Serwis korzysta z plików cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę, że będą one umieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Mogą Państwo zmienić ustawienia dotyczące plików cookies w swojej przeglądarce.

Przewrót majowy widziany z Poznania

13-05-2020 23:03 | Autor: Prof. dr hab. Lech Królikowski
Poglądy Polaków na przewrót majowy 1926 r. są różne i zależą m. in. od politycznych przekonań oceniających, jak też od miejsca ich zamieszkania, a raczej pochodzenia. W licznych relacjach z tragicznych wydarzeń w Warszawie w dniach od 12 do 15 maja 1926 r. przeważają poglądy mieszkańców stolicy, w znacznym stopniu zdominowane przez sympatyków Józefa Piłsudskiego. Trzeba jednak pamiętać, że Warszawa to nie cała Polska.

Całkowicie odmienny pogląd na te wydarzenia mieli mieszkańcy Poznańskiego i Pomorza, a więc głównie ludność polska wyrosła i ukształtowana w państwie pruskim, w którym już w 1914 r. nie było analfabetów (w tym czasie w Kongresówce analfabeci stanowili 70% społeczeństwa), a szacunek do obowiązującego prawa był powszechny. Poznaniacy nie mogli pogodzić się z sytuacją buntu w armii i zamachu na konstytucyjnie umocowane władze II Rzeczypospolitej. Kilka pokoleń wychowanych w pruskim drylu, dosyć szybko przewyższyło swoich „mistrzów” (tj. Niemców) w wielu dziedzinach. Proces ten znakomicie przedstawił przed laty Stefan Bratkowski w swoim serialu „Najdłuższa wojna nowoczesnej Europy”. W zakresie militarnym Wielkopolanie udowodnili to w Powstaniu Wielkopolskim – jedynym zwycięskim w naszej historii. Dobrze wyćwiczone, karne i stosunkowo dobrze wyposażone pułki poznańskie wniosły też ogromny wkład w zwycięstwo nad bolszewikami w 1920 roku.

Gdy około południa 12 maja 1926 r. do Dowództwa Okręgu Korpusu nr VII w Poznaniu dotarł rozkaz ministra spraw wojskowych niezwłocznego wysłania do Warszawy pułków poznańskich, to już o godz. 16.50 wyekwipowane i załadowane do wagonów pododdziały 57. oraz 58. pułków piechoty (ze składu 14. Wielkopolskiej Dywizji Piechoty) gotowe były do odjazdu. Kolejne jednostki sukcesywnie zmierzały do wyznaczonych wagonów kolejowych. Poznaniacy przybyli w rejon obecnego tzw. Dworca Głównego w Warszawie ok. 6-tej rano (13 maja), a ostatnie tabory wyładowane zostały z pociągów przed dziewiątą. Dowódcą wojsk wielkopolskich był gen. Anatol Kędzierski. Po rozładunku jednostki wielkopolskie – skrajem Pola Mokotowskiego – zaczęły przemieszczać się w stronę Belwederu, gdzie znajdowały się wówczas konstytucyjne władze Rzeczypospolitej. Poznaniacy przybyli tam ok. 10.30. Wojska wierne prezydentowi, a więc pułki poznańskie, słuchacze Szkoły Podchorążych oraz Oficerskiej Szkoły Piechoty i kilka innych drobnych pododdziałów obsadziły rejon południowego Śródmieścia, w tym przede wszystkim kompleks budynków Al. Ujazdowskich, a przede wszystkim główny budynek (Al. Ujazdowskie 1 -3), gdzie obecnie mieści się Kancelaria Prezesa Rady Ministrów RP, a do I wojny światowej mieściła się siedziba carskiego Korpusu Kadetów im. Suworowa. W maju 1926 r. budynek był siedzibą Szkoły Podchorążych Piechoty.

W czasie, gdy w Warszawie rozpoczęły się bratobójcze walki wojsk wiernych legalnym (konstytucyjnym) władzom RP z wojskami wiernymi Józefowi Piłsudskiemu, do Poznania powrócił gen. Kazimierz Sosnkowski, od 14 kwietnia 1925 r. – dowódca Okręgu Korpusu nr VII w Poznaniu, a jednocześnie druh Józefa Piłsudskiego, z którym był internowany w Magdeburgu. Sosnkowski powrócił do Poznania przed południem 13 maja 1926 r. Od swego zastępcy gen. Edmunda Hausera dowiedział się o wysłaniu do Warszawy podległych mu (Sosnkowskiemu) poznańskich pułków, które podjęły bratobójczą walkę z wojskami wiernymi Piłsudskiemu. O 12.40 Sosnkowski strzelił sobie w klatkę piersiową z pistoletu. Odniósł bardzo ciężkie obrażenia, ale przeżył. Przeszedł kilka operacji, a później roczną rekonwalescencję. Czyn gen. Sosnkowskiego jest dramatycznym przykładem sytuacji, w jakiej znalazło się wielu, zmuszonych wybierać pomiędzy lojalnością wobec cenionego dowódcy i przyjaciela, jakim był Piłsudski, a koniecznością dochowania przysięgi wojskowej złożonej polskiemu rządowi.

Próba samobójstwa gen. Kazimierza Sosnkowskiego, o której bardzo szybko wieść rozeszła się po Poznaniu, dolała przysłowiowej oliwy do ognia. W drodze do Warszawy znajdowały się kolejne formacje wielkopolskie, których transport do stolicy utrudniali zbuntowani kolejarze. Przybycie tych oddziałów do stolicy mogłoby przeważyć szalę na korzyść prezydenta. Równolegle w Poznaniu trwały demonstracje, przeciwko tym, którzy śmieli podnieść rękę na legalne władze. Gazety poznańskie uznały bunt za zdradę państwa i hańbę narodową. Senat tamtejszego uniwersytetu wezwał studentów do obrony państwa i wstępowania do organizowanej w tym celu wielkopolskiej Armii Ochotniczej.

Na wieść o niepokojach w wojsku, dowódcą obrony stolicy mianowany został gen. Tadeusz Rozwadowski, a szefem jego sztabu został płk Władysław Anders. Siły wierne rządowi liczyły ok. 10 tys. ludzi, z których blisko 5,8 tys. wzięło udział w walkach. Po stronie Piłsudskiego opowiedziało się około 15 tysięcy. Bunt stał się faktem już 11 maja, kiedy to zgrupowane na ćwiczeniach w Rembertowie Batalion Manewrowy, Szkoła Podchorążych i 7. pułk ułanów z Mińska Mazowieckiego nie powróciły do koszar mimo rozkazu nowego ministra spraw wojskowych gen. Malczewskiego. 12 maja 1926 r. wojska obu stron starały się zająć ważne punkty w stolicy. Około godz. 17. doszło do słynnego spotkania i rozmów prezydenta Wojciechowskiego z Józefem Piłsudskim na Moście Poniatowskiego. Rozmowy nie dały żadnego rezultatu. Piłsudski udał się do koszar, wiernego mu 36. pp przy ul. 11-listopada na Pradze. Około 18.30 doszło do pierwszych starć w okolicach Mostu Kierbedzia

Wojska wierne żołnierskiej przysiędze panowały (13 maja) w okolicach od Belwederu do ul Pięknej. W ich posiadaniu było lotnisko na Polu Mokotowskim oraz na terenach poniżej skarpy, aż do Mostu Poniatowskiego. Zdobyły koszary 1. Pułku Szwoleżerów, biorąc 400 jeńców. Zdobyły też Szpital Ujazdowski, skąd wcześniej ostrzeliwano ich pozycje w Alejach Ujazdowskich. Później linia obrony ustabilizowała się na ul. Nowowiejskiej. Pod wieczór spodziewano się rychłego przybycia kolejnych oddziałów wielkopolskich. Związek zawodowy kolejarzy ogłosił strajk i wszelkimi sposobami starał się opóźnić poznańskie eszelony. Na dodatek, pod Kutnem doszło do katastrofy kolejowej, w której 9 wagonów zostało doszczętnie zniszczonych. Wojska Piłsudskiego, wspomagane przez ludność cywilną, od wczesnych godzin porannych 14 maja posuwały się w kierunku Belwederu. W związku z niekorzystną sytuacją dla wojsk rządowych (o godz. 15.) ich dowódca gen. Kędzierski (dowódca 14. Dywizji Piechoty Wielkopolskiej) wykonał rozkaz przełożonych, nakazując odwrót do Wilanowa. Zbiegło się to w czasie z przybyciem w rejon Warszawy posiłków z Wielkopolski, ale brak łączności uniemożliwił wykorzystanie tego faktu. O godz. 16.45 Belweder opuściła kompania 58. pp, która stanowiła ochronę prezydenta, członków rządu oraz sztandaru Rzeczypospolitej. Cała kolumna pieszo udała się do Wilanowa. O godz. 18. w tamtejszym pałacu odbyła się narada na „najwyższym szczeblu”, w trakcie której prezydent Stanisław Wojciechowski poinformował zebranych, iż składa rezygnację z zajmowanego urzędu. Nakazał też bezzwłoczne zawieszenie broni, o czym natychmiast poinformował marszałka sejmu Macieja Rataja. Rząd Wincentego Witosa podał się do dymisji. Oficerowie, w tym gen. Anatol Kędzierski, gen. Tadeusz Rozwadowski, płk Gustaw Paszkiewicz, płk Władysław Anders – wydali podległym sobie oddziałom zakaz prowadzenia działań ofensywnych, chyba że zostaną zaatakowane.

15 maja dowództwo nad wilanowskim garnizonem objął gen. Rozwadowski, który – po otrzymaniu informacji o dotarciu do Warszawy kolejnych transportów wojska z Wielkopolski i Pomorza – postanowił wznowić działania i rozważał zaatakowanie oddziałów Piłsudskiego rozłożonych wzdłuż skarpy w Wolicy i Natolinie. Około godz. 16.30 – po zerwaniu rozmów pomiędzy walczącymi stronami – oddziały z Wolicy i Natolina rozpoczęły natarcie na Wilanów. Zawarto kolejny rozejm, a oddziały garnizonu wilanowskiego – teraz pod dowództwem gen. Kędzierskiego - wycofały się za Wilanówkę i podążyły w kierunku Wisły. Rzekę sforsowano 17 maja. Wojska wielkopolskie dotarły do stacji kolejowej w Otwocku, skąd po załadowaniu do wagonów kolejowych, ruszyły do Poznania. Tam 20 maja 1926 r. w obecności tłumów mieszkańców Wielkopolski, władz wojewódzkich i miejskich, weteranów, dostojników kościelnych oraz konsulów Francji i Czechosłowacji przywitano oddziały, które dotrzymały wierności żołnierskiej przysiędze. Na Placu Wolności miała miejsce uroczysta defilada wojsk, które poszły w bój w obronie Konstytucji. W toku walk w Warszawie straty były znaczne. Największe miał 10. pułk piechoty z Łowicza, którry stracił 26% stanu wyjściowego. Poległych żołnierzy obu walczących stron, w liczbie ok. 220, uroczyście pochowano 17 maja 1926 r. na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach. Łącznie podczas walk w Warszawie zginęło – według oficjalnych danych – 379 osób.

Jeszcze kilkanaście lat temu na wojskowych Powązkach, w centralnej części cmentarza, widoczne były liczne nagrobki związane z przewrotem majowym. Na wielu, pod nazwiskiem widniał napis: zginął wierny przysiędze. Obecnie groby takie są bardzo nieliczne. Ustawiono „ogólną” tablicę z informacją o poległych w 1926 roku. Groby pozostawione bez opieki – skasowano, sprzedając miejsca licznym chętnym. Moim zdaniem, groby poległych na cmentarzu wojskowym powinny być po wsze czasy pod opieką państwa. Handlowanie nimi uważam wręcz za świętokradztwo!

W wyniku tzw. przewrotu majowego sformowany został nowy rząd RP z premierem Kazimierzem Bartlem na czele. Ministrem spraw wojskowych został Józef Piłsudski, który objął także stanowisko generalnego inspektora sił zbrojnych. 31 maja 1926 r. Zgromadzenie Narodowe wybrało Józefa Piłsudskiego prezydentem Rzeczypospolitej. Marszałek nie przyjął tej godności, ale rekomendował profesora Ignacego Mościckiego, który sprawował tę funkcję, aż do internowania go w Rumunii. 30 września 1939 r. wyznaczył na swego następcę Władysława Raczkiewicza. Zmarł w Szwajcarii w 1946 r. Pochowany jest w warszawskiej archikatedrze św. Jana Chrzciciela.

W rozkazie wydanym po pogrzebie Józef Piłsudski napisał m.in.: „… W jedną ziemię wsiąkła krew nasza, ziemię jednym i drugim jednakowo drogą, przez obie strony jednakowo umiłowaną. Niechaj krew ta gorąca, najcenniejsza w Polsce krew żołnierza, pod stopami naszymi będzie nowym posiewem braterstwa, niech wspólną dla braci prawdę głosi".

Marszałek Piłsudski zmarł 12 maja 1935 r. – w dziewiątą rocznicę „przewrotu majowego”.

PS. Przy pisaniu niniejszego tekstu wykorzystałem m. in. artykuł Bartosza Kruszyńskiego, pt.: Garnizon poznański na odsiecz Radzie Ministrów i Prezydentowi RP w czasie przewrotu majowego w 1926 roku, zamieszczony w kwartalniku „Kronika Miasta Poznania” 201 2/1, s. 156-169.

Wróć

Interesuje Cię współpraca?
Napisz do nas! wspolpraca@passa.pl
Copyright 2015 - Wszelkie prawa zastrzeżone
Projekt i wykonanie: MEETMEDIA