Serwis korzysta z plików cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę, że będą one umieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Mogą Państwo zmienić ustawienia dotyczące plików cookies w swojej przeglądarce.

Dowiedz się więcej o ciasteczkach cookie klikając tutaj

Nie tędy droga, pani Beato Stelmach!

17-12-2025 21:27 | Autor: Tadeusz Porębski
W miniony piątek na Trybunie Honorowej służewieckiego toru odbyła się uroczysta Gala Zakończenia Sezonu 2025. Zakończenie sezonu wyścigowego to z definicji jego skwitowanie. Było to zadanie dla otwierającej galę Beaty Stelmach, prezeski państwowej spółki Totalizator Sportowy (TS). Skwitowania było w jej wystąpieniu tyle, co kot napłakał, duża część to połajanki pod adresem środowiska wyścigowego oraz Polskiego Klubu Wyścigów Konnych (PKWK) i zawoalowana groźba włączenia przez TS na Służewcu „jałowego biegu”. Można się tylko domyślać, co poetka miała na myśli. Ale o tym później. Liczące 137 ha tory na Służewcu przejął TS w 2008 r. w 30-letnią dzierżawę na mocy umowy parafowanej przez trzech ministrów – rolnictwa i rozwoju wsi, skarbu (dzisiaj aktywów państwowych) i finansów. Skarb Państwa reprezentował prezes PKWK, klubu mającego status państwowej osoby prawnej.

Strony umowy uzgodniły, że spółka otrzymuje w pacht wspaniale zlokalizowany obiekt, architektoniczną perełkę oddaloną zaledwie o kilka kilometrów w linii prostej od ścisłego centrum stolicy państwa, na którym może robić biznes, czyli zarabiać pieniądze. W zamian za to ma m.in. obowiązek (zapis w umowie) rozwijania wyścigów konnych. Prywatny biznesmen zatarłby ręce, szybko opracował biznes – plan i przez 18 lat zarobił wór pieniędzy. Także, a może przede wszystkim, na wyścigach konnych zaliczanych do tzw. miękkiego hazardu. Należy bowiem zaznaczyć, że każdy operator wyścigów konnych na świecie zarabia na zakładach wzajemnych krocie. Okazuje się, że jest wyjątek od tej reguły w postaci TS. Oddział Służewiec – Wyścigi Konne generuje straty, mimo że spółka od 2017 r. wykonuje monopol państwa w obszarze gier hazardowych. Koński totalizator również jest w rękach państwowej spółki, organizuje go Traf – Zakłady Wzajemne, siostrzana spółka należąca do grupy kapitałowej TS.

Jeśli chodzi o polskie wyścigi konne, to zamiast się rozwijać systematycznie się zwijają. Dowodem na to może być systematyczne redukowanie przez TS dni wyścigowych z 56. jeszcze przed kilkoma laty, do 45. zaplanowanych na sezon 2026. Kolejnymi dowodami są dramatycznie niska frekwencja na Służewcu, choć TS za pomocą jakichś swoich wyliczeń twierdzi, że jest inaczej, śmiesznie niskie pule w poszczególnych zakładach końskiego totalizatora, jak również nierewaloryzowana od 2008 r. dziadowska roczna pula nagród w wysokości około 8,5 mln zł. Tu zatrzymam się na dłużej, ponieważ jest to kwestia kluczowa tak dla samych wyścigów, jak i właścicieli koni ścigających się na Służewcu.

TS uporczywie odmawia upublicznienia umowy dzierżawy z 2008 r., wraz z podpisanym w międzyczasie aneksem, zasłaniając się tajemnicą handlową. Wiele przykładów z terenu kraju świadczy o tym, że „tajemnica handlowa” to często termin – wytrych mogący ukrywać różne nieprawidłowości. Odmawia się ujawnienia umowy nawet Radzie PKWK, która jest organem państwowej osoby prawnej. Nasuwa się pytanie, jakąż to tajemnicę handlową może zawierać umowa dzierżawy terenu zawarta pomiędzy dwoma PAŃSTWOWYMI podmiotami – PKWK i TS? Chyba tylko wrażliwe dane dotyczące sygnatariuszy (adresy i pesele), które ujawniając dokument można przecież zatrzeć. Moim zdaniem, nie chodzi o ochronę umowy, lecz ochronę aneksu do niej. Powszechnie wiadomym jest, że były prezes PKWK Feliks Klimczak podpisał przed laty aneks, którego treść jest niedostępna dla środowiska wyścigowego. Moje źródła mówią, że w zamian za gwarantowaną roczną pulę nagród w wysokości 8,5 mln zł PKWK zrzekł się prawa do jej corocznej rewaloryzacji przez TS. To daje zarządowi spółki narzędzie do uchylania się od rewaloryzowania rocznej puli.

Należy przede wszystkim ustalić, czy na aneksie znajdują się kontrasygnaty przynajmniej dwóch ministrów – sygnatariuszy umowy z 2008 r. Jeśli nie, aneks jest moim zdaniem tylko świstkiem papieru, który nie ma żadnej mocy prawnej. Na jedno narzędzie zawsze znajdzie się inne narzędzie, w moim przypadku jest to ustawa Prawo prasowe. Zadałem pytanie ministrowi rolnictwa, czy zdaniem prawników resortu aneks do umowy z 2008 r. pozbawiony kontrasygnaty ministra miałby moc prawną. Czekam na odpowiedź. Kiedy ją otrzymam zadam stosowne pytanie w trybie ustawy zarządowi TS i jeśli nie otrzymam satysfakcjonującej odpowiedzi, to są jeszcze sądy w tym kraju, jak poinformował króla Fryderyka Wielkiego pewien obrotny młynarz. Zaprowadzę spółkę przed oblicze Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego, tak jak w ubiegłym roku zaprowadziłem do WSA komendanta głównego policji. Przegrał i musiał zwrócić mi koszty postępowania.

Czas najwyższy, by zdjąć rękawiczki i zacząć ostro dopominać się o egzekwowanie przez TS zapisu umowy z 2008 r. nakładającego na spółkę obowiązek faktycznego, a nie tylko w słowach, rozwijania wyścigów konnych w Polsce. Wrogie w stosunku do wyścigów i środowiska wystąpienie prezes Stelmach nie wróży niczego dobrego. Połajanki i ciągłe biadolenie, jaki to z TS dobry pan próbujący zadowolić niewdzięczne i roszczeniowe środowisko wyścigowe, zaczyna wywoływać u mnie narastającą irytację. Od lat nie jestem zapraszany na spędy zwane galami, ale jakoś nie cierpię z tego powodu. Nic od TS nie potrzebuję, dzięki czemu omija mnie wątpliwa przyjemność kicania wokół spódniczki pani Stelmachowej.

Duża część przemówienia Stelmach na piątkowej gali została przez kogoś nagrana i mogłem je odsłuchać. Czuję się obrażony, oburzony i zniesmaczony, przede wszystkim jako współwłaściciel konia wyścigowego. To był zawoalowany szantaż (współpraca TS z PKWK pod znakiem zapytania), groźby (wrzucenie dla Służewca jałowego biegu) i ton zadufanego w sobie urzędnika stawiającego do pionu wyścigową tłuszczę. Beata Stelmach zapewne nie wie, że w środowisku wyścigowym nie brakuje tak zamożnych właścicieli, że nawet miliarder Kulczyk – gdyby żył – zaszczyciłby ich podaniem ręki. Dumna prezeska najwyraźniej pomyliła role – to nie TS jest suwerenem na służewieckim torze, suwerenem jest PKWK, ponieważ reprezentuje interesy właściciela obiektu, czyli Skarbu Państwa. TS jest jedynie dzierżawcą toru obarczonym obowiązkiem realizowania zapisów umowy z 2008 r. podpisanej przez MINISTRÓW. Realizowania jej bez zbędnych komentarzy, ozdobników, przypisów, suplementów i glos.

Jeśli zadanie związane z rozwojem wyścigów konnych i zarabiania na nich dużych pieniędzy, jak to jest w każdym zakątku kuli ziemskiej, przerasta zawodowców z TS, spółka powinna oddać to zadanie innemu podmiotowi, wyspecjalizowanemu w zakładach wzajemnych i miękkim hazardzie. Jeśli zaś zarząd TS nie potrafi dogadać się z suwerenem, czyli prezesem PKWK, może powinien przejść przyspieszony kurs negocjacji, a na pewno kindersztuby. Nie jestem specjalnym fanem prezesa Pawła Gocłowskiego, ale dzisiaj będę bronił go przed naciskami TS ze wszystkich sił. Okazuje się bowiem godnym zaufania strażnikiem zapisów umowy z 2008 r., wykazującym dużą dbałość o przyszłość wyścigów konnych oraz interes trenerów i właścicieli koni, którzy są solą Służewca. Gdyby nie ich gigantyczny wysiłek i wykładane co roku miliony na zakup koni na Zachodzie, Stelmach nie miałaby do kogo przemawiać podczas organizowanych gal.

Nie wiadomo jakim kluczem posługują się urzędnicy TS przy dystrybuowaniu imiennych zaproszeń na gale. W piątek zaproszenia były jednoosobowe, dlatego wiele osób zrezygnowało z udziału w tej ważnej dla środowiska uroczystości. Nawet małżonka Trenera Roku Krzysztofa Ziemiańskiego nie dostąpiła zaszczytu uczestniczenia w gali. Wielu właścicieli w ogóle nie otrzymało zaproszeń. Zarządzono dress code, więc roiło się od osób wystrojonych w garnitury i modne suknie. Natomiast Stelmach wystąpiła w czarnej bluzeczce w białe kropki z krótkim rękawkiem i w kusych spodniach, chyba ze skóry. Jeśli to był dress code, to ja jestem Chińczyk. Moje tegoroczne życzenia bożonarodzeniowe i noworoczne odbiegają treścią od standardowych. Życzę środowisku wyścigowemu, by odrzuciło w kąt urazy oraz wzajemne żale i zjednoczyło się wokół jednej sprawy – zapewnieniu wyścigom konnym w Polsce świetlanej przyszłości. Jeśli się nie zjednoczymy – przegramy.

Oddaję środowisku do dyspozycji mój czas i łamy „Passy”, jak również fundację „Equus”, która od kwietnia drzemie, ale zaręczam, że rychło się obudzi, ponieważ na Służewcu larum grają i należy działać z pełną mocą i determinacją. Mamy w swoich szeregach kilku poważnych przedsiębiorców, prawnika z sędziowską praktyką, znanego onkologa oraz dwóch dziennikarzy reprezentujących dwa tytuły prasowe. Natomiast Beacie Stelmach życzę, by przez święta przemyślała swój niezbyt przyjazny stosunek do właścicieli koni, prezesa PKWK i w ogóle do wyścigów konnych. To sport królów, dyscyplina uprawiana w Polsce od prawie trzech stuleci. Szanujmy tę piękną tradycję, wspólnie strzeżmy jej, pilnujmy, choćby w interesie przyszłych pokoleń Polaków.

Wesołych Świąt i do siego 2026 roku!

Wróć