Serwis korzysta z plików cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę, że będą one umieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Mogą Państwo zmienić ustawienia dotyczące plików cookies w swojej przeglądarce.

Dowiedz się więcej o ciasteczkach cookie klikając tutaj

Czy czeka nas kolaps cywilizacyjny?

01-04-2026 20:45 | Autor: Tadeusz Porębski
Miałem ostatnio sporo do czynienia z kolegami robiącymi w recyklingu i odzyskiwaniu opakowań. Ich zdaniem, świadomość ekologiczna Polaków miast wzrastać systematycznie spada. Niestety, potwierdzają to badania. Cóż, Polacy od zarania dziejów byli na bakier z ekologią, to u nas urodziło się słynne określenie „brud, smród, nędza i ubóstwo”. Po transformacji ustrojowej w 1989 r. świadomość ekologiczna Polaków pozornie rosła, jednak – jak się okazuje – ekologia systematycznie spada w hierarchii wartości przeciętnego Polaka. Priorytety to niezmiennie zdrowie, ekonomia i bezpieczeństwo. Okazuje się, że nasi rodacy mniej angażują się w szeroko pojętą ochronę środowiska, za to chętniej wdrażają eko-nawyki we własnych domach segregując odpady i oszczędzając energię. Bogiem a prawdą, na oszczędność energii bardziej wpływa rachunek ekonomiczny, niż wysoka świadomość ekologiczna.

Ekologia jako ruch społeczny zaczęła się u nas wyłaniać dopiero we wczesnych latach osiemdziesiątych, więc opóźnienia w stosunku do wyedukowanych ekologicznie krajów Zachodu są gigantyczne. Katalizatorem nie była, jak na Zachodzie, postępująca modernizacja, nowe technologie, czy szybkie bogacenie się społeczeństwa, lecz zauważalna gołym okiem degradacja środowiska naturalnego. Ludzie zaczęli to dostrzegać i poznawać wynikające z tego zagrożenia. Jak pisał Tadeusz Burger, nieżyjący już polski socjolog, prekursor badań nad świadomością ekologiczną społeczeństwa polskiego – „Wobec braków edukacyjnych i informacyjnych zagrożenia ekologiczne ludzie poznawali na własnej skórze. Stąd też robotnik z Tarnobrzega wiedział więcej o ekologii, niż lekarz z Poznania”. Jego zdaniem, kształtująca się ekologiczna świadomość była raczej „świadomością strachu”, niż „świadomością wglądu”.

Świadomość ekologiczna to pojęcie wielowymiarowe opierające się na określonej wiedzy i przekonaniach, poglądach oraz stosunku człowieka do przyrody. Ta dosyć lapidarna definicja odsyła do trzech standardowo wyróżnianych wymiarów świadomości ekologicznej: poznawczego, emocjonalnego i behawioralnego (konkretne zachowania). Spośród tych trzech komponentów, najsilniej z podejmowanymi przez Polaka działaniami i wyborami wiąże się komponent behawioralny. Właśnie do niego odsyła pytanie, które postawiono we wszystkich trzech edycjach badań obejmujących m.in. Polskę. W latach 1990, 1999 i 2008 EVS (European Volunteer Service – wolontariat europejski w ramach programu Erasmus) zapytał Polaków, czy zgodziliby się oddać część swoich zarobków, gdyby mieli 100 proc. pewności, że zostanie ona przeznaczona na walkę z zanieczyszczeniem środowiska.

Na pytanie „Zdecydowanie się zgadzam, lub zgadzam się” twierdząco odpowiedziało w 1990 r. aż 74,8 proc. Polaków, dziewięć lat później było ich mniej (60,8 proc.), a w roku 2008 jedynie 44,9 proc. W zestawieniu wyników trzech edycji sondażu widać jak na dłoni wyraźnie malejącą skłonność Polaków do wsparcia swoimi pieniędzmi ochrony środowiska naturalnego przed zanieczyszczeniami. Odsetek osób skłonnych oddać na nią część swego dochodu skurczył się w ciągu dwudziestu lat aż o 30 proc., co powinno niepokoić i zostać poddane socjologicznej interpretacji. Porównując powyższe dane z danymi na temat zmian w polskim PKB, wskaźnikiem często uznawanym za determinantę wysokiej świadomości ekologicznej, wyraźnie widać, iż wzrost PKB, jaki dokonał się w ostatnim dwudziestoleciu, niestety nie przełożył się na wzmocnienie deklarowanej przez Polaków woli inwestowania w ochronę środowiska. Aby zrozumieć zaobserwowaną w sondażach EVS malejącą skłonność Polaków do wydawania pieniędzy na ekologię, należałoby wrócić do badań opinii publicznej z początku lat dziewięćdziesiątych.

Międzynarodowe sondaże, takie jak „Zdrowie planety” z roku 1992, plasują Polaków jako najbardziej krytycznych wobec stanu środowiska we własnym kraju ze wszystkich uwzględnionych w badaniu grup narodowych. Aż 71 proc. badanych uznało stan środowiska naturalnego na poziomie lokalnym (także ulic i budynków) za „bardzo zły” lub „dość zły”. Jeszcze gorzej oceniano jego kondycję w skali całego kraju – w tym przypadku odsetek odpowiedzi krytycznych sięgnął 88 proc. Według ostatnich danych Instytutu na Rzecz Ekorozwoju, główną motywacją dbania o środowisko jest dla nas zdrowie własne i rodziny (69 proc.). Z troską tą współgrał dyskurs ekologiczny pierwszej połowy lat dziewięćdziesiątych. Słowo „ekologia” było wówczas pustosłowiem. Mimo że Polacy są dziś bogatsi niż w początku lat dziewięćdziesiątych, świadomość ekologiczna wyraźnie się obniża. To zmiana zupełnie nieoczywista.

Istotna mogła być widoczna poprawa stanu środowiska naturalnego jaką przyniosły pierwsze lata transformacji. Wiele dostrzegalnych objawów degradacji środowiska wywołujących obawy o zdrowie ustąpiło, dając społeczeństwu wrażenie zmiany sytuacji na lepsze. W zmieniających się warunkach znaczenia nabrały problemy ekologiczne o zupełnie innym charakterze, np. zmiany klimatyczne. Jak podnosić malejący poziom świadomości ekologicznej Polaków? Wydaje się, że jedną z najważniejszych kwestii w kształtowaniu świadomości ekologicznej jest dążenie do zachowania równowagi. Dzięki m.in. promowaniu ekologicznego stylu życia idzie nam w tym względzie trochę lepiej. Coraz bardziej zdajemy sobie sprawę, że nasze działania mają wpływ na środowisko naturalne. Bez troski z naszej strony, otaczające nas środowisko może ulegać stopniowo degradacji, co ostatecznie doprowadzi do problemów z uzyskaniem dobrej jakości pożywienia i wody, elementów, które są nam do życia niezbędne.

Rozwój technologiczny nie może zakłócać biologicznego rytmu naszej planety, bo jeśli tak się stanie czeka nas katastrofa. Prędzej czy później, ale raczej prędzej. Jednym z podstawowych narzędzi w rozwoju świadomości ekologicznej jest edukacja ekologiczna. Dzięki niej możemy kształcić i wychowywać społeczeństwo w duchu poszanowania dla środowiska naturalnego, czyli naszego środowiska. Konieczne jest ujęcie jego ochrony w wymiarze nie tyle globalnym, co przede wszystkim lokalnym. To troska o nasze otoczenie powinna zajmować pierwsze miejsce, gdyż od jego jakości zależeć będzie nie tylko nasze zdrowie i życie, ale również przyszłych pokoleń, które pojawią się po nas. Optymizmem napełnia to, że coraz większa liczba przedsiębiorców wdraża do swoich firm rozwiązania ekologiczne z myślą nie tylko o ochronie przyrody, ale również własnego portfela. Oprócz wysokich dotacji, jakie można uzyskać decydując się na rozwiązania ekologiczne, większa świadomość ekologiczna oraz związane z nią działania sprawią, że firmy staną się... bardziej ekonomiczne.

Zanik świadomości ekologicznej społeczeństwa, objawiający się obojętnością wobec natury, niesie ze sobą poważne konsekwencje dla środowiska, zdrowia ludzi oraz dla gospodarki. Z najnowszych badań wynika, że tzw. Eko-Obojętni stanowią już znaczną część społeczeństwa. Należy więc bić na alarm. Główne zagrożenia wynikające ze spadku świadomości ekologicznej, to pogłębienie kryzysu klimatycznego i degradacja środowiska, m.in. niszczenie lasów, zanieczyszczenie gleb, wód i powietrza. Spadek świadomości skutkuje też mniejszą dbałością o recykling i segregację odpadów, co zwiększa ilość śmieci. Jednak nadal największe zagrożenie jakie stwarzają Eko-Obojętni dotyczy ludzkiego zdrowia, zanieczyszczanie bowiem powietrza, wód i gleby, wynikające z braku troski o środowisko, bezpośrednio prowadzą do powstawania chorób. Podejmowanie nieświadomie szkodliwych działań, to np. skupianie się na bieżących, krótkotrwałych korzyściach (niska cena produktu).

Zagrożenia te prowadzą do sytuacji, w której ekologia przestaje być traktowana priorytetowo, ustępując miejsca konsumpcjonizmowi, co zagraża trwałości podstawowych procesów przyrodniczych. Musimy wbić sobie do naszych głów, że nie dbając o środowisko naturalne sami możemy doprowadzić do poważnego kryzysu, a nawet własnej zagłady. Środowisko i człowiek są nierozerwalnie połączone – brak dbałości o jedno, bezpośrednio uderza w drugie. Działalność człowieka, taka jak nadmierna konsumpcja, eksploatacja paliw kopalnych, czy produkcja odpadów (szczególnie plastiku), to główne czynniki destrukcyjne. Choć Ziemia jako planeta przetrwa, to warunki do życia dla człowieka mogą stać się niemożliwe do utrzymania, co w skrajnym scenariuszu oznacza tzw. „kolaps cywilizacyjny”, czyli gwałtowny, drastyczny spadek złożoności społecznej i gospodarczej, często prowadzący do upadku struktur państwowych i depopulacji.

Każde z naszych najważniejszych katolickich świąt – Wielkanoc i Boże Narodzenie – to czas skupienia i zadumy. Przemyślmy swój stosunek do otaczającej nas przyrody i środowiska, zróbmy to nie dla samych siebie, ale dla potomnych. Zostawmy im planetę w takim stanie, by mogli zdrowo i wygodnie żyć. Wesołych Świąt i Mokrego Dyngusa!

Wróć