Wielu z nas zdaje sobie sprawę z przemijalności wszystkiego na tym świecie. Jeśli się zastanowić, łatwo dojść do wniosku, że nie istnieje nic trwałego. Wszelkie idee, choćby najbardziej wymyślne tracą popularność i moc oddziaływania na ludzi wraz z upływem czasu. Nie inaczej jest z bieżącymi wydarzeniami zalewającymi nas codziennie. Już po krótkim czasie odchodzą w niepamięć. Nie sposób bowiem zaprzątać sobie głowę czymś, co już następnego dnia zostaje wyparte przez inne wydarzenia. Nowe informacje zajmują ich miejsce, a te przykrywane są kolejnymi. Niewiele z tego wszystkiego pozostaje w naszych głowach. Podobnie dzieje się z najróżniejszymi wynalazkami i rozwiązaniami technicznymi. Służą nam do momentu, gdy zostaną zastąpione innymi, nowszymi, bardziej ekologicznymi, zużywającymi mniej energii. Są to zazwyczaj sprzęty i maszyny bardziej innowacyjne niż dotychczasowe, tym samym są tańsze w eksploatacji. Wystarczy przeprowadzić prosty test potwierdzający to o czym mówię. Wyszukajmy w pamięci jakikolwiek przykład na to, że istnieje coś trwałego. Może słońce? No niestety, to zły przykład. Ten najjaśniejszy obiekt na niebie i główne źródło energii docierającej do Ziemi kiedyś zniknie. Jego energia wyczerpie się, a ono samo przestanie istnieć. To może piramidy egipskie? Też nie, wszystkie piramidy niszczeją, powoli zamieniając się w kupę gruzu. A może najnowocześniejsze modele samochodów? To kompletnie nietrafiony przykład. Samochody po kilku latach stają się mniej lub bardziej zaawansowanym złomem. Mogą stać się eksponatami w muzeum motoryzacji. Tam przetrwają nieco dłużej. Więc może dzieła sztuki? Najwybitniejsze z nich na ogół mają się dobrze, przynajmniej na razie. Ale co będzie dalej? Te, które trafiły do muzeów poddawane są stałej opiece konserwatorskiej, jednak i to nie gwarantuje, że zdołają przetrwać. Na myśl przychodzi Biblioteka Aleksandryjska, której zbiory zostały zniszczone w wyniku ludzkich działań. Wprawdzie to nie muzeum, ale coś równie cennego. Jej los może powtórzyć się w przypadku innych cennych zbiorów. Ta największa biblioteka starożytnego świata w Aleksandrii działająca przy Muzeum Aleksandryjskim od III wieku p.n.e. do IV wieku n.e. stała się niemym świadkiem barbarzyństwa. Jej główny zbiór znajdujący się w Bruchejonie, w pałacu królewskim w 48 roku p.n.e. został częściowo zniszczony podczas działań wojennych Juliusza Cezara w Egipcie, a następnie w 273 roku Lucjusz Domicjusz Aurelian dokończył dzieła zniszczenia. Na temat zagłady tej szacownej instytucji i skarbnicy wiedzy istnieją rozbieżności. Dotyczą szczegółów, niemniej biblioteka została zniszczona doszczętnie. Jak widać na tym przykładzie teza o nietrwałości wszystkiego, co nas otacza nie znajduje potwierdzenia w praktyce, nawet w odniesieniu do rzeczy najcenniejszych.
Niestety to nie jedyne zbiory, które spłonęły albo zostały zniszczone w innych okolicznościach. Nie zawsze mamy do czynienia z celowym i świadomym działaniem człowieka. Pożar katedry Notre-Dame w Paryżu, który wybuchł 15 kwietnia 2019 roku do dziś stanowi zagadkę. Jedni uznają to za wypadek, inni zaś za celowe podpalenie albo akt terrorystyczny. Być może katedra stanowiąca symbol Paryża przypominająca o jego łacińskich i chrześcijańskich podwalinach stała się obiektem celowego ataku. Wysiłkiem społeczeństwa i przy wielkim nakładzie kosztów katedrę udało się odbudować. Niestety, w przypadku obiektów historycznych nie da się przywrócić wiernie ich poprzedniego stanu. Niektórych rzeczy nie da się po prostu odtworzyć więc tracimy je bezpowrotnie. To jednak temat na inny artykuł.
Nawet jeśli ludzkość chroni i otacza szczególną atencją wartościowe przedmioty czy dzieła sztuki, niszczeją one przy naszym udziale, czy też bez niego. Przykładem są rzeźby kamienne i elewacje stanowiące ozdobę wielu miast. Wystawione na działanie czynników zewnętrznych wietrzeją, pokrywają się przemysłowym brudem i zanieczyszczeniami z powietrza. Do tego dochodzą odchody gołębi, które aktywnie przyczyniają się do procesu niszczenia piaskowca, z którego rzeźby i elewacje są wykonane. Remonty i naprawy spowalniają proces rozpadu, ale go nie zatrzymują. Skoro nawet kamienie się rozpadają, to co mówić o innych bardziej wrażliwych obiektach?
Wspomniałem o gołębiach, warto więc przypomnieć historię jednego z nich. Biały gołąbek, to symbol pokoju między narodami. Po II wojnie światowej wykorzystywany jest przez organizacje i ruchy pokojowe, zwłaszcza lewicowe. Chętnie sięgali po niego komuniści ze swą „Światową Radę Pokoju” i podobnymi organizacjami. Gołąb pojawia się już w Starym Testamencie. Noe wypuścił gołębicę z arki, która wróciła do niego z gałązką oliwną, co oznaczało że wody opadły. Gołębie w charakterze symbolu pojawiają się wielokrotnie. Nowoczesny symbol „gołąbka pokoju” stworzył Pablo Picasso. Należał wówczas do Francuskiej Partii Komunistycznej. Dzieło powstało podczas „Światowego Kongresu Intelektualistów w Obronie Pokoju” w roku 1948. Podobno artysta narysował go we Wrocławiu na serwetce w restauracji przy hotelu Monopol przy ul. Świdnickiej. Jeśli tak, to mamy swój niewielki polski akcent w tworzeniu tego symbolu. Picasso otrzymał za to Nagrodę Leninowską. Symbol gołąbka pokoju był używany w komunistycznej propagandzie m.in. w czasie VI. Festiwalu w Moskwie w roku 1957. Mimo swej wielkiej popularności popadł w zapomnienie. No cóż, i symbole gryzą mole. Wszystko przemija – to świento prawda.