Serwis korzysta z plików cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę, że będą one umieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Mogą Państwo zmienić ustawienia dotyczące plików cookies w swojej przeglądarce.

Chłopy, co nie chcą Europy...

10-08-2022 21:27 | Autor: Tadeusz Porębski
Przez wieki kojarzeni ze Wschodem nagle staliśmy się Zachodem, ponieważ przyjęto nas do elitarnego, wpływowego, bogatego klubu zwanego Unią Europejską. ONZ zrzesza obecnie 193 państwa, przynajmniej 150 marzy o tym, by znaleźć się w tak elitarnym gronie. Tymczasem nasz rząd i część społeczeństwa (na szczęście niewielka) to eurosceptycy. W ogóle nie patrzą na to, że według danych Ministerstwa Finansów nasz kraj od maja 2004 r. do listopada 2021 r. wpłacił do budżetu UE ponad 68,6 mld euro (uwzględniając zwroty oraz składkę), by w tym samym okresie pozyskać z unijnego budżetu prawie 210,4 mld euro. To nie jest żadna spekulacja i złota myśl redaktora Porębskiego, powyższe dane są ogólnodostępne i znajdują się na stronie internetowej MF. Najważniejszą dla nas korzyścią z członkostwa we Wspólnocie są więc duże pieniądze. Ale jest mnóstwo dodatkowych korzyści, jak na przykład możliwość bezwizowego podróżowania, prowadzenia biznesu w dowolnym kraju UE, nauki najzdolniejszych młodych Polaków na każdej wybranej uczelni (z szansą na uzyskanie stypendium), czy możliwość stałego zamieszkania w każdym z 27 krajów unijnych z pominięciem uciążliwych procedur.

Co więc utkwiło w głowach polityków i części obywateli RP, że UE stała się ich wrogiem? Szczególnie teraz, w dobie galopującej inflacji i dotkliwego braku surowców, w sytuacji kiedy za wschodnią granicą potwór krwawo rozprawia się z naszym sąsiadem Ukrainą. Właśnie teraz należy działać wspólnie i w porozumieniu – solidarnie, bo tylko tak możemy wyjść na ląd suchą stopą. Przecież to w Polsce narodziło się hasło „Solidarność”, które przekuliśmy w wolność i demokrację.

Co więc stało się z nami przez minione 30 lat? Rządzących obecnie krajem polityków jestem w stanie zrozumieć, bo mają w wywoływaniu antyunijnej histerii ukryty cel, ale Polaków – eurosceptyków kompletnie nie rozumiem.

Zrozumienie takiej postawy jest poza moim zasięgiem intelektualnym, choć oczywiście szanuję poglądy odmienne od moich. Ale eurosceptyków nigdy nie zrozumiem. Natomiast polityczny cel tzw. Zjednoczonej Prawicy stał się dla mnie jasny po ostatnich publicznych wystąpieniach partyjnych czynowników, z Wodzem na czele, który raz za razem powtarza Komisji Europejskiej: koniec tego dobrego. Wojna. „Ustępstwa nic nie dały, choć poszliśmy daleko, według mnie ryzykownie daleko. Trzeba uznać tę prawdę i skupić się na zabezpieczaniu polskich obywateli” – powiedział w wywiadzie dla jednej z ultraprawicowych gazet. Niniejszym, proszę Wodza, by raczył mnie akurat nie zabezpieczać, ponieważ czuję się w pełni zabezpieczony członkostwem w UE oraz NATO. Obejdzie się więc bez jego zabezpieczeń, raczej niech zabezpieczy się sam na wypadek utraty władzy w państwie, co staje się coraz bardziej realne. Nie chciałbym być wtedy w jego skórze.

Okazuje się, że porozumienie, które zostało zawarte wewnątrz obozu władzy, zakłada, iż nie będzie kompromisu z Komisją Europejską w sprawie praworządności. Co to oznacza? Przede wszystkim to, że nie otrzymamy 58 mld euro z unijnego funduszu odbudowy. Oznacza również, że nadal bije licznik kar nałożonych na Polskę przez TSUE za nieprzestrzeganie praworządności. Na dzień 10 sierpnia br. łączna wysokość kar za Turów i funkcjonowanie Izby Dyscyplinarnej wynosi ponad 450 mln euro (500 tys. euro dziennie i 1 mln euro dziennie).

Problemem w kontaktach z Brukselą jest to, że podpisaliśmy stosowne traktaty, ale nie przestrzegamy pewnych zasad obowiązujących w elitarnym klubie jakim jest UE. Chodzi przede wszystkim o polityczne sterowanie sądownictwem i prokuraturą polegające na bezprawnym zawieszaniu, odwoływaniu i przesuwaniu funkcjonariuszy wymiaru sprawiedliwości prezentujących niezależność i niezawisłość. Oddzielenie sądownictwa od wpływu polityków to podstawowa, żelazna zasada obowiązująca w UE. Niezależny i niezawisły wymiar sprawiedliwości bowiem to fundament demokracji, dlatego Bruksela nam nie odpuści. W żadnym wypadku. Tu należy mocno podkreślić, że z Komisją Europejską i TSUE nie jest w sporze żaden kraj Wspólnoty poza Polską. Nawet węgierski dyktator, do niedawna wzorzec dla naszego Wodza, zdaje się tulić uszy. A mnie bolą uszy od bełkotu wydalanego przez eurosceptyków, którzy wrzeszczą, że „UE narusza naszą suwerenność, bo sądownictwo to nasza wewnętrzna sprawa”. Nieprawda, bzdura i pic na wodę. Kiedy do elitarnego klubu wchodzi ktoś uważający smarkanie w rękaw i puszczanie bąków na salonie za normę, musi zrezygnować z publicznego smarkania oraz pierdzenia i zastosować się do zasad obowiązujących w klubie. Musi, bo jak nie, to wpierw ostracyzm, a potem za drzwi – won do chlewa i pod strzechę. Czy ktokolwiek obserwujący sytuację w kraju może powiedzieć, że polski wymiar sprawiedliwości jest całkowicie niezawisły i nie podlega politycznej kontroli? Chyba tylko ten, kto stracił rozum.

Sędzia Igor Tuleya uchylił decyzję prokuratury o umorzeniu śledztwa w sprawie posiedzenia Sejmu z 16 grudnia 2016 r., kiedy przeniesiono obrady do małej sali odbierając tym samym możliwość głosowania wielu posłom opozycji. Płaci za to do dzisiaj. W minioną niedzielę prezeska Sądu Okręgowego w Warszawie wykonała postanowienie SO Warszawa – Praga o przywróceniu Tulei do orzekania. Tego samego dnia nowy prezes Sądu Apelacyjnego uchylił jej postanowienie. Piotr Schab, bo o nim mowa, jak również jego zastępca w SA sędzia Przemysław Radzik, to najbliżsi współpracownicy ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry. „Trudno o bardziej dobitny przykład upadłych, politycznie skorumpowanych i służalczych sędziów. Oni już nie zachowują się jak sędziowie, tylko jak chodzący na krótkiej smyczy obozu władzy "cyngle polityka” – powiedział sędzia Dariusz Mazur, rzecznik Stowarzyszenia Themis. I dodał: „Po przywróceniu praworządności osoby, które w tak drastyczny sposób sprzeniewierzyły się rocie sędziowskiej przysięgi muszą liczyć się nie tylko z odpowiedzialnością dyscyplinarną, ale i karną”.

Ostatnio Radzik przesunął do wydziału pracy bez ich zgody doświadczone sędzie Ewę Leszczyńską – Furtak i Ewę Gregajtys, które przez lata orzekały w II Wydziale Karnym SA. To kolejna represja służbowa, ponieważ stosowały one orzeczenia europejskich trybunałów podważające neo-KRS i neo-sędziów. We wrześniu ub. roku obie złożyły do prezesa swojego sądu oświadczenie, w którym odmawiają orzekania z osobami powołanymi na stanowiska sędziowskie przy udziale nowej KRS. Zostały za to ukarane. Taka jest sędziowska niezawisłość w Polsce rządzonej przez Wodza Jarosława.

Ewa Gregajtys była przewodniczącą składu orzekającego w sprawie Jolanty Batyckiej – Wąsik, wójt gminy Lesznowola, która wniosła do SA apelację od niekorzystnego dla niej wyroku SO. Wyrok w SA już zapadł, ale jego ogłoszenie było od maja kilkakrotnie przesuwane, kolejny termin to 14 września. Czy ogłosi go niepracująca już w wydziale karnym sędzia Ewa Gregajtys? A może sprawa będzie od początku rozpatrywana w nowym składzie? Niesamowity bajzel, który Ziobro i jego kompani nazywają „reformą sądownictwa”. Czy widząc, co dzieje się w polskim wymiarze sprawiedliwości, można się dziwić, że UE używa wszelkich narzędzi, by oddzielić sędziów oraz prokuratorów od destrukcyjnego wpływu Ziobry, Schaba, Radzika i kilkunastu innych ministerialnych nominatów? Warto przy okazji przypomnieć, co oznacza termin „trójpodział władzy” i na czym polega. W największym skrócie oznacza rozdzielenie władzy ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej, które mają na siebie nawzajem z jednej strony oddziaływać, a z drugiej hamować i kontrolować. Najprościej rzecz ujmując, trójpodział to oddzielenie od siebie poszczególnych władz, by nie mogły one na siebie wpływać. I właśnie o to pod naszym adresem postulują UE, KE i TSUE.

Gdy jedno ugrupowanie kontroluje parlament i sądownictwo, to jego wizja państwa staje się wspólną wizją, a jego wartości, wspólnymi wartościami. W takiej sytuacji wolność jednostki jest zagrożona. Wizja państwa proponowana przez tzw. Zjednoczoną Prawicę jest zaprzeczeniem tego, o co walczyła opozycja w latach osiemdziesiątych. Demontaż Trybunału Konstytucyjnego, demolowanie sądownictwa i prezentowanie swoistej reinterpretacji trójpodziału władzy, gdzie władza ustawodawcza, czyli parlament, miałby pełnić rolę nadrzędną w stosunku do władzy sądowniczej, jest wstępem do dyktatury. Wszystkie znane w historii przypadki, gdy trójpodział władzy został zaburzony, kończyły się dyktaturą.

Wróć

Interesuje Cię współpraca?
Napisz do nas! wspolpraca@passa.pl
Copyright 2015 - Wszelkie prawa zastrzeżone
Projekt i wykonanie: MEETMEDIA