Serwis korzysta z plików cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę, że będą one umieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Mogą Państwo zmienić ustawienia dotyczące plików cookies w swojej przeglądarce.

dzisiejsza
pogoda

1°
-2°

Tradycja wciąż żywa...

04-04-2018 21:35 | Autor: Mirosław Miroński
Święta za nami. Powracamy do codziennych obowiązków. Wprawdzie, okres świąteczny też wiąże się z obowiązkami, ale innego rodzaju. Obowiązkami, które często wykonujemy dla najbliższych, dlatego robimy wszystko chętniej niż gdybyśmy robili to z przymusu. Przygotowanie posiłków dla rodziny jest dużo łatwiejsze niż w minionych latach, jednak wciąż wiąże się to z niezbędnym nakładem czasu i pracy.

 Celebrowanie Świąt to sprawa indywidualna. Podejście do nich nie jest dla wszystkich jednakowe. Dla wielu osób to przede wszystkim ważne wydarzenie duchowe i religijne. Dla innych to jedynie osadzony w wielowiekowej tradycji rytuał. Zauważalne jest to szczególnie w dużych miastach, także w Warszawie.

Mieszkańcy miast w znacznej mierze ograniczają się do nawiązywania do symboliki świątecznej, jak święcenie palm, czy koszyka z wiktuałami. Ważną częścią rytuału są spotkania w gronie rodziny, lub znajomych przy suto zastawionych stołach. Zdarza się, że odwiedzamy wiele takich stołów przy tej okazji. Niestety, ich ubocznym skutkiem jest przejadanie się. Nie zawsze potrafimy bowiem odmówić sobie lub innym uczestnictwa w zbiorowym obżarstwie. Tym bardziej, że święta usprawiedliwiają folgowanie sobie w jedzeniu i piciu. Jesteśmy gotowi poświęcić codzienną troskę o zdrowie i figurę. Zwykle po nadmiernym „napychaniu” się postanawiamy sięgnąć po radykalne środki, by przywrócić stan poprzedni, albo chociaż zadowalający. Pomocna jest w tym waga, na której stając dokonujemy niezbędnych rozrachunków z samym sobą. Postanawiamy biegać, chodzić na długie spacery, fitness, etc.

To, co jest dość nowe w naszej obyczajowości związanej ze świętami, to bardziej racjonalne spojrzenie na sprawy dotyczące jedzenia. Chodzi o jego marnotrawienie. Nasze lodówki i spiżarnie po świętach uzmysławiają nam oczywisty fakt – jemy za dużo. Kupujemy znacznie więcej niż możemy zjeść. Ktoś może powiedzieć, że to nasza prywatna sprawa. Chcemy, to jemy, a nie chcemy, to nie. Nic nikomu do tego.

Oczywiście, w tej kwestii nikt na siłę nie będzie nikomu narzucał czegokolwiek, chociaż niektóre regulacje prawne zmierzają do ograniczenia marnotrawienia żywności. Pozytywnym zjawiskiem są coraz liczniej powstające inicjatywy oddolne, niezależne od poczynań władz mające na celu zbiórkę nadwyżek żywności. Artykuły spożywcze są odbierane od obywateli i przekazywanie osobom potrzebującym, bezdomnym, instytucjom oraz organizacjom mi.in. domom dziecka, czy domom opieki. Również przy niektórych kościołach istnieją Domy Chleba - punkty pomocy osobom wykluczonym, znajdującym często się poza nawiasem społeczeństwa. Tu wielu wolontariuszy i ludzi dobrej woli poświęca swój czas, środki udzielając potrzebującym wymiernego wsparcia. Znajdują tu pomoc sanitarną, a nawet medyczną. Mogą zjeść ciepły posiłek, umyć się zaopatrzyć w potrzebną odzież etc. Punkty te cieszą się dużym zainteresowaniem lokalnych społeczności skupionych zwykle przy parafiach, jak też korzystających z nich osób potrzebujących pomocy.

Święta, a zwłaszcza czas poprzedzający je, to czas „żniw” dla handlu. Wiadomo nie od dziś, że dokonując zakupów zachowujemy się często nieracjonalnie. Zwłaszcza w okresie przedświątecznym. Łatwiej niż kiedykolwiek ulegamy wtedy zakupowej gorączce. Owładnięci nią nie zauważamy, że kupujemy za dużo i nie zawsze potrzebne rzeczy. Być może ciąży nad nami jeszcze wspomnienie niedostatku i braków na rynku z poprzednich lat. Pamiętamy puste pułki sklepowe, dlatego instynktownie kupujemy i gromadzimy różne artykuły, bo teraz są dostępne. A przecież nie zawsze tak było. A jeśli to wróci? Być może takie motywacje nadal kierują niektórymi osobami w naszym kraju, tak ciężko doświadczanym w przeszłości. Oczywiście, nie dotyczy to młodych. Ci, albo nie pamiętają trudnych czasów, albo urodzili się później i nigdy nie doświadczyli tego co ich matki i ojcowie, babcie, dziadkowie.

Mimo postępującej komercjalizacji świąt, wiele osób zachowuje ich ewangeliczne przesłanie uczestnicząc w wydarzeniach liturgicznych odbywających się w kościołach. Polacy w większości mają potrzebę wyłączenia się choćby na chwilę z codziennej gonitwy próbując odzyskać czas dla siebie. Święta są doskonałą okazją do tego. Po poprzedzającej je krzątaninie i przygotowaniach, gromadzeniu jak największej ilości jedzenia przyszedł czas na refleksję – po co to wszystko? W wielu rodzinach, zwłaszcza młodych kult świątecznego „opychania” się odchodzi do przeszłości. Jest zastępowany aktywnymi formami spędzania czasu, jak spacery, bieganie, wychodzenie z dziećmi na place zabaw etc. Nic jednak nie wskazuje na to, żeby święta „zużywały” się, czy też następowało odchodzenie tej pięknej tradycji.

Wróć

Inne artykuły

Sławomir Rosłon uczczony w Powsinie W Parku Kultury w Powsinie odbył się w sobotę 17 listopada Cross Rosłon Kabaty – impreza poświęcona pamięci zmarłego w tym roku trenera lekkiej atletyki Sławomira Rosłona, byłego pracownika SGGW, – znanego z działalności na terenie Piaseczna, Ursynowa oraz... Nowej Zelandii.
Polska grafiką wciąż stoi Już po raz szósty w Galerii Okręgu Warszawskiego Związku Artystów Plastyków na ul. Mazowieckiej prezentowana jest wystawa grafiki – Grafiteka. Pomysłodawcami i Grafiteki są artyści, członkowie sekcji grafiki OW ZPAP. Jej ideą jest pokazywanie dorobku grafików, zasłużonych i uznanych, jak młodych, dla których jest to szansa zaistnienia i skonfrontowania się z pozostałymi. Wystawa jest szóstą z kolei tego rodzaju prezentacją.
Filmowy wieczór wspomnień Zgodnie z wieloletnią tradycją, listopadowy pokaz w Kinie Dokumentu w Domu Sztuki SMB „Jary” na Ursynowie przyjął nazwę „Zaduszki Filmowe”. Licznie przybyli widzowie uczcili minutą ciszy polskich filmowców, którzy odeszli w okresie dzielącym ubiegłoroczny dzień Wszystkich Świętych od tegorocznego.
Cicho, bo przyjdzie Zdzicho... Gdy powstało Stowarzyszenie Mieszkańców Miasteczka Wilanów, nazwanych złośliwie przez zawistników – „lemingami”, jeden z nowo wprowadzonych miasteczkowiczów napisał na forum internetowym: nareszcie czuję się dobrze pośród podobnych mi ludzi, którzy muszą spłacać wysoki kredyt.