Serwis korzysta z plików cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę, że będą one umieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Mogą Państwo zmienić ustawienia dotyczące plików cookies w swojej przeglądarce.

Dowiedz się więcej o ciasteczkach cookie klikając tutaj

Pozwólmy odpocząć Skarpie Ursynowskiej

10-09-2025 20:28 | Autor: Bogusław Lasocki
Skarpa Ursynowska to jedno z ulubionych miejsc spacerowych mieszkańców południowej Warszawy – Ursynowa, Wilanowa, Stegien. Zadrzewione zbocze, odległe od blokowisk i zatłoczonych, ruchliwych ulic, kusi ciszą i zielenią. Wielu traktuje je jak park, choć w rzeczywistości jest to rezerwat przyrody, a więc obszar wymagający szczególnej troski.

Ostatnio Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska zapowiedziała zamknięcie furtek prowadzących do rezerwatu, motywując to bezpieczeństwem spacerowiczów oraz wymogami prawnymi. Jednak RDOŚ nie zająknął się nawet problemem fundamentalnym – postępującym zniszczeniem, miejscami wręcz degradacją Skarpy. Pojawia się pytanie: czy „przy okazji” nie będzie to czas, by pozwolić Skarpie zregenerować się?

Skarpa była przed nami

Warszawska Skarpa Wiślana, której fragmentem jest Skarpa Ursynowska, uformowała się tysiące lat temu w wyniku działalności wielkiej rzeki. Podczas okresowych powodzi Wisła rozlewała się szeroko, a jej wody sięgały aż po dzisiejsze obniżenia w dolinach okolicznych potoków. Wysokie brzegi stanowiły naturalną ochronę przed zalaniem i sprzyjały osadnictwu.

Dzisiaj rosną tu stare lipy, dęby i klony. Skarpę upodobały sobie ptaki – od dzięciołów i sójek po drapieżne myszołowy – a w jej zakamarkach znajdują schronienie nietoperze, jeże czy lisy. To część większego korytarza ekologicznego wzdłuż Wisły, który pozwala zwierzętom przemieszczać się przez zurbanizowane tereny. Dla Warszawy to niezwykle cenne miejsce, bo wciąż zachowało fragment dawnego, dzikiego krajobrazu.

Trudne sąsiedztwo Ursynowa

Sytuacja zmieniła się radykalnie wraz z budową Ursynowa. Wielkie osiedle otoczyło skarpę ze wszystkich stron. To, co dawniej było zielonym marginesem miasta, stało się terenem spacerów mieszkańców z wszelkimi negatywnymi konsekwencjami: wydeptywaniem ścieżek, nielegalnymi wejściami, psami spuszczonymi ze smyczy.

Szokująco wygląda ponad stu metrowy odcinek Skarpy, w obrębie oznaczonym już tablicą „Rezerwat Przyrody”. Skarpa została upodobniona przez wandali do lokalnego pumptracku – crossowego toru rowerowego. Wijący się tor, z górkami i rozjeżdżonymi dołkami, miejscami ma szerokość ponad metra. Tam nie rośnie nic. Poszycie zniknęło nawet w rejonach sąsiadujących z torem. Gleba została ubita, a już w sąsiedztwie widać postępującą erozję. Korzenie drzew zaczęły tracić stabilność. Dziś, gdy wichury są coraz częstsze, drzewa łamią się i przewracają łatwiej niż kiedyś. Jeszcze kilka większych burz, i z rejonu crossowego klepiska znikną drzewa.

Inną plagą Skarpy są liczne przedepty, trawersujące zbocza. Szczególnie dużo widać ich w południowej części Skarpy i środkowej – na wysokości Rektoratu SGGW. I właśnie głównie tam widać dużo powalonych drzew i połamanych konarów.

Kto komu powinien służyć

Pojawia się fundamentalne pytanie: czy przyroda jest po to, by służyć mieszkańcom, czy raczej to my powinniśmy jej służyć, okazując szacunek i ograniczając własne apetyty? Od zawsze spotykamy się z argumentami: „dzieci w lesie mogą się wykrzyczeć”, „pies musi się wybiegać”. Ale czy naprawdę miejscem do tego jest rezerwat przyrody? Skarpa to nie wybieg dla zwierząt ani park rozrywki, lecz ostatnia enklawa dzikiej przyrody w tej części Warszawy. Jeśli nie potrafimy jej chronić, stracimy ją bezpowrotnie.

Zgodnie z ustawą o ochronie przyrody w rezerwatach obowiązuje zakaz poruszania się poza wyznaczonymi szlakami. W przypadku Skarpy Ursynowskiej szlaków jednak nie wytyczono – a furtki pozostawały otwarte. W praktyce prawo było martwe, ludzie wchodzili tam, gdzie chcieli. Tymczasem przepisy przewidują mandaty do 500 zł za złamanie zakazu, grzywny do kilku tysięcy zł za zniszczenia, a w przypadku poważnych dewastacji – nawet odpowiedzialność karną. To surowe kary, które pokazują, że rezerwat to obszar szczególnej troski, a nie teren rekreacyjny. Ale czy ktoś konsekwentnie będzie egzekwował nowe regulacje?

Temat ochrony przyrody co jakiś czas pojawia się na ursynowskich grupach fejsbukowych, ostatnio na „Obywatelach Ursynowa”. Pisze internautka Beata: – Furtki może i zostaną zamknięte, ale przecież nie ma ogrodzenia wokół całego rezerwatu, w zasadzie w ogóle nie ma ogrodzenia, jest tylko bardzo fragmentaryczne, a niektóre z furtek są niejako zawieszone w przestrzeni, więc nie widzę tu logiki, bo dostęp do rezerwatu nadal pozostanie jednak dosyć swobodny. Zaś Piotr dodaje: – znaki które widzimy (na tablicach przy furtkach – przyp. BL) są nieco śmieszne - skoro nie można się poruszać, to jak realizować wszystkie inne zakazane tam czynności?

Jak człowiek powinien służyć przyrodzie

Ochrona Skarpy Ursynowskiej zaczyna się od prostego aktu pokory, uznania, że nie jesteśmy tu właścicielami, lecz gośćmi, nie sprowadzając się tylko do zamknięcia furtek. Rezerwat nie jest miejscem, gdzie wszystko nam wolno. Człowiek, który naprawdę szanuje przyrodę rozumie, że winien podporządkować się naturalnym rytmom ekosystemu. Zamknięcie furtek na Skarpie nie jest karą – to szansa, by dać ziemi, drzewom i zwierzętom odetchnąć. Każdy krok, który ogranicza ingerencję człowieka, to akt miłości do miejsca, które przetrwało tysiąclecia, by dziś być naszym dziedzictwem.

Równie ważne jest współdziałanie mieszkańców i odpowiedzialnych instytucji. Nie chodzi tu o formalizmy ani o biurokrację, chodzi o to, by straż miejska, RDOŚ, samorząd i zwykli obywatele współpracowali w ochronie Skarpy: informowali, edukowali, dbali o monitoring i właściwe oznakowanie. Każdy spacerowicz może działać jako strażnik przyrody, wybierając wyznaczone ścieżki, nie spuszczając psa ze smyczy, nie zostawiając śmieci, obserwując przyrodę w milczeniu.

Analogiczny wątek porusza w swoim poście internautka Magdalena: – Prosty przykład z życia: Roztocze, Zwierzyniec i stawy Echo,… obszar w większości to rezerwat, miejscami ścisły. Tysiące ludzi w sezonie się przewija w części z kąpieliskiem. Skarpy wokół stawów były niszczone, bo ludzie schodzili na plażę gdzie chcieli, a rosnące na nich i na obrzeżach drzewa faktycznie zagrażały. Zbudowano ścieżki i pomosty z drewna: od stabilnych ścieżek do plaży. Postawiono mądre tablice informacyjno-edukacyjne i działa. Nikt nie zbacza z pomostów (które są same w sobie atrakcją). Teren widać, że zregenerował się. Działa? Działa. Ale w Warszawie NIEDASIE.

Nie bez znaczenia jest też czas – okres zamknięcia rezerwatu powinien mieć konkretne ramy. Kilka lat odpoczynku pozwoli glebie, roślinom i drzewom odzyskać siły po dekadach zniszczeń dokonanych przez człowieka. Po tym czasie można będzie ponownie rozważyć kontrolowany dostęp – ale tylko jeśli przyroda będzie gotowa. Dziś jednak jej potrzeba jest jasna: potrzebuje spokoju i regeneracji – i nikt nie powinien jej tego odbierać.

Szukajmy rozsądnego kompromisu

Wielu mieszkańców odbiera decyzję RDOŚ jako zamach na ich przestrzeń. Padają argumenty: „przyroda musi się nam podporządkować”. Zwykły kompromis w rezerwacie to iluzja – każda zgoda na większą dostępność oznacza kolejne szkody dla przyrody. Ursynów i okolice mają liczne miejsca do spacerów i rekreacji: Las Kabacki, Dolinkę Służewską, ursynowskie „pojezierze” Zielonego Ursynowa. Może więc prawdziwym kompromisem jest to, by pewne odcinki Skarpy były dla przyrody, a nie dla człowieka. Prawdziwa miłość do przyrody polega na tym, by miejsce mogło funkcjonować swoim rytmem. Każdy świadomy spacer, każda chwila powstrzymania się od wejścia do rezerwatu to gest odpowiedzialności, który pokazuje - potrafimy służyć przyrodzie, zamiast żądać, by ona służyła nam.

Skarpa Ursynowska to fragment krajobrazu i przyrody, który przetrwał wieki. Dziś wymaga naszej mądrości i pokory. Zamknięcie furtek nie jest ograniczeniem wolności mieszkańców, ale krokiem w stronę ochrony tego miejsca. Pozwólmy Skarpie odpocząć, by mogła przetrwać dla przyszłych pokoleń, wciąż dzika i prawdziwa.

Wróć