Serwis korzysta z plików cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę, że będą one umieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Mogą Państwo zmienić ustawienia dotyczące plików cookies w swojej przeglądarce.

Żaden schron, żaden beton...

10-07-2019 22:13 | Autor: Tadeusz Porębski
Powiada się, że cierpliwość jest cnotą. Być może, ale ktoś kiedyś wygłosił contrapositum, twierdząc, że cierpliwość wcale nie jest cnotą, ale osobistą, świadomą i dynamiczną zdobyczą, ponieważ jest nieustającym postępowaniem ku zbawieniu. W moim felietonie cierpliwość to faktycznie osobista, świadoma, dynamiczna zdobycz i nieustające postępowanie, z tym że nie ku zbawieniu, a ku napchaniu sobie kabzy kosztem ogółu. Cierpliwość deweloperów została ostatnio w stolicy suto wynagrodzona.

Rada Warszawy uchwaliła Miejscowy Plan Zagospodarowania Przestrzennego Czerniakowa Południowego (mpzp), co jest równoznaczne z pozwoleniem na budowę dużego osiedla mieszkaniowego w sąsiedztwie Jeziorka Czerniakowskiego. Warszawscy ekolodzy oraz mieszkańcy protestujący przeciwko zabudowie chronionego prawem akwenu ponieśli klęskę na całej linii. Kiedy uchwalono fatalny plan? Przed tygodniem, tuż po zakończeniu roku szkolnego i rozpoczęciu sezonu urlopowego, kiedy Warszawa pustoszeje. Stary, zgrany numer stosowany w stołecznym samorządzie od 1989 roku.

Czerniaków Południowy to 89 hektarów zlokalizowanych pomiędzy Trasą Siekierkowską a ul. Czerniakowską. Ponad połowę tego terenu (około 50 ha) zajmują łąki zamieszkałe przez wiele rzadkich gatunków zwierząt. Część łąk należy do otuliny rezerwatu przyrody Jeziorko Czerniakowskie. Samo jeziorko ma powierzchnię 19,5 ha, około 1780 m długości i od 100 do 180 m szerokości. Średnia głębokość to 2,5 m, a maksymalna 3,75 m. Dzisiaj jeziorko i jego otulina to jeden z nielicznych obszarów w strefie miejskiej wolnych od zabudowy. Dlatego od kilku dekad krążyły tam stada sępów spragnionych inwestowania w tym miejscu. Zabudowa bezcennego terenu zielonego ma być podzielona na trzy strefy: strefa I to biurowce wzdłuż Trasy Siekierkowskiej, najwyższy z nich będzie miał wysokość 30 metrów. Strefa II to budynki wielorodzinne, III zaś to domy jednorodzinne – szeregowe i bliźniaki o maksymalnej wysokości 12 metrów i do trzech pięter.

Zatwierdzenie mpzp w takiej formie to wyrok dla prawie całej otuliny Rezerwatu Jeziorko Czerniakowskie. Prezydent Warszawy upiera się, że, tu cytat z jego publicznej wypowiedzi, "nie ma ryzyka jego wysuszania, wykluczyły je bowiem pogłębione analizy ekspertów. Plan może się wręcz przyczynić do zasilania akwenu czystą wodą". Prezydent, jak to prezydent, musi coś mówić kiedy jest atakowany. Ale w tym wypadku się myli. Nie wiem, które to tęgie głowy dokonały analiz mających świadczyć, iż zabudowanie prawie 90 hektarów łąk nie doprowadzi do wyschnięcia jeziorka, a wręcz przeciwnie przyczyni się do zasilenia akwenu czystą wodą. Wiem natomiast, że osoby te nie wiedzą co mówią i co piszą. A skąd niby ma pochodzić ta czysta woda mająca rzekomo zasilać jeziorko, skoro jest to starorzecze Wisły pozbawione naturalnych dopływów?

Czy owi, za przeproszeniem, eksperci nie wiedzą, że od wielu lat Jeziorko Czerniakowskie boryka się z problemem ciągłego obniżanie się poziomu wody, do czego przyczyniają się m. in. obniżenie i odsunięcie się koryta Wisły oraz budowa wałów przeciwpowodziowych na Łuku Siekierkowskim? Nie wiedzą o naruszeniu kierunku spływu wód gruntowych przez system kanalizacyjny osiedla przy ul. Bernardyńskiej oraz przez utwardzenie terenu zlewni jeziora, zaburzające tempo zasilania wodami opadowymi? Nie wiedzą o szkodliwym dla jeziorka sąsiedztwie giganta przemysłowego w postaci elektrociepłowni Siekierki? Zabetonowanie dodatkowo 90 ha i pozostawienie 60 proc. powierzchni biologicznie czynnej to śmiertelne zagrożenie dla 60 gatunków ptaków, w tym 49 objętych całkowitą ochroną, jak m. in. bączek zwyczajny i wąsatka znajdujące się w czerwonej księdze gatunków zagrożonych. Wysychanie zbiornika to śmierć dla 67 gatunków bezkręgowców (to m. in. skójki i szczeżuje) oraz unikatowych bylin, jakim jest na przykład objęty ścisłą ochroną grążel żółty.

Tym, którzy zagłosowali za naruszeniem oazy na Czerniakowie przypominam fragment jakże trafnego tekstu Jonasza Kofty sprzed ponad 50 lat:

Pamięajcie o ogrodach

Przecież stamtąd przyszliśie

W żar epoki użyczą wam chłodu

Tylko drzewa, tylko liśie

Pamiętajcie o ogrodach

Czy tak trudno być poetą

W żar epoki nie użyczy wam chłodu

Żaden schron, żaden beton

Zamiast "enklawy przyrodniczej stolicy", którą chwali się miasto na swoich stronach, zamiast ostoi dla wielu gatunków roślin i zwierząt, będzie kolejne "prestiżowe osiedle w kameralnej lokalizacji" i szpaler biurowców – słusznie napisała na Twitterze ilustratorka Zosia Dzierżawska. Czy o to warszawskim radnym chodziło? O to, by zdegradować, lub, co bardzo możliwe, całkowicie zniszczyć największy naturalny zbiornik wodny na terenie Warszawy? To tym się na sesjach rady miasta zajmujecie, państwo radni? Niszczeniem ostatnich naturalnych bastionów przyrody w stolicy? Cóż, nic więcej nie mogę zrobić poza publicznym zademonstrowaniem swojej odrazy wobec tego rodzaju postępowania. Z drugiej strony, ludzie ci zostali wybrani w demokratycznych wyborach i są władzą, czy komuś to się podoba, czy nie.

Spędziłem nad Jeziorkiem Czerniakowskim swoją młodość, więc mam do tego miejsca ogromny sentyment. Ten wspaniały miejski akwen trwał w dobrej kondycji przez wieki. Nie zniszczyli go fortyfikujący Warszawę zaborcy, w okresie międzywojnia prezydent Stefan Starzyński wykupował od prywatnych właścicieli enklawy przyrody (Rezerwat Las Kabacki), by służyły warszawiakom po wsze czasy, a nie odsprzedawał prywatnym cenne komunalne grunty. Nie dobrali się do jeziorka ani niemiecki okupant, ani komuna. Jego katami okazali się radni Warszawy wybrani w demokratycznych wyborach w wolnej Polsce. Na pohybel im.

Dla wiedzy pana prezydenta Rafała Trzaskowskiego, warszawiaka z urodzenia, podam przykład jak w sąsiedztwie Jeziorka Czerniakowskiego błyskawicznie zniszczono piękny zbiornik wodny zwany "Fortami". Rozciągał się on wzdłuż ul. Idzikowskiego na odcinku Sobieskiego - Powsińska i kończył w rejonie ul. Gołkowskiej. Przez całe dekady spędzały tam letnie weekendy tłumy mieszkańców Sadyby i Dolnego Mokotowa, kąpiąc się i opalając. Wystarczyło wydanie pozwolenia na wybudowanie osiedla mieszkaniowego Za Bernardyńską Wodą, by akwen błyskawicznie zniknął. Dzisiaj pozostało po nim jedynie miłe wspomnienie. Oby sytuacja nie powtórzyła się za kilka lat kilka kilometrów dalej.

Chcę uświadomić mieszkańcom południa Warszawy, że zabetonowanie okolic Jeziorka Czerniakowskiego to dopiero początek wielkiej ofensywy deweloperów na miejską zieleń. Ofensywa rozpoczęła się po wejściu pisowskiej specustawy zwanej potocznie "lex deweloper". Dokument pozwala na budowę inwestycji mieszkaniowych wbrew istniejącym planom zagospodarowania przestrzennego. Celem specustawy jest skrócenie czasu przygotowania inwestycji z pięciu lat do roku. Na jej mocy rada miasta czy gminy może podjąć decyzję o ustaleniu lokalizacji dla takiej inwestycji. Po mokotowskim jeziorku przyjdzie wkrótce kolej na kolejne atrakcyjne dla deweloperów tereny zielone. Jednym z nich jest przedpole Lasu Kabackiego, które od ponad 10 lat stoi kompletnie niezagospodarowane, jakby czekało na zabudowę.

W ubiegłym roku minęło równo 10 lat od uchwalenia przez Radę Warszawy miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego dla obszaru Ursynów Południe Kabaty. Pomimo upływu dekady, jednostki organizacyjne w urzędzie miasta do dzisiaj nie stworzyły nawet koncepcji zagospodarowania trzech stref urbanistycznych na przedpolu Lasu Kabackiego. A chodzi o crème de la crème stołecznych nieruchomości, obszar o powierzchni 9,82 ha, uzbrojony we wszelakie media, włącznie z "deszczówką", przygotowany do każdego rodzaju inwestycji, choć w mpzp nadano mu funkcję zieleni urządzonej oraz terenów sportu i rekreacji. Ten smakowity dla deweloperów tort to trzy strefy urbanistyczne. Dominuje własność prywatna, ale miasto i ZDM mają w tych gruntach około 1/3 udziału. Pytanie za 100 punktów: kiedy miasto podejmie decyzję o ustaleniu lokalizacji na tym terenie "mieszkaniówki" i sprzeda deweloperowi 1/3 udziału w tych niebywale atrakcyjnych gruntach? Stawiam butelkę koniaku "Camus" przeciwko flaszce "jagodzianki", że nastąpi to nie później niż w ciągu najbliższych dwóch lat. Zamiast zieleni i rekreacji ursynowianie otrzymają wtedy w prezencie od samorządowej władzy luksusowe osiedle mieszkaniowe. Oczywiście ogrodzone. Obym był złym prorokiem, ale obawiam się, że dobrze prorokuję.

I na koniec kolejna smutna wiadomość dla mieszkańców Ursynowa i okolic. Dowiedziałem się drogą nieoficjalną, że w nowo budowanym Szpitalu Południowym nie będzie hemodynamiki i elektrofizjologi, czyli podstawowej diagnostyki przy zawałach serca, która była tam planowana. Ma tam natomiast powstać oddział alergologii, bo ponoć jakaś wpływowa pani doktor alergolog ze spółki "Solec" tego sobie zażyczyła. Będę oczywiście pytał, czy uzyskane informacje odpowiadają prawdzie. Jeżeli tak, trzeba by na poważnie rozważyć, czy nie donieść na budowniczych szpitala do prokuratury, bo byłoby to działanie na szkodę obywateli. A samym budowniczym szpitala już teraz zadaję proste pytanie: czy dzisiaj ludzie częściej umierają na alergie, czy raczej na zawały serca?

Wróć

Interesuje Cię współpraca?
Napisz do nas! wspolpraca@passa.pl
Copyright 2015 - Wszelkie prawa zastrzeżone
Projekt i wykonanie: MEETMEDIA