Serwis korzysta z plików cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę, że będą one umieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Mogą Państwo zmienić ustawienia dotyczące plików cookies w swojej przeglądarce.

Jak to było naprawdę z Redutą Ordona

14-09-2016 20:45 | Autor: Prof. dr hab. Lech Królikowski
We wtorek 6 września minęła 185. rocznica obrony Warszawy przed wojskami cara Mikołaja Pierwszego. Jej symbolami są dwa miejsca: Reduta Wolska nazywana także Redutą Sowińskiego oraz reduta oznakowana liczbą 54, nazywana zazwyczaj Redutą Ordona.

Położenie Reduty Sowińskiego jest powszechnie znane, albowiem w jej obrębie znajduje się wolski Cmentarz Prawosławny i przylegający do niego Cmentarz Katolicki. W jej obrębie – największego fortu w systemie obronnym Warszawy w 1831 r. – znajduje się także słynny kościół pw. św. Wawrzyńca. Odpowiedź na pytanie o lokalizację Reduty Ordona jest znacznie trudniejsza. Wynika to przede wszystkim z faktu, iż po stłumieniu powstania listopadowego Rosjanie splantowali polskie  fortyfikacje, pozostawiają jedynie Redutę Wolską (56) z przeznaczeniem na prawosławny cmentarz.  Dodatkowe zamieszanie wprowadził pamiątkowy kamień  ustawiony w 1937 r. przy ul. Mszczonowskiej, w pobliżu przystanku WKD „Reduta Ordona”.  Fakt, że ustawiono go w okresie międzywojennym, wówczas prawie w szczerym polu, był dla wszystkich wiarygodnym potwierdzeniem lokalizacji reduty. Okazuje się jednak, że miejsce było przypadkowe, a zadecydował o tym fakt, iż istniał tam solidny fundament, mogący być cokołem dla nowego pomnika.  W ostatnich latach ustalono (m. in. red. Rafał Jabłoński), że fundament ten pozostał po wysadzonym przez zamachowców  PPS w 1906 r. rosyjskim pomniku generała Jefimowicza, poległego tam podczas szturmu na polską redutę 6 września 1831 r.

Prawda wydała się stosunkowo niedawno.

Pomnik Jefimowicza znajdował się na równinie, a nawet w lokalnym lekkim obniżeniu terenu. Z prawideł fortyfikacji polowych wynika natomiast, iż fortyfikacje ziemne należy lokować – w miarę możliwości – na wzniesieniach. Taki pagórek znajduje się kilkaset metrów  od pomnika przy Mszczonowskiej, a niejako osią jego jest ulica o nazwie: Na Bateryjce. Kilka osób ze środowiska varsavianistów postawiło tezę, iż tam właśnie znajdowała się reduta 54. Wykazała to analiza map rosyjskich i polskich. Przeprowadzone rozmowy z mieszkańcami  potwierdziły, iż znajdowali oni na swoich posesjach elementy wyposażenia żołnierzy z okresu Powstania Listopadowego. Dalsza penetracja doprowadziła wkrótce do stwierdzenia, że teren Reduty Ordona jest rozkopywany przez rabusiów przy użyciu ciężkiego sprzętu. Wszczęto alarm!

Wojciech Komorowski – w tym czasie burmistrz Ochoty – we wstępnym artykule do jednego z wydawnictw Państwowego Muzeum Archeologicznego w Warszawie  napisał m. in: „Największym problemem, z jakim na początku przyszło nam się mierzyć, była nieprawdopodobna wręcz skala zniszczenia tego miejsca. Przez blisko dekadę teren Reduty Ordona był przedmiotem grabieży prowadzonej przez poszukiwaczy militariów z użyciem ciężkiego sprzętu  i prowadzącej do niemal całkowitej jego degradacji.” (…) „Po  wstępnym oszacowaniu zniszczeń specjaliści orzekli, że jedynym sposobem na uratowanie pozostałości reduty jest jej jak najszybsze przebadanie i zadokumentowanie. Każda zwłoka mogła prowadzić do dalszego rabunku. (…) Ani wygrodzenie części obszaru, ani zintensyfikowane patrole policji i straży miejskiej nie były w stanie zapobiec dalszym grabieżom”.

Właścicielem części terenu jest obecnie firma Tremon Polska SA.  W wyniku życzliwości i pomocy tej firmy, w 2013 r.  Państwowe Muzeum Archeologiczne w Warszawie przeprowadziło zakrojone na dużą skalę prace w terenie. „Badania (…)  dostarczyły znalezisk, których nawet archeolodzy w najśmielszych marzeniach nie oczekiwali. Mimo ogromnych zniszczeń udało się uchwycić oryginalne pozostałości umocnień – fosy i wałów, a w okalających wał wilczych dołach natrafiono na pochówki poległych tam żołnierzy, zarówno polskich, jak i rosyjskich.”

Jednoznaczne i ostateczne ustalenie lokalizacji Reduty Ordona stało się początkiem namiętnych sporów warszawiaków o sposób uhonorowania tego miejsca. Wojciech Komorowski napisał na ten temat m. in. (s. 11): „Próby rozmów o przyszłości Reduty Ordona grzęzły w coraz bardziej bezpardonowych oskarżeniach i roszczeniach, oderwanych całkowicie od stanu prawnego i realiów, a dotyczących zablokowania przyszłej inwestycji, odzyskania działek dewelopera, odtworzenia części fortyfikacji.”

W marcu 2015 r. weszliśmy w kolejną fazę dramatu, albowiem współwłaściciel terenu firma Dynamic Development podjęła fizyczne działania celem przygotowania terenu pod zabudowę.  Prace na terenie Reduty zmobilizowały rzesze ludzi dobrej woli do działań na rzecz uratowania świętego dla Polaków miejsca. Został przygotowany apel do najwyższych władz Rzeczypospolitej, a także zaplanowano zbiórkę podpisów poparcia. Na czele ruchu obrońców Reduty stoi pani Hanna Pilcicka – prezeska Oddziału Warszawskiego Stowarzyszenia Naukowego Archeologów Polskich.  Akcja ma na celu niedopuszczenie, aby na naszych oczach przestał istnieć jeden z najbardziej znanych symboli walki Polaków  o niepodległość!

Reduta Ordona jest przede wszystkim symbolem stworzonym przez narodowego wieszcza. Jej obrona nie była tak heroiczna jak opisał to Mickiewicz. Według badaczy, rosyjski szturm trwał zaledwie kilkanaście minut, a reduta nie tylko nie miała wystarczającej załogi, ale była także  niedostatecznie przygotowana do obrony. Adam Mickiewicz nie był świadkiem wydarzeń, a o przebiegu boju dowiedział się od innego poety – porucznika Stefana Garczyńskiego. Mickiewicz w tym czasie przebywał w Wielkopolsce, gdzie – jak napisał Wojciech Borkowski – „ przepada na dobre w ramionach coraz to innych dworkowych muz, nie zawsze jak on, stanu wolnego”.

Tytułowy bohater, czyli  Konstanty Julian Ordon był synem Karola Franciszka i Małgorzaty z Naimskich Ordonów. Urodził się w Warszawie 15 lub 16 października 1810 r.; zmarł we Florencji 4 maja 1887. W czasie Powstania Listopadowego, podczas obrony Warszawy, dowodził baterią artylerii w reducie nr 54, która 6 września 1831 r. – podczas rosyjskiego szturmu – wyleciała w powietrze. Ranny ppor Ordon dostał się wówczas do niewoli. Po upadku powstania mieszkał  początkowo  w Dreźnie, a następnie w Szkocji. W 1848 wyjechał do Mediolanu, chcąc wstąpić do legionu Mickiewicza. Źle przyjęty, ostatecznie znalazł się w Legii Lombardzkiej. W latach 1848-1855 służył  w armii sardyńskiej, po czym wyjechał do Francji. W 1860 służył w oddziałach  Garibaldiego, a później w armii włoskiej. Wreszcie 4 maja 1887 r. w Mediolanie popełnił samobójstwo. Zwłoki Ordona zostały skremowane. 29 listopada 1896  odbył się uroczysty pogrzeb jego prochów na Cmentarzu Łyczakowskim we Lwowie.

Ordon kilkakrotnie próbował spotkać się z Mickiewiczem. Udało się to dopiero w październiku 1855 r. w Burgas. Jest kilka relacji na ten temat. Wynika z nich, że Mickiewicz odniósł się do Ordona bardzo źle. Wieszcz żyjącym Ordonem był zaskoczony i zirytowany. „Nie poświęcił mu uwagi, co ten ostatni odebrał bardzo boleśnie”.

Warszawa w 1830 r. była dużym – nawet w skali europejskiej – ośrodkiem miejskim, o znacznym potencjale ekonomicznym, rozwiniętej wytwórczości oraz rozbudowanym i wielostronnym szkolnictwie, w tym szkolnictwie wojskowym. Była i jest jednak miastem nizinnym o stosunkowo rozległym obszarze, pozbawionym (nie licząc Wisły) istotnych przeszkód terenowych. Cechy te, w połączeniu z brakiem w rejonie miasta kamieniołomów (najbliższe są w odległości ok. 100 km), w tamtych czasach w istotny sposób utrudniały stworzenie systemu fortyfikacji stałych. W związku z powyższym, obronę miasta opierano o system fortyfikacji polowych, wznoszonych na przedpolu stolicy w przypadku jej zagrożenia. Skuteczności takich fortyfikacji dowiódł Tadeusz Kościuszko latem 1794 r. skutecznie broniąc stolicy przed połączonymi siłami pruskimi i rosyjskimi.

Charakteryzując stan fortyfikacji Warszawy  doby Powstania Listopadowego, trzeba jednoznacznie stwierdzić, iż były one niedostateczne albo raczej nieodpowiednie do działań, jakie miały miejsce 6 i 7 września 1831 r. Wprawdzie wokół miasta powstało prawie sto różnego rodzaju fortyfikacyjnych urządzeń polowych, ale jak się później okazało, były one na ogół źle rozmieszczone, bardzo często nie ukończone, a przede wszystkim nie obsadzone przez niezbędną liczbę żołnierzy. Tragiczna okazała się także zmiana (na przełomie sierpnia i września 1831 r.) koncepcji obrony czynnej na obronę bierną. Wiele do życzenia przedstawiało również morale części dowódców, ale także szeregowych żołnierzy. Warto na przykład zauważyć, iż już w połowie czerwca 1831 r. gen. Jan Krukowiecki – jeden z wodzów Powstania – uzyskał paszport dla siebie i rodziny na wyjazd do Trenczyna (obecnie Słowacja) „dla ratowania zdrowia”.

Dwa pierścienie fortyfikacji zbudowano na przedpolach miasta, a później dodano jeszcze trzeci. Oparcie obrony o wysunięte pozycje było racjonalne, ale w praktyce chodziło raczej o uniknięcie walk w mieście. Ten aspekt wynikał z faktu, iż przedmieścia były z drewna, toteż ewentualne walki w obrębie miejskiej zabudowy groziły spaleniem Warszawy.  W pierwszej linii wzniesionych wówczas fortyfikacji znalazły się m. in. legendarne reduty Sowińskiego (56) i Ordona (54), które z założenia miały być najważniejszymi punktami oporu. Drugą linią (a w zasadzie trzecią) był zmodernizowany i rozbudowany dawny Wał Lubomirskiego z 1770 r. o ogólnej długości 12,8 km. Do walki przygotowano także inne obiekty, np. cmentarze,  w murach których wykuto strzelnice. Rozbudowano system obrony wewnętrznej, m. in.30 barykad, strzelnice w murach, parkanach i oknach, studnie na miny na skrzyżowaniach głównych ulic. Zbudowany system był na tyle obszerny, że nie wystarczyło wojska, aby go obsadzić i skutecznie obronić.  Główna armia polska odkomenderowana od obrony miasta, 5 września 1831 r. liczyła 31,1 tys. piechoty i 3,8 tys. kawalerii. Garnizon Warszawy i Pragi: 1361 bagnetów i 524 szable. Łącznie do obrony lewobrzeżnej Warszawy Polacy wystawili 228 dział oraz 21 wyrzutni rakietowych. Obsługiwało je 4554 artylerzystów armii i około 200 z Gwardii Narodowej.

Obwód linii obrony lewobrzeżnej Warszawy wynosił z grubsza 16,5 km. Dowódcą bitwy w obronie Warszawy był gen. Krukowiecki (jednocześnie prezes rządu polskiego). Jego punkt dowodzenia znajdował się  w szańcu 73, którego ówczesne położenie można lokalizować w rejonie obecnego placu Narutowicza. Dowódcą artylerii był gen. Bem.

Niewątpliwie największym i najważniejszym dziełem w systemie polskich fortyfikacji był szaniec wolski (Reduta 56).  Robotami fortyfikacyjnymi na Pradze kierował kapitan inżynierów Jan Paweł Lelewel (1796-1847), robotami w Warszawie podpułkownik inżynierów Józef Koriot (1795-1855), a nadzór nad całością sprawował pułkownik (od 11 czerwca 1831 – generał) Klemens Kołaczkowski (1793-1873).

W pierwszych dniach września 1831 r. wojska rosyjskie podeszły pod Warszawę od zachodu, co w prawie wiek później usiłował powtórzyć Michaił Tuchaczewski.

Dzieło fortyfikacyjne określone jako Reduta 54 zbudowane było najprawdopodobniej w okresie od około 21 lipca do około 21 sierpnia 1831 r. Załogę reduty stanowiło 300 – 350 żołnierzy, a niezbędna do obrony ich liczba wynosi³a 700. Jak podaje Tomasz Strzeæek – badacz historii obrony Warszawy w 1831 r. – do 5 wrzeœnia redutź uzbrojono w 3 armaty 12-funtowe, 1 armatź 6-funtow¹, 1 jednoróg pudowy, 1 jednoróg ½ -pudowy i 1 hakownicź oraz m. in. 297 granatów ręcznych i 9000 ładunków karabinowych. W chwili, gdy pod redutę 54 podeszli Rosjanie, nie miała ona wsparcia, ani ze strony sąsiednich redut,  ani ze strony redut drugiej linii, które były zbyt oddalone. Rezultatem osamotnienia był szybki jej upadek.

W wyniku walk o Warszawę 6 września 1831 r. Polacy utracili nie mniej niż 3 tysiące żołnierzy oraz 22 – 23 działa wałowe. Rosjanie tego dnia stracili 2300 – 3000 walczących.

W wyniku  skoncentrowanego i zdecydowanego ataku, przy jednoczesnym braku powiązania ogniowego pomiędzy polskimi liniami obrony,  Rosjanie w ciągu dwóch dni walk zdobywali jedną redutę po drugiej. 7 września około godz. 22.00 walki ustały, co było rezultatem prowadzonych rozmów rozejmowych. Resztki Wojska Polskiego zostały ewakuowane na Pragę, a następnie do Modlina. 5 października 1831 r. resztki armii oraz cywilne władze polskie przekroczyły granicę pruska pod Brodnicą, co uważa się za koniec Powstania Listopadowego.

W wyniku alarmu podniesionego przez działaczy społecznych, do działań w miejscu Reduty Ordona przystąpiło Państwowe Muzeum Archeologiczne w Warszawie. „Badania odbyły się w 2013 r. i dostarczyły znalezisk, których nawet archeolodzy w najśmielszych marzeniach nie oczekiwali”. Rezultatem prac są dwa tomy pt.: Badania archeologiczne na Reducie Ordona (tom I – 2014, tom II -  2015), wydane w ramach „Warszawskich Materiałów Archeologicznych”. Praca jest dwujęzyczna (po polsku i po rosyjsku)  z bardzo licznymi ilustracjami i artykułami kilkudziesięciu specjalistów, w tym także rosyjskich. Opracowanie to jest nadzwyczaj ważnym przyczynkiem do historii naszego miasta, a przede wszystkim do dziejów powstania listopadowego. Trudno jednak obecnie wyrokować, czy przeprowadzone badania przyczynią się do wyłączenia terenu Reduty Ordona spod zabudowy mieszkaniowej, na którą zezwala istniejący miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego [?].

Wróć

Interesuje Cię współpraca?
Napisz do nas! wspolpraca@passa.pl
Copyright 2015 - Wszelkie prawa zastrzeżone
Projekt i wykonanie: MEETMEDIA