Serwis korzysta z plików cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę, że będą one umieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Mogą Państwo zmienić ustawienia dotyczące plików cookies w swojej przeglądarce.

Polska wielonarodowościowa

29-06-2022 21:31 | Autor: Mirosław Miroński
Kilka dni temu wyjechałem w okolicę Augustowa nad piękne jeziora wokół Przewięzi. Celem wyjazdu był plener malarski organizowany przez Muzeum Historii Polskiego Ruchu Ludowego. Muzeum usytuowane na warszawskim Mokotowie przy al. Wilanowskiej 204, w budynku Żółtej Karczmy gromadzi pamiątki i materiały związane z historią polskich chłopów i polskim ruchem ludowym. Dzięki zaangażowaniu dyrektora Janusza Gmitruka poszerza też kolekcję współczesnego malarstwa historycznego, rysunku oraz innych obiektów związanych z ważnymi postaciami i wydarzeniami. Sylwetkę dyrektora i jego działalność w tym zakresie postaram się przedstawić w oddzielnym artykule.

Przy okazji wyjazdu zebrałem garść refleksji dotyczących nie tylko spraw artystycznych, ale też natury bardziej ogólnej. Augustów i jego otoczenie to dla wielu warszawiaków teren dość dobrze znany, a nawet bliski. To niewielkie miasto na północnym wschodzie kojarzyć się może z piosenką, ściślej mówiąc z piosenkami. Jedną z nich jest przebój Janusza Laskowskiego, właśc. Jana Adama Laskowskiego „Beata z Albatrosa”, niezwykle popularny w drugiej połowie lat 60. i w latach 70. Albatros to restauracja położona niedaleko od centrum Augustowa, ciesząca się popularnością zarówno mieszkańców, jak i turystów. Gości wita spiżowy posąg pięknej dziewczyny usytuowany przed głównym wejściem.

Druga z piosenek to romantyczne Augustowskie noce – przebój w wykonaniu Jerzego Połomskiego, właściwie Jerzego Pająka (tak brzmi jego prawdziwe nazwisko). Nie zmienia to faktu, że pan Jerzy oczarował tą piosenką słuchaczy. Jako Jerzy Połomski wylansował wiele przebojów lat 60. i 70.

Augustów to przyjemne miasto. W jego centrum, w rynku, znajduje się nowoczesny park, który użycza cienia i ochłody mieszkańcom oraz przyjezdnym. Znajdująca się niemal pośrodku fontanna daje wszystkim ukojenie, co jest szczególnie ważne w czasie upałów.

Augustowskie noce, o których śpiewa Jerzy Połomski – nad brzegami drzemiące, parne i gorące są wciąż pełne uroku. Pod tym względem nic się nie zmieniło nawet po latach. Na szczęście w nocy temperatura spada znacznie, najprawdopodobniej za sprawą jezior, które czasem spowijają mgły niczym we wspomnianej piosence. Tamtejsze jeziora to miejsca, w których się można skutecznie ochłodzić zanurzając się w ich czystej, ale raczej zimnej toni. Jestem wielkim miłośnikiem pływania w otwartych akwenach, co polecam też innym. Nie należy jednak zapominać o niezbędnych środkach ostrożności. Kąpać się i pływać można jedynie w miejscach do tego przeznaczonych, najlepiej pod okiem ratownika. Nie wolno wchodzić do wody po spożyciu alkoholu. Bo utopić się można łatwo, o czym świadczą statystyki. Różnica temperatur pomiędzy powietrzem a wodą, zwłaszcza z głębin bywa naprawdę duża nawet podczas upałów. Warto o tym pamiętać i nie wchodzić do wody po nagrzaniu się na słońcu. Słońce zaś jest tam równie ostre, jak gdzie indziej. Nie robi sobie nic z tego, że Augustów leży tam, gdzie leży, czyli w najchłodniejszej części naszego kraju.

Zostawiając geograficzne subtelności tego regionu chcę przejść do zagadnień nie związanych z klimatem. To, co uderza przemierzających drogę pomiędzy Warszawą a Augustowem, to widok wielu gości zza wschodniej granicy – Ukraińców. Linie autobusowe czy też autokarowe, obsługujące tę trasę, zrezygnowały z obsługi polskojęzycznej. W efekcie zarówno kierowca prowadzący i jego zmiennik mówią po ukraińsku. Pasażerowie w znacznej mierze to również Ukraińcy. Podróż staje się okazją do nauki języka naszych sąsiadów. Wprawdzie nie jest to czysty ukraiński, lecz mieszanina języków z dominującym rosyjskim, ale jeśli się wsłuchać, można domyślić się o czym jest rozmowa. Jako mieszkaniec stolicy zdążyłem przyzwyczaić się do obecności u nas sąsiadów ze wschodu, ale podczas podróży do Augustowa spotkałem jedynie kilkoro Polaków.

Czy to zmiana, do której będziemy musieli się przyzwyczaić? Rozmawiałem z ukraińskim małżeństwem - młoda dziewczyna i chłopak przebywają w Polsce od czterech lat. Tu zdobyli uprawnienia pozwalające im znaleźć zatrudnienie. Epidemia covidu wprawdzie pokrzyżowała im plany, ale są dobrej myśli. Zamierzają pozostać w naszym kraju na stałe, planują też mieć dzieci. Czy jesteśmy świadkami zmian, w wyniku których będziemy społeczeństwem wielonarodowym? Najwyraźniej tak się stanie.

Przybysze zza wschodniej granicy to nie jedyni potencjalni imigranci, którzy znaleźli nową ojczyznę nad Wisłą. Jesteśmy narodem gościnnym i tolerancyjnym mimo różnych nieprawdziwych opinii na nasz temat za granicą. To być może jeden z powodów, że zarówno emigranci ekonomiczni z różnych odległych krajów, jak i uciekający przed wojną znajdują tu swój nowy dom. Polska w swojej historii była już konglomeratem kultur i narodów. Wszystko na to wskazuje, że będzie tak i teraz.

Wróć

Interesuje Cię współpraca?
Napisz do nas! wspolpraca@passa.pl
Copyright 2015 - Wszelkie prawa zastrzeżone
Projekt i wykonanie: MEETMEDIA