Mogę więc nie znać się na hodowli, czy treningu koni, ale jak idzie o przebieg gonitwy na torze nie dam się oszukać. Jeszcze nie wyschła farba drukarska na mojej laurce wystawionej w „Passie” organizatorowi i uczestnikom lipcowej Gali Derby, a już muszę siadać do opisania kontrowersji, która miała miejsce w minioną niedzielę w gonitwie Derby dla koni arabskich czystej krwi. Negatywnymi bohaterami są członkowie służewieckiej Komisji Technicznej. Nie po raz pierwszy. „Skandaliczne decyzje na Służewcu” – napisała we wrześniu 2022 r. Gazeta.pl po gonitwie o Nagrodę Kozienic. „Komisja Techniczna zatwierdziła wynik, że pierwsze miejsce zajęły ex aequo dwa konie – Kaneshya i Night Tornado, choć na zdjęciu z celownika widać wyraźnie, że nos Night Tornado jest około10 centymetrów przed Kaneshyą”.
Do kolejnej wpadki doszło pod koniec sierpnia 2022 r. Po gonitwie St. Leger (kat. A, 2800 m) widzów i kilku trenerów zaniepokoił zbyt szybki czas pierwszych 300 m biegu. Dopiero trzy dni po fakcie dokonano pomiaru i okazało się, że konie ścigały się na dystansie o prawie 70 m krótszym. Ktoś przesunął w nieodpowiednie miejsce słupek startowy. KT postanowiła unieważnić gonitwę, co wywołało protesty, bowiem zdaniem wielu obserwatorów, stewardzi z KT opacznie zinterpretowali podstawę prawną. Takich kwiatków było zbyt wiele, jak na główny tor w stolicy dużego państwa zrzeszonego w Unii Europejskiej. W tym sezonie KT działa w składzie: Katarzyna Błesznowska – Korniłowicz, Maria Falzmann, Agnieszka Kupczak, Aleksandra Litwiniak, Jacek Łojek i Magdalena Szabla. Poza pierwszą, wszyscy członkowie komisji wywodzą się ze środowiska wyścigowego i są powiązani wzajemnymi znajomościami oraz osobistymi kontaktami. Np. Szabla, służewiecka amazonka, związana była osobistą relacją z trenerem, który trenował konie należące do ojca prawniczki Litwiniak (klacz Mon Cheri). Obie panie dobrze się znają i dzisiaj zasiadają w KT. Maria Falzmann aktualnie jest właścicielką kilku koni trenowanych przez Kazimierza Rogowskiego. Jedynie Błesznowska – Korniłowicz jest osobą spoza wyścigowego kręgu. Pracuje dla Akademii Sztuk Pięknych.
W niedzielnej gonitwie Derby dla koni arabskich czystej krwi (3000 m) zdecydowanym faworytem był ogier Elnizo dosiadany przez dżokeja Szczepana Mazura. Jednak już kilkaset metrów po starcie wiadomo było, że musi się bać bojowo nastawionego i bardzo silnego Largo Winch pod kandydatem dżokejskim Erbolem Zamudinem Uulu. Largo Winch prowadził przez dużą część dystansu i po wyjściu na końcową prostą jako pierwszy rozpoczął finisz. Elnizo próbował go „przestrzelić”, ale Largo nie ustępował. Na ostatnich 150-200 metrach przed celownikiem konie zbliżyły się do siebie, jednak nawet przez moment nie doszło do bezpośredniego kontaktu. Widać to wyraźnie z kamery umieszczonej za celownikiem. Largo Winch wygrał o ponad jedną długość. Po około 30 minutach KT wydała orzeczenie – zwycięzcą gonitwy jest Elnizo, natomiast Largo Winch zostaje przesunięty z pierwszego na drugie miejsce. Obejrzałem gonitwę aż cztery razy w Internecie i raz na żywo – Largo Winch i Erbol Zamudin Uulu zostali przez KT skrzywdzeni. Nie jestem bynajmniej w mojej opinii odosobniony.
Biorąc pod uwagę wpadki służewieckich stewardów w przeszłości wystąpiłem do PKWK w trybie dwóch ustaw z wnioskiem o udostępnienie mi do wglądu protokołu z posiedzenia KT gonitwy nr 5 (Derby arabskie). Chodziło mi o rozkład głosów – czy orzeczenie podjęto jednogłośnie, a może było votum separatum, czyli głos odrębny. Odpowiedzieli już po kilku godzinach – odesłali na stronę internetową. Tam wyczytałem, że udział w głosowaniu brało udział czworo członków KT, którzy podpisali protokół: Aleksandra Litwiniak (przewodnicząca), Agnieszka Kupczak, Magdalena Szabla i Jacek Łojek. Nie było więc głosu odrębnego. Z protokołu wynika, że osoby te widziały faul, który mógł wpłyną
na końcowy wynik gonitwy, bo tylko to może być przyczyną zamiany miejsc na celowniku. Czy faktycznie kiepska technicznie jazda Erbola mogła mieć wpływ na OSTATECZNY WYNIK GONITWY? Zachodzę w głowę, a ze mną wielu kolegów i przyjaciół, w którym momencie Largo Winch zbaczał z toru jazdy w taki sposób, że doszło do bezpośredniego kontaktu z rywalem, bądź dopuścił się crossingu, czyli zajechał Elnizo drogę i zmusił Mazura do „wzięcia konia na siebie”. Tylko tego rodzaju faul mógł mieć wpływ na wynik gonitwy. Erbol faktycznie zmieniał tor jazdy, ale Elznizo był przez cały czas pokonany, próbował finiszować, jednak wyraźnie brakowało mu krzepy.
Ludzie z PKWK i członkowie KT zapominają, że rzecz idzie także o pieniądze graczy, którzy wytypowali zwycięstwo Largo Winch i stracili je w wyniku kontrowersyjnego orzeczenia komisji. Zmiana wyniku to jedno, a kara nałożona na Erbola Zamudina Uulu, to drugie. Jak na wagę przewinienia jest ona dramatycznie surowa – czworo wybitnych znawców materii wyścigowej spieszyło chłopaka aż do 30 września br.! Surowość kary szokuje i moim zdaniem może tu być tzw. drugie dno, o którym się nie dowiemy. Ręce opadają, kiedy patrzy się wstecz i przypomina wyczyny służewieckich – za przeproszeniem – stewardów. Na udostępnienie foto-finiszu z opisanej wyżej gonitwy o Nagrodę Kozienic, gdzie zadecydowano o wyniku „łeb w łeb”, właściciele koni i gracze musieli czekać aż 10 dni. W przypadku unieważnienia gonitwy St. Leger było jeszcze weselej. Od orzeczenia KT właściciele ogiera Night Tornado, który wygrał ten wyścig, wnieśli sprzeciw do Komisji Odwoławczej, jednak ta podtrzymała werdykt pierwszej instancji. Uzasadnienie do orzeczenia KO nr 9/2022 nosi manierę charakterystyczną dla „jedynej prawdy objawionej”. Końcowe pouczenie zaś, to krańcowa urzędnicza bezczelność: „Od niniejszego orzeczenia nie przysługuje odwołanie do sądu rejonowego właściwego ze względu na miejsce położenia toru wyścigowego”.
Pytam samodzierżawców, którzy podpisali ten dokument – śmieć, czy znają zapis art. 78 ustawy zasadniczej („Każda ze stron ma prawo do zaskarżenia orzeczeń i decyzji wydanych w pierwszej instancji”) oraz stanowisko Trybunału Konstytucyjnego („Zgodnie z wymogami rzetelnego procesu uczestnicy postępowania muszą mieć realną możliwość przedstawienia swoich racji, a sąd ma obowiązek je rozważyć”)? Na całym świecie komisje techniczne na wyścigach konnych są dla widzów, graczy i właścicieli koni strażnikiem uczciwości, który ma chronić ich przed ewentualnymi nadużyciami ze strony jeźdźców, trenerów i organizatorów gonitw. Patrząc na ciągle powtarzające się wpadki służewieckich komisji technicznej i odwoławczej na ewidentne błędy, można założyć, że łatwiej wynaleźć szczepionkę na raka, niż wprowadzić na Służewiec normalność.
Obserwując ten wyścigowy bantustan powoli zaczynam rozumieć (wybaczcie mi, koledzy ze środowiska, tę szczerość), dlaczego zarząd państwowej spółki Totalizator Sportowy, dzierżawca Służewca i organizator gonitw, odwraca się plecami od wyścigów konnych. Środowisko skażane jest jadem, zawiścią, plotkami, pomówieniami i spiskowymi teoriami dziejów wydalanymi z jednej ze służewieckich stajni. To stamtąd wyszło powielane w sieci pomówienie, jakoby trener Krzysztof Ziemiański sfałszował (uszkodził) próbkę moczu pobraną od derbisty ogiera Chestnut Rocket. W dniu 30 lipca na stronie PKWK ukazał się komunikat: „W nawiązaniu do opublikowanego w poniedziałek 28 lipca br. „Stanowiska PKWK w sprawie próby dopingowej ogiera Chestnut Rocket” informujemy, że dzisiaj (30 lipca o godz. 12.16) PKWK otrzymał wynik analizy próby nr 1601132 – NEGATYWNY (nie stwierdzono substancji zabronionych)”. Glosa do plociuchów – trenowanie i posiadanie koni wyścigowych to zajęcie dla osób kulturalnych, często dżentelmenów w cylindrach. Najbliższy magiel znajduje się w DH „Leclerc” na Ursynowie.
www.tadeuszporebski.pl