Serwis korzysta z plików cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę, że będą one umieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Mogą Państwo zmienić ustawienia dotyczące plików cookies w swojej przeglądarce.

Dowiedz się więcej o ciasteczkach cookie klikając tutaj

Cokolwiek wybierzesz...

21-01-2026 20:12 | Autor: Mirosław Miroński
Z moich obserwacji i osobistych doświadczeń wynika, że w wielkim mieście, jakim jest Warszawa, można spędzać czas znacznie ciekawiej niż w wielu innych miejscach w kraju, gdzie nie dzieje się aż tak wiele. Mówiąc „ciekawiej”, mam na myśli przede wszystkim bogatszą ofertę kulturalną, możliwość uprawiania sportów oraz korzystania z różnorodnych form rekreacji. Może to brzmieć jak truizm, wszak mówimy o stolicy. To największa aglomeracja w Polsce, a zatem potrzeby jej mieszkańców są również największe. Jak w każdym dużym mieście, zapotrzebowanie na kulturę, usługi i rozmaite udogodnienia jest zaspokajane niemal na wyciągnięcie ręki – by nie powiedzieć, że propozycje te są nam wręcz podsuwane pod nos. Wystarczy spojrzeć na media: pełno w nich ofert, reklam i zaproszeń – aż chce się korzystać.

Choć warszawiacy mają to wszystko w zasięgu ręki, samo nic się nie wydarzy. Nie jest to wcale takie proste. Trzeba jeszcze zadać sobie pewien trud, by znaleźć to, co rzeczywiście nas zainteresuje – zarówno nas samych, jak i innych, jeśli planujemy wyjście z rodziną czy przyjaciółmi. I tu czasem pojawia się problem, ponieważ nadmiar możliwości może przyprawić o zawrót głowy, a przecież trzeba się na coś zdecydować. Najlepiej tak, aby był to wybór odpowiedni dla wszystkich i przez wszystkich zaakceptowany. Jak głosi popularne powiedzenie „od nadmiaru głowa nie boli”. Sytuacja ta przypomina nieco znany wiersz Aleksandra Fredry o osiołku, który nie potrafił zdecydować, co zjeść najpierw:

„Osiołkowi w żłoby dano,

W jeden owies, w drugi siano…

Trudny wybór, trudna zgoda

Chwyci siano, owsa szkoda…”

Nie porównuję nikogo do osiołka; zwracam jedynie uwagę na to, że w życiu nieustannie musimy podejmować decyzje i dokonywać wyborów. Ot, cała filozofia. Zresztą, jak głosi cytat przypisywany Sokratesowi, cokolwiek wybierzemy i tak będziemy żałować. To z czego zrezygnujemy, pozostaje gdzieś w naszej świadomości i potrafi nas dręczyć. Tak na marginesie. Coś jednak jest na rzeczy – często dokonujemy wyboru, nie wiedząc, co by było, gdybyśmy wybrali inaczej. Być może w sprawach trudnych i naprawdę ważnych ma to znaczenie, lecz w kwestii rozrywki czy spędzania wolnego czasu ryzyko podjęcia „złej” decyzji jest zdecydowanie mniejsze. Przecież zawsze można wybrać jedno, a następnym razem coś innego, dla odmiany. Można więc, w pewnym sensie, zjeść ciastko i mieć ciastko, choć już nie to samo.

Czas jednak wyrwać się ze świata filozofii i cytatów oraz wrócić do praktyki, wolnej od ciężaru nadmiernego roztrząsania decyzji. Świat się nie zawali, jeśli jednego dnia pójdziemy na lodowisko, a innym razem do teatru, kina czy na wystawę sztuki. Zostawmy teoretyczne subtelności mędrcom i filozofom, takim jak Michel de Montaigne czy bliższy nam Jakub Szamałek, autor powieści noszącej znamienny tytuł Cokolwiek wybierzesz. Tak więc nie płaczmy nad rozlanym mlekiem. Ups, znów powiedzonko.

Wróćmy jednak do naszych baranów, albo osiołków i podejdźmy do kwestii wyboru pragmatycznie: wybierzmy i nie żałujmy albo wybierzmy tak, by nie było czego żałować. Zresztą, gdybyśmy musieli dokonywać wyborów wyłącznie w tak błahych sprawach... Do rzeczy jednak. Gdy etap wyboru miejsca imprezy czy innego wydarzenia mamy już za sobą, pozostaje finalizacja: zapłacić i pojechać albo pojechać i zapłacić na miejscu. Na szczęście w dobie Internetu takie kwestie przestały być problemem.

Jak wspomniałem wcześniej, mieszkamy w wielkim mieście pełnym najrozmaitszych atrakcji. Nie wystarczy jednego życia, aby wszystko zobaczyć, dotknąć, spróbować. Jednym z wydarzeń, które trafiło do Warszawy, jest immersyjne widowisko świetlne „Genesis – An Immersive Lightshow”. To trzydziestominutowy spektakl inspirowany historią stworzenia świata, prezentowany we wnętrzu Kościoła Ewangelicko-Reformowanego. Widowisko opiera się na projekcji obrazów połączonych z dźwiękiem. Nie ma tu fabuły prowadzonej „za rękę” ani narzuconych interpretacji. To widz sam składa całość z obrazów, światła i muzyki. Jedni dostrzegą w tym kosmos, inni naturę, jeszcze inni – po prostu grę form i kolorów. I działa to zdecydowanie na korzyść spektaklu.

„Genesis”, zaprezentowane w przestrzeni kościoła ewangelickiego, stanowi interesujące połączenie sztuki, refleksji teologicznej oraz nowoczesnych środków wyrazu. Punktem wyjścia dla narracji jest biblijna Księga Rodzaju, interpretowana nie literalnie, lecz symbolicznie i uniwersalnie. Twórcy sięgają po motywy stworzenia świata, światła, porządku i chaosu, ukazując je jako procesy wciąż aktualne i obecne w ludzkim doświadczeniu. Przestrzeń sakralna nie jest tu jedynie tłem wydarzeń, lecz aktywnie współtworzy spektakl. Architektura kościoła, oszczędna w formie i pozbawiona nadmiaru dekoracji, sprzyja skupieniu i kontemplacji. Dzięki temu uwaga widza koncentruje się na słowie, dźwięku i świetle – podstawowych środkach wyrazu widowiska „Genesis”. Muzyka, nawiązująca do tradycji protestanckiej, buduje atmosferę podniosłości, a jednocześnie pozostaje bliska współczesnemu odbiorcy.

Widowisko nie narzuca jednoznacznych interpretacji, lecz zaprasza do osobistej refleksji nad sensem istnienia oraz odpowiedzialnością człowieka za stworzony świat. W efekcie mamy do czynienia zarówno z wydarzeniem artystycznym, jak i doświadczeniem duchowym oraz intelektualnym, interesującą alternatywą dla codziennych form spędzania wolnego czasu.

Wróć