Międzynarodowy Dzień Kobiet ma rodowód robotniczy. W 1910 roku podczas konferencji socjalistek w Kopenhadze Clara Zetkin zgłosiła postulat ustanowienia dorocznego święta kobiet. Chodziło o prawa wyborcze i poprawę warunków pracy. W kolejnych latach demonstracje odbywały się w krajach Europy, a data 8 marca utrwaliła się po strajkach robotnic w 1917 roku w Rosji. W 1975 roku święto wpisała do swojego kalendarza Organizacja Narodów Zjednoczonych.
W Polsce 8 marca obchodzono już w okresie międzywojennym, głównie w środowiskach lewicowych. Rangę niemal państwowego święta zyskało po II wojnie światowej.
Scenariusz był powtarzalny. Sala konferencyjna udekorowana hasłami. Przemówienie o wkładzie kobiet w rozwój gospodarki. Wręczenie kwiatów i paczek. W latach 60. i 70. w Warszawie szczególnie uroczyście obchodzono święto w dużych zakładach przemysłowych.
– Pracowałam w Zakładach Mechanicznych Ursus – wspomina pani Teresa, rocznik 1951. – Ósmego marca produkcja zwalniała. Zbierano nas w świetlicy. Dyrektor mówił o normach i o tym, że kobiety są filarem socjalistycznej rodziny. Potem każdy z kierowników wręczał po goździku. Czasem była kawa i rajstopy. To był towar deficytowy, więc człowiek się cieszył.
Podobnie było w stołecznych zakładach elektronicznych.
– W Zakładach Radiowych im. Marcina Kasprzaka dostawałyśmy nie tylko kwiaty, ale i bony towarowe – mówi pani Halina, która zaczęła pracę w latach 70. – Najpierw akademia. Przewodniczący związku czytał list od władz. Były oklaski. A potem kolejka po paczki.
Goździk stał się symbolem epoki. Czerwony, tani, dostępny w hurcie. W kronikach filmowych widać rzędy kobiet z kwiatami w dłoniach. Święto miało też wymiar szkolny i urzędniczy. W warszawskich biurach administracji państwowej organizowano krótkie spotkania przy kawie.
Równouprawnienie było jednym z haseł PRL. Kobiety masowo podejmowały zatrudnienie, także w zawodach technicznych. W Warszawie pracowały w przemyśle ciężkim, komunikacji, handlu. Statystyki pokazywały wzrost liczby kobiet z wyższym wykształceniem. Jednocześnie obowiązki domowe pozostawały w większości po ich stronie.
– Nie traktowałam tego dnia jak politycznej manifestacji – podsumowuje pani Teresa z Ursusa. – To był po prostu moment, kiedy ktoś publicznie mówił: dziękujemy.
Po 1989 roku Dzień Kobiet przestał być świętem o państwowej oprawie. Zniknęły obowiązkowe akademie w zakładach pracy, ale święto – w mniej oficjalnej już formie – przetrwało.
Fot. NAC