Serwis korzysta z plików cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę, że będą one umieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Mogą Państwo zmienić ustawienia dotyczące plików cookies w swojej przeglądarce.

Dowiedz się więcej o ciasteczkach cookie klikając tutaj

Połamią sobie zęby i utoną we krwi?

19-08-2026 20:55 | Autor: Tadeusz Porębski
Polski siatkarz Michał Kubiak, były charyzmatyczny kapitan naszej mistrzowskiej drużyny, który na szczęście zakończył karierę w drużynie narodowej, skonfliktował się był na boisku z jednym z graczy reprezentacji Iranu. Wściekłemu gwiazdorowi słoma wyszła z butów i ogłosił wszem i wobec, że Irańczycy „to fatalni, złośliwi, chamscy ludzie i dla niego ten naród jest skreślony”. Dla mnie tego typu wypowiedź świadczy o tym, że to Kubiak jest fatalnym, złośliwym i chamskim gościem, który bez powodu obraził nację istniejącą od końca II tysiąclecia p.n.e. Przodkowie Kubiaka na terenie dzisiejszej Słowiańszczyzny żyli wówczas w jaskiniach. Nieustanna nagonka medialna na Iran, krytyka polityczna oraz agresja Izraela pospołu z USA uczyniły z dawnej Persji miejsce niezbyt przyjazne dla turystów. Okazuje się jednak, że obraz kreowany przez polityków i media ma niewiele wspólnego z rzeczywistością, o czym można przekonać się odwiedzając kolebkę jednej z najstarszych kultur świata.

To media i zachodni politycy wykreowali Iran jako kraj pełen muzułmańskich ekstremistów, nie myślących o niczym innym, jak tylko o likwidacji Izraela oraz wojnie jądrowej z USA. Wpływowe media są w większości w rękach żydowskich, podobnie jak wielkie instytucje finansowe, więc wzięty pod obcasy Iran nie ma szans na zaprezentowanie w 100 proc. gospodarczego potencjału oraz walorów turystycznych i kulturowych. Trwająca wojna, jak również niewiedza i nieuzasadniony strach, powodują, że niewielu turystów odwiedza ten piękny kraj rozciągający się od Morza Kaspijskiego do Zatoki Perskiej. Był tam mój dobry kolega i wrócił zachwycony. Wspaniałe zabytki, jak m.in. Muzeum Kaligrafii Rezy Abbassi, Muzeum Ceramiki, Muzeum Dywanów, Muzeum Archeologiczne, jedyna w swoim rodzaju kolekcja klejnotów koronacyjnych Iranu, a szczególnie Muzeum Sztuki Współczesnej z najbogatszym zbiorami zachodniej sztuki współczesnej poza Europą i USA, to prawdziwe perły.

Podczas zwiedzania pałaców ogrodowych Czterdzieści Kolumn i Osiem Rajów mojemu koledze ponoć opadła szczęka. To było tuż przed agresją Izraela i USA na Iran i turystów zadziwiało bogate życie towarzyskie i wszechobecna rozrywka. Iran nie jest krajem, do którego przyjeżdża się na nocne balangi i pijaństwo. Nie znaczy to jednak, że panuje tam nuda i kompletna posucha. Amatorzy „marychy” znajdą nie gorsze pole do popisu niż w Holandii, bowiem hodowla konopi indyjskich na własny użytek nie jest w Iranie karana. „Zioło” opatrzone podobizną Boba Marley`a można kupić w… sklepach z pamiątkami. Natomiast z twardymi narkotykami lepiej nie mieć w tym kraju do czynienia, bo za produkcję i ich sprzedaż można skończyć na szubienicy. Podoba mi się to, uważam takie rozwiązanie za mądre i przemyślane. Kolega mówi, że ograniczenia narzucone przez szariat nie miały dla niego jako turysty specjalnego znaczenia, a pędzona w domach „księżycówka” ma wyborny posmak.

W używanym w Iranie języku farsi nazwa Polski to Lahestan. Nazwanie zaś Irańczyka Arabem świadczyłoby o braku elementarnej wiedzy w kwestiach historycznych i społecznych. Jedynym elementem łączącym Arabów i Persów jest islam, choć wyznają oni odmienne jego odłamy. Życie w Iranie toczy się stosunkowo wartko i wedle zasady, że kiedy obywatelowi zakazuje się czegoś systemowo, skutek jest odwrotny. Irańczycy bawią się na piknikach i „domówkach”, ale są miasta, jak na przykład Sziraz w południowym Iranie u podnóża gór Zagros, gdzie do późnych godzin nocnych tętni życie, a z barów i bistro dochodzi zachodnia muzyka. Oczywiście nie dzisiaj. Perscy biesiadnicy nie różnią się ubiorem i zachowaniem od Europejczyków, może tylko wykazują ciut większą wstrzemięźliwość. Bogata progenitura miejscowych nababów świeci w oczy złotymi zegarkami i łańcuchami na szyjach, a wiele kobiet nie nosi hidżabu, czyli chusty zakrywającej włosy.

Pewien znany podróżnik napisał: „Nie myślcie, proszę, że zwiedzanie Iranu to balansowanie na krawędzi ryzyka. Mieszkańcy tego cudownego kraju zasługują na to, by ich odwiedzić i docenić piękno Persji bez nieuzasadnionych uprzedzeń. Prawda medialna bowiem bardzo często nawet nie ociera się o prawdę prawdziwą”. Tak było przed wojną i tak będzie po jej zakończeniu. Jestem od dawna fanem Iranu, m.in. kibicuję siatkarskiej drużynie tego kraju (o ile nie rywalizuje z naszą drużyną narodową). Jestem także fanem Kuby, ponieważ oba kraje cierpią z powodu amerykańskich sankcji, jednak dzielnie to znoszą. Byłem na Kubie, w Iranie jeszcze nie, ale właśnie tam planuję ostatnią podróż mojego życia. I guzik mnie interesuje, że na Kubie jest komunizm, a w Iranie szariat. Jak tylko Persowie pogonią Żydów i Jankesów pędem polecę do ambasady Iranu po wizę. Muszę zobaczyć ten kraj i poznać jego mieszkańców.

Chodzi o społeczeństwo i kraj – niewyobrażalne piękno „Perły Karaibów”, tajemniczy, nieskalany zachodnią cywilizacją Orient oraz wspaniałych, gościnnych Kubańczyków i Persów. Mam nadzieję, że po zakończeniu zbrojnego konfliktu polski minister spraw zagranicznych zamelduje się w Teheranie jako jeden z pierwszych. Bez oglądania się na błazna Trumpa, który po Grenlandii i Kanadzie ogłosił włączenie Cieśniny Ormuz do terytorium USA. Nie powinien także oglądać się na pohukiwania syjonisty Netanjahu – politycznego truposza. Czas najwyższy, byśmy zaczęli wreszcie dbać o własny interes.

Republika Islamska ma bowiem więcej zasobów ropy naftowej niż Irak, Rosja czy USA. Natomiast gazu ziemnego – najwięcej na świecie. Gdyby zdjęto embargo Iran zalałby ropą i gazem całą Europę powodując znaczny spadek cen tego surowca, a tego wyglądają coraz bardziej umęczeni galopującą inflacją i recesją mieszkańcy Starego Kontynentu. Ale nie bogaci Arabowie i Izrael. Dawna Persja postrzegana jest przez Izrael jako śmiertelny wróg, a w połowie XX wieku na 31 banków inwestycyjnych aż 78 proc. należało do żydowskich rodzin. Nie inaczej jest dzisiaj. Bankierzy zaś to najsilniejsza grupa nacisku. Wpływają na stosunki międzyludzkie, wojny, rewolucje oraz kierunki rozwoju, zmonopolizowali przepływ światowych kapitałów i stoją za wieloma konfliktami między państwami, by potem rozliczać kontrybucje. Żydowska dominacja w światowych finansach jest tak duża, że Iran został całkowicie wycięty z rynku finansowego. Zamrożono m.in. wielomiliardowe irańskie aktywa.

Biały Dom musi liczyć się z silnym i wpływowym żydowskim lobby działającym w Senacie i Kongresie, ponieważ Trump stał się ich zakładnikiem, jak również samego Netanjahu. Dla Amerykanów Izrael jest dzisiaj ważniejszy niż tanie paliwo dla Europy. W zamian za zniesienie sankcji Teheran obiecał swego czasu ograniczenie programu wzbogacania uranu i gromadzenia zapasów materiałów jądrowych, co dla wielu krajów UE – w tym Polski – stało się pretekstem do podjęcia prób mających na celu ocieplenie stosunków z Teheranem. Reakcja mainstreamowych mediów była natychmiastowa – Iran dostarcza Rosji bojowe drony, co wyklucza go jako partnera do jakichkolwiek rozmów z Zachodem. A potem Izrael znienacka uderzył na Iran korzystając ze wsparcia USA. Zaraz po agresji pisałem, że obaj agresorzy połamią sobie na Iranie swoje wilcze zęby, a jeśli zdecydują się zbrojnie najechać Persów utoną we krwi.

Amerykanie i osobiście Trump dają rządowi Izraela poczucie bezkarności w kwestii Iranu i Strefy Gazy. W maju 2003 r. Tamir Pardo, prawa ręka szefa Mosadu Meira Dagana, przedstawił trzy opcje na rozwiązanie problemu irańskiego: pierwsza: podbić Iran; druga: doprowadzić do zmiany władzy w Iranie; trzecia: przekonać elity polityczne Iranu, że cena jaką przyjdzie im zapłacić za kontynuowanie projektu nuklearnego będzie bardzo wysoka. Ponieważ pierwsza i druga opcja były nierealistyczne, pozostała jedynie trzecia – podjąć jawne i tajne działania, w tym skrytobójcze mordowanie irańskich naukowców. Dla wsparcia programu sformalizowano czterostronną współpracę pomiędzy amerykańskimi agencjami wywiadowczymi CIA i NSA a Mosadem i izraelskim wywiadem wojskowym Aman. Obejmowała ona wzajemne ujawnianie źródeł i metod działania, czyli obustronny totalny striptiz, jak obrazowo ujął to jeden z doradców premiera. To była bezprecedensowa umowa w świecie wywiadów, nawet jak na kraje, które utrzymują ze sobą bardzo bliskie stosunki.

Trzy opcje nie wypaliły, więc zastosowano czwartą – skrytobójstwo. Mosad sporządził listę 15 najważniejszych irańskich badaczy i przystąpił do ich likwidacji. Udało się zlikwidować pięciu czołowych fizyków jądrowych i chemików. O skali operacji przeprowadzonej przez Mosad, w szczególności jej tajnej części, czyli mordowania irańskich naukowców, nie mówi się i nie pisze. Wobec fiaska także czwartej opcji doszło do bezprecedensowego ataku. Prący od lat do wojny Izrael uderzył 13 czerwca 2025 roku na Iran. Osobiście mam nadzieję, że opcja piąta zakończy się totalną klęską syjonistycznego agresora.

Wróć