Serwis korzysta z plików cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę, że będą one umieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Mogą Państwo zmienić ustawienia dotyczące plików cookies w swojej przeglądarce.

Jajko da się przełknąć, porażki wyborczej się nie da

13-04-2022 21:00 | Autor: Tadeusz Porębski
Słowo Ukraina, jak również to europejskie państwo, stały się znane w każdym, nawet najdalszym zakątku kuli ziemskiej. Wojny są najstraszliwszą formą promocji państwa, ponieważ niosą ze sobą śmierć, strach, zniszczenia i cierpienie milionów istnień ludzkich. Pławiąca się w dobrobycie Europa zasiądzie wkrótce do suto zastawionych świątecznych stołów, natomiast Ukraińcy mieszkający na wschodzie swojej ojczyzny przykucną przy podwórkowych ogniskach albo w piwnicach przy naprędce skleconych blatach. Przyznam, że jako człowiekowi codziennie karmionemu przez telewizję straszliwymi obrazami z Ukrainy naprawdę trudno mi będzie lekko przełknąć świąteczne frykasy, nawet jajko, którym wypada się podzielić. Może to przesadna reakcja, a może mamy w sobie zbyt duże pokłady empatii, ale w te święta nie będzie w naszym domu wyżerki. Dzisiaj polskie psy i koty jedzą lepiej niż dzieci na wschodzie Ukrainy.

Skromne święta staną się udziałem kilku milionów moich rodaków, ale z innego powodu – galopującej inflacji oraz cen towarów wchodzących na orbitę okołoziemską. Media doniosły ostatnio, że cena kilograma pomidorów sięgnęła 30 zł, a tych najlepszych nawet 50 zł. Tego nie grali od denominacji złotówki w 1994 roku. Co dalej? Jest okres przedświąteczny, a mimo to ciśnie się na usta wiele pytań. Czy rządząca Polską od 2015 r. tzw. Zjednoczona Prawica prowadzi nas do dobrobytu, czy do gospodarczej i politycznej katastrofy? Czy w naszym kraju większość to obywatele zdroworozsądkowi o ponadprzeciętnej świadomości politycznej, czy też przeważają osobnicy, którzy albo w ogóle nie odnoszą się do demokracji (tzw. fałszywa świadomość), albo też bezwolnie poddają się entuzjastycznemu uniesieniu związanemu ze swoją identyfikacją polityczną (tzw. wyznawcy Prezesa)? Jaki jest zakres akceptacji autorytarnych wizji demokracji w świadomości Polaków? Pytania są na czasie, ponieważ wybory parlamentarne już w przyszłym roku.

Od dawna głowię się, co powoduje tak radykalny wzrost poparcia dla populistów – nie tylko w Polsce. W kolebce demokracji niespodziewanie wygrał Donald Trump i dużo nie brakowało, by zamieszkał w Białym Domu przez kolejne 4 lata. Na Węgrzech Viktor Orbán rozbił opozycję, mimo że potrafiła zjednoczyć się i wystawić wspólną listę. Demokracja zanika, kiedy pojawia się partia gotowa do zmiany zasad gry do takiego stopnia, by uniemożliwić innym partiom dojście do władzy. Tak właśnie stało się na Węgrzech – Orbán systematycznie i wyjątkowo skutecznie zawłaszczał państwo. Przede wszystkim przejął media, potem sądownictwo, większość sektora bankowego, a następnie znaczną część środków unijnych, wianując nimi najbliższą rodzinę oraz najbliższych współpracowników. W ten sposób stworzył oligarchię. To wystarczyło, by bez wielkiego trudu przez całe lata utrzymywać władzę, przeprowadzając – podkreślmy to wyraźnie – w pełni demokratyczne wybory. W minioną niedzielę okazało się, że Węgrzy są bardzo zadowoleni z takiego stylu rządzenia.

Jednak największą niespodziankę notujemy we Francji, gdzie Emmanuel Macron będzie musiał dać z siebie wszystko w drugiej turze wyborów, by pokonać populistkę Marie Le Pen. Większości europejskim przywódcom włos jeży się na głowie na myśl, że Le Pen może wygrać prezydenturę. Francja bowiem, to nie małe Węgry, czy słaba, choć krzykliwa Polska. To potęga militarna wyposażona w arsenał jądrowy, jedna z gospodarczych potęg świata i jeden z największych światowych inwestorów. Rezerwy złota Francji wynoszą 82 mln uncji (4 miejsce w świecie). I taka potęga może wpaść w ręce populistki, nacjonalistki i eurosceptyczki, która poparła forsowany przez Rosję postulat tzw. federalizacji Ukrainy, opowiadając się za utworzeniem osi Paryż-Berlin-Moskwa. Należy też dodać, że Le Pen określiła Putina jako „patriotę”. Mimo tak kontrowersyjnego CV przeszła do drugiej tury wyborów ulegając Macronowi zaledwie o 4,69 punktu procentowego.

Jest kilka definicji populizmu. Pierwsza to populizm ekonomiczny – czyli politycy, którzy wspierają rozwiązania na krótką metę popularne, ale prowadzące do niestabilności w dłuższym terminie. Druga definicja odwołuje się do konkretnego stylu przywództwa – charyzmatyczny lider, który twierdzi, że reprezentuje ludzi bezpośrednio, więc nie potrzebuje instytucji, co prowadzi do ataku na nie. Demokracja opracowała i stworzyła mechanizmy zapobiegające koncentracji władzy. Charyzmatyczny lider kontestuje taki status quo i próbuje te mechanizmy rozmontowywać. Trzecia definicja dotyczy ruchów populistycznych, które nie odwołują się do wszystkich wyborców, a jedynie do ich części na zasadzie rasy czy narodowości. Orbán i Kaczyński spełniają drugą definicję, czyli charyzmatyczne przywództwo, dlatego wynik wyborów na Węgrzech nie nastraja optymistycznie i wygrana PiS oraz utrzymanie władzy w państwie stają się coraz bardziej prawdopodobne. W dużym uproszczeniu można zaryzykować tezę, że populizm wyrósł przez cykliczną degenerację elit politycznych, które systematycznie odwracały się od mas.

A jaki jest populista doskonały? Do mnie najbardziej przemawia metodologia badań stworzona przez niemieckiego socjologa Maksa Webera (1864–1920), która odnosi się do perspektywy historycznej, pozwalającej na refleksję nad rozwojem zjawisk organizacyjnych, a nie jedynie ograniczanie się do analizy zjawisk występujących „tu i teraz”. Populista nadużywa oskarżeń i potępień, apeluje bardziej do emocji niż do rozumu, do „obywatelizmu” (citizenismu) i radykalnego zaangażowania się poprzez kontestację porządku społeczno – politycznego, manipuluje obawą i nadzieją oraz dzieli obywateli na dwa przeciwstawne obozy: „normalni obywatele” versus ekskluzywna, skorumpowana elita wraz z jej uprzywilejowanymi beneficjentami (miejską inteligencją). Populista przedstawia się jako wyłączny reprezentant „ludzi prostych”, „zwykłych patriotów” i „uczciwych obywateli” ignorowanych i wykluczonych przez uprzywilejowane „łże elity”, „kasty” oraz arogancki, skorumpowany „establishment”. Antyelitaryzm połączony z nacjonalizmem jest głównym, powszechnym i potężnym odniesieniem w populistycznej demagogii. Nasz Jarosław Kaczyński ociera się w konkurencji „populizm” o doskonałość.

On jest doskonały w tym, co robi, dlatego coraz mniej irytuje mnie kłamstwo, chamstwo, marnotrawstwo, nepotyzm i nieudolność prezentowane przez członków jego drużyny, a coraz bardziej biadolenie wrogów PiS oraz obrzucanie rządzących epitetami w rodzaju „kretyni”, „debile”, „idioci”, etc. Musicie sobie, drodzy państwo, wbić młotkiem do głów, że kretyni nie są w stanie samodzielnie wziąć władzy w państwie i trzymać ją przez dwie kadencje z rzędu. Oni nie są idiotami. Idiotami jesteśmy my, bo pozwoliliśmy im sięgnąć po władzę, a teraz biadolimy i zżymamy się pierdząc w domach w sofy i fotele. Niech wezmą to sobie do serca przede wszystkim ci, którzy nie poszli do wyborów, a jest ich aż ponad 11 mln, z czego przynajmniej połowa to dzisiejsi malkontenci i narzekacze. W 2019 r. na PiS zagłosowało 8.051.935 osób (43,59 proc. głosujących), natomiast na Koalicję Obywatelską 5.060.355 osób, na Komitet Wyborczy SLD, skupiający również Wiosnę i Lewicę Razem – 2.319.946, a na PSL 1.578.523 wyborców.

Dwa wnioski do świątecznego stołu dla zainteresowanych polityką, zmianą rządu i losem państwa. Gdyby nasza opozycja wystawiła w 2019 r. wspólną listę, jak węgierska, zdobyłaby łącznie 8.958.824 głosy i wygrała wybory. Za rok PiS na pewno nie uzyska ponad 40-procentowego. poparcia, więc wspólnie można wziąć parlament „w cuglach”. Tylko wspólna lista, bądź gremialne pójście do urn elektoratu antypisowskiego umożliwi przewietrzenie rządowych budynków, ale jakoś nie wierzę, by ta pierwsza opcja mogła się ziścić. Mamy zbyt dużą liczbę liderów ze zbyt mocno rozdętym ego. Jeśli natomiast obie opcje się nie ziszczą, PiS wygra po raz trzeci z rzędu. Oczywiście, czołowi politycy tzw. Zjednoczonej Prawicy i samego PiS nie są wulkanami intelektu, ale posiadają pewien przymiot, który wpływowy niemiecki tygodnik "Die Welt" nazwał "chłopskim sprytem". Określenie to odnosiło się do postawy Andrzeja Dudy podczas jego wizyty w 2018 r. w USA i rozmowach z prezydentem Donaldem Trumpem.

Cieszyć się dzisiaj nie ma z czego, ale mimo wszystko Wesołych Świąt i mokrego Dyngusa!

Wróć

Interesuje Cię współpraca?
Napisz do nas! wspolpraca@passa.pl
Copyright 2015 - Wszelkie prawa zastrzeżone
Projekt i wykonanie: MEETMEDIA