Klęska kampanii wrześniowej 1939 roku pozostawiła głębokie ślady w świadomości kilku pokoleń. Polska znalazła się wówczas w sytuacji niezwykle trudnej: została zaatakowana przez znacznie silniejszego przeciwnika, a 17 września do wojny przeciwko niej przystąpił również Związek Sowiecki. Niemcy dysponowali zdecydowaną przewagą w uzbrojeniu, zwłaszcza w broni pancernej i lotnictwie, a polski plan obrony zakładał prowadzenie walki na rozciągniętej granicy i oczekiwanie na pomoc sojuszników.
Niemiecka przewaga wynikała nie tylko z liczebności. Istotną rolę odegrała koncentracja wojsk pancernych i lotnictwa oraz sposób prowadzenia działań określany mianem Blitzkriegu – wojny błyskawicznej. Niemieckie jednostki pancerne przełamywały obronę w wybranych punktach, a lotnictwo wspierało ich działania, utrudniając Polakom przegrupowanie i skuteczną obronę. Nie był to jednak wynalazek jednego stratega, a już na pewno nie Alfreda von Schlieffena, jak czasem się twierdzi. Jego nazwisko wiąże się przede wszystkim z planem operacyjnym opracowanym przed I wojną światową. Wojna, która rozpoczęła się w 1939 roku, była już konfliktem wykorzystującym doświadczenia i technologie zupełnie innej epoki.
Skutki wrześniowej klęski znamy z podręczników historii. Podobnie jak skutki Powstania Warszawskiego, rozpoczętego 1 sierpnia 1944 roku i zakończonego po 63 dniach walk kapitulacją 2 października. Tego dnia w Ożarowie Mazowieckim podpisano układ o zaprzestaniu działań wojennych w Warszawie. Ze strony polskiej podpisali go płk Kazimierz Iranek-Osmecki „Heller” i ppłk Zygmunt Dobrowolski „Zyndram”. Później nastąpiło systematyczne niszczenie miasta. Warszawa została niemal całkowicie zrujnowana, a jej mieszkańcy wysiedleni. Zginęły tysiące ludzi. Miasto, które przez wieki było świadkiem polskiej historii, miało zostać wymazane z mapy. Nie udało się tego zrobić. Pamięć o tamtych wydarzeniach pozostaje żywa. Pytanie brzmi jednak: czy sama pamięć wystarczy? Bo można obchodzić kolejne rocznice, zapalać znicze, składać wieńce i powtarzać słowa o bohaterstwie. Można też - i chyba przede wszystkim trzeba - zastanawiać się, jakie wnioski z historii wynikają dla współczesnego państwa.
Przez lata po zakończeniu zimnej wojny wielu Europejczyków zaczęło traktować pokój i stabilność jako coś niemal oczywistego. W Polsce również pojawiało się przekonanie, że rozwój gospodarczy, rosnący dobrobyt i integracja z Zachodem wystarczą, aby zapewnić nam bezpieczeństwo. Tymczasem rosyjska agresja na Ukrainę w 2022 roku brutalnie przypomniała, że wojna w Europie nie należy wyłącznie do podręczników historii. Polska strategia bezpieczeństwa przyjęta w 2025 roku wprost wskazuje na pogorszenie środowiska bezpieczeństwa i potrzebę wzmacniania zarówno zdolności wojskowych, jak i odporności państwa. Nie oznacza to oczywiście, że historia z 1939 roku powtarza się dzisiaj jeden do jednego. Polska jest członkiem NATO i Unii Europejskiej, a bezpieczeństwo opiera również na systemie sojuszniczym. NATO pozostaje jednym z podstawowych filarów bezpieczeństwa Polski. Jednocześnie współczesne doświadczenia pokazują, że sojusze muszą być wspierane przez własne zdolności obronne, odporność infrastruktury, bezpieczeństwo energetyczne, cyberbezpieczeństwo i przygotowanie społeczeństwa na sytuacje kryzysowe.
To właśnie tutaj znajduje się jedna z najważniejszych lekcji września. Nie wystarczy liczyć na to, że ktoś przyjdzie nam z pomocą. Trzeba mieć własne możliwości, aby tę pomoc przyjąć, wykorzystać i jeśli zajdzie taka potrzeba, samemu wytrzymać pierwsze uderzenie. Sojusz nie jest przecież alternatywą dla własnej siły, lecz jej uzupełnieniem. Stara łacińska maksyma Si vis pacem, para bellum - „Jeśli chcesz pokoju, przygotuj się do wojny” nie straciła nic ze swej aktualności. Przygotowanie do wojny nie oznacza pragnienia wojny. Przeciwnie, w logice odstraszania chodzi o to, aby potencjalny przeciwnik wiedział, że agresja będzie kosztowna i nie przyniesie łatwego zwycięstwa.
Dlatego bezpieczeństwo trzeba rozumieć szerzej niż tylko jako liczbę czołgów, samolotów czy żołnierzy. To także sprawna gospodarka, własny przemysł, stabilna energetyka, bezpieczeństwo żywnościowe, infrastruktura krytyczna, cyberbezpieczeństwo, obrona cywilna i odporność społeczeństwa. Dzisiejsze konflikty pokazują, że państwo może być atakowane nie tylko bombami i rakietami. Zagrożeniem mogą być również cyberataki, sabotaż, dezinformacja czy próby destabilizacji infrastruktury. Nie wiemy jaka przyszłość czeka Polskę. Wiemy natomiast, że nie warto budować jej na założeniu, że historia już się skończyła. Wydarzenia ostatnich lat pokazują coś przeciwnego.
Historia nie daje nam możliwości powtórzenia egzaminu. Możemy natomiast przeczytać pytania, które zadawała poprzednim pokoleniom. Wrzesień i październik przypominają o nich szczególnie mocno. Dlatego warto patrzeć wstecz nie po to, aby bez końca rozdrapywać stare rany, lecz po to, aby lepiej rozumieć teraźniejszość. Pamięć jest potrzebna. Ale sama pamięć bez wniosków pozostaje tylko wspomnieniem. Najważniejsze pytanie brzmi więc nie: co wydarzyło się wtedy? Lecz: czego nauczyliśmy się od tamtych, którzy już za swoje błędy zapłacili najwyższą cenę?