Serwis korzysta z plików cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę, że będą one umieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Mogą Państwo zmienić ustawienia dotyczące plików cookies w swojej przeglądarce.

Dowiedz się więcej o ciasteczkach cookie klikając tutaj

Łatwiej byłoby wymyślić szczepionkę na raka...

25-02-2026 21:34 | Autor: Tadeusz Porębski
Pan Szymon Gawryszczak, wiceprezes zarządu państwowego Totalizatora Sportowego, zaprosił mnie był w miniony piątek do swojego biura na rozmowę w sprawie rozwoju wyścigów konnych. Zaskoczenie duże, bo od 2018 r. nie miałem żadnych kontaktów z decydentami z TS, którzy prawdopodobnie widzieli we mnie wroga spółki. W 2008 r. TS przejął od Skarbu Państwa w 30-letnią dzierżawę służewieckie tory i zgodnie z umową ma tam organizować coroczne mityngi wyścigowe z minimum 45. dniami wyścigowymi. Szymon Gawryszczak sprawuje od niedawna nadzór nad Oddziałem „Służewiec – Wyścigi Konne” TS oraz siostrzaną spółką „Traf” organizującą koński totalizator. Przejęcie przez niego nadzoru nad Służewcem nie wzbudziło w wyścigowym środowisku specjalnych emocji. Większość postrzega ten ruch jako mało znaczącą zmianę personalną, która nie wpłynie na poprawę kondycji polskich wyścigów konnych. Z takim też nastawieniem stawiłem się w siedzibie TS przy ul. Kijowskiej.

Od kilku lat środowisko wyścigowe na Służewcu znajduje się na kursie kolizyjnym z TS. Powodów jest kilka, najważniejszy to pieniądze, czyli nierewaloryzowana od 2008 r., wyjątkowo skąpa roczna pula nagród w wysokości około 8,5 mln zł. TS nie poczuwa się do winy przywołując zapis w aneksie do umowy dzierżawy z 2013 r., który zwalnia spółkę z tego obowiązku. Środowisko na Służewcu nie jest zintegrowane i solidarne, każdy ciągnie skąpy postaw sukna w swoją stronę. Postawiłem kiedyś tezę, że łatwiej byłoby wymyślić szczepionkę na raka, niż zintegrować służewiecką społeczność. Nasza fundacja „Equus” (łac. koń), która trochę drzemała (m.in. okres świąteczny, Nowy Rok, tęgie mrozy), zaprosiła ostatnio do współpracy część środowiska niezadowolonego ze służewieckiego status quo, by stworzyć wspólny front na rzecz rozwoju wyścigów konnych. Nasza oferta została odrzucona.

Będziemy więc działać odrębnie nie wchodząc w drogę innym stowarzyszeniom, ale też nie dzieląc się swoimi doświadczeniami z resztą środowiska. Mamy fundację „Equus”, konieczne środki, doradców od kwestii prawnych, hazardowych i wyścigowych, wolę działania oraz zdeterminowanych członków. Mamy też własne postulaty, które będziemy chcieli sukcesywnie przedstawiać i realizować. Tzw. środowisko wyścigowe opiera się na trzech filarach – organizator gonitw i końskiego totalizatora, właściciele koni oraz gracze. Żaden z trzech filarów nie jest w stanie samodzielnie stworzyć wyścigowego widowiska. Organizator bez właścicieli koni nie miałby czego organizować, właściciele bez totalizatora i graczy skazani byliby na pokazy oraz próby dzielności koni pro bono, natomiast gracze napędzający obroty i generujący zyski dla totalizatora, przekładające się na właścicieli koni, bez właścicieli i totalizatora nie mieliby możliwości obstawiania wyników gonitw.

Niezbędna jest więc harmonijna współpraca pomiędzy tymi trzema filarami oraz wzajemny szacunek. Właściciele koni nie mogą być traktowani przez organizatora gonitw niczym piąte koło u wozu. Jak wyścigowy świat długi i szeroki właściciel konia to VIP, o którego się dba. Niestety, na Służewcu bywało, że podczas organizowanych gal właściciele musieli załatwiać potrzeby fizjologiczne w krzakach, bądź w podstawionych latrynach typu toi toi, ponieważ nie mieli wstępu do toalet na parterze trybuny głównej. Ta drażliwa i wstydliwa dla organizatora kwestia została uregulowana, ale nadal w budynku dyrekcji oddziału TS przy ul. Puławskiej 266 pracuje kilka osób wrogo nastawionych do właścicieli i trenerów, co generuje niepotrzebne konflikty. Dwa podstawowe tematy, które w rozmowie z wiceprezesem Gawryszczakiem musiałem podnieść, to zwiększenie obrotów w końskim totalizatorze oraz doraźna renowacja (reperacja, naprawa) toru treningowego, by zminimalizować do zera niebezpieczeństwo kontuzji tak dla koni, jak i dla osób je dosiadających.

Poinformowałem też wiceprezesa o inicjatywie ustawodawczej Jana Ardanowskiego, byłego ministra rolnictwa, obecnie doradcy prezydenta RP ds. rolnictwa i obszarów wiejskich. Z wiarygodnego źródła powziąłem informację, że praktycznie gotowa jest nowelizacja ustawy o wyścigach konnych, która ma trafić do marszałkowskiej laski jeszcze przed wakacjami. Nowela miałaby umożliwić wpięcie polskiego końskiego totalizatora do wspólnej puli zakładów wzajemnych (commingling), czyli umożliwić reszcie Europy obstawianie w swoich krajach gonitw na Służewcu i na odwrót. To radykalnie zwiększyłoby obrót w poszczególnych zakładach naszego totalizatora, a co za tym idzie wysokość wygranych oraz wysokość odpisu na rzecz polskich wyścigów i rodzimej hodowli koni wyścigowych.

Nowelizacja ustaw jest procesem czasochłonnym, więc póki co dążmy do celu małymi krokami. Dlatego omówiliśmy z wiceprezesem podejmowany przeze mnie od lat temat pozyskania i zachęcenia do gry na wyścigach konnych mieszkających i przebywających w Polsce Azjatów. Tylko w pobliskiej Wólce Kosowskiej przewija się ponad 30 tysięcy Wietnamczyków i Chińczyków. Hazard w Chinach i w Wietnamie ma korzenie sięgające wieków – jest w genotypie każdego Azjaty. To dla nich tradycja i system wierzeń dotyczący szczęścia, przeznaczenia, feng shui i karmy. Miękki hazard na wyścigach konnych, czyli szczęście i pieniądze w jednym miejscu. Możemy bez trudu dać to Azjatom na Służewcu. Wystarczy wydać papierowy oraz internetowy (strona „Traf”) program gonitw w językach chińskim oraz wietnamskim i poprzeć to odpowiednią promocją. Zlokalizowany w Wólce Kosowskiej punkt ETOTO, prywatnej firmy bukmacherskiej, generował obrót równy obrotowi wszystkich punktów na terenie Warszawy.

Pozyskanie na początek nawet kilkuset graczy z tego kręgu z pewnością odbiłoby się korzystnie na obrotach zakładów wzajemnych zawieranych na Służewiec. Jeżeli na inauguracji sezonu 2026 zobaczymy na trybunie honorowej reprezentantów np. Towarzystwa Przyjaźni Polsko – Chińskiej, Asian Forum, Stowarzyszenia Wietnamczyków w Polsce „Solidarność i Przyjaźń”, czy Stowarzyszenia Przedsiębiorców Wietnamskich, wyposażonych w programy gonitw wydane w ich ojczystych językach, będziemy wiedzieć, że mały kroczek we właściwym kierunku został wykonany. W rozmowie z Szymonem Gawryszczakiem poruszyliśmy także ważną kwestię zbyt niskiej rocznej puli nagród. Padła m.in. propozycja bardziej intensywnego niż dotychczas poszukiwania sponsorów w sferze bankowości i dużego biznesu. To moim zdaniem trafiona inicjatywa, ale może napotykać na trudności ze względu na szkodliwe działanie aktywistów nazywających gonitwy „znęcaniem się nad końmi”, a właścicieli koni zwyrodnialcami, a nawet mordercami z chęci zysku.

Większość aktywistów ma niewielkie lub żadne doświadczenie z końmi, torami wyścigowymi i hodowlą. Konie pełnej krwi angielskiej (folbluty) są genetycznie przystosowane do ścigania się na torach i nie jest to dla nich żadna udręka. Są niczym ludzie – wyczynowi sportowcy – i w gonitwach dają z siebie wszystko, ponieważ jest to forma rywalizacji. Gdyby było inaczej żadna siła nie zmusiłaby konia do walki w gonitwie. Konie wyścigowe były uznawane za sportowców roku (ogier Secretariat w USA) bijąc wybitnych koszykarzy, hokeistów i lekkoatletów, mają swoje pomniki (niepokonany Seabiscuit) i są przedmiotem kultu, jak np. American Pharoah, Galileo, Frankel, czy klacz Zenyatta. Co jest najbardziej szkodliwego i obrzydliwego w działalności pseudo obrońców zwierzątek? W przypadku konia wyścigowego wyszukują w necie pojedynczy przypadek i używają go jako argumentu do atakowania całej branży.

Tak było z tragedią ogiera Real Gold, jedynego tego rodzaju wypadku w historii Służewca. Tak było z nowozelandzkim wałachem City Limits, który padł po powierzeniu opieki nad nim nieodpowiedzialnym osobom. Wypacykowana niczym klaun w cyrku cizia z Fundacji Viva! uczyniła w necie z tego odosobnionego wydarzenia tanią sensację. Ostatnio Stowarzyszenie Dorożkarzy Krakowskich oskarżyło ją oraz inną aktywistkę z Fundacji Viva! o zniesławienie z art. 212 kk. Czas najwyższy pójść śladem dorożkarzy, bo agresja aktywistów przybiera wymiar społecznej plagi. Można ją podzielić na kilka grup, m.in. nieuków i lanserek poszukujących taniej sensacji, by zaistnieć w publicznej przestrzeni, jak również młodych znudzonych popaprańców, którym w dupach się przewraca z dobrobytu (m.in. oblanie farbą warszawskiej Syrenki).

Ponad godzinne spotkanie z wiceprezesem Szymonem Gawryszczakiem jest dla mnie o tyle cenne, że nie muszę już poruszać się w sferze domysłów, plotek i spekulacji. Otrzymałem bezpośredni dostęp do źródła informacji i zamierzam z niego korzystać. Stare porzekadło powiada „po owocach ich poznacie”, więc wraz z tygodnikiem „Passa”, którego jestem redaktorem naczelnym, jak i fundacją „Equus”, cierpliwie poczekamy na przytoczone w porzekadle owoce. Oby nadchodzący sezon wyścigowy 2026 przyniósł Służewcowi ich obfitość.

Wróć