Nowym sternikiem Służewca jest Paweł Rabantek, doświadczony menadżer robiący od lat w hazardzie i zakładach wzajemnych. Jest pełen entuzjazmu i obiecuje nowe otwarcie na Służewcu. Nowych dyrektorów i kolejnych obietnic (niezrealizowanych) trudno zliczyć, ale wyścigowe środowisko nie ma alternatywy – należy wierzyć, że może tym razem... Ja też wierzę, bo jako współwłaściciel konia wyścigowego również nie mam alternatywy. Ponoć jest też nowy prezes spółki „Traf”, organizującej koński totalizator, w osobie Tomasza Mazura. Kilka ostatnich dni wyścigowych obfitowało w wiele „fuksów”, stąd wielokrotne kumulacje najtrudniejszego zakładu – septymy (siedem zwycięskich koni w siedmiu kolejnych gonitwach). Tak było także w ostatni weekend sezonu, skumulowana septyma nie została trafiona i przechodzi na kolejny rok. Ostatni wyścig o nagrodę Zamknięcia Sezonu (2000 m) lekko wygrał trzyletni Zinight pod dżokejem Sanzharem Abajewem. Ogier trenowany jest przez Krzysztofa Ziemiańskiego dla spółki Millennium Stud.
Krzysztof Ziemiański zajął w czempionacie trenerskim (liczba zwycięstw w sezonie) piąte miejsce, ale trenowane przez niego konie wygrały najważniejsze gonitwy w sezonie. Wyborny Bremen wygrał Wielką Warszawską, a trzyletni Chestnut Rocket nagrody Rulera oraz Derby. Natomiast dwuletnia klacz Only Luck zwyciężyła w październiku w Hanowerze w gonitwie Youngster Fillies Cup (Listed) na dystansie 1400 m. Polskie konie rzadko wygrywają na Zachodzie gonitwy tej rangi, więc sukces w Niemczech, zsumowany z wygranymi w Derby, Wielkiej Warszawskiej i Rulera, czynią z Krzysztofa Ziemiańskiego głównego kandydata do tytułu Trenera Roku. Niestety, sukcesy przyćmiła tragedia trenowanego w jego stajni konia, która miała miejsce w sobotę, w przedostatnim dniu sezonu.
Dosiadany przez niedoświadczoną amazonkę trzyletni Real Gold ścigał się gonitwie IV grupy na 1600 m. Po przebiegnięciu kilkuset metrów zaczął odpadać, tracąc z każdym kolejnym metrem dystans do czołówki. Ruch ogiera był wyraźnie zakłócony, zamiast galopować nieporadnie przebierał nogami. Z trybuny było widać, że coś jest nie tak, i że prawdopodobnie koń doznał kontuzji. W takiej sytuacji powinien być natychmiast zastopowany, a jeździec powinien zeskoczyć z siodła, by ulżyć zwierzęciu w cierpieniu. Co miała w głowie dosiadająca ogiera amazonka, że nie zatrzymała wyraźnie cierpiącego ogiera i mocno kulejącego doprowadziła do celownika aż 232(!) długości za stawką? Nawet po minięciu celownika siedziała w siodle i dopiero na dramatyczne okrzyki z dżokejki zdecydowała się zeskoczyć. Okazało się, że Real Gold doznał zmiażdżenia trzeszczek (małe kości pełniące funkcję ochronną dla ścięgien i więzadeł, poprawiające biomechanikę kończyny, działające jak dźwignia). Dla ogiera nie było ratunku, musiał zostać uśpiony.
Amazonka (nazwiska nie wymieniam) została ukarana przez Komisję Techniczną grzywną w wysokości 1000 zł. Nazajutrz w Internecie obudziły się demony. Z jednej strony totalna krytyka wyścigów konnych („rzeźnia”) autorstwa „miłośników zwierząt”, osób znających tę królewską dyscyplinę sportu wyłącznie ze słyszenia. Z drugiej uzasadniona krytyka amazonki, która wykazała wyjątkowy brak wyobraźni graniczący z głupotą. Surowe podsumowanie karygodnego wybryku amazonki natychmiast spotkało się z ripostą wąskiej (na szczęście) grupki młodych wiekiem, ale wszechwiedzących, przemądrzałych, impregnowanych na fakty „wybitnych ekspertek problematyki końskiej i wyścigowej”. Prezentowane fakty, potwierdzające beznadziejną postawę amazonki, nazwały „hejtem” i „mową nienawiści”, dosyć wyświechtanymi terminami, które pełnią rolę wytrycha, bądź pałki deprecjonującej jakąkolwiek krytykę.
Ktoś nazwał tę grupę młodych „pokoleniem płatków śniegu”. Ciekawe i celne określenie. Wielokrotnie składałem w gazecie hołd młodym kobietom ciężko i z wielkim poświęceniem pracującym lato – zima w stajniach. Nadal podtrzymuję mój hołd, ale ktoś, kto śmiertelnie okulawionego konia bezrozumnie pędził przez prawie kilometr zadając mu niewyobrażalne cierpienie, nie powinien, moim zdaniem, kiedykolwiek dosiadać w gonitwach. W uzasadnieniu orzeczenia KT z 15 listopada br. czytamy m.in.: „Z chodu konia widocznego na zapisie wideo wynika, że koń miał problem z prawą przednią kończyną już w zakręcie przed wyjściem na prostą finiszową. Przesłuchana wyjaśniła, że nie odczuwała, by koń źle szedł. Myślała, że jest to normalny chód konia na ciężkiej bieżni”. Ręce opadają. Jak każdy jeździec dosiadający w gonitwach, także wspomniana amazonka przeszła teoretyczny kurs organizowany przez Polski Klub Wyścigów Konnych uprawniający do ubiegania się o licencję wyścigowego jeźdźca. W trakcie szkolenia jest punkt, który jasno wyjaśnia kiedy koń powinien zostać zastopowany w gonitwie. Mętne tłumaczenie amazonki o własnej niewiedzy warte jest więc przysłowiowego funta kłaków.
Powyższe wydarzenie, chyba bez precedensu w historii polskich wyścigów konnych, to nie tylko zgładzony koń. To także cios centralnie w wyścigi i środowisko wyścigowe, wydanie nas na pastwę różnej maści dyletantów i wręcz idiotów, którzy dostali okazję wyżycia się i zaistnienia w necie. To się nie może powtórzyć, PKWK powinien położyć większy nacisk na instruowanie młodych jeźdźców, co do okoliczności, w których mają OBOWIĄZEK zastopowania konia w gonitwie. Młodzież wyścigowa musi pojąć, że udział w wyścigach to nie tylko lans przed publicznością, fotosy na FB i poklask znajomych. To przede wszystkim ogromna odpowiedzialność przed właścicielem i trenerem za cennego konia, za jego zdrowie i życie. Przykład nie myślącej amazonki nie może odpryskiem uderzyć w pozostałe młode kobiety dosiadające koni. Anna Gil (znakomity sezon), Angelika Burakiewicz, Agnieszka Tokarek, Oliwia Szarłat, Agata Stadnicka, Magdalena Kierzkowska oraz anonimowe dziewczęta ciężko pracujące w stajniach, to dzisiaj sól służewieckiego toru.
Przenieśmy się ze Służewca do centrali państwowej spółki Totalizator Sportowy, gdzie urzędują Rada Nadzorcza oraz zarząd, który od 2008 r. uporczywie tłumaczy, że nie ma możliwości podniesienia nierewaloryzowanej od tegoż roku dziadowskiej rocznej puli nagród na Służewcu, bo... Powody są różne – takie, siakie i owakie. Znalazły się natomiast pieniądze na stworzenie w spółce stanowiska, tu cytat: „Głównego Specjalisty ds. Różnorodności, Inkluzywności i Wizerunku Pracodawcy” i powierzenie jej Michałowi Pyzikowi, szerzej znanemu jako „Konfucjana”. Stworzono nowe stanowisko, mimo że od maja br. Pełnomocnikiem ds. Różnorodności jest Agnieszka Radwan, dyrektorka Departamentu Zarządzania Kapitałem Ludzkim. Kim jest „Konfucjana”? Z wykształcenia filolog rosyjski i absolwent gender studies określający(a) się jako osoba niebinarna i drag queen.
Wpisy „Konfucjany” w mediach społecznościowych zebrała znana internetowa sygnalistka Emilia Kamińska. Na Instagramie nowy Główny Specjalista ds. Równości w Totalizatorze Sportowym miał chwalić się m. in. zdjęciami pod portretami Putina i Miedwiediewa i ubolewać, że nie udało mu się przeprowadzić do Rosji. Robi sobie fotosy z rosyjskimi policjantkami, a w jednym z postów miał sugerować, że będzie ubiegał się o rosyjskie obywatelstwo. Powołanie Pełnomocnika ds. Różnorodności ogłoszono ponoć podczas spotkania liderek „Siła Kobiet – Moc inspiracji” na Torze Służewiec, o czym nie wiedziałem ani ja, ani krąg moich bliskich znajomych – trenerów i właścicieli koni. Jak donosi portal BlaskOnline i sygnaliści portalu x.com, Michał Pyzik po sześciu godzinach pracy w pierwszym dniu miał opuścić siedzibę TS, wrzucając w mediach społecznościowych relację wraz z celnym komentarzem: „Po spędzeniu w spółce skarbu państwa kilku godzin rozumiem, czemu to państwo tak funkcjonuje”. Gratulując zarządowi TS wyboru wybitnego specjalisty m.in. ds. wizerunku spółki, pozostaję z pozdrowieniami.