Serwis korzysta z plików cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę, że będą one umieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Mogą Państwo zmienić ustawienia dotyczące plików cookies w swojej przeglądarce.

Śmieciowy rozbój w biały dzień

21-04-2021 20:46 | Autor: Tadeusz Porębski
Warszawa cała huczy. Do stołecznego magistratu dochodzą jedynie pomruki ulicy, do odizolowanego od pospólstwa prezydenta Rafała Trzaskowskiego ledwo jej szept, ale my, pismacy, mimo pandemii schodzimy między lud i tradycyjnie wsłuchujemy się w vox populi. A jest on tym razem wyjątkowo donośny. Takiej wściekłości na samorządową władzę dawno nie było w stolicy. Chodzi o wprowadzone 1 kwietnia drastyczne podwyżki za wywóz śmieci. Nie był to bynajmniej prima aprilis.

W ogóle to, co się wydarzyło, trudno nazwać podwyżkami. Dla mnie jest to rozbój w biały dzień. My z żoną (dwuosobowe gospodarstwo) dostaliśmy 100 zł podwyżki i obecnie ściągają ze mnie 165 zł, a dotychczas płaciłem 65 zł, czyli skrojono nas na grubo ponad 100 proc. Teściowa, która mieszka sama w 40-metrowej klitce, płaci jeszcze więcej, bo podwyższono jej o 110 zł(?). Znamy jednakowoż ludzi, którym rachunki wzrosły o 200 - 300 złotych. Śmieciowe horrendum to efekt uchwały Rady Warszawy, która wprowadziła metodę naliczania opłaty od ilości zużytej wody.

Publiczne wrzenie powinno uzmysłowić rządzącej naszym miastem Platformie Obywatelskiej, że właśnie padł przysłowiowy strzał w kolano. Władza liczy, że lud z natury nie jest pamiętliwy i sprawa szybko przyschnie. Błąd. Owszem, lud nie jest pamiętliwy, ale tylko wtedy, kiedy nie zagląda mu się do kieszeni. Stosunkowo szybko zapomina afery, przekręty, łamanie obietnic wyborczych, ale jeśli władza zbyt głęboko sięgnie ludowi do portfela, to on długo to pamięta. PO właśnie straciła na rzecz PiS władzę na Ochocie, gdzie rządziła nieprzerwanie od 1994 r. To może być początek tworzenia się śnieżnej kuli, która wymiecie z gabinetów wielu zasiedziałych tam od lat burmistrzów z PO. Tym bardziej że miasto szykuje kolejne drastyczne podwyżki. Przygotowywane są ważne decyzje dotyczące poszerzenia stref płatnego parkowania, chodzi o powiększenie tego obszaru o kolejne dzielnice: Żoliborz i południową część Ochoty. Mają pojawić się specjalne abonamenty po 600 zł rocznie (obecnie płacę na Ochocie 40 zł) oraz gigantyczne opłaty za parkowanie dla drugiego auta w rodzinie. Oby nie był to gwóźdź do politycznej trumny ugrupowania rządzącego stolicą od wielu kadencji. I tak PO ma Warszawie wielu wrogów za wieloletnie tolerowanie złodziejskiej reprywatyzacji. Nie potrzebni jej kolejni.

Patrząc na to, co dzieje się w Warszawie, coraz częściej zadaję sobie pytanie, czy aby ktoś z najwyższych władz PO nie podkłada Rafałowi Trzaskowskiemu przysłowiowej świni. Ten dobrze wykształcony i obyty w świecie polityk młodszego pokolenia zdołał sobie pozyskać sympatię aż 10 milionów Polaków i ma tworzyć ruch społeczny, który może całkowicie zmienić układ sił po stronie opozycji. Gdyby taki ruch powstał i połączył się z ugrupowaniem Szymona Hołowni, co dzisiaj nie jest zbyt prawdopodobne, ale przecież w przyszłości możliwe, Trzaskowski mógłby ubiegać się o najwyższe urzędy w państwie. Może to kogoś w PO uwiera? Może ktoś steruje stołecznymi radnymi, by podejmowali decyzje niepopularne i nieakceptowalne przez mieszkańców Warszawy? Media, szczególnie rządowe, od dawna bębnią o tarciach na szczytach PO. Ponoć Trzaskowski pozostaje w ostrym konflikcie z Jarosławem Szostakowskim, szefem warszawskiego klubu radnych PO, co utrudnia mu rządzenie stolicą. Może to jest przyczyną, że radni podjęli kontrowersyjną decyzję z góry wiedząc, że odium spadnie nie na nich, lecz personalnie na prezydenta Warszawy. Czym może skończyć się śmieciowa zadyma? Na pewno spadkiem poparcia w Warszawie dla PO i bajzlem na obszarze gospodarowania odpadami. Może dojść do powtórki z podwarszawskich Marek, gdzie drastyczna podwyżka za śmieci została wprowadzona w sierpniu zeszłego roku. Skutek jest taki, że ludzie zaczęli olewać segregację wychodząc z założenia, że nie ma sensu dbania o planetę, skoro ich starania karane są wysokimi opłatami.

Również w Białymstoku i kilkunastu innych polskich miastach wzrosły opłaty za wywóz śmieci. W porównaniu z Warszawą są to jednak podwyżki prawie niedostrzegalne. Na przykład w stolicy Podlasia stawki za wywóz śmieci są zależne nie od liczby lokatorów, czy od ilości zużytej wody, lecz od powierzchni danego lokalu mieszkalnego. I tak za mieszkanie o powierzchni do 40 mkw. płaci się obecnie 16 zł miesięcznie zamiast 9 zł, za mieszkanie o powierzchni 40,01 - 80 mkw. do 36 zł (21 zł), zaś mieszkania i domy o większej powierzchni 45 zł (29 zł). Przy braku selekcji opłaty są dwa razy wyższe. Właścicielom kompostownika na bioodpady przysługuje ulga. Czyli, można jednak gospodarować śmieciami nie narażając mieszkańców na drenaż kieszeni. Od czego to zależy? Warszawa broni swojego stanowiska mówiąc o wyższych kosztach po nowelizacji ustawy. Eksperci twierdzą jednak, że samorządowcy nie wiedzą jak metodycznie podejść do zagospodarowywania odpadów, a to wykorzystują doświadczone zagraniczne firmy. I tu może być przysłowiowy pies pogrzebany.

Największe miasta w Polsce, z Warszawą na czele, już dawno powinny wdrożyć w życie program budowy własnych miejskich instalacji segregowania, recyklingu i termicznego przekształcania odpadów. Znacznie obniżyłoby to koszty utylizacji odpadów oraz, co ważne, pozwoliłoby pozyskiwać ze spalanych śmieci energię. Energia z odpadów komunalnych to jeden z bardziej perspektywicznych kierunków rozwoju energetyki. W świetle polityki klimatycznej, mającej ograniczyć emisję dwutlenku węgla i stosowanie węgla kamiennego, to właśnie odpady komunalne stają się alternatywą dla konwencjonalnych źródeł energii. Takie rozwiązania są powszechne w krajach Unii Europejskiej, gdzie funkcjonuje około 400 miejskich spalarni odpadów komunalnych. W Polsce obecnie jest zaledwie… sześć takich obiektów. Ale są, a w stolicy państwa ich nie ma.

Właśnie mija pięć lat od momentu kiedy w Białymstoku został uruchomiony Zakład Unieszkodliwiania Odpadów Komunalnych. Plany jego budowy powstały już w 2007 roku. Wkrótce rozpoczął się proces przygotowań projektu i pozyskiwania środków na jego realizację. Całkowity koszt projektu „Zintegrowany system gospodarki odpadami dla aglomeracji białostockiej” wyniósł 393 mln zł netto, z czego budowa ZUOK w Białymstoku kosztowała 333 mln zł. Na realizację całego projektu pozyskano 210 mln zł ze środków Europejskiego Funduszu Spójności, w ramach Działania 2.1 "Kompleksowe przedsięwzięcia z zakresu gospodarki odpadami komunalnymi ze szczególnym uwzględnieniem odpadów niebezpiecznych Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko". Natomiast 164 mln zł pochodzi z pożyczki z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Uzyskanie pozwoleń zajęło 50 miesięcy. W grudniu 2013 r. wydane zostało prawomocne pozwolenie na budowę, która trwała dokładnie 25 miesięcy. Pytanie za 100 punktów: co w latach 2007-2013 robiły władze Warszawy w kwestii tak ważnej dla każdego miasta jak gospodarka odpadami? Odpowiedź: nic. Zero.

Białostocka spalarnia to jedna z dwóch, obok sortowni, instalacji, dzięki którym mieszkańcy stolicy Podlasia mogą płacić najtańsze stawki w Polsce za odbiór śmieci ze swoich posesji. Do spalarni trafiają zmieszane odpady komunalne oraz odpady stanowiące frakcję energetyczną pozostałą po sortowaniu, która nie nadaje się do ponownego wykorzystania. ZUOK w Białymstoku jest jedną z pierwszych w kraju instalacji termicznego przekształcania odpadów. Dzięki termicznemu przekształcaniu powstaje energia elektryczna i ciepło systemowe, które trafiają do mieszkańców miasta. Obiekt wyposażony jest w instalację oczyszczania spalin (IOS), która wychwytuje i unieszkodliwia zanieczyszczenia oraz toksyczne związki. Metoda oczyszczania spalin oparta jest o system NID, to jest półsuchą technologię łączącą kilka funkcji w jednym urządzeniu: absorpcję gazową chlorowodoru, fluorowodoru i dwutlenku siarki, usuwanie metali ciężkich, dioksyn, furanów i cząstek stałych z wykorzystaniem węgla aktywnego i wapna oraz odpylanie spalin z wykorzystaniem filtra workowego.

Na koniec glossa do rządzących Warszawą: proszę mnie i moim warszawskim ziomalom nie wciskać, że nie da się inaczej ogarnąć śmieciowego problemu jak tylko za pomocą gigantycznych podwyżek. To obraża moją inteligencję, panie i panowie decydenci. Zapewne nie wiecie, że czteroosobowe niemieckie gospodarstwo domowe, które co tydzień opróżnia swój 120-litrowy kosz na śmieci i 120-litrowy kosz na odpady organiczne, zapłaciło średnio w 2020 r. równowartość około 102 zł miesięcznie. Czteroosobowa rodzina mieszkająca w stolicy państwa Berlinie płaci za wywóz śmieci trochę więcej, bo 120 zł miesięcznie. W Cottbus kosztuje to 111 zł, a w Chemnitz tylko 59 zł. W Warszawie ja płacę za dwie osoby w mieszkaniu 62 mkw ponad 165 zł, czyli o jedną trzecią drożej niż w Berlinie. Tak nawiasem: u nas w Polsce nic się nie opłaca, nawet hazard, bo zmonopolizowane przez państwo automaty do gry miały przynosić budżetowi miliardy, a przynoszą tylko drzazgi, zaś zakłady wzajemne na wyścigach konnych właśnie czekają na ostatnie namaszczenie. Na Zachodzie biznes śmieciowy to jedna z najbardziej lukratywnych działalności. Tworzą się śmieciowe mafie, które zaciekle walczą o rynek. W Warszawie też trwa walka na tym obszarze, z tą różnicą, że duszeni gigantycznymi podwyżkami mieszkańcy walczą o swoje z władzą. Na razie bez efektu.

Wróć

Interesuje Cię współpraca?
Napisz do nas! wspolpraca@passa.pl
Copyright 2015 - Wszelkie prawa zastrzeżone
Projekt i wykonanie: MEETMEDIA