Gdy powstawał, chwalono go w prasie za nowoczesność. Dziś chwalą go mieszkańcy, głównie za to, że „ludzie nie zaglądają sobie w okna”, jak bywa to we współczesnym budownictwie deweloperskim. Gdyby ktoś jednak chciał zarzucić poczciwej wielkiej płycie powtarzalność, nudę i monotonię… znajdzie na Stegnach kontrargumenty. Jadąc ulicą Świętego Bonifacego od strony Doliny Służewieckiej, zobaczyć można dwa budynki o nieco innym układzie, jakby większe, jakby masywniejsze. Stojące na skraju. Podobno dolarowce. Podobno.
– Gdy pod koniec zeszłego roku zaczynałem mój projekt, wiedziałem tylko tyle, ile mówiła osiedlowa plotka. Że te bloki są większe, bo mieszkania w nich można było kupić za dolary lub dostać za zasługi, że były dla prominentów, partyjnych dygnitarzy. Tak na Stegnach mówiło się o tych blokach, krążyły różne pogłoski i teorie o tym, po co powstały, jak powstały. Początek zbierania informacji wyglądał tak, że ustawiłem w wejściu stolik, krzesełka, dzbanek z gorącą herbatą i po prostu zaczepiałem każdego, kto wchodził. Zależało mi na dotarciu do osób, które mieszkają w tych budynkach najdłużej, ale byłem też otwarty na wrażenia tych, którzy wprowadzili się niedawno. Najpierw docierały do mnie opowieści dziwne, o Szwedach, o testach medycznych, wojskowych kierowcach – potem zaczęło się to składać w spójną całość. Ostatecznie wątpliwości rozwiały wizyty w archiwach. Nie było tam ani śladu partyjnych konszachtów, chociaż rozumiem też, czemu z zewnątrz mogło to tak wyglądać. Przez pół roku przeprowadzałem rozmowy z mieszkańcami. Wspólnie odsłanialiśmy kolejne karty historii, dementowaliśmy plotki. Zbierałem wspomnienia, zdjęcia, wycinki prasowe, dokumenty. Dziś już wiem, że mamy na osiedlu ewenement – historię o eksperymencie, o ambicjach polskich architektów, by budować mieszkania większe i lepsze, a także o pogoni polskiego przemysłu za Zachodem. Oczywiście, jest także druga strona tego medalu, czyli zderzenie z rzeczywistością – mówi Mikołaj Kustra, autor projektu, student Instytutu Kultury Polskiej UW oraz mieszkaniec Stegien.
W grudniu 1974 roku przy ulicy Maltańskiej 6 oddany został blok „W-2” – jeden z czterech budynków powstałych w ramach eksperymentu chemizacji budownictwa. W ramach tego samego zagadnienia wybudowano tzw. Chemikaliowiec przy Wałbrzyskiej 19. Celem eksperymentu było próbne zastąpienie konwencjonalnych materiałów tworzywami sztucznymi, czyli np. zastosowanie winylowych wykładzin zamiast drewnianego parkietu. Takich materiałów w Polsce na szeroką skalę nie produkowano, dlatego blok przy Maltańskiej 6 wyposażono przy użyciu produktów z importu. Ściągnięto francuskie tapety, niemieckie wykładziny, wanny z akrylu, okna z PCW, składane ścianki, szwedzkie szafy w zabudowie. Lokale były kolorowe i niejednakowe – wnętrza aranżował Instytut Wzornictwa Przemysłowego. Przeprowadzano badania, więc mieszkańcy musieli udostępniać swoje mieszkania specjalnym komisjom. Mieszkania, na których przydział długo czekali. Z wyposażeniem, za które dopłacili niemałe wówczas pieniądze (i wcale nie w dolarach). Jednocześnie jakość polskiego montażu była niewspółmierna do jakości sprowadzonych materiałów. Naprawy gwarancyjne ciągnęły się latami, a spółdzielnia przyjęła dziesiątki skarg na fałdy, purchle, szczeliny, braki i niedoróbki.
Półtora roku później po drugiej stronie ulicy Świętego Bonifacego, przy Kaspijskiej 1, oddany został blok z pozoru bliźniaczy, jednak bez importowanych materiałów. Tutaj za realizację śmiałej wizji nowoczesności wziął się już rodzimy przemysł. Kolorowe wykładziny zastąpiło jednakowe gumoleum, zaś składane ścianki z plastikowych profili – zwykła cegła. Budynek ten nie był jednak inwestycją spółdzielczą – powstawał z przeznaczeniem na mieszkania służbowe dla dowódców i pracowników wojska. Nie było tu miejsca na nieporządek. Administracja wojskowa co 5 lat zarządzała odświeżanie wszystkich mieszkań. Wszelkie usterki, nawet drobne, można było zgłaszać dozorcy. W tym nietypowym, hermetycznym środowisku mieszkańcy czuli się jednocześnie wyjątkowi i uprzywilejowani, ale także obserwowani i wyobcowani.
Jak wyglądało życie w eksperymencie? Kto dostawał mieszkania? Dlaczego? Jakie budziły emocje? Unikalne historie mieszkańców obu budynków – „chemicznego” i „wojskowego” – poznać będzie można na wystawie, która odbędzie się 30 czerwca o godzinie 18:00 w Ośrodku Kultury Aktywne Stegny (Barcelońska 1). Wystawa została zainaugurowana 12 czerwca podczas kameralnego sąsiedzkiego spotkania uczestników projektu. Następnie przez tydzień można ją było oglądać na korytarzu 10. piętra Maltańskiej 6. Teraz, dzięki zainteresowaniu Międzyzakładowej Spółdzielni Mieszkaniowej „Energetyka”, zgromadzone materiały zobaczyć będą mogli wszyscy chętni.