Odbyty w ostatnią sobotę spacer po Parku Lasek Brzozowy by już niestety ostatnim z cyklu 9 spacerów po parkach, lasach i laskach ursynowskich, realizowanych w ramach projektu „Ursynów lubi pszczoły” – jednego ze zwycięskich projektów Budżetu Obywatelskiego 2025 autorstwa Michała Osowskiego. Ostatnie trzy spacery skupiały się na temacie niezwykłej wartości przyrodniczej nieużytków. Naszym przewodnikiem była Kamila Musiatowicz, przyrodniczka z wykształcenia i zamiłowania.
Uniwersalny leśny park
Park Lasek Brzozowy charakteryzuje się pewną dwoistością, którą tworzy rekreacyjna powierzchnia parkowa oraz część leśna. Przed laty pomiędzy nimi ciągnęła się polna droga, którą rolnicy dojeżdżali do swoich upraw. Stopniowe przejmowanie okolicznych terenów pod zabudowę Ursynowa spowodowało, że na północ od drogi pozostał niewielki teren, najmniej przydatny na potrzeby budowlane. W 1977 r. władze Warszawy przypisały temu chodnikowi imię Henryka Świątkowskiego – byłego ministra sprawiedliwości z czasów PRL, planując budowę tam szerokiej ulicy. Ulica nigdy nie postała, ale jej nazwa do 2013 r. była zamieszczana w miejskich katalogach placów i ulic.
Kompleksowy projekt zagospodarowania terenów przyległych do lasku powstał dopiero w 2008 r. W pierwszym etapie utworzono plac zabaw dla młodszych dzieci, wyposażony m.in. w huśtawki, karuzele i zjeżdżalnie. Powstały alejki z ławkami. W drugim etapie powstała infrastruktura sportowa w postaci wielofunkcyjnego boiska. W kolejnych latach, w ramach Budżetu Partycypacyjnego 2017 r., pojawiły się stoły do gry w ping-ponga oraz betonowe stoły z siedziskami, przeznaczone do wykorzystania np. przy grach planszowych. Ostatnia inwestycja to mini tężnia, powstała w 2024 r. jako efekt zwycięskiego projektu Budżetu Obywatelskiego.
Natomiast część leśna Parku ma zdecydowanie inny charakter. Wysypane mineralnym żwirem alejki, krawężniki częściowo już wrastające w podłoże, zachęcają do spaceru w ciszy i spokoju. Drzewa, krzewy, od wiosny do jesieni zieleń i względnie czyste powietrze, pomimo bliskości ruchliwych ulic.
Lasek był, jest i będzie
Sam lasek jest wyraźnie pozostałością „remizy” – świadomie zachowanego zalesionego terenu wśród pól uprawnych, mogącego być ostoją dla różnorodnych, drobnych drapieżników i innych dzikich zwierząt, w tym licznych gatunków ptaków. Otoczony terenami rolnymi, występuje wraz z nimi na mapach miejskich jeszcze w 1977 r., a więc bezpośrednio przed rozpoczęciem budowy Ursynowa. Pomimo, że rok po roku sąsiadujące pola znikały pod nowobudowanymi blokami, lasek trwał w niezmienionym kształcie.
Niestety, występujący w nazwie Parku „lasek brzozowy”, spośród występujących tam obecnie drzew zawiera chyba najmniej brzóz. To ilustracja postępującej degradacji obszarów przyrodniczych na terenach intensywnie zurbanizowanych. Brzozy są drzewami dożywającymi nawet więcej niż 90 – 120 lat, ale tylko gdy mają odpowiednie ku temu warunki.
Pamiętam ten lasek sprzed ponad 40 laty, gdy jak świeżo upieczony ursynowianin jeździłem na rowerze po bezdrożach i wertepach, które dopiero kiedyś przekształciły się w al. KEN. Lasek od strony zachodniej składał się w większości z brzóz, co w pełni uzasadniało jego nazwę. Niestety, uwarunkowania budowlane, rozbudowa ulic i wreszcie nasilający się ruch spowodowały, że większość starszych drzew od strony al. KEN, w tym brzozy, zaczęła zanikać.
Jako ewenement w tej części lasu można zaprezentować wspaniały dąb rosnący przy południowo – zachodnim skraju Parku. – To wyjątkowy okaz, chyba najstarszy w tym rejonie, liczący może nawet ponad 150 lat – opowiadała przyrodniczka Kamila Musiatowicz, prowadząca spacer po Lasku. – Wspaniałe, zdrowe konary, gruby pień. To drzewo zasługuje, by nadać mu status pomnika przyrody. Byłoby warto, by ktoś z czynników społecznych zgłosił propozycję ochrony pomnikowej dla tego pięknego drzewa – zachęcała przyrodniczka. No cóż, może byłby to dobry temat?
Podążając w głąb lasku w kierunku ul. Lanciego, sytuacja wyraźnie się poprawia. Jest sporo dębów, grabów, których wiek przekracza 50 lat. Widać kilkudziesięcioletnie klony, lip, sosny – zdecydowanie starsze niż sąsiadujące blokowiska Ursynowa. Ale pojawiają się też jakieś dziwne enklawy.
Akacja to nie akacja
W środkowej części Lasku trochę niespodziewanie pojawiają się jakby niskie krzewy, potem drzewa, z liśćmi przypominającymi akację. Jest ich coraz więcej, właściwie stają się dominujące. – To nie jest akacja, ale robinia akacjowa – wyjaśnia Kamila Musiatowicz. – Akacje pochodzą z Afryki i Austaralii i w Polsce dziko rosnące właściwie nie występują. Natomiast bardzo podobna z wyglądu jest robinia akacjowa, która wywodzi się z Ameryki Północnej. W Europie jako roślina ozdobna pojawiła się w XVI w., natomiast w Polsce na początku XIX w. Robinia, gdy wymknie się spod kontroli, staje się rośliną inwazyjną. Jest bardzo szkodliwa dla środowiska, zmieniając właściwości chemiczne gleby, co eliminuje większość roślin. W jej sąsiedztwie wytrzymują jedynie czarne bzy, pokrzywy, czasem ukorzeniają się klony, ale i tak nie dorastają do bujnych rozmiarów. Robinia jest trująca, przy czym zawartość trujących związków w różnych organach rośliny jest bardzo zmienna, najwięcej jest ich w korowinie i nasionach, w mniejszym stopniu trujące są młode pędy, liście, owoce i korzenie. Natomiast wcale nie są trujące kwiaty. Słyszeliście wszyscy o wspaniałym, zdrowym miodzie akacjowym. Tworzą go nasze kochane pszczoły miodne właśnie z nektaru kwiatostanów robinii – opowiadała przyrodniczka Kamila Musiatowicz.
To typowy przyrodniczy paradoks, gdy trucicielka o tak szerokim zakresie szkodliwego oddziaływania na środowisko, umożliwia powstawanie jednego z cenniejszych gatunków miodu. Zarazem obfite kwitnienie robinii nie tylko dostarcza nektaru pszczołom, ale też wspiera cały ekosystem lasu, w tym inne rośliny i zwierzęta.
Zapylacze w miejskim lesie
Choć robinia akacjowa uchodzi za roślinę inwazyjną, jej słodko pachnące kwiatostany przyciągają całe zastępy zapylaczy. W Lasku Brzozowym wiosną i latem można obserwować nie tylko pszczoły miodne, które korzystają z obfitości nektaru, ale także dzikie pszczoły samotnice, trzmiele i liczne gatunki muchówek, chrząszczy czy motyli. Dla wielu z nich takie enklawy zieleni w sercu miasta są bezcennym schronieniem – miejscem, gdzie można znaleźć pożywienie i dogodne warunki do rozmnażania. Owadom tym zawdzięczamy zapylenie większości roślin zielnych i krzewów runa leśnego, w tym koniczyn, ostów, mniszków i nawłoci, a także roślin sadzonych w pobliskich ogródkach czy na balkonach. Obecność zapylaczy to dowód na żywotność ekosystemu – są one swoistymi wskaźnikami jego kondycji. Niestety, miejskie owady muszą mierzyć się z licznymi zagrożeniami: fragmentacją siedlisk, zanieczyszczeniami, hałasem czy sztucznym oświetleniem. Dlatego każdy skrawek zieleni, taki jak Lasek Brzozowy, pełni rolę swoistego azylu, który daje nadzieję na zachowanie bogactwa przyrodniczego w miejskim pejzażu.
Perspektywy miejskich lasów
Ursynowski Lasek Brzozowy to przykład, jak ważne są lasy w sercu miasta. Drzewa pochłaniają pyły i CO2, obniżają temperaturę w upalne dni i zatrzymują wodę opadową. To także przestrzeń spotkania z naturą – dzieci uczą się tu rozpoznawać ptaki, a dorośli znajdują chwilę wytchnienia od zgiełku. Jednak las w mieście wymaga szczególnej troski: presja inwestycyjna, śmieci i obce gatunki mogą go zniszczyć. Dlatego jego ochrona to inwestycja w przyszłość Ursynowa – w zdrowe, zrównoważone i przyjazne do życia miasto.