Serwis korzysta z plików cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę, że będą one umieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Mogą Państwo zmienić ustawienia dotyczące plików cookies w swojej przeglądarce.

Z powodu Feda grozi nam bieda

12-12-2018 21:14 | Autor: Tadeusz Porębski
Na początku 2009 r. zjawisko znacznych i nagłych rozbieżności pomiędzy kursem NBP a kursami online oraz pomiędzy kursami zamknięcia i otwarcia w dniu następnym przybrało rozmiary od lat w Polsce nienotowane. Dla banków była to przysłowiowa manna z nieba. Pozwalała bowiem zwiększać różnice pomiędzy kursem kupna i sprzedaży, czyli tak zwane spready. Im większe wahania kursów, tym wyższe spready, czyli zyski bankierów.

Stąd właśnie wziął się problem polskich "frankowiczów", którzy na kredytach we franku szwajcarskim wyszli jak Zabłocki na mydle. Powyższe zjawisko związane było z globalnym kryzysem ekonomicznym, który w 2008 r. wykluł się w USA, kolebce wolnego rynku. Po raz drugi zresztą. Po raz pierwszy świat poszedł z torbami podczas słynnego kryzysu wywołanego w Stanach w 1929 roku. Wielu ekonomistów twierdzi, że całe zło tego świata koncentruje się w gabinetach członków zarządów kilku największych banków komercyjnych oraz siedmiu gabinetach Rady Gubernatorów Rezerwy Federalnej USA, czyli amerykańskiego banku centralnego, w skrócie Fed.

Nieżyjący już wybitny amerykański ekonomista Murray N. Rothbard postawił tezę, że inflacja stała się problemem w amerykańskiej gospodarce dopiero wtedy, gdy powstała Fed. Tezy tej broni kilkadziesiąt najtęższych ekonomicznych umysłów. Obecny system monetarny w USA jest w ich opinii niekonstytucyjny i prowadzi do kolejnej katastrofy. Mówi się, że to nie CIA, lecz Fed jest najmniej przejrzystą instytucją w USA. Do 1994 roku protokoły z narad były tajne, nie ogłaszano oficjalnie nawet decyzji o zmianie stóp procentowych. Członkowie Rady Gubernatorów Fed to prawdziwe święte krowy, nie są ani kontrolowani, ani rozliczani ze swoich decyzji. Definiują swoje umocowanie jako „niezależne w rządzie” (Independent within The Government). Niezależność ta przyniosła już dwa globalne kryzysy ekonomiczne i nadzieję na trzeci.

Do 1913 roku w USA istniała tak zwana wolna bankowość. Każdy bank emitował własne banknoty na podstawie rezerw złota, które posiadał. W 1910 roku dwaj bankierzy, John D. Rockefeller i John P. Morgan, wpadli na szatański pomysł stworzenia banku centralnego, dzięki któremu mogliby pod zastaw tych samych rezerw złota drukować o wiele więcej papierowego pieniądza i tysiąckrotnie zwielokrotnić swoje zyski. Smaczku dodaje fakt, że Fed tworzono w wielkiej tajemnicy przed społeczeństwem. Rockefeller i Morgan, w towarzystwie prezesów kilku największych wówczas amerykańskich banków, wynajęli pokoje w klubie Jeckyll Island, podając fałszywe nazwiska. W tydzień napisali ustawę Federal Reserve Act. W grudniu 1913 roku, kiedy wielu deputowanych wyjechało na zimowe wakacje, Kongres przyjął ją i powołał do życia Federal Reserve Corporation. Korporacja ma charakter prywatny, jej głównym celem jest zysk bankierów, zaś nazwa „Federal” została wprowadzana tylko po to, aby oszukać naród. Finanse wielkiego mocarstwa znalazły się w rękach zaledwie kilku osób.

Już 16 lat później Stany doznały pierwszego gigantycznego wstrząsu. W 1929 roku w USA nie brakowało niczego. Kraj dynamicznie się rozwijał – gospodarka znajdowała się w bardzo dobrej kondycji, system komunikacji i łączność pomiędzy poszczególnymi stanami uchodziły za najlepsze na świecie. Nie było waśni narodowościowych, zarazy, czy głodu. Nieszczęście przyszło niczym grom z jasnego nieba. Dzisiaj już wiadomo skąd – z siedzib największych banków amerykańskich. Bankierzy, jedyne źródło pieniędzy, zaczęli z premedytacją odmawiać kredytów właścicielom fabryk, sklepów oraz farm. Ponieważ nadal egzekwowano pożyczki udzielone wcześniej, pieniądz szybko wyszedł z obiegu. Za pomocą tak prostego mechanizmu banki przejęły za bezcen setki tysięcy domów, przedsiębiorstw i farm produkcyjnych. Kryzys w 1929 roku na lata pogrążył państwo i cały świat w chaosie. Nie wyciągnięto z tego żadnych wniosków, nie zdołano okiełznać pazerności bankierów.

Nic więc dziwnego, że w 2008 r. sytuacja się powtórzyła. Tylko w USA na egzekucję komorniczą czekało w pewnym momencie 11 milionów(!) domostw. W Polsce szambo nie wybiło, ale wciąż mamy na to duże szanse. Zbliżają się bowiem niepokoje społeczne na gigantyczną skalę. W tej chwili obserwujemy ich przedbiegi we Francji, Włoszech i w Katalonii. Grecja była już na kolanach, ale dla dobra UE zdołano ją podnieść, pompując w gospodarkę tego kraju miliardy euro. To efekt niespotykanej w dziejach świata sytuacji, że 1 procent ludzi jest właścicielem aż 99 proc. bogactw naszej planety. To pokłosie zmowy bankierów z grudnia 1913 r.

A wracając do Fed – Rada Gubernatorów to nic innego, jak członkowie zarządów największych banków komercyjnych, powoływani przez prezydenta USA na dwie siedmioletnie kadencje. Po zakończeniu kadencji z reguły wracają na Wall Street, do swoich dawnych gabinetów. Fed i finansowe korporacje to swego rodzaju sieć naczyń połączonych. Istota lichwy ma następujący schemat: oni (bankierzy) to drukują, my (rząd) to od nich pożyczamy i płacimy im procent. Problem podstawowy rządu, to konieczność uzyskania dodatkowych pieniędzy. Rząd wydał ich bowiem więcej niż otrzymał od obywateli z tytułu podatków i brakuje mu na przykład miliarda dolarów. Bankierzy chętnie pożyczą takie pieniądze w zamian za umowę, w myśl której rząd odda im miliard z odpowiednim procentem. Kongres upoważnia więc sekretarza skarbu do wydrukowania papierów wartościowych w wysokości miliarda dolarów, które zostaną przekazane bankierom. Następnie Fed drukuje papiery. Koszt tego przedsięwzięcia to circa about tysiąc dolarów. Potem przekazuje się rządowi żądaną kwotę pieniędzy.

Jest to biznes, który ma wszystkie biznesy pod sobą. Rząd wykorzystuje bowiem pożyczone pieniądze na spłatę długów. W tym momencie to społeczeństwo staje się dłużnikiem bankierów na kwotę jednego miliarda dolarów. Ponieważ od 1913 roku miały miejsce tysiące takich transakcji, rząd USA był w 1980 roku winny bankierom trylion(!) dolarów. Społeczeństwo płaciło rocznie od tej kwoty lichwiarski procent w wysokości 100 miliardów i cały czas się zadłużało. Poza praktycznie nielimitowaną lichwą bankierzy mogą (lub nie) udzielać pożyczek dużym korporacjom. Odmowa przyznania pożyczki powoduje obniżenie wartości akcji dotkniętych tą decyzją. Po spadku ich wartości bankierzy wykupują je, po czym wielomilionowa pożyczka zostaje przyznana. Akcje natychmiast zwyżkują i bankierzy sprzedają je z zyskiem.

W wydanej w 1996 r. książce „Wyjątkowość amerykańska – broń obosieczna” jej autor Seymour M. Lipset wypisuje niestworzone rzeczy na temat wyjątkowych cech i zdolności Amerykanów. Że niby Ameryce nie grozi nic, ponieważ jest zbudowana na idei self-made-mana, etosie ciężkiej pracy, oszczędzania oraz wartościach protestanckich. Dziś Lipseta można tylko wyśmiać. We wrześniu Chińczycy zredukowali swoje zaangażowanie w amerykański dług rządowy o niemal 14 mld USD, a mimo to w rękach największego zagranicznego wierzyciela USA znajdują się papiery o wartości 1,15 biliona USD, drudzy w zestawieniu Japończycy dzierżą 1,03 biliona.

W ocenie polskiego rządu Stany to nasz największy przyjaciel i kontrahent handlowy. Przyjaciel nadal nie zniósł obywatelom RP obowiązku wizowego, ale chętnie wciska nam za miliardy dolarów militarną starzyznę w postaci samolotów F-16, cudu techniki, który dwa tygodnie leciał z Ameryki (dwukrotne międzylądowania z powodu awarii). Za system Patriot razem z systemem zarządzania polem walki zapłacimy 4 miliardy 750 milionów USD. To według ministra obrony dobra cena. Może faktycznie jest to wyborna okazja, tylko brać, ale jakoś w to nie wierzę.

Wyczytałem bowiem, że w marcu tego roku ten kolejny cud amerykańskiej techniki kompletnie zawiódł na Bliskim Wschodzie. Jemeńscy rebelianci wystrzelili siedem rakiet Burqan 2H w stronę Arabii Saudyjskiej. Pięć zestawów Patriot próbowało przerwać lot wrogich rakiet, ale nie wyszło. Jedna osoba zginęła, dwie zostały ranne. Trafiły je odłamki pochodzące najprawdopodobniej z wybuchów samych rakiet Patriot Advanced Capability2 lub Patriot Advanced Capability3, wystrzelonych przez Saudyjczyków. I to by było na tyle. Tak, tak, Stany to naprawdę fajny kraj – dwukrotnie doprowadzają państwo i świat na skraj katastrofy gospodarczej, a nikomu włos z głowy za to nie spada. Rzeczywiście, wyjątkowość Amerykanów wręcz poraża.

Wróć

Interesuje Cię współpraca?
Napisz do nas! wspolpraca@passa.pl
Copyright 2015 - Wszelkie prawa zastrzeżone
Projekt i wykonanie: MEETMEDIA