W połowie 2025 r. w Warszawie zameldowanych było 1,67 mln osób. Zakłada się natomiast, że „realnie” mieszka ponad dwa miliony ludzi. Z przytoczonych danych wynika, że w naszym mieście mamy około pół miliona ludzi w wieku określanym jako poprodukcyjny. Udział tej grupy ludności wśród ogółu mieszkańców w ostatnim dziesięcioleciu wzrósł z 17% do 22%. Nieustannie rosnąca liczba emerytów na pewno nie zatrzyma się na 22 procentach. Moim zdaniem, samorządowe władze Warszawy w niewielkim stopniu uwzględniają w swoich planach ten trend. Jednym z przykładów – moim zdaniem – jest powszechny w naszym mieście brak miejskich ławek, na które zapotrzebowanie jest duże i tylko będzie rosło.
Co pewien czas pojawiają się „nowe” – w tym głównie wyremontowane fragmenty „starych” ulic – inwestycje miejskie, zaprojektowane i urządzone od nowa. Przykładem jest Krakowskie Przedmieście. Projekty są autorskie, toteż każda taka inwestycja wnosi oryginalne rozwiązania szczegółowe. Odnoszę wrażenie, iż Ratusz bez zastrzeżeń akceptuje rozwiązania – może nawet ładne – stworzone przez ludzi z wyobraźnią, ale bez życiowego doświadczenia. Uważam, iż przykładem mogą być nie tylko „grające” ławki, (m.in. na Krakowskim Przedmieściu), ławki absurdalne, tak jak ławka „Niepodległość” w Łazienkach, ale przede wszystkim ławki bez oparć. Takie ławki dla starszych ludzi są po prostu mało przydatne. Ławka bez oparcia, to nie oszczędność, ale „wizja” decydenta-artysty.
Babcia przestrzegała mnie w dzieciństwie, abym nie siadał na kamieniu, bo dostanę „wilka”. Nie wiem czym jest ów wilk, ale na pewno czymś nieprzyjemnym. I oto na stacji metra widzę potężne prostopadłościany granitu, ułożone w charakterze ławek, oczywiście bez oparcia. Mało kto decyduje się na nich siadać, toteż służą głównie za oparcie, ale dla bagażu. Artysta zaprojektował i nadał bryle kamienia wspaniałe proporcje, ale to nie jest nawet sztuka użytkowa, to po prostu zmarnowane pieniądze.
Miejskie ławki są niezbędnym elementem wyposażenia przestrzeni publicznej, ale ich zakup i konserwacja pociąga za sobą spore wydatki z miejskiej kasy. Nic też dziwnego, że samorządy nie palą się do takich inwestycji. Zauważyłem, że w Warszawie istniej wiele rodzajów ławek i są one bardzo różne. O konstrukcji stalowej, żeliwnej, żelbetowej, kamiennej itd. Także najrozmaitsze są powierzchnie do siadania. Jedne ławki są trwałe i służą wiele lat, a inne niemalże jednorazowego (jednorocznego) użytku.
Bywając w różnych miastach w Polsce i za granicą, zwracam uwagę, m.in. na ławki. Bywają oczywiście bardzo różne, ale zazwyczaj charakteryzują się jednolitym typem (dla każdej miejscowości). Są wręcz charakterystycznym elementem, prawie symbolem, np. Wiednia. Myślę, że powinniśmy także w Warszawie pójść w tym kierunku. Dobrym przykładem mogą być tradycyjne warszawskie latarnie w formie pastorałów, charakterystyczne dla naszego miasta już od stu lat, chociaż obecnie już niezbyt liczne.
Uważam, iż samorządowe władze Warszawy powinny rozpisać konkurs na projekt ławki miejskiej: wygodnej, trwałej, odpornej na wandalizm i klimat. Taniej w produkcji i utrzymaniu oraz na tyle charakterystycznej (np. opatrzonej herbem miasta), że skradziona byłaby łatwą do rozpoznania. Być może konkurs powinien być wspólny dla projektanta i producenta, aby rezultat wyboru nie był tylko wizją artysty, ale pożądanym przez mieszkańców meblem miejskim – wygodnym i długowiecznym.
Podejmijmy publiczną dyskusję na ten temat! Może to zachęci Ratusz do działania!