Serwis korzysta z plików cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę, że będą one umieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Mogą Państwo zmienić ustawienia dotyczące plików cookies w swojej przeglądarce.

Dowiedz się więcej o ciasteczkach cookie klikając tutaj

Derby, pan Pouret, PMU i wielkie emocje

09-07-2025 21:07 | Autor: Tadeusz Porębski
Gonitwa Derby (2400 m) od setek lat rozpala emocje pasjonatów wyścigów konnych na świecie. Nie inaczej było w minioną niedzielę na służewieckim torze. Tysiące widzów oklaskiwało triumf ogiera Chestnut Rocket dosiadanego przez czeskiego internacjonała Václava Janáčka.

Koń wyścigowy ma szansę wygrać gonitwę Derby tylko raz w karierze, ponieważ jest ona przeznaczona wyłącznie dla 3-letnich koni pełnej krwi. Dlatego jest to wyścig wyjątkowy. W tym roku na starcie stanęło aż 18 ogierów i klaczy. Pierwszym faworytem był Bold pod zadomowionym w Polsce czeskim dżokejem Martinem Srnecem. Drugimi faworytami byli klacz Merveilleux Lapin z Erbolem Zamudinem Uulu w siodle, mająca w swoim performance zwycięstwo w gonitwie kategorii Listed w Hanowerze oraz dosiadany przez Václava Janáčka ogier Chestnut Rocket – triumfator majowej Nagrody Rulera, odpowiednika brytyjskiego klasyka „2000 Guineas”. W grze był również Belmond mający w siodle wielokrotnego czempiona służewieckiego toru Szczepana Mazura, odnoszącego sukcesy w gonitwach nad Zatoką Perską. Tegoroczne Derby były prawdziwą gonitwą selekcyjną rozegraną w znakomitym tempie. Prowadził Montenegrin, którego w dystansie naciskał Dzielny Wojtek. Po wyjściu na końcową zaatakowała Merveilleux Lapin i wydawało się, że galopuje po zwycięstwo. Wtedy pilnujący piątej pozycji Janáček włączył Chestnut Rocketowi „przerzutkę”. Na 150 m przed celownikiem ogier błyskawicznie dopadł rywalkę i wygrał niezagrożony. Efektem mocnego tempa był nowy rekord toru na dystansie 2400 m (2`27,2 sek.).

Łącznie rozegrano w niedzielę dziewięć gonitw, każdej towarzyszyły zacięta walka na zielonej bieżni oraz ogromne emocje licznie zgromadzonej publiczności. Niekwestionowanym faworytem gonitwy o Nagrodę Prezesa Totalizatora Sportowego (2600 m) dla folblutów starszych roczników był ogier Bremen, który w czerwcu zajął trzecie miejsce w wysoko dotowanej gonitwie kategorii G3 rozegranej w Rzymie. Niewielu przewidywało porażkę tego wyjątkowo utalentowanego konia. Wyścig pokazał jak wielka różnica klasy dzieli jeźdźców służewieckich od mających na koncie starty na Zachodzie dżokejów czeskich, słowackich, czy brytyjskich, których w niedzielę reprezentował na Służewcu Fred Larson. W Nagrodzie Prezesa TS wygrały jazda i zmysł taktyczny. Václav Janáček dosiadający ogiera Jolly Jumper zaraz po starcie zajął dogodną pozycję w czubie stawki i pilnował jej aż do wyjścia na końcową prostą. Szczepan Mazur plątał się natomiast w koniach na dalszych pozycjach. Jolly Jumper zaatakował prowadzącego przez większość dystansu (dodajmy – w dosyć umiarkowanym tempie) wałacha Chantico na około 400 m przed celownikiem i nie pozwolił odebrać sobie zwycięstwa. Dużo nie brakowało (1/2 długości), by wyraźnie spóźniony Bremen przegrał drugie miejsce ze Smoke Plume, co byłoby bardzo poważnym uszczerbkiem w performance obdarzonego wyścigowym talentem syna ogiera Galileo, irlandzkiego super – reproduktora.

Mający kłopoty z utrzymaniem wagi dżokej Szczepan Mazur zawiódł w niedzielę na całej linii. Nie wyczuwał tempa i w poszczególnych fazach gonitwy nie potrafił odpowiednio rozłożyć sił dosiadanych koni. W Nagrodzie Prezesa TS pojechał zbyt defensywnie, by nie powiedzieć bojaźliwie, natomiast na równie mocno faworyzowanych ogierze Kador (Nagroda Green Maestro – 1400 m) i wałachu Shamadram (Memoriał Fryderyka Jurjewicza – 1600 m) zbyt ofensywnie. W pierwszym przypadku ograł go na klaczy White Rocket praktykant dżokejski ze Słowacji Tomáš Roman, w drugim Anton Turgajew na ogierze Heaven Give Enough. Szczepan Mazur to niewątpliwie duży talent jeździecki, potrafił jako 17-latek wygrać służewieckie Derby na klaczy Nathalie of Budysin, ale dopuszczając do tak kontrowersyjnych i dotkliwych porażek, jak również do notorycznej nadwagi, godzi w wykreowany przez lata wizerunek dżokeja – zawodowca. Zawiódł Mazur, natomiast na wysokości zadania stanął trener Krzysztof Ziemiański, którego podopieczni wygrali w niedzielę aż trzy wyścigi (White Rocket, dwuletnia Deva oraz derbista Chestnut Rocket), a powinny wygrać cztery (nieszczęśliwa porażka Bremena). Konie Macieja Jodłowskiego, przewodzącego w rankingu służewieckich trenerów, wygrały tylko raz (Fa Mulan).

Tegoroczną Galę Derby należy zaliczyć do najbardziej udanych wydarzeń sportowo – towarzyskich na Służewcu w XXI wieku, tak pod kątem sportowym (liczne pola w gonitwach i znakomite czasy), jak i organizacyjnym. Dla pracowników służewieckiego oddziału Totalizatora Sportowego nie było to łatwe zadanie, choćby ze względu na wysoką frekwencję oraz obecność wielu znanych postaci ze świata polityki, kultury i sportu. Gonitwom przyglądali się m.in. minister rolnictwa Czesław Siekierski, burmistrzowie Mokotowa i Ursynowa – Rafał Miastowski oraz Robert Kempa, właściciel klubu piłkarskiego „Legia” Dariusz Mioduski, znani politycy, aktorzy i twórcy. Ogromnym zaskoczeniem była obecność pana Henri Poureta, dyrektora operacyjnego i zastępcy dyrektora generalnego „France Galop”, organu zarządzającego wyścigami konnymi we Francji. Pouret został w październiku ub.r. wybrany na konferencji w Casablance przewodniczącym Europejskiej i Śródziemnomorskiej Federacji Wyścigów Konnych (EMHF). Jego wybór został miesiąc później ratyfikowany w Hongkongu na posiedzeniu Rady Wykonawczej IFHA (Międzynarodowa Federacja Władz Wyścigów Konnych). IFHA zrzesza ponad 60 organizacji wyścigowych (jockey clubów) z 55 krajów.

Henri Pouret to wpływowy w branży wyścigowej rekin, którego wizytę w tym środowisku można porównać do wizyty Donalda Trumpa w środowisku politycznym. Jest bywalcem i gościem honorowym na najważniejszych torach wyścigowych świata – od paryskiego Longchamp i angielskiego Ascot, poprzez Sha Tin w Hongkongu, Tokyo Keiba-jo, Flemington w Melbourne, po słynny Churchill Downs w Louisville (Kentucky). Dyrektorowi operacyjnemu „France Galop” towarzyszyły przedstawicielki francuskiego PMU – Blandine de Kerautem oraz Dorota Śliwińska. PMU (Pari Mutuel Urbain) jest monopolistą na rynku stacjonarnych wyścigów konnych we Francji, największym operatorem zakładów wzajemnych w Europie i drugim co do wielkości w skali świata. Koński totalizator to nic innego jak tzw. zakłady wzajemne. Zakładać można się w zasadzie o wszystko – o mecze drużynowe, bądź indywidualne pojedynki w każdej dyscyplinie sportu, o rozstrzygnięcia w wyborach prezydenckich, jak również w meczach drużyn i w poszczególnych gonitwach na wyścigach konnych. Zakłady wzajemne nie są twardym hazardem, jak np. ruleta, automaty do gry, czy gry liczbowe, gdzie decyduje ślepy los. Jest to bardziej gra wiedzy, w której los ma niewielki udział.

We Francji roczne obroty tylko w końskim totalizatorze przekraczają 10 mld euro, z tej sumy około 75 proc. wraca do graczy, około 10 proc. do budżetu państwa (ponad 1 miliard euro), 9,5 proc. kasuje organizator wyścigów, a 5,8 proc. organizator końskiego totalizatora. W Polsce koński totalizator zamiast przynosić budżetowi państwa duże zyski – dogorywa. Pule w poszczególnych zakładach na Służewcu są śmiesznie niskie, fatalna ustawa hazardowa zabrania promowania zakładów wzajemnych. Skąd niespodziewana wizyta na Służewcu pana Henri Poureta i co ona może oznaczać dla polskich wyścigów konnych? Dzierżawcą zabytkowych torów i organizatorem gonitw tamże jest od 2008 r. państwowa spółka Totalizator Sportowy. Od lutego spółka ma nowego prezesa, panią Beatę Stelmach, menedżerkę z długim stażem zawodowym. Czy to ona dostrzegła niewykorzystany potencjał tkwiący w służewieckim torze i wyścigach konnych, czy może Francuzi dostrzegli niezagospodarowany rynek zakładów wzajemnych w bez mała 40-milionowym państwie zrzeszonym w UE i zaproponowali biznesowe rozmowy?

To nie jest istotne. Ważne, że wizyta osoby tak wpływowej w końskiej branży, jakim jest Henri Pouret, może być kamieniem milowym w historii polskich wyścigów konnych i otworzyć nowy rozdział dla tej królewskiej dyscypliny sportu. Wszystkie najważniejsze tory świata, oczywiście z wyjątkiem torów nad Zatoką Perską, mogą funkcjonować z odpisów pochodzących z obrotu w końskim totalizatorze. Im wyższe pule w grze, tym większy zysk dla organizatora gonitw, operatora zakładów wzajemnych, budżetu państwa, jak również dla graczy, którzy mają szansę walczyć o bardzo wysokie wygrane. Prawdopodobnie Francuzi nie zaproponują nam włączenie wszystkich gonitw rozgrywanych na Służewcu w sezonie wyścigowym do puli obejmującej Europę oraz kilka państwa na innych kontynentach. Prawdopodobnie na początek (próbnie) włączone mogłyby zostać pule kilku tylko dni wyścigowych – Derby, Wielka Warszawska, Nagroda Rulera (brytyjskie 2000 gwinei), sierpniowy Dzień Arabski z Nagrodą Europy, a może kolejny klasyk – Nagroda St. Leger oraz Derby dla koni czystej krwi arabskiej. Gdyby do tego doszło Służewiec i polskie wyścigi konne zostałyby po raz pierwszy dostrzeżone na rynku globalnym, ponieważ gracze obstawiający gonitwy usytuowani są pod każdą szerokością geograficzną. Milowy krok do przodu oraz prestiż dla Służewca.

I tu pojawia się problem. Włączenie zakładów wzajemnych w Polsce do europejskiej puli prowadzonej przez PMU wymaga pozytywnej opinii ministra finansów w zakresie gier multi-jurysdykcyjnych. Są to gry, w które można grać na różnych platformach i w różnych regionach, często z możliwością rywalizacji lub współpracy między graczami z różnych krajów. Mogą to być zarówno gry komputerowe, jak i mobilne, a także planszowe i karciane z elementami online. Przykładem może być funkcjonujący w Polsce od kilku lat EuroJackpot. W czerwcu ponownie nie padła główna wygrana. Do wygrania było 140 mln zł, jednak żaden z graczy nie wytypował poprawnie zestawu wylosowanych liczb i kumulacja wzrosła do 180 milionów zł. To pokazuje do jakich wysokości mogłyby wzrosnąć pule w polskim końskim totalizatorze, gdyby udało się go włączyć do puli prowadzonej przez Francuzów z PMU.

Zarząd Totalizatora Sportowego wykonał kawał dobrej roboty, piłka przechodzi na stronę Ministerstwa Finansów. Skoro resort wydał pozytywną opinię dla EuroJackpot byłoby dziwne, gdyby zablokował współpracę z PMU w zakresie zakładów wzajemnych. W takim przypadku to na MF spadłaby wyłączna odpowiedzialność za ewentualne fiasko rozmów z Francuzami i nie skorzystanie z wyjątkowo kuszącej finansowo oferty.

Foto: Tor Służewiec

Wróć