Mam troje idoli, jak idzie o dziennikarstwo – Boba Woodwarda i Carla Bernsteina z „Washington Post”, którzy wykryli i ujawnili aferę „Watergate”, oraz niezwykle odważną Orianę Fallaci. Właśnie minęła 96. rocznica urodzin wybitnej włoskiej pisarki i dziennikarki, należy się jej więc kilka słów w okolicznościowym felietonie autorstwa jednego z jej wyznawców. Postać Oriany do dzisiaj budzi mieszane uczucia, jednak przez większość cywilizowanego świata uznawana jest za jedną z najwybitniejszych dziennikarek XX wieku. Fallaci od zawsze wypowiadała się krytycznie wobec islamu i uznawała terroryzm islamski za największe zagrożenie XXI wieku. Brutalny, największy w dziejach ludzkości zamach terrorystyczny, jakim był atak we wrześniu 2001 r. na USA, stał się dla Oriany inspiracją do napisania pierwszej książki „Wściekłość i duma”, poświęconej kwestiom współczesnego islamu. Napisała w niej m.in.: „Są chwile w życiu, gdy milczenie staje się grzechem, a mówienie nakazem. Obywatelskim obowiązkiem, moralnym wyzwaniem, imperatywem kategorycznym, przed którym nie ma ucieczki”. Ostrzegała, że Europa jest zbyt tolerancyjna dla muzułmanów, a rok przed śmiercią nazwała wprost Stary Kontynent – „Euroarabią”. Ostrzeżenia dla współczesnej Europy kontynuowała w kolejnych książkach „Siła rozumu” oraz „Wywiad z sobą samą. Apokalipsa”. Bez ogródek kreśliła apokaliptyczną wizję Europy, jaka dzieje się na naszych oczach. Oczywiście tzw. poprawni politycznie, jak również tocząca się po równi pochyłej lewica, zarzucali jej rasizm i wytaczali procesy sądowe, a jej książki porównywano z „Mein Kampf” Hitlera. M.in. prezes Związku Muzułmanów we Włoszech postawił ją przed sądem w Bergamo za obrazę islamu i jego wyznawców w książce „Siła rozumu”. To ekstremista znany we Włoszech z określenia Chrystusa po ukrzyżowaniu jako „zwłok, których widok jest szkodliwy dla muzułmańskich dzieci chodzących do szkoły”.
Fallaci miała oskarżenia islamistów głęboko gdzieś. Na stałe mieszkała w Nowym Jorku wykładając na najlepszych, cieszących się światowym prestiżem uczelniach USA, jak Yale, Harvard, czy Uniwersytet Columbia. Ceniła papieża Benedykta XVI i otwarcie chwaliła jego pracę „Jeżeli Europa nienawidzi samej siebie”. Natomiast Jana Pawła II krytykowała za chęć dialogu z islamem. Zmarła 15 września 2006 r. na raka płuc w rodzinnej Florencji. Oriana otrzymała liczne nagrody krajowe i międzynarodowe za swoją pracę dziennikarską, w których jasno i wprost wyrażała swoją opinię o zagrożeniach, jakie niesie ze sobą islam. Uznawała tę religię za z natury agresywną, niebezpieczną i reakcyjną. Odrzucała wszelkie tezy o istnieniu umiarkowanego islamu, uznając dialog Zachodu ze społecznościami muzułmańskimi za pozbawiony sensu. Z otwartą przyłbicą poddawała ostrej krytyce środowiska imigranckie w Europie, uznając je za nieasymilowane. Dziewiętnaście lat po śmierci Oriany jej tezy potwierdzają się i wracają niczym bumerang jako wrażliwy temat dyskusji o przyszłości Europy.
Tzw. poprawni politycznie twierdzą uporczywie (nie patrząc poza horyzont), że każda kultura jest równie dobra i wartościowa. A ja się z tym w ogóle nie zgadzam. Islam podzielił się, irański stosunkowo przyjazny został zdominowany przez odłamy likwidujące „niewiernych” fizycznie (m.in. zamachy jak na World Trade Center, dżihad, szahidzi – samobójcy, nożownicy) i niszczące ludzkie dusze własnych „wiernych” (szariat). Jakaż to kultura, która dozwala czynić kobiety żałosnymi niewolnicami, odzyskującymi człowieczeństwo dopiero po ucieczce na Zachód, po uwolnieniu się od tyranii ojców, mężów i braci? Kobiety w islamie nawet nie są w stanie pojąć, co to są człowieczeństwo, godność i wolność. Jako człowiekowi wychowanemu na Heglu, mającemu wolność w genach, absolutnie nie po drodze mi z taką kulturą i po prostu nie życzę sobie jej wokół siebie. Niekontrolowany napływ do Europy ludzi z innych kręgów kulturowych musi zostać zahamowany. Nasz kontynent to nie przytułek dla biedaków żądnych lepszego życia, czy wysypisko asocjalnych, którzy pałają nienawiścią do „niewiernych”. Azyl tak, ale wyłącznie dla osób, którym grozi w ojczyźnie utrata wolności, bądź utrata życia. Państwo powinno poddawać imigrantów ostrej weryfikacji i dawać dach nad głową oraz objąć opieką wyłącznie tych, którzy są niezbędni dla krajowej gospodarki, nauki i usług.
Do polityków UE zaczyna wreszcie docierać, że gniew ludu może być straszny i utrata stanowisk oraz władzy jest bardzo blisko. Sukcesy wyborcze AfD w Niemczech i Marine Le Pen we Francji powinny być dla nich ostatnim sygnałem ostrzegawczym. Niemcy znacznie zaostrzyły przepisy azylowe, m.in. przez łatwiejsze deportacje i obcięcie zasiłków. Ponadto każdy, kto otrzymał azyl w Niemczech i zdecyduje się na odwiedzenie ojczystego kraju, musi spodziewać się utraty statusu azylanta i deportacji. Brytyjski parlament przyjął ustawę umożliwiającą deportacje nielegalnych uchodźców do Rwandy. Jeszcze dalej poszli Węgrzy: „Jeśli Bruksela chce, żebyśmy ich wpuścili, to wpuścimy ich, wsadzimy do autobusu i wysadzimy przed biurem Ursuli von der Leyen” – powiedział Tamás Menczer, rzecznik rządzącej krajem partii Fidesz. Bunt rozlewa się po Europie, więc zwiększa się nadzieja na postawienie szlabanu nielegalnej emigracji. Tak czy siak, dalsze tolerowanie przez Brukselę istniejącego stanu rzeczy może zakończyć się wkrótce politycznym trzęsieniem ziemi i zmianami władzy w wielu państwach.
Po niekończących się konsultacjach Komisja Europejska przedstawiła wreszcie w tym roku projekt nowego rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady Europy, które reguluje zasady wydalania nielegalnych imigrantów przebywających w państwach członkowskich UE. Projekt przewiduje m.in. łatwiejsze uznawanie decyzji deportacyjnych między państwami członkowskimi oraz surowsze zasady współpracy cudzoziemców z urzędami imigracyjnymi. Dokument zawiera rozwiązania techniczne i organizacyjne, nie dotyka jednak podstawowych przyczyn kryzysu migracyjnego, takich jak nadużywanie systemu azylowego, czy brak infrastruktury do skutecznego zatrzymywania imigrantów. W efekcie proponowane zmiany mogą okazać się niewystarczające wobec skali problemu. W ubiegłym roku Parlament Europejski i Rada UE uchwaliły tzw. pakt na rzecz azylu i migracji, który miał usprawnić procedury azylowe i deportacyjne oraz zacieśnić współpracę między państwami członkowskimi w zakresie zarządzania polityką imigracyjną. Rozwiązania przewidziane w pakcie mają wejść w życie w 2026 r., a UE już szuka nowych.
Sekretarz Generalny ONZ, Kofi A. Annan, także dostrzega problem: „Jedno z największych wyzwań stojących przed Unią Europejską ma związek z imigracją. Jeśli wyzwanie nie zostanie podjęte może spowodować spadek poziomu życia i powstawanie podziałów społecznych. Jednocześnie nie ma wątpliwości, że społeczeństwa europejskie potrzebują imigrantów, ponieważ Europejczycy żyją coraz dłużej i mają coraz mniej dzieci. Nie tylko UE boryka się z tym problemem – Japonia, Kanada, Korea Południowa i wiele innych państw stają przed wizją podobnej przyszłości – braku ludzi do pracy i spadku wykonywanych usług. Rozwój gospodarczy w tych krajach zostałby zahamowany, a społeczeństwa pogrążyłyby się w stagnacji. Utworzona niedawno Globalna Komisja ds. Międzynarodowej Migracji, której przewodniczą osobistości ze Szwecji i Afryki Południowej, może pomóc w utworzeniu międzynarodowych norm i lepszej polityki dotyczącej migracji, z korzyścią dla wszystkich”. Oby, panie Sekretarzu, oby...