Serwis korzysta z plików cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę, że będą one umieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Mogą Państwo zmienić ustawienia dotyczące plików cookies w swojej przeglądarce.

Ostatni szum skrzydeł i błysk husarskiej szabli (część II)

21-09-2016 21:20 | Autor: Jerzy R. Bojarski
Francuski kronikarz F. P. Dalérac nie krył podziwu dla tej, nigdzie indziej nie spotykanej, konnicy: ... „Husarze to najpiękniejsza jazda w Europie przez wybór ludzi, piękne konie, wspaniałość stroju (...) przeznaczają się jedynie do uderzenia w bitwach. (...) nie cofają się nigdy, puszczając konia w całym pędzie, przebijają wszystko przed sobą (...) Powiadają, że szum (...) skrzydeł przestrasza konie nieprzyjacielskie i pomaga do rozbicia ich szeregów.

Natarcie husarii zwykle rozstrzygało o losach bitwy. To dla niej i groźnej jazdy pancernej cały dzień walczyła o przedpole polska artyleria i piechota, by utorować drogę na równinę przed obóz turecki. Rycerze w pancerzach okrytych skórami drapieżników, budzili strach nie tylko wyglądem, ale sprawnością wojenną, odwagą i męstwem.

Około piętnastej, gdy jazda zeszła na skraj równiny, król rozkazał chorągwi husarskiej, dowodzonej przez porucznika Zygmunta Zbierzchowskiego, uderzyć na Turków. Ów bez namysłu rozwinął szyk, stanął na czele i na znak buzdyganem 150 husarzy ruszyło kłusem przez krzaki i wyboje... Blisko wroga ścieśnili szyk, pochylili kopie, przeszli w cwał i runęli w zwarte szeregi spahisów. Oddajmy głos pamiętnikarzowi:

 ...„Turcy, tak jakby kto w ul pszczół dmuchnął, rzucili się na tę jednę chorągiew to z dżydami, to z szablami, to ze strzelbą (...) nie mogliśmy rozeznać dla wielkiego tumanu (...), który jak trochę osiadł, to też widzieliśmy, że kiedyś niekiedyś błysnęła się chorągiew (...), na niej orzeł biały...* 

Potem husarze sprawnie zawrócili pod osłonę własnych wojsk”.

I dalej czytamy:

„Otrzepawszy się z kurzawy, przyjeżdża porucznik do króla z tą chorągwią (pod którą zginęło było natenczas kompaniji zacnych i godnych dziewiętnastu, z pocztowych trzydziestu i sześć) i mówi: ”Podług rozkazu Waszej Królewskiej Mości sprawiłem się”.* Tylko tyle a poległych było wielu.

Na innym odcinku atak, też jedną chorągwią husarii, poprowadził porucznik Stanisław Potocki. Zginął, a jego żołnierze, z dużymi stratami, cofnęli się do stanowisk piechoty bawarskiej. Król wiedział teraz, że teren nadaje się do szarży kawalerii.

Około siedemnastej  rozgorzała walka na całym froncie. Austriacy i Sasi z trudem, ale nieustannie, przesuwali się naprzód. W pewnym momencie książę Lotaryński zauważył osłabienie sił tureckich i rzucił do ataku konnicę, którą prowadziły polskie husarskie i pancerne chorągwie przydzielone księciu przez Sobieskiego. Kara Mustafa też spostrzegł grozę położenia i w kontrataku uderzył na wojska hetmana Jabłonowskiego. Polacy wytrzymali natarcie i ruszyli naprzód spychając Turków w pobliże obozu. Król widząc stłoczonego na nizinie wroga uznał, że to chwila do ostatecznej rozprawy. W promieniach zachodzącego słońca dał znak buławą. Zagrały surmy... Dwa i pół tysiąca husarzy ruszyło stępa na armię osmańską... za nimi chorągwie pancerne, a od skrzydeł kawaleria austriacka, saska i bawarska. Husarze przeszli w kłus a w chwilę potem, pochyliwszy kopie, w cwał i pędzili zwartą ławą, kolano przy kolanie prosto na linię wroga. Pierwsi rzucili się do ucieczki Tatarzy. Spahisi, ciężka jazda turecka z okrzykiem „Allah” ruszyła do odporu. Odpowiedziało im zawołanie „Jezus!”. To musiało robić wrażenie. Niemieccy żołnierze na chwilę zatrzymali się i w milczeniu patrzyli na ten widok. Spahisi nie wytrzymali druzgoczącego ciosu. Pękł żywy mur. Na nic zdała się rozpaczliwa obrona janczarów. Przez wyłom w szykach wpadła husaria. Za nią jazda pancerna czyniąc straszliwe spustoszenie. Odrzucono zdruzgotane kopie i w ruch poszły szable i koncerze. Turcy rzucili się do bezładnej ucieczki, a z nimi wielki wezyr. Szczegóły rejterady tego wodza znamy z opowieści polskiego króla, które zapisał nieznany austriacki kronikarz: powiadał nam Król Imć, że Wezyr w jednej tylko sukni uciekł raniony i że na kształt dziecięcia płakał, co też i pokojowi Wezyra zeznali. Czytał też Król Imć listy od panów węgierskich do Wezyra pisane, któremi szczęśliwego życzyli programu i do dalszych sukcesów animowali. Jak widać lizusów nie brakowało.

Rozpierzchli tureccy żołnierze padali od szabel lekkiej jazdy polskiej, gdyż tylko ona nadawała się do pościgu: ... tak dojeżdżali Turków na lada przeprawie, że im aż ręce ustawali od rąbania nieprzyjaciela, a żaden się nie oparł; taki to strach na nich przepuścił Bóg”...*

Pozostałe oddziały były zbyt wyczerpane, by ruszyć w pogoń. Około 18 tej król polski wjechał do obozu Kara Mustafy... Walki pod miastem trwały do późnej nocy.

W ciągu zaledwie kilkunastu minut szarża husarii, pancernych, polskiej jazdy lekkiej złamała postępującą od kilku wieków coraz dalej w głąb Europy potęgę azjatyckiego mocarstwa. Od tej przegranej bitwy, mimo iż później jeszcze długo walczyło, imperium osmańskie traciło swoje zdobycze i było w defensywie. 

W bitwie i pościgu zginęło około 10.000 Turków, a blisko 5.000 dostało się do niewoli. Wśród sprzymierzonych padło około 4.000 ludzi, w tym niemal 1.500 zabitych. Niemal połowa poległych to byli Polacy. W stosunku do wielkości zwycięstwa były to straty nieznaczne.

Sprzymierzeni zajęli liczne obozowiska tureckie z wielkimi bogactwami. Również mieszkańcy Wiednia wyprawiali się za mury i szabrowali co się dało. Dzięki obfitości tego łupu, szybko odbudowali zniszczone przedmieścia. Wojska polskie zdobyły główny obóz, siedzibę Wielkiego Wezyra. Jak pisze turecki dziejopis Raszyd-Effendi:

... „Skarby (...) wpadły w moc zwycięzców: na żadną, (...) wyprawę tak ogromne wojsko nie było nigdy zgromadzone; nigdy tak wielkie zapasy, tak niezmierne dostatki nie były na żadną wyprowadzone wojnę, które jeszcze, w ciągu długiego oblężenia, niejednokrotnie nowymi pomnożono przywozami. Mnóstwo (...) dział moździerzów, broni, rozmaitego rodzaju wojennych sprzętów, namiotów, łupu, zapasów żywności i bogactw, wszelkie przechodziło wyobrażenie i posłużyło tylko do nasycania chciwości i wzmocnienia sił nieprzyjaciela, a dla muzułmanów do tego jedynie, żeby tym boleśniejszą uczynić przegraną.

Królewicz Jakub natomiast zanotował w swoim dzienniku:

... „Trzynastego rano Król zwiedził turecki obóz; widział dzieci i kobiety zabite przez uciekających barbarzyńców; obejrzał całe ich rozkoszne urządzenia, nie więdnące ogrody i wiele innych rzeczy przepychu. Barbarzyńcy uciekając ścięli i strusia, obawiali się bowiem, żeby ten ptak, będący ich zdobyczą, nie uświetnił tryumfu Króla, któremu i tak pozostawili swoje okazałości.

Bardziej szczegółową i malowniczą relację znajdujemy w królewskiej korespondencji:

„Jedyna serca i duszy pociecho, najśliczniejsza i najukochańsza Marysieńko!

(...) Działa wszystkie, obóz wszystek, dostatki nieoszacowane dostały się w ręce nasze. Nieprzyjaciel, zasławszy trupem (okopy), pola i obóz, ucieka w (popłochu). Wielbłądy, muły, bydło, owce dopiero dziś wojsko nasze brać poczynają, przy których Turków trzodami tu przed sobą pędzą. (...) Wezyr tak uciekł od wszystkiego, że ledwo na jednym koniu i w jednej sukni. Jam został jego (spadkobiercą), bo po wielkiej części wszystkie mi się po nim dostały splendory. Mam wszystkie znaki jego wezyrskie, które nad nim noszą: chorągiew mahometańską, którą mu dał cesarz (sułtan) jeno na wojnę i którą dziś jeszcze posłałem do Rzymu Ojcu Świętemu.** Mam i konia wezyrskiego ze wszystkim siedzeniem. Co zaś za delicje miał (wezyr) przy swoich namiotach, wypisać niepodobna. Miał łaźnie, miał ogródek i fontanny, króliki i koty, i nawet papuga była, ale że latała, nie mogliśmy jej pojmać”.

Resztki tej wspaniałej zdobyczy możemy oglądać na Wawelu i rozproszone po różnych muzeach w kraju i za granicą.  

Wjazd Jana III Sobieskiego do Wiednia tak z emfazą opisał austriacki kronikarz:

... „Król Imć z wielką asystencją wjechawszy do Wiednia, był przyjęty z wielkim weselem i radosnym okrzykiem, brzmiały najbardziej te głosy: niech żyje Król Polski, waleczny Król, miłościwy Król, prawdziwie chrześcijański Król niech żyje! Po południu w kościele Św. Stefana wielki zgiełk ludu cisnął się do pocałowania ręki zwycięskiej, który akt płaczący z radości lud odprawował. Inni nie tylko rękę, ale też na ziemię padając nogi i szaty całowali, a oraz hojnemi łzami skraplali.

Po tryumfalnym wjeździe do Wiednia przyszła kolej na spotkanie z cesarzem Leopoldem, który zachowywał się cały czas jak urażony w ambicjach zwycięzca. Świadomie popełnił kilka afrontów wobec Jana III, królewicza Jakuba i wojska polskiego. Ale i jemu też się dostało. Cesarzowi etykieta zabraniała zdejmować pierwszemu kapelusz przy powitaniu. W czasie spotkania z królem Polski, podjechali do siebie bardzo blisko. Sobieski sięgnął do wąsa... Cesarz, sądząc zapewne, że do czapki, pierwszy uchylił kapelusza...

Po bitwie podejmowano zwycięzców poczęstunkiem. Stół pierwszy był, jakbyśmy to teraz nazwali, dla VIP-ów, drugi dla reszty. Zapraszano więc Polaków do zajęcia miejsc wg rangi: ... „Domini Tigrides ad primam mensam” (...) „Domini Tapetes ad secundam mensam”* , co w łacinie tłumaczy się: „Panowie »tygrysi« do pierwszego stołu”, „Panowie »burkowi« do drugiego stołu”. ... postrzegłszy Szteremberg komendant, że się Król i hetmani śmieją, a z wojskowych żaden się do (...) stołu nie bierze, pytał co to jest; (...) informują, że to ci tapetes tygrysami komenderują, bo ci oficyjerowie, a ci towarzystwo.* Zabawna konfuzja wynikła stąd, że starszyzna husarska nosiła czarne lub białe burki kaukaskie z wełny długowłosych kóz, a Austriacy sądzili, że skóry tygrysie i lamparcie są oznaką wyższego stopnia”.

W dniach 7-9 października tegoż roku, pod Parkanami nad Dunajem (obecnie w Słowacji) Jan III Sobieski stoczył kolejną bitwę. Jej początek był fatalny, gdyż niespodziewanie, przez niezrozumienie manewru króla, który miał zamiar oskrzydlić i wciągnąć w pułapkę jazdę turecką, ogarnięte paniką, wojsko polskie zaczęło przed nią uciekać. Zgnębiony król, szybko wrócił do równowagi i  przywrócił porządek w dotychczas nieustraszonej armii polskiej. Rada wojenna doradzała powrót do kraju – wspomniano o zmienności fortuny. Na to król rzekł z furią: „Zdepczę fortunę jak małpę!” Poczucie wstydu i pragnienie zemsty dodawało odwagi rycerstwu.

No i 9. października ruszył pod Parkany z  15.000 Polaków i 17.000 sprzymierzonych. Turcy zaatakowali z ogromnym impetem raz, drugi... Ale Sobieski był znakomitym strategiem. Pod jego dowództwem jazda polska okrążyła wojska tureckie i bitwa zakończyła się ich klęską, większą niż wiedeńska. Kara Mustafa ledwo uszedł z 800 konnymi. W kilka dni później polska piechota zdobyła twierdzę Parkany. Dopiero po tym sukcesie król zdecydował zakończyć kampanię i wrócić na odpoczynek do ulubionego Wilanowa.

Wielki Wezyr, po wiedeńskiej porażce i drugiej pod Parkanami, uciekł do Belgradu. Sułtan jednak nie wybaczył klęsk zaufanemu wodzowi. Na jego rozkaz, 25 grudnia 1683 roku, Kara Mustafa został uduszony.

I jeszcze jedna ciekawostka związana z odsieczą. Nocą 13-14.  sierpnia przekradł się z Wiednia przez obóz oblegających, do ks. Lotaryńskiego, znający dobrze turecki, polski szlachcic Jerzy Franciszek Kulczycki. Powrócił  szczęśliwie do miasta 17. sierpnia. W nagrodę za odwagę, po zwycięstwie, na swoją prośbę otrzymał worki zdobycznej kawy. Założył, pierwszą w Wiedniu, kawiarnię. Żeby złagodzić gorzki smak napoju, słodził go miodem. Picie kawy było już znane w Wenecji i Francji.

Ta wojna nie doprowadziła do odzyskania utraconych przez Polskę terytoriów. Wróciły one dopiero na mocy traktatu w Karłowicach, zawartego w 1699 roku, po 16 latach wojen  toczonych z Turcją przez państwa „Ligi Świętej”. W niespełna sto lat później Rzeczpospolita zniknęła z map Europy...

Ten ostatni błysk potęgi militarnej Polski, który ocalił i zadziwił Europę, przez wieki krzepił pokolenia, których udziałem stało się pasmo narodowych nieszczęść. Pamięć o wiedeńskiej wiktorii nigdy nie zanikła. Zaborcom przypominała o barbarzyństwie rozbiorów, patriotów zagrzewała do walki, ożywiała czasem nawet tych straconych, o których tak pisał twórca niepodległego państwa polskiego Józef Piłsudski: ...„Niewola wciskać się poczęła do dusz polskich, czyniąc z Polaków nie niewolników z musu, lecz nieledwie z własnej chęci, szukających poprawy losu przez protekcję u swych panów rozbiorców i w ogóle obcych. Na jego rozkaz, 6. sierpnia 1914 roku,  stu pięćdziesięciu żołnierzy w szarych mundurach i maciejówkach ze srebrnymi orzełkami, uzbrojonych w karabiny i bagnety, zwaliło słupy graniczne z czarnym, dwugłowym orłem, rozpoczynając bój o wolność Ojczyzny... I w tym ich czynie była odwaga husarii spod Wiednia.

A 250. rocznicę odsieczy obchodzono w 1933 roku już w niepodległej Polsce. Przed wspaniałą paradą na krakowskich błoniach 12 pułków kawalerii, w namiocie dla dyplomatów wzniesiono toasty: za jazdę polską, ale pierwszy za... Turcję zawsze życzliwą Polakom od chwili zakończenia wojen.

Najwspanialsza jazda Europy zapisała się w tradycji polskiego oręża. Pod znakiem husarskich skrzydeł walczyły, w czasie II wojny światowej, nasze jednostki pancerne i lotnictwo. I pozostały znakami tych broni w Wojsku Polskim.

 

Przypisy:

*Cyt.: Dyaryusz wideńskiej okazyji Jmci Pana Mikołaja na Dyakowicach Dyakowskiego, podstolego latyczewskiego.

** Zdobyta chorągiew posłana papieżowi, nie była chorągwią Mahometa, przekazaną Kara Mustafie przez sułtana Mahmeda IV, lecz chorągwią zdjętą z namiotu Wielkiego Wezyra po zdobyciu obozu. Tę największą relikwię, zabieraną na wielkie wyprawy wojenne, do której mułłowie modlili się o zwycięstwo, ocalił w ostatniej chwili, składając i ukrywając w zanadrzu, jeden z dowódców tureckich Osman Aga.

Wróć

Interesuje Cię współpraca?
Napisz do nas! wspolpraca@passa.pl
Copyright 2015 - Wszelkie prawa zastrzeżone
Projekt i wykonanie: MEETMEDIA