Z tych właśnie powodów dopóki będę dziennikarzem „Passy” w moich publikacjach nie padnie nazwisko aktualnego prezydenta RP, ponieważ widząc tego kogoś w Pałacu Prezydenckim czy w Belwederze jestem zniesmaczony. Niedawno dał pierwszą próbkę swojego politycznego talentu i oddania Polsce oraz obywatelom, wetując tzw. ustawę wiatrakową. Nowelizacja ustawy o inwestycjach w zakresie elektrowni wiatrowych zakładała zniesienie zasady 10H wprowadzonej w 2016 r. i zastąpienie jej minimalną odległością 500 metrów od zabudowań mieszkalnych. Obecnie obowiązujący limit to 700 metrów. Do projektu dopisano poprawkę dotyczącą przedłużenia zamrożenia cen energii do końca IV kwartału 2025 r. Pałacowi Prezydenckiemu nie spodobał się pomysł zmniejszenia o 200 m odległości wiatraków od ludzkich domostw. Pół kilometra to według pałacu zbyt blisko. Uzasadnienie do weta na kilometr zalatuje populizmem, polityczną miałkością oraz brakiem wyobraźni.
Po pierwsze, weto uderza w portfele Polaków, bo ustawa zapewniała realne oszczędności w kieszeniach każdego obywatela. Po drugie, to wspólnoty lokalne (samorząd) miały decydować o budowie i o MOCY montowanych turbin, a nie rząd. Po trzecie, transformacja energetyczna Polski jest konieczna. Bez taniej energii Polska nie będzie konkurencyjna wobec innych rynków. Pałac nie wie, bądź nie chce wiedzieć, że odległość 500 m byłaby odpowiednia dla mniejszych wiatraków, których produkcję właśnie uruchamia polska firma Famur Gearo z Katowic. Dostawcą technologii wyłonionym w przetargu zostało biuro projektowe Enovation GmbH – niemiecka firma inżynierska, która jako licencjodawca dostarczyła pełną dokumentacją techniczną, wsparcie inżynieryjne oraz know-how niezbędne do produkcji i wdrażania technologii na rynku polskim. Umowa licencyjna obejmuje budowę stosunkowo małej turbiny wiatrowej o średnicy wirnika 126 m i mocach znamionowych 4 MW i 4,8 MW.
Wiadomość dla wrogów wszystkiego co niemieckie, włącznie z Pałacem Prezydenckim: licencja jest obca, ale producentem firma polska, zatrudniająca Polaków i płacąca podatki do polskiego budżetu. Wiatraki produkcji polskiej zastąpiłyby więc wiatraki produkcji niemieckiej, czyli pełny patriotyzm oraz dbałość o interes Polski i Polaków. Jednak nawet to nie przemawia do przeciwników, którzy wsłuchują się jedynie w głos wydawany przez tzw. organizacje patriotyczne związane ze skrajną prawicą – PiS, Braunem z komiczną Koroną na łbie i Pałacem Prezydenckim. Po wyborach prezydenckich przekonałem się, że wiele wody musi upłynąć w Wiśle zanim Polacy staną się dumnymi Europejczykami zostawiając za sobą smród rodzimego zaścianka, który towarzyszył nam przez wieki. Świat pędzi do przodu, a w Polsce nadal ponad połowa populacji klepie o wartościach. Jakich wartościach? Bogoojczyźnianych? A może naszymi wartościami są notoryczne lekceważenie prawa, warcholstwo, wszechobecne kumoterstwo i zawiść? Po dwóch dekadach obecności naszego kraju w UE Polak to nadal europejski wypłosz. Takie jest moje zdanie.
Europa, w której żyjemy i mieszkamy, jest światowym liderem w morskiej energetyce wiatrowej, posiadając znaczącą część światowej zainstalowanej mocy (ponad 28 GW pod koniec 2021 r.). Jak idzie o morską energetykę wiatrową liderami są Wielka Brytania i Niemcy, a za tymi krajami Holandia, Belgia, Dania, Irlandia, Portugalia, Szwecja, Finlandia, Norwegia i Hiszpania. W sektorze lądowym liderują Niemcy, Hiszpania, Wielka Brytania, Francja, Szwecja i Turcja, ostatnio do czołówki dołączyły Dania, Portugalia, Irlandia, Szwecja, Finlandia i Norwegia. Zatrudnienie w sektorze morskiej energetyki wiatrowej jest ogromne, a do 2030 r. może zostać podwojone. Tak ważnego argumentu Pałac Prezydencki również nie bierze pod uwagę. Według Międzynarodowej Agencji Energii oraz Global Wind Energy Council (GWEC) najlepsze na świecie warunki do budowy morskich elektrowni wiatrowych są na Morzu Północnym, na Bałtyku (Polska) i na Morzu Wschodniochińskim. Średnia prędkość wiatru wynosi tam około 8-10 m/sek.
Polska ma aż 775 km linii brzegowej Morza Bałtyckiego, w tym Zalew Szczeciński i Zalew Wiślany, a potencjał energetyczny Bałtyku jest gigantyczny. Skoro polski Bałtyk ma jedne z najlepszych w świecie warunków do budowy morskich elektrowni wiatrowych, dlaczego nie jesteśmy jednym z liderów wiatrowej branży, przynajmniej na Starym Kontynencie? To dobre pytanie, a odpowiedzi należałoby oczekiwać od koalicji PO – PSL (rządziła krajem od 16 listopada 2007 do 16 listopada 2015 r.) i Zjednoczona Prawica (od 16 listopada 2015 do 13 grudnia 2023 r.). Prawdziwy powód? Nieudolność, brak wyobraźni, kompetentnej kadry, wiedzy o biznesie offshore oraz specjalistycznych statków, które należało zamówić z wyprzedzeniem, ale nikt o tym nie pomyślał. Zarówno Orlen, jak i PGE, które podzieliły się biznesem offshore w Polsce, oddały inicjatywę tzw. partnerom strategicznym, czyli zagranicznym firmom. Zaowocowało to gigantycznym opóźnianiem tych projektów oraz trudnymi do oszacowania stratami. Energia wiatrowa stanowiła 19 proc. energii elektrycznej wyprodukowanej w UE w ubiegłym roku, energia wodna 13 proc., a energia słoneczna 8 proc. Odnawialne źródła energii stanowiły łącznie 44 proc. wyprodukowanej energii elektrycznej.
Brytyjczykowi, Irlandczykowi, Niemcowi, Hiszpanowi, Portugalczykowi, Francuzowi, o zorganizowanych Skandynawach z ugruntowanym światopoglądem nie wspomnę, nawet przez myśl nie przejdzie, by protestować przeciwko wiatrowym farmom. Oni doskonale wiedzą, że wiatr i słońce to przyszłość, ekologia, a przede wszystkim ulga w kieszeni. Ile lat musi jeszcze upłynąć, by polski kołtun, którego duch krąży także w Pałacu Prezydenckim, wreszcie pojął, że wiatr i słońce to dzisiaj jedyna alternatywa dla ludzkości, a także dla nas, bo bez odejścia od węgla nie można nawet pomarzyć o obniżce cen prądu dla rodzinnych gospodarstw. Korzyści płynących z farm wiatrowych jest bez liku. To m.in. ochrona środowiska (redukcja emisji CO2 i brak zanieczyszczeń), rozwój gospodarczy (nowe miejsca pracy, dodatkowe przychody dla lokalnych społeczności, podatki dla gmin), bezpieczeństwo energetyczne (zmniejszenie zależności od importowanych paliw) oraz tańsza energia poprzez możliwość uniezależnienia się użytkowników od dostawców prądu.
Zawetowana tzw. ustawa wiatrakowa zawierała szereg regulacji istotnych nie tylko dla sektora energetyki wiatrowej. Wśród nich znalazły się przepisy, które mogły pozwolić prosumentom na instalowanie magazynów energii o większej mocy, a co za tym idzie – także o większej pojemności. Blokowanie rozwoju energii z wiatru jest działaniem wysoce szkodliwym, bo odbiera szanse rozwojowych przede wszystkim mniejszym miejscowościom. W Polsce odsetek ludności mieszkającej na terenach wiejskich wynosił w 2022 r. 40,4 proc., co oznacza, że poza miastami mieszka prawie połowa populacji. Dalsze utrzymywanie energetyki węglowej to dla kraju przysłowiowe torby. W górnictwie pracuje obecnie około 70 tys. osób, do każdego zatrudnionego trzeba dopłacać ponad 100 tys. zł rocznie, a należy wiedzieć, że średnie wynagrodzenie w górnictwie wynosi 13,5 tys. zł. Czy z Pałacu Prezydenckiego powieją dobre wiatry dla ustawy o rozwoju odnawialnych źródeł energii oraz dla energetycznego rozwoju naszego kraju? Stawiam butelkę markowego koniaku przeciwko flaszce „jagodzianki”, że z pałacu mogą powiać jedynie wiatry wypuszczane przez głównego lokatora, kiedy po spożyciu ciężkostrawnych potraw zawiedzie go mięsień musculus levator ani.