Serwis korzysta z plików cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę, że będą one umieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Mogą Państwo zmienić ustawienia dotyczące plików cookies w swojej przeglądarce.

Skruszone mury Watykanu...

26-10-2022 20:30 | Autor: Maciej Petruczenko
W październiku 1958 roku zaskoczyła – nie tylko mnie – podana w PRL-owskiej jeszcze telewizji informacja, iż zaledwie 38-letni krakowianin Karol Wojtyła został (albo ma być) wyświęcony na biskupa. Od tamtego momentu bacznie śledziłem poczynania tego duchownego, uwielbianego przez młodzież z uwagi na to, że głosił radość z wiary w Boga (a nie umartwianie się w związku z tym), kochał przyrodę i sport, więc zabierał swoich uczniów na górskie wycieczki, jazdę na nartach lub pływanie kajakiem. W 1978 został wybrany papieżem, przyjmując imię Jan Paweł II, a ja już rok później – przebywając prywatnie w Stanach Zjednoczonych – obserwowałem zorganizowaną po mistrzowsku przez Watykan jego pierwszą wizytę w tym kraju.

W wywiadzie, jaki udało mi się przeprowadzić z wiceprezydentem USA Walterem Mondale'm (wtedy całą moją prywatną korespondencję do żony wstrzymała bezpieka), usłyszałem z jego ust: ten Wasz papież jest niesamowity! Potem nadeszły lata wielkiej pomocy Jan Pawła II dla wyzwolenia Polski z sowieckiego jarzma. Potem, wbrew pierwotnym oporom naszych hierarchów, JPII rekomendował Polsce wstąpienie do Unii Europejskiej. Postępująca choroba zmieniła jednak dość zasadniczo jego oblicze fizyczne i psychiczne. Przestał być li tylko dobrotliwym duszpasterzem, co mnie przerażało. Niemniej, zasługi, jakie położył dla rozwoju Polski i przyjaźni międzynarodowej, niezależnie od wyznawanej wiary – były ogromne. Stał się pierwszym papieżem-pielgrzymem intensywnie podróżującym po całym świecie. Gdy zmarł w 2005 roku, nader pospiesznie beatyfikowano go i kanonizowano.

W ostatnim czasie duchowy pomnik Jana Pawła II jest wszakże coraz mocniej kruszony. Ja akurat, ze względu na żywioną do Karola Wojtyły długoletnią sympatię, nie rzucę pod jego adresem złego słowa, choć zdaję sobie sprawę, że w końcowych latach kadencji nazbyt uwiązł w swoim konserwatyzmie i oddaleniu od współczesnego świata, nie doceniając też błyskawicznego obiegu informacji w dobie elektronicznych mass mediów i tolerując grzechy ludzi Kościoła wszelkiego szczebla. Nic dziwnego więc, że nawet szczelne przez tysiąclecia kościelne mury zostały przebite i dzisiaj wiemy, jak podłe rzeczy robiło wielu księży na całym świecie i sam Watykan, zwany górnolotnie Stolicą Apostolską. Oprócz rozlicznych skandali finansowych odnotowano rozwinięty na niebywałą skalę proceder pedofilii, jakiej się dopuszczali „duszpasterze”, jak choćby nieświętej pamięci nuncjusz na Dominikanie – Józef Wesołowski, poza wszystkim może największy na świecie kolekcjoner nagrań seksu z dziećmi.

Medialnych publikacji prasowych, książek o watykańskiej „lawendowej mafii”, wreszcie filmów i audycji telewizyjnych, obnażających zakłamanie hierarchów Kościoła Rzymskokatolickiego, skądinąd również mojego Kościoła, mieliśmy po śmierci JP II mnóstwo. Może jednak w największym stopniu negatywną stronę pontyfikatu byłego arcybiskupa krakowskiego ujawniła nadana 24 października 2022 w TVN 24 audycja Marcina Gutowskiego w ramach cyklu „Czarno na białym”, choć w tym wypadku nazwa powinna raczej brzmieć – czarno o czarnym. Telewidzom włos musiał zjeżyć się na głowie, gdy dowiedzieli się, że bodaj najbliższy Janowi Pawłowi II człowiek, kardynał Karol Dziwisz, sprzedaje pono za duże pieniądze „relikwie” w postaci ampułek z krwią papieża albo jego... kosmykami włosów. Czyżby Jezus Chrystus musiał raz jeszcze przepędzić przekupniów ze świątyni?

Mocno smucić musi to, że nie z ambony bynajmniej, tylko z anteny telewizyjnej polscy wierni mogli się dowiedzieć, że JPII nie zareagował właściwie nawet na bezpośrednio mu przekazaną przez pokrzywdzonego informację o molestowaniu seksualnym, jakiego się dopuszczał latami znany hierarcha amerykański Theodore McCarrick, dla którego małoletni byli najłatwiejszymi ofiarami.

Autor audycji w TVN 24 poprosił o wypowiedzi blisko związanych z Karolem Wojtyłą katolickich intelektualistów, filozofów, w tym księży. Jeden z nich powiedział otwarcie: Kościół w Polsce to jest dno! No comments – chciałoby się zatem w tym momencie powiedzieć. Tym bardziej, że głos zabrał profesor Uniwersytetu Poznańskiego Tomasz Polak (dawniej Tomasz Węcławski), mający od 1979 roku święcenia kapłańskie, a w latach 1997-2002 członek Międzynarodowej Komisji Teologicznej w Rzymie. Zniesmaczony panującym w Watykanie zakłamaniem obyczajowym i naukowym zrzucił szaty duchowne i w 2007 dokonał apostazji. Czy nagłe zerwanie przez uczonego filozofa i teologa z Kościołem to był znaczący sygnał ostrzegawczy? Na pewno tak, choć nie należy popadać ze skrajności w skrajność.

Kościół, niezależnie od swoich grzechów i wad, na pewno odegrał u nas kluczową rolę kulturotwórczą w skali tysiąclecia, niemniej wielu duchownych próbuje sobie nadawać boskie plenipotencje, a są takimi samymi ludźmi jak inni. I pewnie dlatego bodajże Julian Tuwim poprosił: skoro mienicie się ambasadorami Boga, to pokażcie mi listy uwierzytelniające. Nie tylko księża zresztą zapominają, że zarówno religia, jak i sam Kościół to rzeczy w społeczeństwie umowne, to pewne konwencje i tym bardziej nie warto wywyższać wyznania rzymskokatolickiego nad inne, zwłaszcza w nurcie chrześcijańskim. W skali światowej istnieje co najmniej 4000 różnych religii i akurat Jan Paweł II mądrze robił, respektując wszelkich innowierców, których w przeszłości „nawracający” ich misjonarze nierzadko przyprawiali z pomocą żołdactwa o śmierć. To były miliony ofiar w samych tylko Amerykach.

Poza wszystkim nie można zapominać, że Kościół jest czysto ludzkim tworem i wielu hierarchów rozpiera się w swoich pałacach z mylną świadomością boskiego namaszczenia. A już ostatnie praktyki wybierania na świętych, połączone z mocno naciąganym zaliczaniem odpowiedniej liczby cudów, zakrawają na kpinę. Dużo się mówi w Kościele o prawie natury, z którym - jak na ironię - całkowicie sprzeczny jest wymuszony korporacyjnie celibat. Szanujmy zatem ową obrosłą tradycjami konwencję, ale nie padajmy na kolana przed każdym mężczyzną w sutannie i nie dajmy się wpędzić w Ciemnogród – jak to usiłowano czynić chociażby poprzez dogmat o nieomylności papieża. Bo nie szukając daleko, z łatwością wskażemy, że nawet działający skądinąd w dobrej wierze Jan Paweł II często się mylił...

W naszej okolicy jest JPII patronem parku przy ul. Romera, a na terenie Wilanowa znajduje się placówka kościelna o nieco pompatycznej nazwie: Centrum Opatrzności Bożej, w obrębie którego funkcjonuje Muzeum Jana Pawła II i Prymasa Stefana Wyszyńskiego, dwu duszpasterzy o niepodważalnych zasługach dla Polski. Myślę, że ostatnie zarzuty pod adresem „naszego” papieża nie przekreślają tych zasług. Jednocześnie jednak trudno nie zauważyć, że w murach Watykanu już dłużej się nie ukryje fałszu i zakłamania. Taki czas.

Wróć

Interesuje Cię współpraca?
Napisz do nas! wspolpraca@passa.pl
Copyright 2015 - Wszelkie prawa zastrzeżone
Projekt i wykonanie: MEETMEDIA