Wrzesień 1939 roku na zawsze zapisał się w historii Warszawy. Stolica Polski, choć skazana na porażkę w obliczu przeważających sił niemieckich, stawiała bohaterski opór przez 27 dni. Była nie tylko celem strategicznym, ale także symbolem – sercem narodu, które biło w rytm armatnich salw, wybuchów bomb i odgłosów barykad wznoszonych przez zwykłych warszawiaków.
Wśród wielu dramatycznych epizodów obrony stolicy szczególne miejsce zajmuje Fort IX Czerniaków, gdzie kilkuset żołnierzy i ochotników podjęło nierówną walkę z wrogiem wyposażonym w ciężką artylerię, lotnictwo i miotacze ognia. Stosunek sił był 1 do 10 – dwie kompanie przeciw trzem batalionom niemieckim. To właśnie tutaj, 25 i 26 września, rozegrała się jedna z najbardziej heroicznych i tragicznych bitew o Warszawę.
Pierwsze dni wojny
Warszawa znalazła się pod ogniem Luftwaffe już 1 września. W pierwszym nalocie zginęło około 80 osób, a ponad 200 zostało rannych. Kolejne dni przynosiły coraz intensywniejsze ataki lotnicze – płonęły domy, szkoły, szpitale. Bomby spadały także na obiekty cywilne: Dworzec Główny, hale targowe, a nawet kolejki elektryczne na przedmieściach.
Choć obrona przeciwlotnicza stolicy zestrzeliła w sumie kilkadziesiąt samolotów, wobec przewagi niemieckiej była to kropla w morzu. Ludność cywilna kryła się w piwnicach, kopano rowy przeciwlotnicze, wznoszono barykady. Niestety, już w ciągu pierwszych dni zniszczone zostało całkowicie polskie lotnictwo. Na niebie zapanowali Niemcy. Jeden z mieszkańców wspominał: „Nie było dnia, żeby nie płonął nowy dom. Huk bomb mieszał się z krzykiem dzieci. A jednak nikt nie mówił o poddaniu miasta – wszyscy czuliśmy, że musimy wytrwać”.
Dowództwo nad całością Armii Warszawa objął generał dywizji Juliusz Rómmel, jednak faktycznym organizatorem działań obronnych miasta był generał brygady Walerian Czuma. Nad wszystkim unosił się cień postaci Stefana Starzyńskiego – prezydenta stolicy, który codziennymi przemówieniami radiowymi podnosił morale mieszkańców. „Chciałem, aby Warszawa była wielka. Teraz pragnę, by była wielka w swym cierpieniu” – mówił Starzyński w jednym z ostatnich wystąpień.
Warszawa walczyła jako całość – nie tylko regularne oddziały, ale też ochotnicy, harcerze, studenci, mieszkańcy kamienic, podnoszeni na duchu przez bohaterskiego prezydenta Starzyńskiego.
Fort IX Czerniaków – bohaterska reduta
Fort IX, wybudowany jeszcze w XIX wieku jako element Twierdzy Warszawa, nie miał już dawnej siły militarnej. Rozebrane dzieła bojowe, zniszczone kazamaty i zdegradowane mury sprawiały, że w 1939 roku był raczej punktem oporu niż nowoczesną fortecą.
Naprędce umocniony we wrześniu 1939 r., obsadzony został przez oddziały II batalionu 360. Pułku Piechoty – kilkuset żołnierzy, w większości rezerwistów i ochotników. Ich uzbrojenie było bardzo skromne: pojedyncze działo, niespełna dziesięć ciężkich karabinów maszynowych, trochę ręcznych rkm-ów, karabiny i granaty. A jednak żołnierze trwali. Wśród nich znalazł się także mistrz olimpijski z Los Angeles, biegacz Janusz Kusociński, który zgłosił się na ochotnika. „Kusy mówił, że skoro biegał dla Polski, to i umrzeć za nią może” – wspominał jeden z jego towarzyszy broni. Heroizm Kusocińskiego stał się legendarny. Ranny, nie pozwolił się zabrać od śmiercionośnego ckmu siejącego spustoszenie wśród nacierających Niemców. Drugi raz ciężko ranny – z przestrzelonymi obydwoma nogami, również nie pozwolił odsunąć się od ckm i strzelał dalej, aż do końca zasobów amunicji.
Od połowy września rejon Fortu IX był pod ciągłym ostrzałem. Przedpola wilanowskie, rejon Jeziorka Czerniakowskiego ciągle broniły się. Ale już w Pałacu Wilanowskim usadowił się niemiecki sztab pułku piechoty, a w pobliżu stały czołgi, samochody pancerne, stanowiska artylerii. Ciężkie walki trwały bez przerwy, pod nawałą ognia artyleryjskiego z wielu stanowisk ogniowych w promieniu kilku kilometrów. Jednak Fort IX trzymał się.
25 września Niemcy urządzili tzw. „czarny poniedziałek” – jeden z najcięższych nalotów na Warszawę. Tylko tego dnia zrzucono na miasto około 560 ton bomb, a artyleria wystrzeliła ponad 1000 pocisków kalibru 210 mm. Jednak próby niemieckie wdarcia się do Fortu po raz kolejny spełzły na niczym.
Fort Czerniaków znalazł się w centrum natarcia. Niemieckie pociski rozrywały mury, burzyły ziemne wały i zasypywały fosę. Żołnierze, oszołomieni hukiem i kurzem, odpowiadali ogniem z ckm-ów i karabinów. „Bili się jak lwy, choć mieli tylko jedno działko i kilka cekaemów. Każdy strzał był celny, każdy nabój miał wartość złota” – pisał później historyk wojskowy płk Marian Porwit.
Szturm decydujący rozpoczął się 26 września, poprzedzony całodziennymi przygotowaniami ogniowymi. Niemieccy saperzy podłożyli ładunki trotylu na stropy kazamat. Huk eksplozji rozerwał ceglano-ziemne stropy. W powstałe wyrwy szturmowcy wrzucali granaty, używając później miotaczy ognia. Ogień wdzierał się do kazamat, dusząc obrońców, a płomienie paliły prowizoryczne umocnienia. Płonęli żywcem również złożeni tam na pokrytych słomą klepiskach ciężko ranni obrońcy.
Relacje świadków mówią o dramatycznych scenach – żołnierze bronili się do ostatniego naboju, wielu ginęło w płomieniach lub w zasypanych przejściach. „Widziałem, jak jeden z naszych, już ranny, rzucił się z bagnetem na Niemca z miotaczem ognia. Obaj zginęli, ale reszta ocalała jeszcze chwilę dłużej” – zanotował uczestnik walk.
Wielu obrońców w poburzonych kazamatach zostało pogrzebanych żywcem. „Nie było krzyków, tylko stłumione jęki spod gruzów. Potem zapadła cisza” – wspominał mieszkaniec pobliskiej Sadyby.
Kapitulacja Warszawy
Dwa dni później, 28 września, wobec całkowitego zniszczenia infrastruktury, braku wody, żywności i amunicji, Warszawa skapitulowała. „Miasto było jak jeden wielki cmentarz – wspominała mieszkanka Śródmieścia. – A jednak w oczach ludzi nie widziałam wstydu. Była duma, że wytrwaliśmy tak długo”.
Choć Fort IX Czerniaków padł, jego obrona zapisała się w historii jako przykład najwyższego poświęcenia. Płk Porwit pisał: „Fort Czerniaków bronił się z niezwykłą ofiarnością. Była to walka bez nadziei, a jednak trwali – bo taki był żołnierski obowiązek”.
Czy walka ta, ale i późniejsza kapitulacje miały sens? Tak, gdyż kapitulacja Warszawy nie była kapitulacją ducha. Dzięki ofierze obrońców udało się ocalić życie dziesiątek tysięcy cywilów i oszczędzić dalszych strat wśród żołnierzy. Zachowane zasoby ludzkie i doświadczenie przeszły później do konspiracji i Armii Krajowej.
Obrona Warszawy we wrześniu 1939 roku to symbol niezłomności. Fort IX Czerniaków, choć słabo uzbrojony, stał się miejscem heroizmu i ofiary – miejscem, gdzie polscy żołnierze i ochotnicy pokazali, że nawet w obliczu beznadziejnej sytuacji można walczyć do końca. Warszawa padła, ale walcząc – wygrała moralnie. Pamięć o bohaterach Fortu IX trwa jako przestroga i inspiracja, że wolność nigdy nie jest dana raz na zawsze, a czasem trzeba za nią zapłacić najwyższą cenę.
PS. W nocy z 25 na 26 września 1939 r. podczas walk obronnych zginął mój dziadek Czesław Petrykowski. Ciała nie udało się odnaleźć, o Jego śmierci doniósł ocalały kolega.