Serwis korzysta z plików cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę, że będą one umieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Mogą Państwo zmienić ustawienia dotyczące plików cookies w swojej przeglądarce.

Dowiedz się więcej o ciasteczkach cookie klikając tutaj

Kabackie przedwiosenne grillowanie

18-03-2026 21:03 | Autor: Bogusław Lasocki
Słoneczne przedwiośnie to szansa realizacji zimowych tęsknot za bezpośrednim wypoczynkiem na łonie natury. Przyjemnie, jeszcze nie upał, ale przyroda już odżywa. Polana grillowa na południowych obrzeżach Lasu Kabackiego to wymarzone miejsce żeby odreagować w gronie najbliższych i przyjaciół całotygodniowe trudy i stresy.

Jakby to już maj

Termometr w cieniu pokazuje osiem stopni, ale słońce przygrzewa jak w maju. Dla ursynowian to wystarczy. Polana grillowa przy Lesie Kabackim budzi się do życia po długiej, mroźnej zimie, z perspektywą aktywności aż do późnej jesieni. Minione tygodnie były wyjątkowo nieprzyjemne: mrozy, trochę śniegu, wiatr. Gdy tylko wreszcie przyszedł pierwszy cieplejszy weekend – polana zaroiła się od ludzi, których przybywało niemal z godziny na godzinę.

Las Kabacki nie pyta, czy jesteś gotowy na wiosnę. Po prostu pewnego marcowego poranka las zaczyna pachnieć inaczej – mokrą ziemią, rozwijającymi się pąkami liściowymi drzew, pierwszą trawą przebijającą spod zeszłorocznych liści. Ptaki, które milczały przez całą zimę, nagle mają coś do powiedzenia. I wtedy ursynowianie wiedzą: czas na polanę. Czas wyjść z domu, odłożyć pilota od telewizora, zabrać dzieci od ekranów i przypomnieć sobie, że kilka przystanków metrem, autobusem albo kwadrans rowerem czeka jeden z największych lasów miejskich w Polsce.

Wiaty dla wytrwałych

Kilkanaście solidnych drewnianych wiat – każda dla dziesięciu, dwunastu osób – to choć na obrzeżach, ale jednak serce polany. Przez ponad dekadę służą mieszkańcom jako miejsce spotkań, czasem jako baza wypadowa lub schronienie przy niespodziewanej zmianie pogody. Przy każdej wiacie betonowe, dookoła ławy i stoły. Infrastruktura prosta, ale przemyślana – jest tu wszystko, czego potrzeba, żeby spędzić kilka godzin wśród lasu bez konieczności zabierania z domu składanego krzesła czy własnego grilla. I nawet dyskretnie, z boku stoją dwa dyspozycyjne sanitariaty.

W ciepły, słoneczny weekend trzeba przyjść wcześnie. Naprawdę wcześnie. Kto zwleka do dziesiątej, może zastać wszystkie miejsca zajęte – koce rozłożone, grille już rozgrzewane, dzieci jeżdżą na rowerkach lub kopią piłkę z tatusiami. Latem ta zasada obowiązuje od sobotniego świtu. Ale nawet w przedwiośnie, gdy powietrze jest jeszcze rześkie i drzewa stoją nagie, polana żyje pełnią życia. Tę zimę – wyjątkowo mroźną i długą – przetrwała w skromniejszym wymiarze, ale przetrwała. Kilka odważnych dusz przychodziło nawet przy kilkustopniowym mrozie, bo potrzeba lasu i otwartej przestrzeni nie zna kalendarza i nie ogląda się na prognozy pogody.

Weekendowy wypoczynek

Widok z polany w słoneczne przedpołudnie mówi sam za siebie. Ktoś rozłożył koc i wyciągnął się w słońcu z zamkniętymi oczami. Obok rowerzysta - zdjął kask i przyglądał się obecnymi. Przy innej wiacie mama karmi starszaka bananem, tata krząta się przy pojemnikami z jedzeniem, a w wózku śpi spokojnie niemowlę – zupełnie nieświadome, że właśnie przeżywa swój pierwszy wiosenny piknik. Wszyscy jeszcze w kurtkach, bo przedwiosenne słońce nie zawsze dotrzymuje obietnic ciepła – ale humory dopisują wszystkim bez wyjątku.

Polana to miejsce spotkań dla wszystkich. Przychodzą tu emeryci na spokojny spacer, biegacze na chwilę oddechu po długiej trasie, rodziny z wózkami i całym dobytkiem żywnościowym w plecakach, nastolatki z głośnikami Bluetooth i jakieś pary, które wyznaczyły tu sobie spotkanie. Ktoś rozpiął hamak między drzewami. Leży w nim z telefonem, kołysząc się leniwie między pniami nagich jeszcze drzew. Gdzieś z boku wiruje kolorowy latawiec puszczany na sznurku przez dziecko. To obraz, który trudno wyreżyserować. I który najlepiej oddaje, czym polana kabacka jest dla ursynowian: przestrzenią bez reguł, bez biletów i bez rezerwacji.

Rekreacja pod lasem

Las Kabacki, rezerwat przyrody o powierzchni ponad 900 hektarów, zaczyna się dosłownie za ostatnią wiatą. To największy rezerwat leśny w granicach Warszawy i jeden z największych w Polsce. Dla biegaczy polana jest miejscem naturalnego przedłużenia treningu. Piaszczyste ścieżki wciągają w głąb lasu, gdzie można biec wiele minut inaczej niż na pobliskim Ursynowie - bez spotkania z samochodem czy infrastrukturą miejską.

Rowerzyści panują tu niepodzielnie i stanowiąc poprzez swoją mobilność chyba najbardziej wyrazistą grupę weekendowych gości. Częsty widok: ojciec na przedzie prowadzi kolumnę dzieciaków, mama zamyka szyk z tyłu, oczywiście wszyscy w kaskach. Jadą leśną ścieżką gdzieś w głąb rezerwatu. Dzieci kręcą pedałami z miną pełną skupienia, jakby jechały na trasie wyścigu. Dla nich polana nie jest metą, lecz punktem startowym – miejscem, gdzie się zbierają, odkładają rowery na chwilę, zjadają kanapkę i ruszają dalej przed siebie. W pogodny weekend na polanie jest tyle rowerów, że trudno jest znaleźć miejsce do rozłożenia swoich kocyków.

Wiata czy na trawce

Nie wszyscy decydują się na wiatę, zresztą czasem z konieczności. Spora część gości rozkłada się bezpośrednio na trawie, między drzewami, na łagodnym stoku skarpy opadającej w stronę lasu. Koc, torba, coś do jedzenia i napicia – i gotowe. Widok z szerszej perspektywy jest zdumiewający: między pniami, w różnych zakątkach polany, wiele grup i grupek. Jedni stoją i rozmawiają, jeszcze inni kucają nad rozłożonym prowiantem. Wiaty w tle – drewniane, ciemne, z charakterystycznym dwuspadowym daszkiem – to tylko jeden z wielu punktów tej żywej mozaiki.

Polana kabacka ma jedną wielką zaletę: nie narzuca formy wypoczynku. Można przyjść z profesjonalnym sprzętem kempingowym i rozłożyć prawie obozowisko – ktoś postawił nawet niebieski namiot turystyczny, co w marcowej, wciąż zimowej scenerii nagich drzew wygląda zaskakująco i trochę rozbrajająco. Można też usiąść na odwróconym wózku sklepowym, przywleczonym przez nie wiadomo kogo z odległego marketu, i piec kiełbasę na złamanej gałęzi nad ogniskiem. Polana to nie klub ze ścisłym dress codem i nie park z tabliczkami zakazującymi wszystkiego. To prawdziwa wspólna przestrzeń – nieformalna, prawie demokratyczna, dostępna o każdej porze roku.

Grillowe przysmaki

Na jednym z palenisk stoi elegancki trójnóg z zawieszonym okrągłym rusztem. Na nim – pełna gama grillowych przysmaków: kiełbaski ułożone w równym rzędzie, szaszłyki z papryką i cebulą, marynowana pierś z kurczaka. Gospodarz pochyla się z obcęgami, sprawdza, poprawia, obraca. W tle dym unoszący się z kilku innych palenisk, gwar rozmów, śmiech dzieci bawiących się w pobliżu. Ten kadr pachnie – dosłownie. I przypomina, że grillowanie jest tu nie tylko sposobem przygotowania jedzenia, ale przede wszystkim rytuałem społecznym: pretekstem do spotkania, rozmowy i wspólnego spędzenia czasu na świeżym powietrzu.

Dzieci mają własny rytuał, który biorą bardzo poważnie. Dwie dziewczynki, skupione jak chirurdzy na sali operacyjnej, rozpalają ogień z suchych liści i zebranych gałęzi. Jedna dokłada, dmucha ostrożnie, poprawia ułożenie patyków. Druga trzyma kij z kiełbaską – gotowa w każdej chwili. Chłopiec w szarej bluzie stoi z boku z rękami w kieszeniach, udając chłodną obojętność. Nikt mu nie wierzy, bo za chwilę i on sięgnie po kij i dołączy do rytuału. Grillowanie to na polanie kabackiej prawdziwa demokracja smaku i metody. Obok rodziny z profesjonalnym, chromowanym zestawem grillowym ktoś piecze zwykłą parówkę na długim patyku ze świeżo zerwanej gałęzi. I trudno powiedzieć, kto ma więcej frajdy.

Wrócimy za tydzień!

Polana grillowa działa przez cały rok.Tę zimę, wyjątkowo mroźną i długą, przetrwała w skromniejszym wymiarze – ale przetrwała. Kilka odważnych dusz przychodziło nawet w największe mrozy, rozpalało ognisko i siedziało przy nim w grubych kurtkach, bo potrzeba lasu i ciszy nie zna kalendarza. Prawdziwe życie wraca jednak dopiero z pierwszym słońcem, i wraca z nawiązką.

W ciepłe weekendy polana staje się jednym z tych nielicznych miejsc w wielkim mieście, gdzie czas płynie inaczej. Nikt tu nie pędzi. Rozmowy są dłuższe niż zwykle, jedzenie smakuje lepiej niż w domu, a dzieci – pozbawione ekranów i zamkniętych przestrzeni – odkrywają, że można się wspaniale bawić kijem, piłką i własną wyobraźnią. To nie brzmi jak rewolucja, ale w rzeczywistości nią jest.

Jedno jest pewne: za tydzień, jeśli pogoda dopisze, polana znów będzie pełna. Przyjdą rodziny z dziećmi i zwierzakami domowymi, biegacze, rowerzyści. Ktoś zajmie wiatę o ósmej rano. Ktoś inny rozłoży koc na trawie. Ktoś zawiesi hamak. I wszyscy będą zadowoleni, bo Las Kabacki i jego polana grillowa to jeden z najcenniejszych skarbów Ursynowa, dostępny dla każdego, bezpłatny i o każdej porze roku.

Warto tu przyjeżdżać. I warto – za każdym razem – pamiętać o posprzątaniu po sobie, żeby następnym razem było równie pięknie.

Wróć