Serwis korzysta z plików cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę, że będą one umieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Mogą Państwo zmienić ustawienia dotyczące plików cookies w swojej przeglądarce.

Dowiedz się więcej o ciasteczkach cookie klikając tutaj

Pomóżmy ursynowskim drzewom!

12-11-2025 21:21 | Autor: Bogusław Lasocki
Susze ostatnich lat, a zwłaszcza ubiegłoroczna, są nadal bardzo odczuwalne dla całej przyrody. Zieleń miejska, w tym młode drzewa, bardzo źle zniosły niedostatek wilgoci. Dobrze, że chociaż część nowych nasadzeń wyposażana jest w worki nawadniające. Jednak suche okresy to nie jedyna przyczyna problemów roślin. Ostatecznie suche lata i bezśnieżne zimy bywały w ostatnich dziesięcioleciach nie raz, a jednak zieleń miejska jakoś dawała sobie z tym radę. Wyraźnie coś, albo wiele – się zmieniło.

Umierają młode drzewa

Uważniejsi spacerowicze ursynowscy zauważą, że wśród młodych drzew, posadzonych w ostatnich latach, sporo usycha. Zasychanie gałęzi 2–3 letnich drzew widać nie tylko na Ursynowie, ale na terenie całej Warszawy. Część z tych drzew wiosną już się nie odrodzi. Na problem ten, na przykładzie drzew w Parku Motyli przy ursynowskiej STP Kabaty, zwrócił ostatnio uwagę w swoim fejsbukowym wpisie Michał Książek – leśnik, przyrodnik, przewodnik licznych spacerów przyrodniczych: „Na 40 niedawno posadzonych tam drzewek ponad 20 uschło albo uschnie tej wiosny. Wieloletnia susza zabija nie tylko z braku wody: zmienia też strukturę i skład gleby, obniża jej aktywność mikrobiologiczną. Nie dość tego, upały powodują wzmożoną transpirację z liści drzew a nawet zgorzel na cienkiej korze. Oznaki chronicznej suszy zdradzają też okoliczne dojrzałe topole i wierzby” – pisze Michał Książek.

Problem widoczny jest od dosyć dawna i wyraźnie pogłębia się. Suma opadów wody atmosferycznej zmniejsza się przy systematycznym wzroście przeciętnej temperatury. Powoduje to postępujące w głąb przesuszenie ziemi, którego nie niwelują sporadyczne letnie i jesienne deszcze. Zresztą najczęściej spotykane latem opady są zwykle intensywne, ale krótkotrwałe. Zbita, wysuszona gleba słabo wchłania wodę, która szybciej paruje niż wsiąka i wraca z powrotem do atmosfery.

Winna nie tylko susza

Jest jeszcze inny istotny czynnik. Ursynów jest nadal inwestycją budowlaną, gdzie w różnych miejscach powstają głębokie wykopy pod fundamenty. Powoduje to obniżenie poziomu wód gruntowych nie tylko lokalnie, ale wpływa również destrukcyjnie na dalszą okolicę oraz podziemne, często rozległe cieki wodne.

Wyrazistym przykładem jest Jeziorko Imielińskie, znajdujące się w pobliżu wylotu ul. Płaskowickiej do Puławskiej. Jeziorko polodowcowe, liczące 200 tys. lat, do niedawna miało średnicę 120 - 140 metrów. Obecnie prawie całkowicie wyschło, stając się małą, płytką, kilkunastometrową błotnistą kałużą. Głoszony powszechnie pogląd, że przyczyną była tegoroczna susza, jest półprawdą. Owszem, był to przysłowiowy gwóźdź do trumny. Jednak podstawowym powodem zaniku wody nie było jej odparowanie, ponieważ jezioro nie jest zasilane wodami powierzchniowymi. Główną przyczyną było wieloletnie obniżanie się poziomu wód gruntowych, spowodowane przez okoliczne inwestycje budowlane. Zresztą niska zabudowa jest kontynuowana nadal, bo zezwala na to plan miejscowy. Do tego można dodać przecięcie zasileń z cieków podziemnych, spowodowane budową wykopu i tunelu POW, co według niektórych źródeł bardzo wpłynęło na stosunki wodne okolicy. Kółeczko się zamyka.

Tak jak na skutek obniżenia się poziomu wód gruntowych wysycha jeziorko, tak w innych miejscach wysycha również wierzchnia warstwa ziemi z roślinnością. Nowo sadzone drzewa, z nierozbudowanym, płytkim system korzeniowym, mają znikome szanse przetrwania i rozwoju na nowym terenie. Częściowo ratuje sytuację system nawadniania z workami na wodę. Są jednak miejsca, gdzie głębokość przesuszenia, jak i struktura podłoża stwarzają wyjątkowo niekorzystne warunki dla młodych roślin. Jedno z takich miejsc znajduje się przy ul. Gandhi od strony ul. Teligi. W ciągu ostatnich lat były tam trzy serie uzupełniających nasadzeń w tym samym miejscu, i do tej pory uchowały się tylko dwa drzewa. Natomiast posadzone znacznie wcześnie drzewa wzdłuż Gandhi mają się całkiem dobrze. Przetrwały, bo wówczas był zdecydowanie wyższy poziom wód gruntowych.

Ratujmy zieleń

Opady nadchodzących miesięcy nie wyrównają braków wody, to niemożliwe. Dlatego konieczne są działania wspomagające. Urzędnicy w jakimś zakresie już włączyli się w walkę z suszą. Wprowadzono ograniczenie koszenia trawy, częściej stosowane są worki nawadniające. Ale to zbyt mało. Są jednak jeszcze inne, potencjalnie nieograniczone zasoby, dostępne już teraz. To deszczówka i ściółkowanie liśćmi spadłymi z drzew. I jeszcze profilaktyka – zaniechanie koszenia trawników przy samej ziemi. Dłuższa trawa nie tylko ogranicza wysychanie ziemi, ale dzięki większej powierzchni sprzyja wchłanianiu rosy w nocy i nad ranem. Brakiem wyobraźni jest strzyżenie trawników przy samej ziemi późną jesienią, oczywiście po zgrabieniu wszystkich liści. Nie tylko ułatwia to przesuszanie gleby, ale ogranicza ochronę przed chłodem wierzchniej warstwy zamieszkałej przez liczne pożyteczne zwierzęta uczestniczące w procesie tworzenia warstwy próchnicznej.

Deszczówkę można kierować do gleby zamiast marnować wpuszczając do odpływów kanalizacyjnych. Niestety, jest to rozwiązanie wymagające wyobraźni. Początkowo generujące pewne koszty, wymagające pewnej minimalnej konserwacji, ale zapewniające oszczędność deficytowej wody.

Temat ratowania zieleni wywołuje gorące dyskusje w ursynowskich Internetach. Problem główny to wielorakość zarządzających – miasto, dzielnica, spółdzielnie, wspólnoty... W temacie deszczówki internauta Michał stwierdził: „Czas wyciągnąć rury spustowe na trawniki!”. Sprowadziła go na ziemię internautka Beata: „Tak, ale przecież my tego nie zrobimy na terenach zarządzanych przez spółdzielnie i wspólnoty. Potrzeba działań systemowych i globalnej zmiany myślenia”. Przypomina mi to zakaz miasta sprzed kilku laty o nieużywaniu dmuchaw do sprzątania liści. Na początku to jeszcze działało. Ale w tym roku dmuchawy widziałem w wielu miejscach. Głównie na terenach spółdzielni. I co? I nic!

Liście to skarb natury

I wreszcie wątek może najistotniejszy – wykorzystanie cennych i darmowych liści spadłych z drzew. Liście spadają, powodują kłopot - trzeba je uprzątać. Pakowane w plastikowe worki, wraz z wszystkimi odpadkami, innymi plastikami i nie wiedzieć z czym jeszcze – wywożone są do zmielenia i kompostowania. Ale czy z tego powstaje pełnowartościowy kompost czy tylko „kompostowe zmieszane”?

„Liście zatrzymują wodę w glebie, poprawiają jej strukturę i użyźniają” – pisze internauta Michał. „Drzewa dzięki temu ukorzeniają sie lepiej i są bardziej stabilne. Dżdżownice wciągają liście nawet na metr w głąb ziemi nawożąc glebę jak żaden nawóz chemiczny. Tylko muszą te liście mieć. Zostawiajmy część liści pod drzewami! Liście to nie śmieci„– konkluduje Michał. Niestety, ale dla większości decydentów liście to śmiecie.

Spadłe liście to oczywiście nie remedium na wszystkie problemy drzew. „Pora wykonania, kształt ściółki z liści jest tu kluczowa. Taką ściółką możesz wręcz zbawić drzewko lub je skazać na uschnięcie” – pisze internauta Witold. Wątek liści puentuje internauta Krzysztof: „Są miejsca, że trzeba zbierać liście ze względów bezpieczeństwa, albo z uwagi na możliwość zatykania kanalizacji, ale to nie znaczy, żeby usprawiedliwiać tym zbieranie liści zewsząd, ani żeby pakować je w worki i wozić dziesiątki kilometrów na wysypiska. Nawet w centrach miast często da się znaleźć miejsca, które mogłyby przyjmować te liście bliżej, jakieś parki, większe trawniki. Miejsca nie brakuje. Brakuje tylko dobrej woli”.

Przykłady w zasięgu wzroku. Wygolone do ziemi trawniki z tabliczkami „szanuj zieleń”, liście w workach plastikowych, kontenerach – czyli „porządek” i gołe klepiska pod drzewami – spółdzielnia Na Skraju. Nieuprzątnięte liście dla dobra drzew czyli „bałagan”, wygrodzone tereny na liście – siedliska zimowe dla jeży i innych zwierząt – spółdzielnia Stokłosy. Trzeba tylko dobrej woli. I jeszcze pytanie do ursynowskich Radnych – może coś pożytecznego dałoby się zrobić z tymi spadłymi liśćmi?

Wróć