Serwis korzysta z plików cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę, że będą one umieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Mogą Państwo zmienić ustawienia dotyczące plików cookies w swojej przeglądarce.

Polski nie da się przepisać na żonę...

17-06-2020 20:42 | Autor: Maciej Petruczenko
Chociaż media zmuszają społeczeństwo polskie do interesowania się przede wszystkim wyborami prezydenckimi, trudno przejść do porządku dziennego nad znacznie ważniejszymi sprawami, które wszystkich nas zbulwersują jeszcze w tym roku. Najważniejsza z tych spraw to dziura, jaka z uwagi na paraliż gospodarki spowodowany koronawirusem już się pojawiła w budżecie państwa, a przecież perspektywicznie będzie ona jeszcze większa.

Opozycja, wytykająca obecnej koalicji rządowej różnego rodzaju błędy i nadużycia, może się tak naprawdę tylko cieszyć, że nie na niej spoczywa obecnie ciężar władzy, bowiem narastające bezrobocie zrodzi tyle protestów społecznych, iż dać sobie z nimi radę normalnym tokiem działania będzie nie sposób. Żeby nie wiem jakie tarcze kryzysowe wymyślać – i tak dla wszystkich potrzebujących państwowej kasy nie starczy. Tym bardziej w sytuacji, gdy na prawo i lewo rozdaje się kiełbasę wyborczą i marnuje poważne fundusze, jak choćby te przeznaczone na sfinansowanie kart do wyborów korespondencyjnych 10 maja, które ostatecznie się nie odbyły.

Dla osób, którym bieda coraz bardziej zagląda w oczy, wyrzucenie przez rząd blisko 70 milionów złotych w błoto jest równie bolesne, jak miliard bezsensownie wpakowany w budowę któregoś tam bloku elektrowni węglowej w Ostrołęce albo miliardy mające pójść na zakup amerykańskich myśliwców F-35. Przed – na szczęście już przerwaną – ostrołęcką inwestycją ostrzegali wszyscy fachowcy, dziwiąc się, że ktoś chce w dzisiejszych czasach stawiania na ekologię – rozwijać zatruwającą powietrze energetykę, gdy na dodatek jej istotną podstawą jest węgiel sprowadzany za ciężkie pieniądze z tak mocno postponowanej przez rząd Rosji. A przecież mieliśmy się całkowicie uniezależnić energetycznie od tego postsowieckiego imperium zła, z którym zerwano nawet standardowe stosunki kulturalne i aż dziw bierze, iż dopuszczamy pianistów rosyjskich do Konkursu Chopinowskiego. W Internecie zachowały się, niestety, buńczuczne zapowiedzi obecnego prezydenta Andrzeja Dudy, gorącego orędownika owej całkowicie błędnej inwestycji, gotowego poza tym zbudować za nasze pieniądze odstraszający Ruskich (to dopiero śmiechu warte!) Fort Trump. Idea ta jest może niezłą trump/oliną wyborczą, ale w razie jej zrealizowania pociągałaby za sobą kolejne koszty w sytuacji, gdy prezydent-car Rosji Władymir Putin i tak może w okamgnieniu uczynić nam z Białegostoku Władywostok. Szczerze mówiąc, wolałbym żeby Andrzej Duda zaproponował zbudowanie pod własnym imieniem polskiego pola golfowego na wzór St. Andrews.

Wyschnięcie strumienia państwowych złotówek będzie równie bolesne, jak susza sensu stricto, która u nas przecież już się zaczęła i nic tu nie pomoże lanie wody przez polityków, będące faktycznie dolewaniem oliwy do ognia. Nie mam tu bynajmniej na myśli kolejnego obywatela RP, który postanowił się spalić (tym razem pod Sejmem). Brak wody może bowiem doprowadzić do fali pożarów, ogarniających obszary leśne. Bo i to ewentualnie nas czeka, jakby już innych nieszczęść nie brakowało.

W powodzi bardziej aktualnych bolączek całkowicie na drugi plan zeszła kwestia reprywatyzacji, będąca jak gdyby ostatnim już echem drugiej wojny światowej. Kwestia ta jest związana przede wszystkim z wielkimi miastami, jakkolwiek w sferach politycznych sprowadza się ją – nie wiadomo dlaczego – tylko do obrębu Warszawy. Do reprywatyzacji poszczególne partie podchodzą niczym pies do jeża. Co się wezmą za finalne rozwiązanie tego problemu drogą ustawową, to zaraz kolejny projekt trafia w Sejmie do „zamrażarki” albo prosto do kosza. I nic w tym wypadku nie zmieniła słynna komisja Patryka Jakiego ani jego czcze obietnice. O ile panująca nam miłościwie Zjednoczona Prawica ostro krytykowała rządzącą poprzednio koalicję za bierność w sprawach reprywatyzacyjnych (choć przecież tzw. małą ustawę jednak uchwalono), o tyle dziś sama powinna się wstydzić za sejmową bezczynność, spowodowaną zapewne jakimś konfliktem prywatnych interesów.

O reprywatyzacji przypomniano opinii publicznej akurat po tym, jak prezydent Duda słusznie – moim zdaniem – ułaskawił największego wojownika na tym polu – Jana Śpiewaka, skazanego przecież nie za protesty przeciwko przekrętom w tej materii, lecz za lekkomyślne zniesławienie córki byłego ministra sprawiedliwości. Ów akt łaski wszakże ani na krok nie posuwa procesu reprywatyzacyjnego i nie czyni go bardziej sprawiedliwym.

A jeśli już wymieniłem ten ostatni przymiotnik, to nie od rzeczy będzie przypomnieć stwierdzenie twórcy pojęcia trójpodziału władzy na ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą – Monteskiusza, francuskiego prawnika i filozofa. Zauważył on otóż, że „najokrutniejsza tyrania występuje pod maską prawa i ze sztandarem sprawiedliwości”. To spostrzeżenie barona Charlesa Louisa de Secondat Montesquieu powinno każdemu obywatelowi – nie tylko polskiego państwa – dawać co nieco do myślenia. Zwłaszcza wtedy, gdy ów trójpodział jest zasadniczo naruszany, a terminem „sprawiedliwość” obraca się bezkarnie na prawo i lewo.

Nasz minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro już dawno zaczął przeciwstawiać się temu, by najwięksi przestępcy, zdobywający nielegalnie fortuny, nie mogli ich zachować, sprytnie przepisując majątek na żony. Wydaje się, że ani premier Mateusz Morawiecki, ani minister zdrowia Łukasz Szumowski przestępcami nie są, ale ponoć coś tam poprzepisywali na swoje połowice – ku zdumieniu wielu osób, zdających sobie sprawę, że na tych dwóch politykach ciąży dziś szczególna odpowiedzialność za Polskę. A Polski przecież na żonę przepisać się nie da...

Wróć

Interesuje Cię współpraca?
Napisz do nas! wspolpraca@passa.pl
Copyright 2015 - Wszelkie prawa zastrzeżone
Projekt i wykonanie: MEETMEDIA