Serwis korzysta z plików cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę, że będą one umieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Mogą Państwo zmienić ustawienia dotyczące plików cookies w swojej przeglądarce.

Coraz bardziej wstyd być Polakiem...

14-04-2021 20:10 | Autor: Tadeusz Porębski
To, że jesteśmy w dupie, to jasne. Problem w tym, że zaczynamy się w niej urządzać. Powyższe powiedzenie pochodzi z teki "Kisiela", czyli Stefana Kisielewskiego, jednej z najbarwniejszych powojennych osobowości w Polsce, niekwestionowanego autorytetu moralnego, pisarza i felietonisty m.in. "Tygodnika Powszechnego". Leopold Tyrmand, autor kultowej powieści "Zły", mawiał, że "Kisiel" ma mózg wyekwipowany w zdolność jasnego, prostego, łatwego przedstawiania własnej prawdy, choćby najtrudniejszej, czasem uparty i pieniacki, ale zakorzeniony w zdrowym i prawidłowym odczuciu moralnych odpowiedzialności, wahań i rzetelności. Inna wybitna osobowość, zmarły w 2006 r. słynny pisarz science fiction Stanisław Lem, niejako potwierdził w jednym z radiowych wywiadów tezę "Kisiela": „Wkrótce Europa przekona się, i to boleśnie, co to są polskie fobie, psychozy oraz historyczne bóle fantomowe”. I tym razem ten genialny futurolog bezbłędnie przewidział przyszłość.

Lapidarne podsumowanie Polski z czasów realnego socjalizmu jak ulał pasuje do dzisiejszej RP, zrzeszonej w elitarnej Unii Europejskiej. Jeszcze przed tygodniem moje podejście do PiS i tzw. Zjednoczonej Prawicy było dosyć liberalne, wystrzegałem się totalnej krytyki, doszukując się w działaniach tego ugrupowania także dobrych stron. Wystarczyło siedem dni, bym na zawsze zmienił zdanie i stał się zdeklarowanym przeciwnikiem Jarosława Kaczyńskiego oraz jego politycznej drużyny. Miarka przebrała się po wyczynach europosła PiS Ryszarda Czarneckiego, ministra, za przeproszeniem, sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry, a przede wszystkim po potraktowaniu per noga w Trybunale Konstytucyjnym dr. Adama Bodnara, Rzecznika Praw Obywatelskich. Kiedy patrzyłem jak stojący w postawie zasadniczej, ze skromnie splecionymi dłońmi RPO przesłuchiwany jest przez pyszniącego się za sędziowskim stołem byłego komunistycznego prokuratora z czasów stanu wojennego, całkowicie uszło ze mnie powietrze. To tak ma wyglądać ta wasza "dobra zmiana"? Retoryka Kazimierza Pawlaka rodem z "Samych swoich"? Tak, komunista, ale nasz, na własnej piersi wyhodowany. Trzeba mi było tych trzech wydarzeń, bym wreszcie zajarzył, że nie mamy już w Polsce systemu demokratycznego, lecz partyjny. Państwem niepodzielnie rządzi jedno ugrupowanie kierujące się leninowską zasadą "kto nie z nami, ten przeciwko nam". Skoro tak stawiacie sprawę, to informuję, że obywatel Tadeusz Porębski nie jest z wami.

Bogaty i ucywilizowany Zachód przyjął nas w 2004 r. do swojego elitarnego grona. Mogliśmy nadrabiać wielowiekowe zaległości cywilizacyjne, wnosząc jednocześnie do Europy własne wartości. Co wnieśliśmy? Pieniactwo, bogoojczyźnianą retorykę, ksenofobię, strefy wolne od LGBT oraz cwaniactwo graniczące z oszustwem, którego twarzą stał się europoseł PiS Ryszard Czarnecki. Zięć powszechnie szanowanego gen. Mirosława Hermaszewskiego, pierwszego polskiego kosmonauty, z którym miałem zaszczyt zasiadać przy wspólnym stole biesiadnym, "kreatywnie" rozliczał w Parlamencie Europejskim wyjazdy służbowe. Według śledczych Europejskiego Urzędu ds. Zwalczania Nadużyć Finansowych (OLAF), pieszczoch PiS miał przekazywać PE sprawozdania finansowe, w których zawyżał tzw. kilometrówkę, czyli dodatek na podróże, każdorazowo o 340 km. Śledczy OLAF oprócz kilometrówek zbadali także liczne przejazdy Czarneckiego samochodami, które nie należały do niego. Właściciele aut zaprzeczyli, by pożyczali je posłowi. Jeden z samochodów, wykazanych przez europosła w sprawozdaniach, został zezłomowany jeszcze w 2011 r. W dniu 10 kwietnia PE poinformował, że europoseł został powiadomiony o decyzji i przystąpił do zwrotu kosztów w wysokości około 100 tys. euro. To oznacza przyznanie się do winy, co z kolei oznacza, że Ryszard Czarnecki jest oszustem.

Komisja Rady Europy do spraw wyboru sędziów Europejskiego Trybunału Praw Człowieka odrzuciła wszystkich polskich kandydatów. Kandydatami rządu byli m.in. dr hab. Elżbieta Karska, profesor na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, prywatnie żona europosła PiS Karola Karskiego oraz dr hab. Aleksander Stępkowski, rzecznik prasowy Sądu Najwyższego, założyciel ultrakonserwatywnego Ordo Iuris, były wiceminister w rządzie PiS. Odrzucenie całej listy oznacza, że procedura konkursowa w Polsce musi zostać powtórzona. Widać Komisja RE nie chce zaśmiecać swoich szeregów kandydatami rekomendowanymi prze PiS. Policzek ten zawdzięczamy przede wszystkim ministrowi Zbigniewowi Ziobrze, który zwykł kwestionować wyroki sądów będące nie po jego myśli. Ma również niepohamowane tendencje do publicznego nazywania podejrzanych przestępcami, mimo że w ich sprawach nie zapadły jeszcze prawomocne wyroki (o wybitnym kardiologu dr. Mirosławie Garlickim: "ten człowiek nigdy już nikogo nie zamorduje").

Ostatnio Ziobro przekroczył kolejne granice. W miniony poniedziałek sędzia Agnieszka Domańska z Sądu Okręgowego w Warszawie nie przedłużyła podejrzanemu o korupcję byłemu ministrowi transportu Sławomirowi N. aresztu o kolejne trzy miesiące. N. przebywał w areszcie „wydobywczym” od 9 miesięcy, ale prokuraturze nie udało się go złamać i nakłonić do obciążenia ważnych polityków Platformy Obywatelskiej, przede wszystkim Donalda Tuska. Sędzia zastosowała wobec N. wolnościowe środki zapobiegawcze w postaci dozoru policyjnego, zakazu opuszczania kraju oraz poręczenia majątkowego w wysokości 1 mln złotych. Postanowienie sędzi Domańskiej wywołało wściekłość Ziobry i jego najbliższych współpracowników. Pan minister ogłosił urbi et orbi, że „N. powinien wrócić tam, gdzie jest jego miejsce”. Zapowiedział jednocześnie, że jeśli decyzja o stosowaniu wolnościowych środków zapobiegawczych wobec N. uprawomocni się w sądzie odwoławczym, to ujawni materiał dowodowy zgromadzony w tej sprawie. Tego rodzaju prowokacyjnych i nieodpowiedzialnych wypowiedzi ministra sprawiedliwości nie notowano nawet w czasach komuny i realnego socjalizmu. Czekamy aż sędzia Domańska karnie wyląduje na przykład w Lesku. To w Bieszczadach, ponoć w tamtejszym sądzie rejonowym jest wolny etat.

Polska – miast kwitnąć, powoli tonie w mroku. Prawo traktowane jest niczym uliczna prostytutka, z którą byle mundurowy stojak może zrobić co tylko zechce. Interes publiczny, owszem, ale jedynie w gębach polityków rządzących państwem. Kultura parlamentarna i poszanowanie praw mniejszości? Tadeuszu, chyba zbiera ci się na żarty. Moralność i etyka w polityce? Sorry, bez jaj proszę. Innowacyjność w gospodarce? Tylko w planach. Wynalazki czy patenty świadczące o talentach tkwiących w potomkach Piasta i Rzepichy? W ostatnich latach – zero. Kultura w narodzie na co dzień? Jak najbardziej, przykładem może być czerstwy bamber, który ostatnio w Wałbrzychu potraktował gazrurką samochód innego użytkownika jezdni, bo ten wcześniej czymś mu się naraził. Jednym słowem – chcesz pokosztować do woli wina i szampana? Jedź do Francji. Chcesz Rolls Royce`a? Jedź do Anglii. Ulokować bezpiecznie pieniądze? Tylko Szwajcaria. Ukraść bądź sprzeniewierzyć bezkarnie miliony i traktować prawo jak ścierkę do podłogi? Kierunek – Najjaśniejsza Rzeczpospolita.

Moim zdaniem, a żyję już siedem dekad i wiele widziałem, dzisiejsza Polska to ropiejący wrzód na ciele Europy. W UE powoli mają nas dosyć. To widać, słychać i czuć. A w kraju? Coraz ostrzejsza jazda. Najwyższa Izba Kontroli w związku ze sprawdzaniem działalności Polskiej Fundacji Narodowej skierowała do prokuratury zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez zarząd fundacji. Pomimo upływu kolejnych wyznaczanych terminów zarząd nie zapewnił kontrolerom Izby dostępu do dokumentów umożliwiających przeprowadzenie czynności kontrolnych w założonym zakresie. Dlatego NIK postanowiła złożyć zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa polegającego na udaremnieniu (utrudnianiu) przeprowadzenia kontroli. PFN została powołana pod koniec 2016 r., utworzyło ją 17 dużych spółek z udziałem Skarbu Państwa, które zobowiązały się do dokonywania wpłat na Fundusz Założycielski PFN. Poszczególne wpłaty wynoszą od 1,5 do 7 mln złotych. Zgodnie z zapisami statutu, PFN powinna otrzymać do 2026 r. łącznie ponad 633 mln zł. Na co pójdzie ta góra pieniędzy i kto będzie ich dystrybutorem? Udzielenie odpowiedzi na to pytanie nie jest zbyt trudne.

Na koniec inny polski smaczek, potwierdzający bajzel w państwie i kompletny brak wyobraźni decydentów. W Centrum Cyklotronowym Bronowice w Krakowie mają na składzie super zaawansowany technologicznie sprzęt w postaci akceleratora protonowego. To cudo medycznej techniki kosztowało, bagatela, 300 (słownie: trzysta) milionów złotych i umożliwia niszczenie komórek nowotworowych wewnątrz ciała praktycznie bez naruszania okolic guza. Ośrodek otwarty, sprzęt zakupiony, kadra naukowa i medyczna wyszkolona w zagranicznych placówkach, kontrakt z NFZ zawarty, więc nie pozostaje nic innego, jak tylko leczyć. Przy terapii protonowej lekarze są w stanie podać dawkę, która niszczy komórki nowotworowe i dzieje się to przy najmniejszych możliwych szkodach dla komórek zdrowych. Zatem leczcie pełną parą, bo przecież umierają dorośli, umierają dzieci... Niestety, krajowy konsultant ds. zdrowia wskazał tylko pięć (!) typów nowotworów, które można naświetlać protonowym akceleratorem. I są to guzy tak egzotyczne, jak struniak policzkowy, który miała tylko jedna osoba w Polsce (już została wyleczona). Ludzie masowo umierają na nowotwory, a sprzęt za 300 mln złotych, który mógłby uratować życie tysięcy pacjentów, wykorzystywany jest w porywach do 20 procent. Bo krajowy konsultant ds. zdrowia tak zadecydował. To jest Polska właśnie.

Wróć

Interesuje Cię współpraca?
Napisz do nas! wspolpraca@passa.pl
Copyright 2015 - Wszelkie prawa zastrzeżone
Projekt i wykonanie: MEETMEDIA