Serwis korzysta z plików cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę, że będą one umieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Mogą Państwo zmienić ustawienia dotyczące plików cookies w swojej przeglądarce.

Ostatni szum skrzydeł i błysk husarskiej szabli (część 1)

14-09-2016 20:48 | Autor: Jerzy R. Bojarski
To było 333 lata temu – 12. września 1683 roku. Pod murami Wiednia rozegrała się bitwa, której wynik przesądził o losach Europy. I możemy być dumni z naszych przodków i historii, że w tym śmiertelnym starciu cywilizacji zachodu z wschodu to wojska polskie zdecydowały o zwycięstwie.

Początek tej historii sięga XIV wieku, gdy w Bizancjum trwała zażarta walka o tron. Pretendenci  do niego, raz po raz, zawierali sojusze z sąsiadami Cesarstwa, by pokonać przeciwnika i zdobyć władzę. Taki przebieg miało starcie między Janem V Paleologiem, prawym potomkiem cesarskiego rodu, z panującym cesarzem Janem IV Kantakzuenem. Pierwszy wezwał na pomoc Serbów i Bułgarów, drugi azjatyckich sojuszników – Turków.

W 1352 roku dochodzi do walnej rozprawy. Silny, dziesięciotysięczny turecki korpus dowodzony przez syna sułtana, Sulejmana rozbija pod Didymotyką wspierających Jana V Serbów (Bułgarzy stchórzyli). To pierwsze znaczące zwycięstwo Osmanów na terenie Europy.

Kantakuzen utrzymał władzę, ale zawarty w 1346 alians okazał się fatalny w skutkach. Umożliwił Turkom przekroczenie Cieśniny Dardanele i usadowienie się na półwyspie Galipol. W 1354 miasto o tej samej nazwie zamienia się w gruzy po trzęsieniu ziemi. Wyludnione ruiny zajmują Turcy. Wkrótce odbudowują miasto i umacniają mury. Cesarz zdał sobie sprawę jakie zagrożenie dla Konstantynopola stanowiła bliskość tej fortecy w rękach sojusznika, którego lojalności nie był pewien. Powołując się na przyjaźń z sułtanem, oferował wielkie sumy w zamian za oddanie miasta Bizantyjczykom – na próżno. Osmanowie znali wartość nowej zdobyczy. Mieli dalekosiężne plany i apetyt.

Teraz misją kolejnych sułtanów rozległego imperium stało siź prowadzenie „œwiźtej wojny” – dæihadu. Przenoszenie „prawdziwej wiary” jak najdalej od „domu islamu” – dār al-islām –  na  tereny zamieszka³e przez „niewiernych”, okreœlane jako „dom wojny” – dār al-harb. To by³a Europa.

Raz po raz tureckie armie uderzają na kontynent. W 1361 zdobywają Adrianopol i Trację, w 1389 na Kosowym Polu zwyciężają Serbów (tu jak się przypuszcza  po raz pierwszy rycerstwo polskie wspomagające Serbów starło się z Turkami), w 1396 pod Nikopolis rozbijają wyprawę krzyżowców i następnie zajmują Bułgarię, Macedonię, Tesalię, w 1444 pokonują węgiersko-polską armię pod Warną, a w 1448 – znów na Kosowym Polu – Węgrów; w 1453 zdobywają Konstantynopol, kładąc kres Cesarstwu Bizantyjskiemu i ustanawiając tu stolicę Stambuł; w 1521 pod Mohaczem zadają kolejną klęskę Węgrom, w 1529 pierwszy raz podchodzą pod Wiedeń, lecz odstępują od silnie ufortyfikowanego miasta, w 1541 ostatecznie opanowują Węgry.

Żarłoczne imperium musiało wejść w konflikt z  Rzeczpospolitą. Zaczęło się niedobrze. Pierwszym znaczącym starciem z Turkami  była rozegrana w1620 roku bitwa pod Cecorą, zakończona klęską Polaków i śmiercią sławnego hetmana Stanisława Żółkiewskiego. W następnym roku napad turecki z najwyższym trudem został zatrzymany pod Chocimiem, mimo że w tym samym czasie Polska walczyła również z Kozakami, Moskwą i Szwedami. Turcy nie uzyskali żadnych korzyści terytorialnych. Ale był to chwilowy spokój. W 1671 roku potężny najazd osmański zakończył się sukcesem. Sułtan Mehmed IV zdobył Kamieniec Podolski. Wówczas I Rzeczpospolita została zmuszona do zawarcia w Buczaczu najbardziej  haniebnego w jej dziejach pokoju: w zamian za utratę Ukrainy i Podola, oraz okup w wysokości 80.000 talarów sułtan zrzekł się dalszych łupów, tj. zdobycia Lwowa i Rusi. Ponadto Polska jako kraj lenny miała płacić roczny haracz w wysokości 22 000 czerwonych złotych.

Nim traktat został oficjalnie zatwierdzony przez Sejm, od wielkiego wezyra przybył poseł z żądaniem natychmiastowej jego ratyfikacji, grożąc wojną. Takiego upokorzenia nie mógł znieść Sejm. Wybrano wojnę i dodatkowe podatki na odbudowę wojska.

W 1673 roku sułtan wyprawił do Polski 35-tysięczną armię, która stanęła w warownym obozie pod Chocimiem. Ale tym razem działania zaczepne rozpoczęli Polacy. Polsko-litewskie wojska pod wodzą hetmana wielkiego koronnego  Jana Sobieskiego wzięły szturmem obóz i zniszczyły doszczętnie armię Mehmeda. Późniejsze boje, toczone w latach 1674-1676, nie przyniosły rozstrzygnięcia i zostały zakończone niekorzystnym dla Polski traktatem w Żurawnie (nie bez wpływu Francji). Był to smutny czas wichrzenia w Sejmie za pieniądze przyjmowane przez magnatów od obcych dworów. Francja sprzyjała Turcji, widząc własne interesy w osłabieniu potęgi Habsburgów.  W Paryżu uważano, że w Polsce, w interesie Francji, działa królowa Maria Kazimiera („Marysieńka”). I początkowo istotnie tak było, ale kiedy Ludwik XIV zwlekał z nadaniem jej ojcu tytułu diuka rozgniewana zmieniła front – zaczęła wspierać Habsburgów. Dlatego, gdy w 1683 roku doszły do Polski wieści o wielkich zbrojeniach Porty, król nie wahał się z kim ma zawrzeć sojusz. Sejm zatwierdził traktat z Austrią. Słusznie domyślał się turecki kronikarz  Raszyd-Effendi, pisząc o Sobieskim, że: król Lechów (...) zawsze chował w niewiernym sercu nieutłumioną żądzę odzyskania Kamieńca, Podola i Ukrainy, i zawsze upatrywał tylko sposobnej do podniesienia oręża pory...

W dniu, w którym podpisywano przymierze maszerowała już na północ prowadzona przez sułtana największa armia turecka jaką państwo to wystawiło w XVII w. Po dołączeniu wojsk lenników liczyła ok. 160 tysięcy żołnierzy.

Mehmet IV  przekazał dowództwo i wręczył wielką chorągiew proroka swojemu ulubieńcowi, wielkiemu wezyrowi Kara Mustafie. Ten syn oficera ciężkiej jazdy (spahisów) od młodości uczestniczył w zwycięskich wyprawach wojennych i był wychowankiem wielkiego wezyra Mehmeda Köprülü. Szybko awansował na admirała, a potem na wielkiego wezyra. Prowadził politykę ekspansji i podboju. To on hardo odrzucił polskie propozycje ugody w sprawie Podola. Kara Mustafa częścią sił obległ twierdze austriackie. Wierząc sugestiom francuskim, że Polska w wojnę nie będzie się mieszać, skierował największy korpus liczący ok. 90 tysięcy żołnierzy na stolicę cesarstwa. 16 lipca 1683 roku wokół Wiednia, bronionego przez ok. 11 200 żołnierzy i 4 800 członków milicji miejskiej, zamknął się pierścień oblężenia.

Tego samego dnia dotarli do Warszawy poseł cesarski hr. Waldstein i nuncjusz papieski Pallavicini. Prosili króla, by osobiście poprowadził odsiecz. Jan III Sobieski ruszył już 18 lipca. W drodze, na podstawie map, opracowywał plan wojny. Począwszy od Krakowa, armię wzmacniały nowe jednostki. Król wiódł pod Wiedeń 14 000 kawalerii (w większości doborowej), 23 chorągwie husarii, 53 chorągwie jazdy pancernej, 26 chorągwi jazdy lekkiej) oraz 7 000 piechoty (dla oszczędzenia jej trudów marszu jechała na wozach) oraz 28 armat.  Byli to żołnierze doświadczeni, zahartowani w bojach z Tatarami i Turkami na kresach Rzeczypospolitej. Królowi towarzyszyła jego nadworna chorągiew piechoty janczarskiej, złożona z jeńców tureckich wziętych do niewoli pod Chocimiem, którzy dobrowolnie w niej służyli. Była uzbrojona i umundurowana podobnie jak piechota osmańska. Nic też dziwnego, że przed bitwą król rozkazał, by każdy żołnierz polskiego autoramentu był przepasany powrósłem słomianym: ... żeby Niemcy naszych nie strzelali, zamiast Tatarów, którzy takowego stroju zażywają, jako i my.*

Wojska posuwały się w kierunku Dunaju dwiema kolumnami. Jedna maszerowała przez Śląsk, druga przez Morawy. W tej marszrucie zdarzały zabawne, ale niebezpieczne niespodzianki. Gdy wojska polskie zatrzymały się w Königstetten w spustoszonym przez Turków pałacu: ... „luźni wyszperali piwnicę, gdzie było wina mało dwieście beczek. Poczęła hołota strasznie pić...* Na polecenie króla, hetman wielki koronny Jabłonowski: ordynował sto, czyli więcej piechoty, aby hołotę odpędzili od beczek i wszystkie z winem przykazał porozcinać.*  Sporo musiało być tych amatorów, skoro użyto tak wielkich sił do zabezpieczenia i zniszczenia ówczesnej „używki” !

Po połączeniu się Polaków z oddziałami austriackimi i posiłkami księstw niemieckich armia sprzymierzonych liczyła ok. 65 tysięcy żołnierzy. Podobną liczbą zbrojnych dysponował Kara Mustafa, który część wojska stracił przy szturmach i od chorób.

Na radzie wojennej z generałami i książętami Rzeszy w dniu 3 września rozważano, nie bez sporów, różne warianty działań. Zwyciężył plan polskiego króla. Jemu też powierzono dowództwo nad całością sił i prowadzonych operacji.

Sytuacja Wiednia była tragiczna. Świadek oblężenia zanotował: „Ubożsi (...) dla pożywienia swego koty łapiąc onemi się posilali, zarażone powietrze częścią od ludzi słabych i chorych po ulicach leżących, od ścierwa bydlęcego, także i dyzenteria ludzi gubiła...

Walczyło jeszcze ok. 4000 żołnierzy. Głód  dokuczał również nieprzyjacielowi, który bezmyślnie spalił i spustoszył okolice Wiednia pozbawiając się możliwości aprowizacji.

Turcy wdarli się głęboko w fortyfikacje i, jak to ocenił potem w liście do żony król Jan: ... byłem w mieście, które by już było nie mogło trzymać dłużej nad pięć dni. Oko ludzkie nie widziało nigdy takich rzeczy, co to tam miny porobiły. Z beluardów podmurowanych, okrutnie wielkich i wysokich, porobiły skały straszliwie i tak je zrujnowali, że więcej trzymać nie mogły. Pałac cesarski w niwecz od kul zepsowany”.

A gdzie przebywał cesarz Leopold I? Dzielny władca na wieść o zbliżaniu się Turków, uciekł do Linzu i tam, z daleka od walczących, oczekiwał nowin z placu boju.

Armia sprzymierzonych zajęła wzgórza Lasu Wiedeńskiego. Z wyjątkiem bardziej stromych jak Kahlenberg, Leopoldsberg,  pozostałe niskimi pasmami opadały ku miastu, aż do lekko pofałdowanej równiny, gdzie znajdował się obóz turecki. Polscy artylerzyści pod dowództwem generała Marcina Kazimierza Kątskiego, jako jedyni, przeciągnęli swoje działa przez błotniste wąwozy. Bardzo się przydały w przygotowaniu bitwy, którą wyznaczono na 12.go września, w niedzielę.

Lewym skrzydłem dowodził książę Lotaryński, w środku stały oddziały książąt niemieckich, a prawe skrzydło zajęli Polacy (ok. 5,5 km, na całej długości ok. 10 km frontu). Król rozmieścił wojska, wydał rozkazy. Obudził się o świcie i przy zbudowanym na bębnach polowym ołtarzu uczestniczył w mszy świętej na intencję zwycięstwa, a później w drugiej, odprawionej w ocalałej kaplicy spalonego przez Turków kościoła na Kahlenbergu. Nieoczekiwanie, włoski ksiądz zakończył mszę słowami – Vinces Joannes* (zwyciężysz Janie) – zamiast Ite, missa est (idźcie, ofiara spełniona). Jak pisze dworzanin Mikołaj Dyakowski, wypierał się potem tego przejęzyczenia, ale powszechnie zostało przyjęte za prorocze.

Cztery dni przed bitwą złapano szpiega, Wołocha – najemnika w służbie tureckiej. Sobieski darował mu życie. Po nakarmieniu, odprawił go z poleceniem: Idźże z Panem Bogiem, a powidz Wezyrowi swemu, żeś mię nie tylko widział, aleś i gadał ze mną i oznajmij mu, że Król polski kazał ci powiedzieć: Mci Wezyrze, że ci się w niedzielę stawi na śniadanie.* Kiedy wrócił do Turków, powtórzył słowa króla. Wezyr temu nie wierząc, kazał mu za kłamstwo łeb uciąć.*

Bitwa rozpoczęła się o 5.tej rano atakiem Turków na stanowiska artylerii budowane u podnóża Kahlenbergu. Nieprzyjaciela odparto i do uderzenia przeszło lewe skrzydło austriacko-saskie księcia Lotaryńskiego. Po zażartych walkach zdobyto część terenu. Natarcie zostało wstrzymane ok. 13.00 co pozwoliło wyrównać front, prowadzącym również bój, pozostałym wojskom sprzymierzonych. Godzinę później na wzgórzach, położonych wprost lewej flanki pozycji tureckich, ujrzano widoczne z daleka, powiewające na wysokich kopiach długie proporce husarii. Ten niezwykły obraz,  wzbudził entuzjazm  sprzymierzonych i mocno zaniepokoił Kara Mustafę. Znał wartość tych formacji i natychmiast rozpoczął przegrupowanie swoich sił przede wszystkim ciężkiej jazdy - spahisów. Potem tak pisał król w liście do ukochanej „Marysieńki”:

... „Mnie przyszło się z Wezyrem łamać, który wszystkie a wszystkie wojska na moje skrzydło prawe sprowadził, tak że już nasz środek albo korpus, jako i lewe skrzydło nie miały nic do czynienia...

 

Przypisy:

*Cyt.: Dyaryusz wideńskiej okazyji Jmci Pana Mikołaja na Dyakowicach Dyakowskiego, podstolego latyczewskiego.

** Zdobyta chorągiew posłana papieżowi, nie była chorągwią Mahometa, przekazaną Kara Mustafie przez sułtana Mahmeda IV, lecz chorągwią zdjętą z namiotu Wielkiego Wezyra po zdobyciu obozu. Tę największą relikwię, zabieraną na wielkie wyprawy wojenne, do której mułłowie modlili się o zwycięstwo, ocalił w ostatniej chwili, składając i ukrywając w zanadrzu, jeden z dowódców tureckich – Osman Aga.

Koniec części pierwszej, część druga zostanie wydrukowana w kolejnym numerze Passy.

Wróć

Interesuje Cię współpraca?
Napisz do nas! wspolpraca@passa.pl
Copyright 2015 - Wszelkie prawa zastrzeżone
Projekt i wykonanie: MEETMEDIA