Kierunek myślenia wytyczyła mi we wczesnej młodości pierwsza powieść Stanisława Lema „Astronauci”. Lem stał się dla mnie uosobieniem niewyobrażalnego w tamtych czasach postępu technologicznego, natomiast ksiądz katolicki spadł na pozycję faceta klepiącego banialuki z pogranicza baśni. Wpadła mi też wówczas w ręce „Fenomenologia ducha” Hegla – jedno z najważniejszych dzieł filozoficznych w historii ludzkości. Podstawowa reguła dialektyki heglowskiej: „Każda teza zawiera już w sobie antytezę, obydwie zaś zostają zniesione w syntezie” natychmiast znalazła poczesne miejsce w mojej świadomości. Już nie mogłem ślepo wierzyć w cuda – przemienianie wody w wino w Kanie Galilejskiej, czy Zmartwychwstanie Pańskie – choć zdawałem sobie oczywiście sprawę, że są to tylko religijne symbole. Mój odwrót od Kościoła katolickiego przypieczętowało dzieło Nietschego „Tako rzecze Zaratustra”. Niemiecki filozof obalił wszystkie zabobony mącące moje dotychczasowe spojrzenie na świat. Pojąłem, że prawdy należy szukać nie w płomiennych przemówieniach ludzi władzy, Kościoła katolickiego, czy w tekstach wszystkowiedzących mediów, lecz w logice za pomocą własnego rozumu.
W dzisiejszej Polsce katolicka ekstrema, czyli żarliwi katolicy, stroi się w patriotyczne piórka, co często doprowadza mnie do furii. Oprymująca kliniki położnictwa i ginekologii Kaja Godek zeszła na drugi plan, a na jej miejscu pojawili się kolejni rycerze Maryi w osobach posła Brauna i prymitywnego osobnika – harcownika o nazwisku Bąkiewicz. Ten drugi został skazany przez sąd za naruszenie nietykalności cielesnej aktywistki Katarzyny Augustynek, ale ułaskawił go były prezydent, którego nazwiska nie warto publikować. Uzasadnienie prezydenckiej decyzji? Bąkiewicz bronił przecież kościoła przed atakującymi go „niewiernymi” i „barbarzyńcami”! Tym samym zwykłą rozróbę, w której bojówki pod wodzą Bąkiewicza zaatakowały manifestujące kobiety, pan były prezydent odebrał jako wzniosły czyn w imię wyższych celów. Braun natomiast przejął pałeczkę od Godek i zajmuje się m.in. oprymowaniem lekarek dokonujących legalnych, dozwolonych przez prawo zabiegów aborcyjnych. Ostatnio gościł w szpitalu w Oleśnicy.
W Polsce i na świecie aborcja jest tematem licznych dyskusji prawnych, etycznych i społecznych. Jest prawnie dozwolona w wielu krajach, w zależności od etapu ciąży. Mimo to aktywiści pro-life nie przebierają w środkach, by siłą narzucić reszcie społeczeństwa swój porządek i swój światopogląd. Nie zajmuję się kwestiami światopoglądowymi, bo każdy rozumny człowiek ma swój własny światopogląd. W cywilizowanym świecie światopogląd jednostki, czy kilku jednostek, nie może dominować nad zapisami prawa. Dura lex sed lex, czyli twarde prawo, ale prawo – ta rzymska maksyma tworzy podwaliny państwa prawa. Niestety, dla aktywistów pro-life zasady porządku prawnego nie istnieją. Odpuszczenie im wybryków przez organy ścigania i wymiar sprawiedliwości może skończyć się tragediami. Przykładem mogą być Stany Zjednoczone, gdzie doszło do zabójstw lekarzy ginekologów dokonujących legalnych aborcji.
Na początku były jedynie pikiety, blokowanie klinik aborcyjnych, podrzucanie do nich pojemników z gazami łzawiącymi i śmierdzącymi substancjami oraz oblewanie ginekologów czerwoną farbą. Wraz z liberalizującymi się przepisami aborcyjnymi w większości amerykańskich stanów zaczęły powstawać legiony do obrony życia złożone z aktywistów pro-life. Radykałowie spod znaku Armii Boga, Akcji Obronnej Wybawienia Ameryki i kilku innych organizacji sięgali po coraz bardziej radykalne środki. Rząd i administracje stanowe lekceważyły te wybryki, choć wiadomo było, że ciągła eskalacja przemocy musi się kiedyś źle skończyć. Aborcyjny ośrodek dr. George'a Tillera w Wichita w stanie Kansas został niemal doszczętnie zniszczony przez wybuch bomby. Samego Tillera postrzeliła przed jego kliniką niejaka Shelley Shannon. Lekarz przeżył, ale nie na długo.
Kiedy z rąk katolickiego ekstremisty Michaela Griffina zginął dr David Gunn, dyrektor kliniki aborcyjnej w Pensacola na Florydzie, rozgorzała antyaborcyjna wojna. Griffin został skazany na dożywocie. Dr Gunn był pierwszym lekarzem wykonującym zabiegi aborcyjne, który został zamordowany z powodu swojej pracy, a w kolejnych latach ekstremiści antyaborcyjni zamordowali 10 kolejnych osób. Rząd USA zareagował tworząc federalną ustawę o swobodzie dostępu do klinik. Nie na wiele to się zdało. Kilka miesięcy później Paul Jennings Hill, były duchowny prezbiteriański i „obrońca życia”, wszedł do kliniki aborcyjnej w Pansacola i z zimną krwią zastrzelił ginekologa Johna Brittona oraz jego ochroniarza Jamesa Barretta. Został oskarżony o dokonanie dwóch zabójstw pierwszego stopnia i skazany na dwukrotną karę śmierci. Aktywiści pro-life liczyli, że ówczesny gubernator Florydy Jeb Bush, zdecydowany przeciwnik aborcji, zamieni Hillowi wyrok śmierci na dożywocie. Przeliczyli się. Wieczorem 3 września 2003 r. Paul Jennings Hill wyruszył z celi śmierci w stanowym więzieniu Raiford na Florydzie w swoją ostatnią drogę. Został zgładzony przez podanie mu śmiertelnego zastrzyku.
To nie zahamowało morderczej agresji aktywistów pro-life. Wkrótce miał miejsce drugi, tym razem skuteczny zamach na dr. George Tillera. Podczas nabożeństwa w luterańskim zborze w Wichita do świątyni wtargnął 51-letni radykał Scott Roeder, przystawił lekarzowi do głowy rewolwer i dwoma strzałami pozbawił go życia. Roederowi postawiono zarzut popełnienia morderstwa pierwszego stopnia i dwa zarzuty napaści kwalifikowanej. Dostał dożywocie, o zwolnienie warunkowe będzie mógł ubiegać się po odsiedzeniu 50 lat, czyli w 2059 r. Być może nie doszłoby do kolejnego śmiertelnego zamachu, gdyby policja i FBI nie zasypiały przez długi czas gruszek w popiele. Dopiero po zabójstwie dr. Tillera postawiono na nogi siły bezpieczeństwa w całym kraju i zaczęto stopniowo rozpracowywać i wyłapywać antyaborcyjnych „guerillas” (partyzantów).
Wstrząsające zabójstwo Tillera oznaczało koniec niepisanego rozejmu, podczas którego przeciwnicy aborcji w USA zaprzestali stosowania przemocy. Katolicka ekstrema w USA ponownie szybko dała o sobie znać. Do nowojorskiej kliniki Planned Parenthood wtargnął 44-letni Gareth Swasey i zastrzelił dwie osoby personelu, cztery zranił i zdążył się zabarykadować. W trakcie pięciogodzinnej strzelaniny z funkcjonariuszami jednostki SWAT zdołał zabić jednego policjanta i pięciu zranić. Aborcyjna wojna w USA zaostrzyła się do tego stopnia, że do akcji zdecydowało się wkroczyć Federalne Biuro Śledcze (FBI). Jak doniósł dziennik „The New York Post” w ostatnich miesiącach agenci federalni przeprowadzili głośne akcje przeciw aktywistom pro-life. Ujawniono też wewnętrzne wytyczne, w których działalność antyaborcyjna została uznana za podobne zagrożenie, jak islamski terroryzm. Według sygnalisty, na którego powołuje się „NYP”, FBI cofa poświadczenia bezpieczeństwa agentom o poglądach skrajnie konserwatywnych.
Na przytoczonych wyżej przykładach widać jak w soczewce czym jest fanatyzm o podłożu religijnym, nieliczący się ze świeckimi normami prawnymi i społecznymi. W kwestii aborcyjnej prawo musi być przejrzyste i jasne jak kryształ. Jądrem ustawy powinno być prawo kobiety do samostanowienia, ale wyłącznie do 12. tygodnia ciąży. Niedopuszczalne jest – jak to ma często miejsce w Polsce – by religijni ekstremiści w rodzaju Brauna, Bąkiewicza, czy Godek, stanowiący liczebnie mniejszość, mogli narzucać swój światopogląd i punkt widzenia większości.