Serwis korzysta z plików cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę, że będą one umieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Mogą Państwo zmienić ustawienia dotyczące plików cookies w swojej przeglądarce.

Dowiedz się więcej o ciasteczkach cookie klikając tutaj

39. rocznica katastrofy lotniczej w Lesie Kabackim

06-05-2026 20:39 | Autor: Piotr Celej
9 maja 1987 roku na skraju Lasu Kabackiego rozbił się samolot Ił-62M „Tadeusz Kościuszko” lecący z Warszawy do Nowego Jorku. Zginęły 183 osoby. Po blisko czterech dekadach tragedia pozostaje największą tragedią polskiego lotnictwa cywilnego.

Tegoroczne obchody rocznicowe odbędą się 9 maja i – jak co roku – będą miały dwie części. O godzinie 11:00, dokładnie w porze katastrofy, w Lesie Kabackim przy pomniku ofiar odprawiona zostanie msza polowa, po której nastąpi złożenie kwiatów i zapalenie zniczy. Wieczorem, o godzinie 19:00, zaplanowano uroczystą mszę w Archikatedrze św. Jana na Starym Mieście. Udział w wydarzeniach jest otwarty – przychodzą rodziny ofiar, mieszkańcy Warszawy, przedstawiciele władz i środowiska lotniczego.

Rejs LO 5055 wystartował z Okęcia przed południem. Samolot był sprawny według obowiązujących procedur, a załoga – doświadczona. Wkrótce po starcie doszło jednak do awarii silnika nr 2. W jej następstwie nastąpiło rozszczelnienie, pożar oraz uszkodzenia systemów sterowania. Z zapisu rozmów wynika, że załoga podjęła decyzję o powrocie na lotnisko, podejmując jednocześnie próbę opanowania sytuacji w powietrzu.

Śledztwo wykazało, że doszło do tzw. niekontrolowanego rozbiegu turbiny, który doprowadził do rozerwania elementów silnika. Odłamki uszkodziły sąsiednie instalacje, w tym przewody sterowania i systemy przeciwpożarowe. W praktyce oznaczało to stopniową utratę możliwości kontroli nad maszyną. Samolot wszedł w niebezpieczne pochylenie i utracił wysokość.

Załoga przez kilkanaście minut walczyła o utrzymanie maszyny w powietrzu. Zapisy rejestratorów pokładowych analizowane później przez komisję wskazują na konsekwentne próby stabilizacji lotu i przygotowania do awaryjnego lądowania. W tym czasie kontrolerzy ruchu lotniczego utrzymywali kontakt z pilotami, przekazując dane o warunkach i koordynując powrót.

Relacje świadków z okolic Ursynowa i Kabat, zebrane w toku śledztwa, potwierdzają widoczny ogień i dym wydobywający się z maszyny jeszcze przed uderzeniem w ziemię. Samolot spadł w gęstym lesie, co ograniczyło skalę zniszczeń poza miejscem katastrofy, lecz nie pozostawiło szans na przeżycie osobom na pokładzie.

Rejestratory lotu nie dały pełnego obrazu sytuacji. Główny zapis parametrów urwał się kilka minut przed katastrofą z powodu utraty zasilania. To wymusiło rekonstrukcję zdarzeń na podstawie fragmentarycznych danych, zeznań świadków i analizy szczątków.

Jednym z najmocniejszych dokumentów katastrofy pozostaje zapis rozmów załogi. W jego końcowej części padają słowa kapitana: „Dobranoc, do widzenia. Cześć, giniemy”.

Komisja badająca wypadek ustaliła, że kluczowym momentem był rozpad elementów silnika nr 2 typu D-30KU. Przyczyną było zmęczenie materiału i wady technologiczne – m.in. niewłaściwe właściwości stopu użytego do produkcji elementów wirujących.

Jak zanotowała komisja uszkodzenie miało charakter gwałtowny. Fragmenty turbiny zostały wyrzucone z ogromną energią, przebijając konstrukcję i niszcząc kolejne układy. W efekcie doszło do przecięcia instalacji sterowania oraz uszkodzenia systemów odpowiedzialnych za kontrolę lotu. Komisja wskazała jednoznacznie: nie była to awaria izolowana, lecz początek łańcucha zdarzeń.

Podobny mechanizm – zmęczenie materiału i rozpad turbiny – doprowadził wcześniej do katastrofy Ił-62 „Mikołaj Kopernik” w 1980 roku. W tamtym przypadku wskazywano na „ukryte wady materiałowo-technologiczne” jako przyczynę przedwczesnego zniszczenia wału silnika.

Wnioski komisji nie ograniczyły się do jednego czynnika, chociaż załodze nie przypisano żadnej części winy. Zwrócono uwagę na procedury obsługowe, system raportowania usterek oraz praktyki eksploatacyjne w ówczesnym lotnictwie. Katastrofa przyczyniła się do wycofania części floty oraz zmian w standardach bezpieczeństwa – zarówno w Polsce, jak i w innych krajach korzystających z poradzieckich konstrukcji.

Wróć