyczy wsi, małych miejscowości, miast i miasteczek. Gdyby tak wymienić obskurne przystanki autobusowe i same autobusy przy okazji. Zwrócić uwagę na spaliny, które u nas nagminnie wpadały do wnętrza trując pasażerów. Nie, nie! O klimatyzacji jeszcze wtedy nie myślałem, bo też nie było takiej potrzeby. Bez przesady nie było takiej konieczności, choć upały zdarzały się już wtedy.
Kilkadziesiąt lat temu klimat różnił się od tego, który mamy dziś, chociaż nie w każdym aspekcie. Wystarczy wspomnieć, że w parkach wokół drzew latały w dużych ilościach uznawane wtedy za szkodniki – chrabąszcze majowe. Tak, tak - majowe. Tak właśnie brzmi pełna nazwa teto gatunku. Chrabąszcz majowy (Melolontha melolontha) – chrząszcz z rodziny poświętnikowatych. Dawniej pojawiał się licznie w maju, a dziś można go spotkać dopiero w czerwcu albo lipcu, w dodatku w niewielkich ilościach. Przebywa w pobliżu drzew liściastych, bo żywi się ich liśćmi. I może tu leży przyczyna zmniejszenia się jego populacji. Wygląda na to, że dzisiejsze drzewa w mieście po prostu mu nie smakują. Był przyzwyczajony do naszych rodzimych lip, a tu proszę - ktoś powymieniał je na jakieś drzewka z importu. Droższe, ale nie takie smaczne. Otóż co! Niepozorny chrabąszcz to nie byle jaki owad. Został opisany już w 1758 roku przez Karola Linneusza w jednym z wydań Systema Naturae pod nazwą Scarabaeus melolontha. Właściwie nie warto byłoby zajmować się tym szkodnikiem, gdyby nie fakt, że na miejsce występowania wybrał sobie Europę. A więc to Europejczyk, chociaż szkodnik. Jednym słowem, już wtedy, w czasach Karola Linneusza Polska leżała w Europie, skoro były u nas chrabąszcze. Nie mają racji ci wszyscy malkontenci twierdzący, że nie jesteśmy Europejczykami. Natura dobrze wie jaka jest prawda. Wie to także nasz nieszczęsny chrabąszcz nazwany przez Linneusza - Scarabaeus melolontha.
Zostawmy jednak to stworzenie oraz jego zmieniające się zwyczaje entomologom i powróćmy do moich dawniejszych refleksji na temat peerelowskiego entourage’u lub jak kto woli na temat otoczenia, środowiska, architektury, a nawet infrastruktury. Oczywiście czyniąc porównania pomiędzy naszym krajem a innymi myślałem o rozwiniętych krajach, nie zaś o tych z Trzeciego Świata. Przypomniałem sobie o moich rozważaniach na temat Polski sprzed lat i o tym, co odczuwałem wyjeżdżając za granicę, gdy widywałem tam zadbane, dostosowane do potrzeb mieszkańców miasta, osiedla i wioski. Ich wygląd był wynikiem kontynuacji wielowiekowych tradycji, stałego postępu, i rozwiązań służących człowiekowi. W takich miastach jak francuskie Reims – miejsce koronacji królów żyło się przyjemne i miło. Było to dobre miejsce do życia. Można powiedzieć jego skala i cała infrastruktura przesiąknięte były humanizmem. Człowiek mógł czuć się jego integralną częścią. Nowoczesność łączyła się z wieloletnią historią. Nie było tam zjawisk, które już wtedy zauważalne były w nieodległym Paryżu. Dziś przypomniałem sobie o tych porównaniach, bo ciągle wierzę, że my Polacy będziemy mogli żyć w otoczeniu, które będzie przyjazne i wygodne, dostosowane do potrzeb naszych, naszych dzieci i wnuków.
Tymczasem, planuję wyjechać nad polskie morze. No cóż. Zamiast kolei szybkich prędkości czeka mnie wielogodzinna, męcząca podróż i nie da się tego przeskoczyć. Z zazdrością patrzę na odległe kraje azjatyckie wdrażające nowe technologie, budujące elektrownie, korzystające ze źródeł czystej energii, budujące nowoczesne lotniska, rozwijające sieć kolei z wizją na miarę XXI wieku. Może doczekamy się tego wszystkiego także u nas? Niestety, na razie niewiele na to wskazuje, szkoda.